-
Posts
11781 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
69
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Anecik
-
Dziękuję Dziewczyny za Wasze porady i słowa otuchy. Wszystko co się dzieje u Czesterka przekazuję Bgra i to ona będzie zamieszczała info na wątku. Nie jest różowo. Oprócz plusów czyli tego że Czester już fajnie wcina karmę - mieszana brit z animondą, jest fajnym przytulaskiem, pozwala sobie robić kolo siebie wszystko, nawet koo się unormowaly to Czester po prostu wydziela taki odór że nie da się wytrzymać. Jakoś opanowaliśmy kropelkowanie - pampas z podpaską (koniecznie ze skrzydełkami bo są troszkę szersze i mniej się przesuwają) i koopy (po umyciu wkładam mu do pieluchy kilkakrotnie złożony ręcznik, za kilkanaście minut wymieniam ręcznik, i za kilkanaście minut ponownie wymieniam....... jak już uciapra trochę pieluchy to mu wymieniam pieluszkę. Robota jest przy nim ciągle - jak się troszkę ubrudzi to przecieram chusteczkami i wymieniam ręcznik papierowy w pampersie, po koopie obowiązkowe mycie, przewietrzenie chwilkę na dworze ( wraca po kilku minutach i już mu leci rzadzizna) więc znowu przecieram i zakładam pieluchę z ręcznikiem papierowym w środku .... i tak ciągle. A Czester nadal wydziela odór :( Dziś przed południem zaczął znowu troszkę kropelkować - nie zakładałam mu na dzień pampasa bo chciałam sprawdzić kiedy zacznie kropelkować. Długo spokoju nie było. Powiem szczerze - sprawa stoi na ostrzu noża Ja mam uszkodzone kubki smakowe od zawsze i nic nie czuję ale mój mąż ...... Nie wiem jak długo wytrzyma. Tzn on już nie wytrzymuje i to jest największy problem. Nie robota przy Czesterze (choć jest jej sporo) nie moje zmęczenie (bo wszystko kręci się wokół Czestera), nie inne psiaki (bo chodzę na rzęsach i zapewniam wszystkim taką samą opiekę jaka była przed Czesterem). Dziewczyny które miały dłuższą styczność z Czesterem pewnie wiedzą o czym mówię - jaguska i Bgra. Oby po lekach coś się poprawiło bo trzeba będzie szukać innego domu dla Czestera. A skoro nie mieszkam sama to muszę uszanować wolę mojej drugiej połowy. Niektóre z Was wiedzą że mój mąż to naprawdę dobry człowiek ale odór go przerósł. Wątpię jakoś aby znalazł się ktoś kto przyjąłby Czesterka pod swój dach, żaden hotel go raczej nie przyjmie a DS.....? Tyle psiaków w potrzebie ....zdrowych lub z mniej "smrodliwymi" chorobami. Może brutalne to co piszę ale w głębi serca liczę na jakiś cud. Bo po całodobowej opiece nad psem od prawie miesiąca jestem już trochę zmęczona ....Patowa sytuacja
-
Przykro mi że jest Wam tak ogromnie przykro i smutno że sunia znalazła dom. Nie była to sunia z roześmianą paszczą i merdającym ogonkiem. Była to sunia pokroju Zulki i Tigry, wycofana, uciekająca na widok obcych lub chowająca się pod stół. Była u mnie prawie 10 miesięcy i szanse na adopcje miała niewielkie. Bylo kilka rodzin zainteresowanych adopcją, którzy jednak po jej bliższym poznaniu rezygnowali. Niewiele jest osób chętnych na wycofane psy. Suzi nie jest psem problemowym jak napisała Bogusik. To właśnie Suzi - zresztą Hania też - podbiegły do Państwa z roześmianymi pycholami i merdającymi ogonami. A jednak zwrócili uwagę na przerażoną ich pojawieniem się nieśmiałą sunię. Przepraszam w imieniu suni że ktoś dał jej szansę na dom, że "powalczy" o to aby zobaczyć jej uśmiech. Jej winą jest tylko to że nie jest Suzi, Haną bądź Kamą.
-
Coś pechowa ta moja Dezji. Pani nie przyjechała - powiedziała że auto jeszcze popsute i jeśli Dejzi znajdzie domek to dobrze a ona zadzwoni w piątek. Tylko w zasadzie nie wiem po co. Jakby mnie zależało na psiaku to poprosiłabym o jeszcze kilka dni przetrzymania. .....Nie takiego domku dla niej szukam.
-
Byłam z Haną u weta bo nie chciała od wczorajszej kolacji nic jeść i miała rzadkie koo. No i Hanusia dostała 3 zastrzyki, przez conajmniej kolejne dwa dni też będziemy jeździć na zastrzyk. Miała podwyższoną temperaturę :(, bez wymiotów. Dokupiłam jej też płyn do przemywania uszek. Ustaliłam z Tolą że faktura będzie na Fundację ZEA. Dziękuję w imieniu Hanusi.
-
-
Wiele się dzialo w życiu Dejzi od ostatniego wpisu. Poker u Pani z Wrocławia nie była ponieważ uznałam że jednak Dejzi dla 14 letniego jorkusia będzie zbyt żywiołowa. Później był telefon od młodych ludzi z Myśliborza. Wszystko przez telefon super, 3 maluchy w najbliższej rodzinie w tym jeden ze schroniska, wizyta zrobiona przez osobę z fundacji. Państwo przyjechali w ubiegłą sobotę i już w poniedziałek był telefon że muszą ją oddać bo nie było ich 3 godziny a ona zrobiła koo i jeszcze rozwaliła kosz z plastikami stojący w kuchni. No po prostu niemożliwe..... Pomijam że w niedzielę byli u weta, w gościach i ją wykąpali. Porażka jakaś. Kazałam psa natychmiast odwieźć czym prawdopodobnie ucieszyłam ich niezmiernie. W sobotę miała przyjechać Pani z okolic Sochaczewa. umówiliśmy się za Częstochową. Jednak Pani auto zaczęło odmawiać posłuszeństwa i bala się jechać dalej w naszym kierunku a my z kolei nie mogliśmy jechać aż tak daleko. Pani ma do jutra naprawić samochód i przyjechać po Dejzi w środę. Ufff....muszę chyba odsapnąć od tymczasów. 4 naraz i prawie jednoczesne adopcje to trochę dużo.
-
U dziewczyn bez wielkich zmian. Hanusi czyszczę uch przynajmniej co dwa dni bo zbiera jej się tam co nieco. Pogoda kiepska więc skończyło się wylegiwanie na słoneczku. Za to na mizianie zawsze jest dobry moment. Mile zaskoczyła mnie Suzi która do osób postronnych robi się bardzo przytulasta. Już dawno skończyliśmy naukę chodzenia na smyczy - teraz po prostu idziemy na spacerek.
-
Duża czyli Sisi zapowiedziała się wraz ze swoją Panią w goście, ciekawe jak się zachowa. Mala czyli Juicy (soczek) ma się równie świetnie. Ze swoją siostrzyczką Kelly
-
Co prawda jakoś licho ze zdjęciami ale u Kafelka wszystko w porządeczku. Bardzo przydaje mu się starszy braciszek Kaloszek - jeśli mały nie wiem co zrobić to bierze przykład z dużego. Jeśli dostaje coś dobrego do jedzenia i nie zna tego to tylko zerknięcie na Kaloszka i już wiadomo że trzeba zjeść. Na spacerach biega jak szalony, za to ma (jak to nazwał Pan) bardzo cenny mocz bo celebruje poranne jego oddanie ze hohoho..... I tak sobie maszerują i szukają najlepszego miejsca na oddanie cennej zawartości Kafelkowego pęcherza :D Kafelek dostał dresiki po domu i ubranka wyjściowe :) coby mu pupa i reszta nie marzła.