-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by ulvhedinn
-
Dog, jak sądzę, obejrzała fotki, poczytała i teraz ostrzy siekierę podśpiewując "zabiłam byka... tra-la-la-la-la... " :diabloti:
-
Ja mam tymczasa alergika- koszmar. Komary- swędzi i puchnie, kleszcze- wielkie gule przez dwa tygodnie, pokrzywy/osty/inne zielsko- wysypka (a psica jest mikroskopijna i łysawa na podwoziu...). W zeszłą niedzielę o mały włos a umarłaby po użądleniu osy..... :shake:
-
Widziałam... :shake: ...a może by tak, skoro temat "wylazł", jakiś spacer zorganizować...?
-
...ino nie zagłąda.... :-(
-
Nikt nie lubi Pikulinki.... :shake:
-
Itulec pojechal...Diuna i reszta pochlipuje..powodzenia malutki
ulvhedinn replied to Erazm's topic in Już w nowym domu
Podpisuje sie pod pytaniami Majqi. Natomiast co do Itka... "nie będzie się poruszał bez wózka". Dobra, tylko co to znaczy? Że nie bedzie bez wózka chodził na dalekie spacery? Tak, pewnie tak. ale- Itek juz sie porusza bez wózka. Coraz częściej i dłużej chodzi. Nie jest to w pełni sprawne i skoordynowane chodzenie, ale... może w porównaniu do zdrowego psa to strasznie mało, ale nawet nie macie pojęcia jak ja bym sie cieszyła gdyby KrA była choć częściowo tak sprawna jak Ituś... :-( Ot, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.... Niestety ze złych wiadomości- wg mnie gorsza łapka nie rokuje już na poprawę. Bo w zdrowszej tylnej łapce widac zmiany, jest coraz silniejsza, coraz bardziej skoordynowana, ta sztywna nie wykazuje najmniejszej zmiany na lepsze. I tu trzeba chyba będzie rozważyć to stałe usztywnienie w wygodnej pozycji, byc może to pomoże Itusiowi w dalszej nauce chodzenia. -
Wrzucę w końcu te obiecane fotki, jak odżyję, najpierw praca do zdychu, a wczoraj Pikulec wycięła mi numer- mało nie umarła. Użarła ją osa, spuchła jak balon momentalnie- okazało sie że jest uczulona na jad. Na szczęście zdążyłam do weta....
-
Gdyby ktoś chciał Pikselkę wspomóc grosikiem, albo karmą, najlepiej dla alergików, byłabym wdzięczna. Karma ostatnio kosztowała 24 zł/woreczek 400g, a wczorajsza "przygoda" - 85 zł. Wcześniej wydałam 45 zł (30 wirusy, 15 wścieklizna a i tak to było bardzo tanio) na szczepienia..... :-(
-
Ślepy,duży miś Beethoven oddany do schroniska znalazł nowy dom;)
ulvhedinn replied to MARCHEWA's topic in Już w nowym domu
Boziu jakie cudeńko..... :loveu: -
Ponadzmysłowe postrzeganie u psów - czyli historie o duchach...
ulvhedinn replied to Behemot's topic in Wszystko o psach
Tak ;) Okolice takich miejscowości Babica, Lubenia itd... Pewnie teraz sie tam mocno pozmieniało, bo to było coś 13-14 lat temu... a w dzieciństwie wogóle sporo tam jeździłam i mam sentyment :loveu: Do dziś pamiętam zapachy- mokre pokrzywy, wilgotny las, strumyk, asfalt na moście.... -
To by oznaczało, że go nie dopilnowano i gdzies sie wpakował, bo na pewno nie ma takiej mozliwości, zeby łapa sie złamała "od długiego bycia na wózku". Wiem co mówię. Tym bardziej, że z Krą łazimy w terenie, po górach itd i jakoś łapy ma całe. Ale- nie zostawia sie psa na wózku bez nadzoru, to już lepiej puszczać psa bez wózka, a w ochraniaczach. Natomiast zbyt długie przebywanie psa na wózku może skutkować problemami z krążeniem w tylnych łapach, co może doprowadzić do obrzęków, zastoin, a nawet martwicy... :shake: Nie mówiąc o tym, że pies nie ma możliwości się połozyc i odpocząć, jeśli jest zmeczony, czy bolą go łapki. Tak, czy siak, ktoś sie chyba wykazał gigantyczną bezmyślnością...
-
Nic nie rozumiem. Kostuś żyje, czy jest uśpiony, czy nie jest uśpiony, ani leczony? Mogę wyrazić jedynie swoją opinię. taki pies moze byc bardzo szczęśliwy, dokładnie tak samo jak sprawny, ale fakt, potrzebuje indywidualnej opieki, i chyba w tym problem, tak? Przecież to wcale nie takie trudne.... Przyznam, że na myśl o tym, że miałby być zabity wszystko sie we mnie buntuje, bo patrzę na niego i widzę swoją Krę. On jest niemal identyczny... gdybym tylko miała dom z ogrodem, a nie to głupie mieszkanie :-(
-
Ponadzmysłowe postrzeganie u psów - czyli historie o duchach...
ulvhedinn replied to Behemot's topic in Wszystko o psach
To ja wam opowiem, o tym, jak... NIE straszyło :evil_lol: To było kilka lat temu, na wakacjach, Podkarpacie, małe wioski, które niewiele się zmieniły od wielu lat- stoją tam domy ponad stuletnie, obory z kamienia.... Byłam z Pałkiem, wówczas w pełni sił. Oczywiście chodziliśmy na dłuuugie spacery i wycieczki po okolicznych lasach (mam poczucie kierunku, więc łażę bez kompasu i mapy bez problemów). Tego dnia wycieczka nam się trochę wydłużyła, bo musielismy ominąć dośc rozległe bagienko, pełne olbrzymich skrzypów, paproci, polanek porośniętych sitowiem... no po prostu cudowny, dziki, tajemniczy, nastrojowy las. Zaczęło sie zmierzchać, ale nie zawróciłam, bo wyliczyłam sobie, że po zrobieniu koła wyleziemy na drogę prowadzącą do domu. Kierunek znałam, ale przez tę część lasu szlismy pierwszy raz. I nagle, zupełnie znienacka, las się skończył, a przed nami rozciągała się polana, na której w zapadającym zmierzchu zobaczyłam dom. Wyraźnie opuszczony, z bali i kamienia, obłażący z resztek pobielenia, kryty jeszcze strzechą, przechylony na jedną stronę... skrzypiące, huśtające się na jednym zawiasie drzwi, wybite okna i smutno zwisajace okiennice- wszystko robiło wrażenie dekoracji do horroru. Zza drzew wschodził księżyc. W pełni, wydawał się olbrzymi, dziwnie czerwonokrwawy.... zaczęły latać nietoperze... gdzies w lesie zahukała sowa... ....nie jestem strachliwa, ale przyznam, że zrobiło mi się... dziwnie... pewnie gdyby w tym momencie coś poruszyło sie w krzakach, to wiałabym jak zając... ...na szczęście Pałek zupełnie niewzruszony, podszedł do leżącego koło "nawiedzonego domu" głazu i... podnósł nogę :evil_lol: Napięcie pękło. Poszlismy dalej, zgodnie z przewidywaniami wychodząc na drogę, prowadzącą w dół- do domu, w którym mieszkaliśmy. Po mniej więcej stu metrach doszlismy do malusieńkiej wioski. Tablica z nazwą wsi brzmiała....: [B]STRASZYDLE[/B]. W tym momencie dostałam takiego ataku śmiechu, że musiałam usiąść na ziemi :p -
Wydzarzyło się dziś coś okropnego... Piki o mało dziś nie umarła :placz: A zaczęło się bardzo przyjemnie od wczesnowieczornego spaceru w okolicach Mostu Milenijnego, byłam z ciocią, Piksel i z KrAksą. Z daleka nadchodziła burza, co miało stanowić przyjemną odmianę po potwornie gorącym i dusznym dniu... Usiłowałam złowić błyskawicę w obiektyw (co mi średnio wychodzi na razie), kiedy Piki zaczęła pocierać pyszczkiem o ziemię i popiskiwać. Wzięłam ja na ręce i okazało się że... puchnie. Puchnie na pyszczku jak balonik :placz: Dalej było koszmarnie- zadzwoniłam po taksówkę, lecąc w stronę "cywilizacji", jednocześnie pacyfikując Krę i poganiając ciocię :oops: Ciocię z Krą zostawiłam w końcu na przystanku autobusu... Na szczęście taksówka była bardzo szybko i kierowca się przejął, jechaliśmy więc prawie na sygnale do (uprzedzonej juz o sytuacji) lecznicy. Na szczęście bo kiedy dojechałyśmy, Piki juz ciężko oddychała, a oczu nie było jej wcale widać... Dostała "z marszu" zastrzyki, przy wapnie darła się jak już jak opętana, odgrażając sie co zaraz zrobi wetowi. Kiedy już opuchlizna zaczęła złazić i mogłysmy iśc do domu, rozpetała sie burza. Udało się nam na szczęście nadmiernie nie zmoknąć. To spuchnięcie to musiała być osa, bo jak zeszła całościowa opuchlizna, to zostałą gula po użądleniu. Ale szybkość reakcji i stopień zapuchnięcia wskazują, że Piki jest alergikiem na jad i musimy na wyjazdy w plener zabierać leki. I w tym momencie powinnam odetchnąć, ale.... w domu okazało się, że nie żyje jedno z kociąt :-( Nie mam zielonego pojęcia czemu- może od upału? Dzisiaj było wyjątkowow koszmarnie gorąco i duszno. Choć mieszkają w zacienionym miejscu, w najchłodniejszym pomieszczeniu, wodę też cały czas miały. Rano malutka jadła, aż jej się uszy trzęsły i dokazywała z bratem. ... Nie miała też żadnych objawów choroby- biegunki, wymiotów, nic... :shake: Braciszek wygląda normalnie, je, pije, bawi się. Strasznie mi smutno i boje sie żeby to nie było coś zakaźnego (choć to mało prawdopodobne, maluchy były u mnie od ponad trzech tygodni). Potem musiałam iśc po Krę do cioci (jak już było pewne że Pi doszła do siebie, oczywiście). Kra podobno była bardzo niespokojna i zdezorientowana zniknięciem pańci, ale ciocia na szczęście poradziła soie z potworzycą. Nie licząc problemów z wyjęciem z wózka i obsikanych schodów. I na koniec, w drodze do domu z Krą, dopadła nas w końcu powracająca burza, pełny spektakl żywiołów, piorun nas co prawda nie poraził, ale przemokłyśmy obie do suchej nitki................ ......więcej takich dni i umrę na zawał, albo mnie nerwica wykończy. A jak sobie pomyślę, że ta cholerna osa mogła użądlić Piksel np. na wycieczce w lesie pod Ślężą..... pewnie nie zdążyłabym z nią dolecieć/dojechać do weta :shake: jeszcze mnie trzęsie....
-
Margo kolejna cudna babcia pojechala do Niemiec zyc szczesliwe
ulvhedinn replied to GoskaGoska's topic in Już w nowym domu
Ja własnie zaglądam.... :-( Miałam dziś zupełnie upiorny dzień, myślenie mi siadło, na razie sie po prostu zapisuję. -
Wspaniały prezent na święta! DŻEKI ZNALAZŁ WSPANIAŁY DOM!!
ulvhedinn replied to kamilawa's topic in Już w nowym domu
Ja zaglądam, tylko pomysłów na razie brak.... :shake: -
U moich potworów klatka nie sprawdziła się tylko raz- KrA ją po prostu rozwaliła... ale KrA to Kra i przebija wszystko ;) przyzwyczaiłam sie i tyle. Dodałabym od siebie, że warto klatke częściowo osłonić jakąś szmatą (taki jakby dodatkowy stelaż wokół klaty i na to zawiesić coś raczej ciemnego), bo takie ograniczenie bodżców wycisza psy... u mnie się sprawdzało właściwie zawsze, jesli pies nadal był niespokojny, wył itd... ;) Do tego cos do przeżuwania, konga, kość cielęcą, to się namamla i potem uspokoi. I może byc radio, najlepiej nastawione na niegłosne gadanie. Do tego warto by popracować nad rozstawaniem z psem, żeby na dłuższą metę pozbyć się problemu. Da się, szczególnie jesli problem lezy rzeczywiście w lęku separacyjnym.... i zacząć jak najszybciej, zanim pies po prostu polubi demolkę.
-
Sparaliżowana Frotka zostaje na zawsze u JoSi :)
ulvhedinn replied to pani_stanislawa's topic in Już w nowym domu
Itulec tez jest niezły wydrzyjmordek i zaczepiak, ale pracujemy... :mad: za to KrA wogóle nie ma kompleksów, jak jej się pies nie podoba/podpadnie to go po prostu przejeżdża wózkiem :diabloti: najgorzej było jak któregos razu staranowała pełnym pędem dobka, który chciał jej podebrać piłkę- tak, że biedny pies odleciał ze dwa metry, a potem go jeszcze nielitościwie rozjechała- celowo!!!! -
Ogromny guz i 10 lat - czy to wyrok?
ulvhedinn replied to Neigh's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja to nazywam "tymczas nieadopcyjny"... :evil_lol: -
Ogromny guz i 10 lat - czy to wyrok?
ulvhedinn replied to Neigh's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ona jest u Ciebie na DT? Bo nie doczytałam.... :oops: Swoja drogą piękna sunieczka :loveu: -
Wspaniały prezent na święta! DŻEKI ZNALAZŁ WSPANIAŁY DOM!!
ulvhedinn replied to kamilawa's topic in Już w nowym domu
Zajrzałam ;) :loveu: -
Wroclawskie pieski proszą o domy !!
ulvhedinn replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Klatkę i poidło moge pożyczyć, do Viv mam dwa kroki ;)