Nie wiem dlaczego tak się stało, że gdy tylko zobaczyłam zdjęcia Bruna, zagościł na stałe w moich myślach. Być może to ten wyraz jego oczu, to, że pomimo niebywałego bólu tak spokojnie pozwalał wszystko przy sobie zrobić, że miał w tym całym swoim cierpieniu tyle cierpliwości... Zagościł nie tylko w moich myślach ale też w serduchu... To był niezwykły pies... W takich chwilach staram się mocno wierzyć w to, że teraz faktycznie jest w miejscu, w którym jest zwyczajnie szczęśliwy, że po życiu tu, które było dla niego piekłem, będzie miał teraz wszystko to wynagrodzone... Muszę w to wierzyć, bo inaczej nie potrafiłabym sobie tego wszystkiego wytłumaczyć i poukładać. Dziękuję wszystkim, którzy się zaangażowali w pomoc.