Subskrybuję tego biedaka, trzeba mu pomóc, jego Pani na nas patrzy przecież :-(
Dawno temu, kedy czekałam na moje dziecko pod szkołą, podszedł do mnie i usiadł mi na stopie straszliwie zmęczony pies. Wyglądał, jak basset, tylko umaszczenie miał wyżła angielskiego, dokładnie takie samo, jak miał nasz roczny Levis - mieszaniec wyżła ang z dobermanem. Prezes - bo tak dałam mu na imię - mieszkał u nas 2 miesiące, do czasu znalezienia mu wspaniałego domu w Poznaniu.
Czemu o nim tu pisze? Bo mieliśmy wrażenie, że jego właściciel umarł i dlatego Prezes został bezdomnym - wszystko wiedział, w samochodzie pchał się na przednie siedzenie, spał w łóżku i ogólnie był psim arystokratą.
A nikt go nie szukał - dawałam ogłoszenia wszędzie...Gdybym mu wtedy nie pomogła, też mogłoby go spotkać schronisko dożywotnio :shake: