-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by ulvhedinn
-
Z Pałkiem jest niefajnie... okazało sie że w łapce to staw barkowy jest stukniety... lae to nie wszystko. Pałek miał na pupie przy ogonie taką małą gulke- pozostałośc po dawnej bijatyce. Kiedys wet ściagnął z niej płyn i powiedział żeby pozostałej kulki nie ruszac. A teraz chyba się Pał w to uderzył jak sie bił z Gutem, bo urosło okropnie... jest w tym wstretny brunatny płyn. I okropnie Pałka boli :placz: Musiałam z nim na rękach lecieć do weta bo nie chciał iść.... dostał przeciwbólowe i antybiotyk, ale konieczna będzie operacja pod narkoząąą (od razu ciachną też nadziąślaka).... ja się booojęęęęę :placz:
-
Agunia zwrocona po 9 latach Na Paluch, szuka domku i DT
ulvhedinn replied to deszczowa's topic in Już w nowym domu
Biedna mała Agunia :-( -
Bo jego tam boli skóra... mnie tylko raz kłapnął i to ostrzegawczo jak mu oglądałam wnikliwie łysawy ogon:evil_lol: No i miny robił zębate przy przemywaniu i kropleniu oczu... Ale on to taki dziadek straszak, kłapie ostrzegawczo i bez specjalnego przekonania - powinnaś zobaczyć Rudą w akcji, to jest dopiero mały rekin :diabloti:
-
Pałek obolały (łapka) ale wesoły... niestety obmacałam go dokładnie calusieńkiego i wynalazłam dwa niewielkie guzki po skórą :-( Poproszę o usunięcie ich również i badanie... boję się strasznie.... :placz: Chociaż Koralik miała takie dwa paskudne narośla na łebku okazały sie nieszkodliwe i żyła jeszcze dłuuugoo... A u nas okrutny wicher i deszcz popaduje... ciśnienia nie ma i zdycham sobie po kawałku.... :-(
-
A mnie nie satysfakcjonuje odpowiedź "ma sponsora". Zrozumiałam że umawiamy się na 100 zł miesięcznie. Na pytanie o dodatkowe koszta (i o leczenie!) nie otrzymałam odpowiedzi, więc założyłam, ze albo ich nie ma, albo met nie interesuje otrzymanie pieniędzy. Na razie wpłynęło jak rozumiem 200 zł i kolejna stówa jest w drodze, w związku z czym uważam, że ze swojej strony wywiązałam się z umowy. Jest u met dokładnie 2 miesiące i dokładnie dwa miesiące zostały opłacone. Nie zgadzam się, że Konga została porzucona. I tu pytanie do met- dojdziemy do porozumienia, mam dalej przesyłać kasę, dostanę info nt. dodatkowych kosztów czy mam na już szukać innego miejsca? Bo Konga w żadnym przypadku nie przeszła na Twoją własność, chyba że podpiszesz umowę adopcyjną- jasne? Co nie znaczy że Ci nie ufam, tylko nie tak to sie załatwia... ....ahhh.... jutro postaram sie zdobyć zdjęcia z kliniki u Niedzielskich, zobaczycie w jakim była stanie w czerwcu i wtedy pogadamy jak to ja ją olałam..... :angryy:
-
Dzięki- nie umiem się połapać w waszej stronie... :oops: Dla porównania- Konga podleczona w styczniu tego roku: [IMG]http://img62.imageshack.us/img62/8942/image039em1.jpg[/IMG] Wydawało sie że będzie już dobrze- pogorszenie nastąpiło w maju/czerwcu. Gwoli wyjasnienia- Konga trafiła do met nieco podleczona, bo kiedy ją zobaczyłam w czerwcu, to wyglądała makabrycznie, miała otwarte rany nagłowie i łapach.... Była leczona (na mój koszt ale u właścicieli) do momentu, kiedy sie jej pozbyli:shake:
-
Problem jest taki, że bank to wyjaśnia i wyjaśnia... Teraz już wszystko działa na koncie jak trza, tylko kilka zaległych spraw "wisi". Z czego dogowa jest tylko ta stówa Kongi. Rozliczenie na Kongę: Wpłaty Fona 70 zł Pucka30 zł ?Monia 70 50 zł Szuwar 35 zł Poker 100 zł ------------- 285 zł Mam też z ostatnich dwóch dni wpłaty które musze przypisać, bo nie wiem, czy są na Kongę, Brutusa, zadłużenie czy ogólnie psy i koty... Np. Evelin, bazarek Pucki... Byłoby fajnie, gdzyby wpłaty były jasno opisywane;) Met może przynajmniej dasz znac jutro czy jest wpłata za grudzień? Zdjęć nie umiem znaleźć :shake: tępa jestem...
-
Jak hamowałam próby leczenia? :crazyeye: O 100 zł/miesiąc mówiłyśmy. Siedząc przy stole dla przypomnienia... Nie mam ochoty się kłócić, ale jeśli ktos nie udziela mi info o stanie zdrowia, przebiegu leczenia i kosztach, a jedynie żąda kasy, to chyba coś jest nie tak? I o jakim porzuceniu mówisz- co wg Ciebie powinnam zrobić? Odwiedzać Kongę czy jak? Konga zwracam uwagę prawnie pozostaje własności moją, lub schroniska, więc raczej trudno nazwać mnie osobą trzecią....
-
Wysłałam 300 z czego na pewno wiem, że dotarło 100 :roll: (kłopoty z kontem opisywałam wcześniej). Na PW dopytywałam przede wszystkim, co powiedział metowy wet i jaką kurację chce dalej stosowac- czy advocate, czy iwermektyna. I jakie sa koszta na teraz. na 2 PW nie dostałam odpowiedzi... :shake: Trudno mi wysyłać dodatkową kasę w ciemno:roll: bo jaką mam sytuację to wiadomo... Konga jest od 8.10. a umówione było 100 zł/miesięcznie. Jeszcze raz wyjaśnię- piwrwsza stówka poszła jeszcze w październiku, ale pech chciał, że miałam wtedy próbe włamania na konto, potem konto było zablokowane i dość długo trwało wyjaśnianie gdzie sie podziały pieniądze. Powinny juz być u met... :shake: Druga wpłata w listopadzie, wiem, że doszła. Trzecia poszła w piątek, wiec najdalej jutro byc powinna... Met, ile jeszcze było dodatkowych kosztów? Powiedz, to skądś je zdobędę i wyślę. I napisz może jak jest leczona Konga i jakie to koszty. I ponownie pytam o klinikę- może to jednak najlepsze wyjście...?
-
Wiesz co nie wnerwiaj mnie- zaraz dostaniesz kolejna stówę (mam Ci wysłac wyciąg z banku, na którym widać kiedy było zlecenie?)? Tłumaczyłam, skąd opóźnienie :shake: Pisząc że chciałabym ja mieć pod reką chodzi mi o to, że mogłabym więcej wymyślić w kwestii jej leczenia, a tak każdy z moich wetów krzywi się na "leczenie na odległość psa którego nie widzi na codzień"... :shake: Nie wiem nawet na ile sie poprawiło/pogorszyło bo zdjęcie było jedno dawno temu, a ty nie raczysz nic sensownego napisać, tylko sporadyczne "nie goi sie" Piszesz że masz weta,a le co zaproponował, ile kosztuje/ma kosztowac nie:shake: Ile w tej chwili jesteśmy zadłużone? I żeby była jasność- Konga cały czas szuka domu, lub DT. Njlepeij domowego bez psów. A jeśli uda się zebrac kasę to powinna chyba wylądowac w lecznicy bo inaczej do niczego nie dojdziemy...:-( Met, a moze byś odpowiadała na PW?
-
A co to ma do rzeczy? :roll: A nawet jesli nie zagłodził psa, nawet jesli pies żyje (tia i uciekł w podskokach, hahaha), to taka prowokacja jets co najmniej obrzydliwa i bezsensowna. A reakcje miłosników zwierząt wcale nie są śmieszne- pokazują, że jest mnóstwo ludzi, którym los zwierząt nie jest obojętny- w mniejszym lub większym stopniu... Nie wiem, jak inni uczestnicy forum, ja moge mówić za siebie :diabloti: Nie szarpie i nie podduszam moich psów. Nie szkolę brutalnie. Poza jednym, są to zwierzęta uratowane od śmierci. I wiem jedno- gdziekolweik sie znajdę, czy będzie to Nikaragua, Sri Lanka, Egipt, czy Księżyc- jeśli jakieś zwierze będzie potrzebowac pomocy to sie postaram mu pomóc. Zwyczajnie i konkretnie, a nie udając wielkiego artystę z wielką prowokacją :angryy: Aaaa- zreszta moze i ja prowokowałam? Przeciez w sprawie Ozzy'ego macie tylko fotki i opis robione przeze mnie... pewnie pies sam zdechł, a ja go tylko pociapkałam farbą, a cały proces i petycja to był pic na wodę, żeby ośmieszyć miłosników zwierzat. I jak? Weź się zastanów dziewczyno co piszesz :shake: P.S a brak reakcji nie równa sie brakowi cierpienia... że pies wygląda rozpaczliwie chudo i jest chory to już się nie da podrobić na fotach :shake: stąd prosty wniosek- cierpiał (no chyba że się zaraz okaże że biedactwo było na lekach i stąd taki senny :angryy:), był uwięziony-owszem, potężnie zestresowany (takie otoczenie dla cierpiącego, przedtem wolnego zwierzaka moze być zabójcze!!!!)- nie otrzymał odpowiedniej pomocy- a to już znęcanie....
-
Malagos, może cię pocieszy, że z Zuzią pracowałam przez rok, zanim nadawała się do normalnego życia, a oduczenie Mileny bezwzględnych ataków na psy zajęło mi prawie 2 lata... ale się udało ;)
-
Biedny Pałek... :-( pierwszy raz od dawna to on oberwał i to od Gucia.. Teraz ma stłuczoną łapę, na szczęście nie ma żadnych poważnych urazów, tylko dostal leki p/bólowe i p/zapalne... ale okazało sie, że nadziąślak, którego wcześniej wet nie chciał usunąć się rozrósł i teraz trzeba ciachnąć- w dodatku ja się tak potwornie boję żeby to nie było co wrednego... :placz:
-
Sparaliżowana Frotka zostaje na zawsze u JoSi :)
ulvhedinn replied to pani_stanislawa's topic in Już w nowym domu
Bardzo dobry plan- w razie czego chętnie służę radami dotyczącymi psa wózkowego;) -
Sparaliżowana Frotka zostaje na zawsze u JoSi :)
ulvhedinn replied to pani_stanislawa's topic in Już w nowym domu
Taka sunia na boksie... :shake: bardzo zły pomysł... w wózeczku źle, bo po pierwsze- może sie przewrócić (niestety nawet najstabilniejsze wózki nie sa niewywrotne), po drugie- psy moga różnie reagowac na takiego kółkowca (szczególnie potracone, czy najechane), po trzecie- jak wspomniała Aga Mazury- suczka musi miec mozliwość połozyć się a w wózeczku to niemożliwe :shake: bez wózeczka z kolei poobciera sobie łapy, porobią jej się rany, albo odleżyny... Mała potrzebuje DT lub DS na już.... -
"Udał, że głodzi psa"- no a jak ten pies wyglądał? Anoreksję miał, co? :shake: Nawet jeśli go nie zagłodził "własnoręcznie", to zrobił coś równie ohydnego- nie pomógł mu, pozwolił na cierpienie, nawet gdyby trwało ono godzinę... Pytasz co MY robimy? dla psów, kotów, dzieci...? Chcesz wiedzieć? O tym jak Justyna codziennie rano zapierdziela do schroniska, żeby pomagać zwierzakom i grosza za to nie dostaje? O psie wywalonym z auta od którego nie odwróciła głowy, tylko zgarnęła z rowu? O innych które pomogła ratować i o które walczy codziennie? Mam podesłac swoje watki swoich ratowanych zwierząt? Tych, które wyciągam ze schroniska bo są skazane na śmierć? Co- mamy Ci się chwalić innymi działaniami? Petycjami, udziałem w happeningach? Mają się pochwalić ci którzy pomagaja biedniejszym sąsiadom, dzieciom z rodzin patologicznych itd? Wiesz, że sporo jest wśród nas ludzi, którzy pomagają nie tylko zwierzętom..... Wystarczy poszukać. Piszesz, że te psy sa tak zobojetniałe, że nie czują- BZDURA! Nie masz zielonego pojęcia o naturze psów. Zwierzęta żyjące w zagrożeniu, niepewne staraja się nie ujawniac bólu czy słabości, bo to stawia je na pozycji ofiary... Nawet nasze domowe psy często histerycznie reagujace na drobne uszczerbki (bo nauczyły się ze otrzymaja za to w pewnym sensie nagrodę w postaci zainteresowania i czułości pani/pana) w przypadku ciężkich chorób niejednokrotnie ukrywają cierpienie. Czasem pies którego potwornie boli np. nowotwór objawia to jedynie "sztywnym" spojrzeniem, czy np. wylizywaniem łapek :shake: Niestety w pełni się zgadzam z Justyną- moim zdaniem gość odkręca cała sprawę tak, żeby teraz wyjść na niewinnego obrońcę głodnych i pokrzywdzonych... ....a jak ten pies mógł uciec to ja już zupełnie nie wiem.... :diabloti: