Dziś spędziłam z Limką mnóstwo czasu. Byłyśmy na długim spacerze w lesie i na łące. Potem pojeździłyśmy trochę samochodem (który Limka uwielbia) pozałatwiać moje sprawy. Byłyśmy też razem w sklepie zoologicznym, gdzie Limka podbiła serca kupujących i sprzedawców (obżarła się też darowanymi ciasteczkami). Bardzo jej się spodobały kości wołowe (wielkie i wędzone) ale zamiast tego musiała się obejść kurzymi łapkami (a fuj!! ale czego sie nie robi dla Limki) Potem Limka poznała 2 ciotki, a jedną z nich bardzo polubiła. Tam wyżebrała 2 plastry szynki indyczej :oops:
Potem skonsultowałam z wetem (przez telefon) czerwone oczy Limki, a mój Bobo (ze swojej apteczki) użyczył Limce Dicortineff, który teraz będziemy zakraplać 3 razy dziennie.
Zanim skończyłyśmy objazdy, Hania była już w domu, więc Limka nie posiadala się z radości, że ma nas obok siebie w komplecie.
Apetyt jej dopisuje, humor (pod warunkiem, że jest otoczona ludźmi) też. Aha, i dziś prawie ugryzła ją spanielka, która była zazdrosna o swoją panią. Bo Limka ma wielki spokój. Nie zwraca uwagi ani na psy, ani na koty (a jeśli, to w przyjacielski sposób), a dopiero sprowokowana, zaczyna sie bronić. Powtarzam, to anioł, nie pies!!