To ja się dołączę:):
[U]Szarik: [/U]8 lat temu do mojego dziadka na wsi przybłąkał się pies. Bity i przeganiany na wsi zatrzymał się przy naszym domu. Dziadek wyszedł wyrzucić mu chleba a kiedy wrócił na podwórko i znikł za drzwiami pies włożył łeb w pręty bramy i zaczął przerażliwie piszczeć i wyć. Chcąc nie chcąc trzeba było go wpuścić na podwórko. dziadkowie uznali, że gdy przyjedziemy z mamą to odwieziemy cwaniaka do schronu i po kłopocie. Tyle że jak przyjechałyśmy pierwszą decyzją było że pies w żadnym razie nigdzie nie wyjedżie. I tak został. Nigdy się nie dowiem co mu zrobiono choć do mnie trafił jako kilkumiesięczny psiak. Przez pierwsze miesiące piszczał gdy znikaliśmy mu z oczu, bał się podniesionej ręki nawet lekkie klepnięcie powodowało straszny płacz. Ostatnio podczas wizyty u weta okazało się, że pies miał złamany u nasady ogon:placz: , który zrósł się nieruchomo i dlatego Szarik może trzymać ogon tylko na wysokości grzbietu wyżej go podnieśc nie może. Prawdopodobnie od bicia ma też uraz neurologiczny, który kilka razy objawiał się jako całkowity paraliż tylnych nóg(leczyliśmy go sterydami):-(
Pilka razy już odwdzięczył się typom ze wsi za dawne przeganianie:diabloti: podartymi portkami, nie wspominajć że na wsi gadają że taki pies to "bogactwo":evil_lol:
[U]Figiel[/U]: Jego historia jest krótka, znaleziony jako szczeniak w pudełku na trawniku ruchliwego skrzyżowania. Przyniosły go do szkoły dzieci. A ponieważ dwaj towarzysze Szarego odeszli za TM:-( wzieliśmy go bez zastanowienia żeby psiakowi nie było tak strasznie smutno. Teraz ma około 4 lat.
[U]Milka :[/U] Zeszłoroczna wielkanoc, przyjechałam na wieś tydzień póżniej i od razu dostałam info że koło kopalni piachu błąka się pies. Sąsiedzi ze smiechem zaczeli mi proponować wzięcie Psa nie widziałam więc nie za bardzo mogłam cokolwiek zrobić a adopcja była mglistą mrzonką-dwa inne psy już były . Jako że i tak szłam na spacer z Figlem i Szarym to poszliśmy na wieś szukać znajdy. I znalazłam, moje na smyczy ale psisko i tak suneło zaroślami trzymając się na dystans aż schowała się za budynkiem. Przypiełam psy i ruszyłam za psiakiem. Była śliczna kremowa z długą sierścią i czarną mordeczką. Duża mix kaukaza ale góra 6-7 miesięczna bała się, gdy przykucnełam podczołgała się te kilka metrów które nas dzieliły i przewaliła do góry kołami:loveu: Potem szybko krótki tel do mamy z ukoloryzowanym zagrożeniemśmierci ślicznego kudłatego psiska, no i oczywiście info że to piekna panienka:loveu: Umowa była żę psa przyprowadzę a następnie oddamy do schronu(deja vu:evil_lol: ) babcia chciała mnie z domu wyrzucić, gdy sukę na podwórko do naszych wpuściłam. A awanturę cała wieś słyszała. Po tygodniu wojny efekt był jeden: ja domu nie straciłam a pies zyskał:evil_lol: :evil_lol: I najlepszy motyw: w sobotę ją wziełam a w niedzielę gdy była już moja mama przyjechał znajomy ze wsi z dwoma innymi i mówi że panowie psa zgubili, spytałam więc grzecznie którego bo trzy akurat po podwórku biegały panowie konsternacja ale po podpowiedzi wskazali sucz, więc im wyjaśniam że to nie pis tylko sucz akurat. I słyszę suka o nie lepszy by był pies bo suka to szczeniaki... a znajomy też teatralnym szeptem: biercie szczenioki bedą to się wyda to nawet lepiej:mad: :mad: :mad: . Oczywiście psa na oczy wcześniej nie widzieli...
Ale się rozpisałam sorka:oops: