-
Posts
3935 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Fela
-
Keks odszedł ['] W ostatniej chwili nie był sam
Fela replied to Fela's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Keks czeka. Czy ktoś do niego przyjdzie? A czy on jeszcze kiedykolwiek opuści to miejsce? -
Marmar, nie ma za co dziekować :oops: , mam tylko nadzieję, że mnie intuicja nie zawiodła, bo ja początkujący psiarz jestem. Krótka relacja z wczoraj (jak nie padnę zaraz na twarz, będzie dłuższa :razz: ): Z esperanzą i wetem Tomkiem byliśmy wczoraj w schronisku. Zaopatrzeni w dużą ilość tabletek na odrobaczanie - aniprazolu (nie mam pamięci do cyfr, esperanza napisze, ile tego było) oraz w 70 dawek szczepionek. Pieniądze na aniprazol miałyśmy z dwóch źródeł: od nowych państwa Nonia oraz od pewnego kochanego człowieka, który swoje honorarium za napisanie artykułu o zwierzakach przeznaczył na nasze psiaki. Pieniądze na szczepionki miałyśmy ze smyczek dystrybuowanych przez kochane Witokretki. Merci beaucoup :iloveyou: :iloveyou: Oględziny psów okiem weta dały wynik następujący: nie jest gorzej niż przy poprzedniej wizycie (która miała miejsce w kwietniu w wielką sobotę), a nawet lepiej. Psy chrychające i zaflukane w większości przestały chrychać i flukać. Najlepszym przykładem była jejmość Rakieta, wcześniej zachrychana okrutnie (notabene zwrócona do schroniska przez "ludzi", którzy ją adoptowali, a potem oddali, bo chora). Wczoraj wyglądała na zupełnie zdrowego psa! W związku z tym podjęliśmy decyzję o szczepieniach. Tomek wet z dzielną esperanzą zabrali się do roboty (ja się ograniczyłam głównie do ewidencji, asysty i napychania parówek środkiem na robale). [B]Wynik: Prawie wszystkie psy zostały odrobaczone. Wszystkie, które nie miały podejrzenia choroby zostały także zaszczepione. [/B] Dziś rozmawiałam z włascicielem schroniska. Jest wszystko w porządku. Wg niego żaden pies nie poczuł się po szczepieniu gorzej. Dalej trzymamy rękę na pulsie - do soboty tylko telefonicznie. [COLOR=red]ALE KONIECZNIE TRZEBA SZYBKO POJECHAĆ DO OSTROWI I SPRAWDZIĆ SYTUACJĘ! Ludzie, kto może, kto pomoże? Ja na razie nie mogę, ja pracuję! Błagam, pomocy. [/COLOR] Poza tym, [B]dwa psy potrzebują natychmiastowej pomocy i zabrania na leczenie.[/B] Jeden to [B]Tofik [/B]- niewielki psiak z bardzo chorym ropiejącym oczkiem. Oko to jeszcze nic. Wczoraj zastałyśmy go leżącego w komórce, nie miał siły nawet się podnieść. Dostał od Tomka glukozę, ubłagałam właściciela schroniska, pojechał z nim dziś do weterynarza na miejscu (lepsze to niż nic). Okazało się - na szczęście i nieszczęście - że to nie nosówka, tylko efekt poważnego pogryzienia. Stan zapalny, wysoka temperatura... Dostał antybiotyki, jest wstępnie "zaopatrzony", jutro także pojedzie do miejscowego weta. Ale trzeba go zabrać i wyleczyć naprawdę! A po pierwsze nie mamy na to ani grosza, a po drugie - jeszcze ważniejsze: psem zabranym do lecznicy trzeba się interesować, odwiedzać, szukać mu domu. Tymczasem jest nas teraz tak mało, że fizycznie nie dajemy rady zająć się wszystkim. :shake: Czy ktośmiałby ma ochotę nam pomóc? Pewnie nie, bo wszyscy już mają dość tematu o schronisku w Ostrowi :-(:-(:-( O drugim psie pilnie potrzebującym leczenia pisała już esperanza: to [B]Kędzior[/B], który ma wielkiego (być może nowotworowego) guza. Trzeba to świństwo operacyjnie usunąć. Zaczął ostatnio bardzo łysieć,być może to świerzb, być może coś innego. No to koniec "krótkiej" relacji. Jeszcze tylko PS: Ludzie, potrzebujemy Was! Mamy w Ostrowi (i w Warszawie) od cholery roboty. Jest dużo do zrobienia, ale i dużo można zrobić. Kto może pomóc nam pomagać? :Help_2:
-
Keks odszedł ['] W ostatniej chwili nie był sam
Fela replied to Fela's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Boże, jaki on jest biedny i samotny! Wypisz wymaluj, powtarza się historia Balbinki :-( :-( :-( 99,9 procent czasu jest sam, a tak bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem, że by mieć chęć do życia, żeby mieć chęć o nie walczyć. Byłam dziś u niego wieczorem. Niestety, nie jest lepiej. Jest gorzej. Nie miał siły wstać. Z trudem podnosił głowę. Z wielkim wysiłkiem napił się trochę wody. Na jedzenie nie chciał patrzeć. Przekonywałam, podtytakałam, nie przełknął ani grama. Niestety "czkawka" czy rodzaj tiku jest nadal. Do tego dołączyły skurcze w tylnej łapie. Wciąż reaguje na człowieka. Wyraźną przyjemność sprawia mu głaskanie czy choćby położenie dłoni na głowie. Starał się patrzeć na mnie, kiedy porządkowałam mu posłanie, podnosił głowę, a kiedy nie miał już siły, wodził oczami. W tych oczach jest życie. Ale bez naszej pomocy - bez obecności i opieki człowieka - ono zgaśnie. Czy ktoś poza nami może go odwiedzać? To dla niego bardzo, bardzo ważne :modla: Kochani, serce mi pęka, kiedy widzę, jak to życie przygasa. Jeszcze kilka dni temu chodził po korytażu, zaglądał we wszystkie kąty, jeszcze dwa dni temu jadł chętnie... I jestem przekonana, że to nie tylko choroba wysysa z niego siły. Bardziej niż ona zabija go ta przeraźliwa samotność:placz: Czy jest jeszcze szansa, żeby go uratować? -
O matko, oczywiście, że Jaśminka nie Balbinka :oops: . Wszystko dlatego, że strasznie mnie jeszcze boli strata Balbinki, a byłam dziś na SGGW u Keksika. Przy każdej wizycie przypomina mi się cierpienie Balbinki i jej samotność. Teraz tak samo samotnie cierpi Keks. Sorki, to nie ten wątek...
-
Balbinka jest już od wczoraj od północy u kochanej cioteczki Maćki, pod jej czułą opieką czeka na podwózkę do Wrocławia. Ludzie!!! Nie pozwólcie jej długo czekać! Jej i jej pani :-(
-
Wygląda na to, że trzeba będzie kupić większe łóżko. W końcu z Karmela to kawał faceta :cool3: . Pięknych majowych spacerów Wam życzę!
-
Wreszcie relacja z naszej (KingiW i mojej) wczorajszej wizyty w schronisku. Wiadomości pozytywne są takie - od wtorku, kiedy odeszły dwa psiaki, nosówka nie zabrała żadnego następnego. Ale to koniec wiadomości pozytywnych. Niestety, kolejka do przejścia za TM ciągle się ustawia. I jest coraz dłuższa :placz: . Chorują psy z różnych części schroniska, nie tylko w tej odizolowanej. W każdym razie mają objawy: wycieki z nosa, oczu, kaszel... Czy któreś z nich są tylko przeziębione? Oby tak było, ale to niestety bardzo mało prawdopodobne. W zdecydowanie najgorszym stanie był Keks - zabrałyśmy go na SGGW. Lekarz potwierdził nasze przypuszczenia: nosówka plus typowe dla nosówki zapalenie płuc. :-( :-( :-( Walczymy o niego. Keks ma swój wątek tutaj: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=1623974#post1623974"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=1623974#post1623974[/URL] Wzięłyśmy też do Warszawy Jonkę (sunia na 3 zdjęciu wstawionym przez gemsi). Sama skóra i kości oraz straaaasznie zasmarkany nos. Diagnoza ta sama: nosówka :-( . Na szczęście na razie nie ma zapalenia płuc, ale prawdopodobnie niedługo będzie. Obydwa psy dostały od razu antybiotyki i surowicę. jonka z gemsi pojechała najpierw do niej, a dziś dalej, do domu tymczasowego (a może i stałego, kto wie?) na Śląsk. Kilka psówdostało kolejną (drugą) porcję surowicy - trzeba ją podać ponownie po tygodniu. Ale mamy surowicy już tak mało, że dostały tylko najbardziej potrzebujące. To potworne, wybierać, który pies zasłużył, by dać mu szansę, a który nie. Miałyśmy do szpitala do Warszawy zabrać także tego psiaka: [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img146.imageshack.us/img146/7069/stefi0hy.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img96.imageshack.us/img96/5236/stefi20om.jpg[/IMG][/URL] To bardzo piękny pies, mieszanka (na nasze laickie oko) ON-ka z collie. Leżał w boksie skulony, nie podnosił się prawie... Ale gdy Kinga wyprowadziła go z boksu, zdecydowanie ożył. Zaczął się zachowywać, jak normalny pies na spacerze - zrobił siku, obwąchał drzewa. [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img142.imageshack.us/img142/5912/stefi63av.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img81.imageshack.us/img81/1695/stefi99zf.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img141.imageshack.us/img141/2217/stefi142wu.jpg[/IMG][/URL] Niestety, do maleńkiego saxo nijak nie dało rady zmieścić 3 dużych psów i jednej pasażerki. Musiałyśmy go zostawić. Na szczęście prawdopodobnie nie ma nosówki, a jedynie (jedynie?) jest bardzo przygnębiony tym, co go spotkało. To zdecydowanie starszy pan - może mieć nawet 8 lat. Ile jeszcze życia przed nim? Całe w schronisku?
-
Keks walczy o życie. Teraz, kiedy ja piszę te słowa, on leży w klatce szpitala zakaźnego warszawskiej SGGW. Walczy o każdy oddech - każdy oddech to ból przeszywający klatkę piersiową. Gdyby nie to, może wsłuchiwałby się w dziwne odgłosy dochodzące z nieznanego świata, z długiego ciemnego korytarza - miauczenie kotów, piski z ptasiarni. Gdyby nie ten ból, może udałoby mu się choć na chwilę zasnąć... Kiedy z KingąW przyjechałyśmy do schroniska, on był w bardzo złym stanie. Najgorszym. Nie jadł, nie wstawał, leżał w skrawku słońca, które docierało do jego boksu. Ale oczy błagały: pomóż. Tymczasem rozsądek krzyczał nam w głowach: Nie ma pieniędzy, jest tyle innych psów, być może one będą miały większe szanse i na życie, i na dom. Nie mogłyśmy słuchać rozsądku. Nie mogłyśmy zostawić tego psa, skazując na powolną śmierć w męczarniach, bez szans. Zabrałyśmy go do szpitala na SGGW. Być może zrobiłysmy głupio. Teraz będziemy musiały żebrać o pieniądze, o bardzo dużo pieniędzy - bo z nosówki nie wychodzi się ot tak, z dnia na dzień. Za te pieniądze można by było leczyć innego psa, może ładniejszego, może młodszego... A jeśli nawet uda się go wyleczyć, być może zostanie po nosówce ślad i nikt nie będzie chciał takiego psa. Wróci więc do schroniska i kółko się zamknie. Strasznie dużo tych być może... Jak się okazało, gdy przyjechałyśmy do szpitala, Keks miał bardzo wysoką temperaturę: powyżej 40 stopni. Wieczorem biegunka, w nocy wymiotował. Na szczęście dzisiaj poczuł się odrobinę lepiej. Ustała biegunka i wymioty. Zjadł trochę, napił się, zaczął wychodzić z klatki, zaciekawiony, co jest wokół. Załatwia się kulturalnie - na zewnątrz. Ale oczy ma rozpaczliwie smutne, ten smutek wdziera się w serce i zostaje jak kolec. Keks jest spokojnym, łagodnym miśkiem. Do młodzieży zaliczyć go nie można, ale panem w średnim wieku jeszcze nie jest. Tak na oko ma 4 lata. Kiedyś o niego dbano, obcinano pazury, szczotkowano. Czy zwycięży chorobę? Wierzymy, że tak. Zrobimy wszystko, żeby mu pomóc. Ale czy znajdzie dom?... :placz: PS Jedni weterynarze wzruszają ramionami i kręcą głową, gdy usłyszą: nosówka. Mówią, że leczyć nie warto. Inni jednak mówią tak: "Jeśli pies się nie poddaje, dlaczego my mielibyśmy się poddać?" Kochani, błagamy, pomóżcie nam się nie poddawać! Keks potrzebuje pieniędzy na leczenie. Potrzebuje też odwiedzin. Czy ktoś z warszawiaków zechciałby poświęcic odrobinę swojego czasu i zajrzeć do niego? :modla: ...a może w ogóle nie powinnyśmy go zabierać ze schroniska? może trzeba było wziąć innego psa, ładniejszego, młodszego?...
-
Aktualny adres Jaśminki: klinika Multiwet przy ul. Gagarina, gabinet pierwszy po lewej za szklanymi drzwiami do szpitala, inkubator :lol:
-
Nikt się nie cieszy, że Jaśminka czuje się lepiej? :-( A może by jakaś cioteczka ją w lecznicy odwiedziła? Będzie się maleństwo ogromnie cieszyło :multi: .
-
Witaj Ronja na forum wariacko-psim! Ogromnie się cieszę, że jesteś - bardzo, bardzo liczymy na wieści o Karmelu. To tak sympatyczny psiak, że podbił serce każdego, kto go spotkał. Wierzę, że będzie wszystko dobrze i że właśnie dla Karmela zaczyna się nowe, cudowne życie. On na nie zasłużył szczególnie. :loveu: Proszę, wytul go także od ciotki Felki, która go u Gajowej prawie nie odwiedzała (bo czasu nie było :oops: ), a teraz okropnie żałuje.
-
Uwaga, uwaga, dobre wieści są :multi: . Jaśminka czuje się już lepiej! Wyniki badania krwi (na leukocyty) są coraz lepsze - czyli antybiotyk dobrany dobrze, kupy też coraz lepsze, czyli biegunki brzydkie się skończyły. Ma wielki apetyt - na jedzenie i na życie! Jak zostaje sama (bo jest w osobnym gabiecie, ale doktorzy często do niej zaglądają), poszczekuje, dopominając się towarzystwa. Jak tylko ktoś przyjdzie, radośnie macha ogonem i chce być przytulana. Pani doktor mówi, że może nawet już za trzy dni będzie mogła opuścić szpitalik. :multi: :multi: :multi: :multi: Aż podskoczyłam z radości! Ustaliłyśmy z p. doktor, że pojedzie do domu, jak tylko będzie w stanie znieść podróż. Hurrra! Wielkie dzięki wszystkim, którzy wpłacili pieniądze na leczenie maleńkiej. Oto lista darczyńców: Cicia BeataJ, Cicia Tina, Ciocia Paros, Ciocia Agnieszka 103 i Fundusz Nadziei na Życie, od którego Jasminka dostała w sumie 246 zł. Kochani, jesteście kochani :loveu: Razem mamy na jaśminkowym koncie 526 zł, plus to, co cioteczka Jayo wpłaciła przy przyjęciu 150 zł (ale obiecałam oddać :oops: ). Jeszcze nie wiemy, ile wyniesie łączny rachunek. Ale najważniejsze, że mała naprawdę ma sznse na życie. Na wspaniałe życie z kochającą panią!
-
:loveu: :loveu: :loveu: Kochany Karmelku, na pewno wszystko ułoży się cudownie! Powodzenia i dużo, dużo szczęścia i radosnych zabaw z nową koleżanką. Miłości na pewno Ci nie zabraknie. Gajowa, dzięki :buzi:
-
Wreszcie mogę złożyć meldunek. W pierwszym rzędzie dziekuję: Agnieszce103 i Alarmowemu Funduszowi - druga wpłata dotarła :loveu: . U Jaśminki bez większych zmian, w każdym razie na szczęście zmian na gorsze nie ma. I to jest już powód, żeby mieć nadzieję. Dalej kupy są brzydkie, ale mała ma wielki apetyt. Został dołączony drugi antybiotyk. Miała zbadaną ponownie krew - wciąż ma dobrą własną odporność. To kolejna optymistyczna informacja. No i Jaśminka zaczyna już się rządzić, poszczekuje w inkubatorze, domagając się jedzenia :lol: . Lekarze mówią: choroba paskudna, ale skoro pies się nie poddaje, to dlaczego my mamy się poddać? Z przyszłą Panią Jasminki też dziś rozmawiałam, poiem tylko tyle: TO CUDOWNA KOBIETA. Wiele wie o nosówce, sporo na ten temat czytała. Czeka na meleńką, wierzy że będzie dobrze - tak jak my wszyscy. Jaśminko, zdrowiej, czeka na ciebie mnóstwo, mnóstwo miłości!
-
Daisy, Paros - wielkie dzięki! Dotarły Wasze wpłaty:Rose: :buzi: :Rose::buzi:
-
Na taką słodyczkę TRZEBA poczekać! :loveu: Toż to sama słodycz, okruszek jaśminkowy.
-
Oczywiście, jutro melduję się zaraz po rozmowie telefonicznej z panią Jaśminki :)
-
I ja dziękuję bardzo w imieniu Jaśminki! To już mamy z Funduszu 246 zł :Rose: Oczywiście, chętnie porozmawiam z panią.Bea1, poproszę telefon na pw.Byłoby cudownie, gdyby mała mogła do niej pojechać jak najszybciej, ale niestety, trzeba będzie jeszcze poczekać. Własnie wróciłam z odwiedzin u maleńkiej. Siedzi sobie biedulka w inkubatorze. Na idok ciotki troszkę się pocieszyła i znów zwinęła w kłębuszek... Doktory mówią, że nie byłoby tak źle, gdyby nie paskudna biegunka dzisiaj. Apetyt jest, pogorszenia gwałtownego nie ma. Z badania krwi zrobionego w niedzielę wynika, że mała ma całkiem niezłą własną odporność. Do tego dostała surowicę, więc w tej chwili podawanie krwi innego psa nie ma większego sensu. Łatwo jest "przedobrzyć" - podając krew można niestety jej własną odporność zniszczyć. Sunia doktorki, która leczy Jaśminkę, przeszła nosówkę. Była w dużo, dużo gorszym stanie niż nasze maleństwo. A teraz jest okazem zdrowia. Inny psiak - szczenior, który ze swoim państwem był w lecznicy, też jest leczony na nosówkę. Ale nigdy bym nie przypuszczała, że jest chory - tryskał energią. To tak na pocieszenie. Ale naprawdę jest to loteria. Psiak może przechodzić nosówke bardzo, bardzo ciężko i z tego wyjść, a inny po krótkim czasie ma objawy ze strony układu nerwowego. A wtedy to już prawie koniec :-( . Teraz możemy ttrzymać kciuki i głeboko wierzyć, że będzie dobrze. Jaśminka jest na pewno pod dobrą opieką. No i mieszka w inkubatorku, który przynosi szczęście naszym psiakom - Kreseczka i Jodynka, które w nim mieszkały, szaleją teraz w swoich domkach.
-
och, aż się zawstydziłam :oops: Niestety, wcale nie jestem w tych wszystkich mmiejscach, gdzie bym chciała być i gdzie powinnam być. (A najbardziej to się boję wizyty na SGGW i płacenia rachunku. A zapłacić trzeba, bo chyba kolejne sieroty trzeba ratować. Na Gagarina tylko jeden mały inkubator, zajęty zresztą). w schronisku kolejne psiaki umierają, bo nie zdążyłyśmy im pomóc :placz: Ile jeszcze razy okaże się, że pomoc przyszła za późno? Albo w ogóle nie udało się pomóc. Wyć się chce z bezsilności!
-
Oczywiście, super jeśli Jaśminka może wesprzeć Fundusz, nie mamy oczywiście nic przeciwko :loveu: Jaśminka dziś czuje się gorzej :-( . Pojawiła się brzydka biegunka. Lekarze się obawiają, że może być jeszcze parwo do kompletu :-( Brzuszek twardy, zagazowany. Na szczęście mała ma apetyt. Ponieważ wcześniej była poprawa, transfuzję krwi weci odłożyli. Ale teraz będą ją robić. Pojadę ją odwiedzić.
-
Stan naszej dziewczynki weci określili dziś jako stabilny. Rano miała lekką duszność, ale dzięki Bogu wyszła z tego. Ma apetyt, wszamała puszeczkę karmy dla rekonwalescentów. Z siusianiem wszystko ok. z kupką gorzej - małe zaparcie chyba się zrobiło, bo kupy nie było, a brzuszek twardawy i wzdęty. Będa masować, zajmą się i brzuszkiem (tak jak całą panienką się zajmują). Taki meldunek dostałam dziś ok. 17. Będę jeszcze dzwonić, żeby dowiedzieć się o wyniki badań. Oczywiście też meldunek przekażę.
-
Niestety, nosówka :-( W poniedziałek dostanie krew.
-
Jaśminka jedzie własnie do kliniki na Gagarina. Nie jest dobrze, ale na szczęście też nie tragicznie. Jest strasznie wychudzona i wyniszczona (choć dostawała cały czas jedzenie i jadła, ale biegunki pewnie zrobiły swoje :(). Gdy dziewczyny (esperanza i jayo) dojadą do domów, na pewno napiszą więcej. Jak tylko będę wiedziała, co powiedzieli lekarze, od razu dam znać. Tymczasem ogromne dzięki za wpłaty: Cioci Beatce (100zł zaksięgowane 20 kwietnia) Alarmowemu Funduszowi Nadziei na Życie (150zł zaksięgowane 21 kwietnia) :modla:
-
Wyproszone, wynukane, wybłagane miejsce na Gagarina czeka. Jaśminka dojedzie tam jutro z jayo i esperanzą. Pamiętają tam dobrze nasze szczeniaki - Łatkę i Jodynkę - wyleczone z parwo :loveu: . Też trafiły w bardzo, bardzo kiepskim stanie i spodziewałam się najgorszego. Tymczasem obydwie łobuzują i rosną w swoich domach. Jaśminka też dojdzie tam do siebie!