Jump to content
Dogomania

Fela

Members
  • Posts

    3935
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Fela

  1. No pewnie, że łaskawsza... Zaraz, zaraz, a ja kiedyś nie byłam łaskawa? :mad:
  2. Lika, nie martw się. "Garby" po podskórnej kroplówce to normalna rzecz, zastrzyki też nie koniec świata. Panna Gumisia może troszkę przewrażliwiona ;) . Całe szczęście, że dziś poszłyście do weta. Będzie dobrze. Z dwojga złego, chyba lepiej, żeby to była chora wątroba niż trzustka, bo watroba może sięzregenerować (tak mi się coś wydaje). Trzymam kciuki. Jakbyście potrzebowały czegoś, daj znać (może się jakoś razem wybierzemy do dr Jagielskiego zniżki negocjować? To fajny gość :))
  3. Wypadanie sierści to też może być objaw stresu. No i brak apetytu. Dwa, trzy dni, wszystko się unormuje. Jeśli kupa jest ok. (nie rozwolnienie) i nie wymiotuje, to chyba nie trzeba się bardzo martwić. Na imię zacznie reagować i zorientuje się, co to winda. Tylko troszkę daj jej czasu.
  4. Hmmm, właściwie nic nowego ani odkrywczego nie dodam. Myślę, że sytuacja jest i tak dużo lepsza, niż gdyby Gumisia Felę ganiała i próbowała rządzić. Gumisia się przyzwyczai, a przed Felą zawsze będzie miała espekt - i dobrze (Ściemka choć jest ok, 10,5 raza większa od Jazgota, nadal się go boi). Z kotami i chyba z wszystkimi zwierzami domowymi tak już jest: jak jest jedno, pieszczone, tulone, a potem pojawia się drugie, jest wielki stres. Dotychczasowy jedynak czuje się zagrożony, nie wie, czy ten nowy nie przyszedł zająć jego miejsca. Trzeba czasu, cierpliwości, baaaaardzo dużo cierpliwości, a potem się okazuje, że bez siebie żyć nie mogą. Kiedy w domu mojego jedynaka, rocznego wtedy kotka Jazgotka (na którego punkcie zarówno pańcia jak i pańcio mieli regularnego fisia), pojawiła się 3-miesięczna Pasztetówka, bałam się, że dosłownie ją udusi. Rzucał się na nią bez przerwy, z impetem byka, próbował zagryźć. Oczywiście sikanie na jej posłanie, kupy demonstracyjnie na środku mieszkania, to była norma. Pierwsze dni były koszmarem. Wzięłam urlop i nie spałam całe noce, żeby je rozdzielać. Nie bardzo wierzyłam, że się uda - że Pasztetowa u nas zostanie. Udało się. Wprawdzie dopiero po pół roku kotek Jazgotek przestał się obrażać, zaczął normalnie z nami rozmawiać, nie boczył się i nie siadał ostentacyjnie tyłem. Ale zajadłość przeszła mu już po kilku dniach. Kredą w kominie zapisałam pierwszą wzajemną kocią toaletę, kiedy to Jazgot zaczął myć Pasztetową. Teraz nie wyobrażam sobie, jak by to mogło być, gdyby Jazgotek był sam. Pasztetowa myje go bardzo dokładnie, zwłaszcza łebek, zaczesując rozmaite fantazyjne fryzury. Po mniej więcej dwóch latach do tego stadka dołączył pies Rudolf. Nie bardzo rozsądnie, nie zastanawiając się specjalnie nad konsekwencjami, przytargałam go (potwornie śmierdzącego) wprost z ulicy. Koty podeszły do tego faktu ze spokojem. Trzymały się na dystans, fukały i powarkiwały czasem. Teraz wprawdzie nie przytulają się do Rudolfa (bo i po co), ale bywa, że ocierają o niego i żyją generalnie w wielkiej zgodzie. Rudolf broni koty przed obcymi, największą sympatię czuje do Pasztetowej. Kiedy pojawiła się Ściema, myślałam, że będzie jadka. Rudolf niczego psiego na swoim terenie, czy też w ogóle na przestrzeni zamkniętej, nie toleruje. Nie miałam też pojęcia, jakŚciema potraktuje koty. I znów - na początku były zęby w ruchu. Ściema, choć większa, ustępowała. Panicznie bała się wejśc do pokoju, koczowała w przedpokoju metr na pół metra. Teraz jest przyjaźń między nią i Rudolfem. Jazgot Ściemę ustawia i nią rządzi z wielką satysfakcją, a Paszteowa schodzi z drogi, ale bez większej paniki. Dla większej jasności dodam, że wszystko to działo się i dzieje nadal na przestrzeni 35 m2, gdzie praktycznie nie ma jak towarzystwa rozdzielać. Do pracy wychodzą obydwie dwunożne istoty na 8-10 godzin dziennie, wtedy towarzystwo jest samo. No i oczywiście nie jest tak, że lekko sobie ważę losy moich zwierzaków, jestem na ich punkcie, delikatnie mówiąc - ostro walnięta. Wnioski? Proszę bardzo: Lika, przeczekaj. Tragedii nie będzie. Fela nie da sobie w kaszę dmuchać, będzie sikać na posłanko Gumisi ostentacyjnie i dawać do zrozumienia, że jest nieszczęśliwa. A za jakiś czas okaże się, że obydwie dziewczyny mogą żyć w doskonałej zgodzie. Jestem tego więcej niź pewna. Tylko - cierpliwości. PS Wszystkie Fele mają to do siebie, że są złośliwe, ale szybko im przechodzi :eviltong:
  5. 1. [B]cały czas czekam na dokładną i w 100 procentach pewną informację na temat terminu transportu Polo do Neris, wtedy podjadę na SGGW i go odbiorę. [/B]Byłam do dyspozycji w zeszłym tygodniu (dzwoniłam, ale Chrupek nie odpowiadała), w tym też jestem, byle szybko, bo przed weekendem muszę wyjechać i wtedy to naprawdę już mnie nie będzie 2. puki nie ma konkretnych ustaleń z kierownikiem kliniki na temat płatnosci za Polo oraz wystawionej faktury, nie mamy podstaw, by twierdzić, że ktoś prubuje coś od nas wyłudzać 3. właściciel schroniska nie jest wirtualem. A o co się wkurza? ja też nie byłabym szczęśliwa, gdyby ktoś na moje nazwisko (czy firmę) coś robił, a wokół tego jeszcze rozpętałaby się afera. [quote name='Ewusek']Amusimy jakies kroki podjac, zeby ratowac stowarzyszenie. Praktycznie wszystko dzieje sie tutaj, on jest WIRTUALEM i powinnismy go zastapic...[/quote] Zapewniam , że właściciel schroniska nie jest wirtualem. Ewusek, dlaczego mamy ratować stowarzyszenie??? :niewiem: Przecież ono nie jest w stanie upadlości. Nic mu też nie grozi. Zaś co do pieniędzy zebranych na Fałdkę - na nią też zotaną wydane. [SIZE=1]PS Nie mam czasu na siedzenie przed kompem i na dogo, nawet do mnie nie dotarło, że taki tu się ukręcił problem. I cały czas czekam sobie spokojnie na info, kiedy mam pojechać na SGGW, wysyłam czasem do chrupka sms-y, czasem dzwonię. [/SIZE] [SIZE=1]Kochani, proszę, nie róbmy afery, afera tak naprawdę jeszcze nigdy nikomu nie wyszła na zdrowie. Prościej byłoby poprosić mnie o podjechanie na sggw albo telefon i wysłanie faksu, tak jak w przypadku Fałdki. A może tak mi się tylko wydaje? [/SIZE]
  6. Wpadłam tu na chwilę, żeby wyjaśnić (wytłumaczyć się?) Nie jest żadną tajemnicą, co się ze mną dzieje: po bardzo długiej, straszliwej chorobie w czwartek 21 czerwca pożegnałam swojego Tatę. W tej chwili moja mama walczy o życie. Nie ma praktycznie nikogo poza mną. Do czasu pogrzebu Taty, a pewnie i dłużej nie będę w stanie zająć się innymi sprawami. Nie wiem, dlaczego Polo nie może być wydany Chrupkowi, ja ją wielokrotnie (również na piśmie, wysyłając faksy na SGGW) upoważniałam do zajmowania się tym psem. Informację, że nie chcą go Chrupkowi wydać, dostałam po fakcie (nie jest prawdą to, że miałam wyłączony telefon, mogłam być chwilowo poza zasięgiem, bo w kryptach zasięgu nie ma) Również nieprawda, że nie załatwiłam zniżki. Polo został przyjęty na konto Ostrowi, a Ostrów ma podpisaną umowę z SGGW, którą w imieniu schroniska osobiście negocjowałam. Nic o tym nie wiem, że umowa wygasła. Niestety, faktem jest, że w stowarzyszeniu została maleńka grupka osób chętnych do jakiegokolwiek działania. Niestety nie ma nikogo, kto chciałby odciążyć mnie, jeśli chodzi o sprawy formalne. :shake:
  7. Niestety, u mnie sytuacja rodzinna nie dość, że koszmarna, t ciągle się pogarsza. Nie mogę się ruszyć z Warszawy, a z tego co wiem, nikt inny ostatnio tam nie bywał :-(
  8. Rok, jak szybko zleciało te dwanaście miesięcy. I tak niewiele się zmieniło. A ja wciąż nie mogę sobie darować, że się nie udało. I że uwierzyłam wetce, która zadzwoniła i powiedziała, że miałeś oczopląs i nic się nie da zrobić. A potem przyznała, że w sumie jej się wydawało. Tylko że było już za późno. Teraz Polo zajął Twoje miejsce na SGGW, tyle że on nie z Ostrowi.
  9. Mogę dostarczyć w dowolnej ilości płyty z programami do wróżenia (tarot, pasjanse i takie tam, ta sama płyta w dowolnej ilości egzemplarzy). Trochę to tematycznie nie ma związku, ale może się przyda w ogólnym duperelkowie? Koszyki duże wiklinowe też mam, pożyczę. I balonów całe mnóstwo z ubiegłorocznych Dni Ostrowi (w tym roku z Dni Ostrowi nici, wielka szkoda :( )
  10. Igusie drogie, czy Miś Pyś jest zabezpieczony przed kleszczami? To bardzo ważne, babeszioza szaleje, kolejny chory to Szamanek :-(
  11. Oczywiście, wszyscy pamiętamy! I bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiamy Fifcię naszą kochaną :loveu:
  12. Izunia, jak będe w hurtowni, to spojrzę. Myślę jednak, że dobra sucha karma plus od czasu do czasu ryż z kurczakiem na deserek w zupełności wystarczą :-). Witaj Reksiu, przepraszam, że Ci nie odpowiedziałam telefonicznie, co z Maniusiem, mam ostatnio sądne dni, przesiaduję głównie w szpitalu przy rodzicach :-( Coś Ci zaraz znajdziemy maniusiopodobnego, obiecuję!
  13. Cioteczki, bardzo proszę, z kleszczami nie ma żartów. Trzeba go bardzo dobrze zabezpieczyć jak najszybciej, pls! Cudak był w lecznicy, był badany, a mimo to kleszcze, a właściwie babeszioza go zabiła :-( Proszę, nie bagatelizujmy tego! Kto może podjechać? Kto ma blisko do Radości?
  14. Izunia, a nie rzygał on czasem? Pewnie dziś apetyt ma za trzynascie małych psów. Nutra smakuje? Ciotki i wujki, Iza tego pewnie nie napisze tak wyraźnie, jak ja, więc ja piszę: MANIUŚ MUSI DOSTAWAĆ DOBRE JEDZONKO, żeby złamanie mogło się ładnie zrasatć i ubytki mięśni regenerować. Doktor mówi, że dobrze, czyli wartościowo (dobrą karmą) odżywiony po miesiącu będzie już normalnie chopdził, a po dwóch prawie biegał. Po roku zapomnimy, że coś mu w ogóle dolegało. Dlatego uprzejmie upraszam o drobne datki na jedzonko dla Maniusia, coby Izunię odciążyć w kwestii kosztów. No i jeśli ktoś może coś zasponsorować, to mamy jeszcze niezapłacony rachunek za niego na SGGW (nawet boję się pytać, ile :oops:)
  15. Maniuś pojechał do domu, jak sądzę zabrany właśnie przez Izunię86. Ewusek odebrała go w środę z SGGW na wizytę u dr Janickiego. Ale (przez moje gapiostwo) bylo już za późno, doktor operował. Umówieni jesteśmy więc na najblizszy poniedziałek. To jeden z lepszych (o ile nie najlepszy) lekarzy ortopedów. Mamy nadzieję, że wreszcie postawi diagnozę i będziemy wiedzieli, co dalej. W hoteliku bardzo się ładnie zaadoptował, zajął miejsce w koszyku (nie był na hali z innymi psami, dołączył do sforki Grażyny - bo przecież inwalida). Dziś właśnie jeszcze jedna rodzina bardzo zapragnęła Maniusia. Zakochali się w nim dosłownie. Rodzina wydała się naprawdę OK. Jeśli więc Izunia zmieniłaby zdanie ;)
  16. Choroba musiała się rozwijać już bardzo długo. Morfologia (mam wyniki) była tragiczna, czerwonych ciałek praktycznie nie było. Dlatego sądzę, że winien nie był ten kleszcz znaleziony w piątek, ale te, które Cudaczka oblazły wcześniej.
  17. W sobotę po przywiezieniu do hotelu biegał, całą niedzielę też biegał za piłką jak szalony, i w poniedziałek. Wczoraj trochę polegiwał, ale wszystkie psy były wymęczone upałem, po kątach się chowały. Cały czas apetyt miał wielki, mocz nie był ciemny. Dziś rano o 7.30 przy pierwszym sikaniu p. Grażynka zobaczyła, że powłóczy łapkami tylnymi. W ciągu pół godziny była u lekarza. Pies wymiotował, lał się przez ręce. Została zrobiona natychmiast morfologia i rozmaz. Wynik: poziom hemoglobiny 2. Wykryto pierwotniaka. Lekarz zamówił natychmiast krew, ale zanim dojechała (z drugiej strony Warszawy) Bursztynek (takie imię dostał od Grażynki) już nie żył. :-( Grażyna mu obiecała, że jeśli z tylko z tego wyjdzie, zostanie u niej na stałe. Dotrzyma słowa, nie pozwoli na utylizację Bursztynka. :-( Śpij malutki
  18. One chyba mają najtrudniej.Każdy pewnie myśli, że on znajdzie dom, i bierze bidę...
  19. [quote name='Neris']Wczoraj wieczorem znowu wrócił pomysł że może jednak to nosówka albo ponosówkowe porażenie czy jak tam zwał. Może go rzeczywiście trzeba na tego Gagarina zabrać, też ma średnią sławę ale karmią, wyprowadzają na spacer ile razy trzeba...[/quote] A dlaczego średnią sławę? Z naszych doświadczeń - a mamy ich z ostrowskimi psami naprawdę bardzo dużo - wynika wyłącznie dobra sława. Nawet bardzo dobra. Lepszej opieki szpitalnej niż tam nigdzie nie udało nam się znaleźć.
  20. Hej, cioteczka, wszak połamany ma już imię, nadane mu na wątku: Marianek, czyli Maniuś. Myślę, że pasuje jak ulał. (Po lektrurze wątku stowrzyłam takie cóś: [url]http://www.ostrow.schronisko.net/page24.html)[/url]. A o mojej Ściemie to nikt już nie pamięta? :placz: Anka_89, Zmysł, gratulujemy wytrwałości. My ten wątek coś ze dwa lata już piszemy, więc czytanie tego wszystkiego to pewnie pół roku najmarniej :lol: [COLOR=Red][SIZE=3]Olimpia, i my dziękujemy za super organizację akcji.[/SIZE][/COLOR]
  21. Och, dzięki Puchatku! Tak jest super wery okiej :lol:
  22. No tak, Siena już na bank jest Ściemą. Tak na nią wołamy i ona przychodzi. Najchętniej oczywiście, jak wsadzam rękę do kieszeni po smakołyk. :evil_lol: Umie robić siad i łapę podawać, ale poza tym ściema.
  23. Że niby Ściema na moją cześć? Absolutnie, ja w ogóle, nigdy w życiu, ani razu nie ściemniłam. W ogóle nie wiem, jak to się robi. Ani co to znaczy. A Ściema nie ma domu, bo ja też jeszcze nie mam domu. Wygląda na to, że wcześniej jak w sierpniu mieć nie będę. Na razie całe stado bezdomne :(
  24. Bardzo dziękuję za banerek. A czy mogę poprosić o jedną małą popraweczkę? Chodzi o imię. Bo Siena jest Ściema. I to wielka Ściema :razz:
  25. Za to ciotka Fela trochę mniej szczęścia miała. Ściema jest amatorką literatury pięknej, książki, zwłaszcza te z dedykacjami od autorów, wręćz pochłania. Postanowiła się dokształcić także w zakresie prawa, dokłądnie przestudiowała kodeks karny, cywilny, pracy - wraz z komentarzami na płycie CD. I to w pięć minut! Bestia chyba była na kursie szybkiego czytania. Będzie mi konkurencję w robocie robić :-(
×
×
  • Create New...