-
Posts
28422 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
-
-
-
Nasza Zuzia nienawidziła ludzi o kulach. Atakowała ich długi czas. Też wtedy skracaliśmy smycz na maksa. Zastanawialiśmy się czy jej złamany i źle zrośnięty ogonek nie był dziełem jakiejś kuli czy kija. Teraz jest ok. Przestała być terminatorem niepełnosprawnych poruszających się o kulach.
-
Możliwe. Serce mi pęka, ze wylądował w schronie ale . Z drugiej strony potrzebna mu była natychmiastowa opieka a ja nie miałam co z nim zrobić. W schronisku nadali mu imię Ptyś. Szukamy mu domu.
-
Niedobre i zdradliwe. W sobotę idąc na stadion mąż znalazł w rowie leżącego starego psiaka w typie onka. Psina nie była w stanie się podnieść z wycieńczenia. Mąż zawsze nosi ze sobą małą butelkę wody. Psiak ją dosłownie wciągnął nosem. Mąż zaczął krzyczeć i z okolicznych 2 domów wybiegli ludzi. Przynieśli miskę, wodę i karmili psiaka tym co mieli pod ręką, Mąż czekał przy nim na przyjazd pracowników UM . Psinka została zabrana do schroniska, gdzie do siebie dochodzi. Żeby było ciekawiej pies miał na sobie łańcuch jak od krowy. Mąż miał iść na stadion zupełnie inną drogą. To chyba cud, że tamtędy przechodził. Psiak by skonał z wycieńczenia i nikt by go nawet nie zauważył.
-
Bardzo smutne. Na początku atakowałam właścicieli za brak troski dopóki nie zobaczyłam Pyśka w akacji. Mieszkał na parterze, zobaczył przez okno nasze sunie idące na spacer i.... wybił szybę szybę, wyskoczył przez okno, przebiegł przez ulicę ( po pasach) i do nas dołączył. Wtedy uwierzyłam w zdolności Pyśka. Podejrzewam, że potrącił go motocyklista. Pysiek był ostrożny jeśli chodzi o samochody. Bacznie obserwował zachowanie ludzi i przechodził zawsze po pasach. Niestety nienawidził motorów i gonił za nimi.
-
Pysiek był nam bardzo bliski i ciężko przełknąć to odejście. To był wyjątkowy psiak ale chadzał własnymi drogami. Nie pozwalał się zamknąć w domu. Mieszkał na parterze i potrafił wybić szybę, żeby pohasać po swojemu. Musiał odprowadzić wszystkie dzieci do szkoły a potem musiał zrobić obchód miejskiego targowiska i pilnować tam porządku. Wszyscy handlujący mówili na niego ":dyrektor". Jak go pani zgarnęła z rynku i zabrała do domu to wpadał w taką wściekłość,że lepiej nie mówić. Ściśle pilnował pór naszych wieczornych spacerów i czekał na nas, żeby pilnować nasze dziewuszki. On miał zawsze pełne łapy roboty. Oj Pysiek, Pysiek...... Balbisiu dziś minęło 14 tygodni
-
Paulinko bardo pięknie napisałaś. Balbinko kto by pomyślał, że twój kolega Pysiek tak szybko do ciebie dołączy. Psonia go nie znała, ale ty bardzo dobrze. Codziennie dołączał do naszych wieczornych spacerów. Dziś dowiedziałam się, że kilka dni temu potrącił go samochód. Bidulek przyczołgał sie do domu resztkami sił. Przez kilka dni walczono o niego ale nie dało rady. Połowa jego ciałka została sparaliżowana. W tym tygodniu został uśpiony. Matko tak ciężko mi przyjąć to do wiadomości. To był taki przyjacielski psiak. Pysiulku biegaj z Balbinką po tęczowych łąkach. Strasznie mi smutno. Strasznie. Dla Ciebie piesku Kocham Was moje maluszki.
-
Ja cały czas czekan na te sny
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
-
-
-
Nie jestem pewna czy decyzja o adopcji Balbinki była przemyślana. Niespełna dwa miesiące wcześniej straciłam mojego psiego skarba Psonię a miedzy nami była bardzo silna więź. Miejsce w domu było puste a Balbinka była w pilnej potrzebie. Nie było tak naprawdę czasu na przemyślenie decyzji. To był żywioł. Nie mam wyrzutów sumienia, że obdarzyłam Balbinke miłością, bo tak jak pisze Radek każde zwierze kocha się inaczej, ale równie mocno. Miłość moja do Psoni nie zmieniła się. Nadal ją kochałam i tęskniłam pomimo,że w domu była Balbisia. Tu na dogo tłumaczono mi , że nasze serca mają wiele pokoików i każdy psiak posiada swój własny. Coś w tym jest , bo każdą moją psinkę kocham całą sobą. Potem w naszym domu pojawiła się Zuzia. Trafiła do nas na tymczas a została na stałe. Zdecydowaliśmy o tym kiedy po leczeniu na jakie do nas trafiła zdiagnozowano u niej ADHD. Obawialiśmy się, że inny dom może nie wytrzymać jej "głupawek", zniszczeń jakich potrafi dokonać i woleliśmy ją na wszelki wypadek zostawić u siebie. W końcu po akrobacjach i pomysłach Psoni byliśmy zahartowani na takie psie zachowania. Kiedy patrzyłam na te moje dwie diablice ( Balbisię i Zuzię) uśmiechałam się do siebie i mówiłam, że nie wyobrażam sobie domu bez dwóch psiaków. Jak to wygląda na dzień dzisiejszy? Balbinka odeszła 3 miesiące temu a w domu nie pojawia się kolejna sunia. Dlaczego? Miało na to wpływ zachowanie Zuzi po odejściu Balbinki i jej choroba. Jej stan zdrowia w każdej chwili może ulec pogorszeniu i będzie wymagała bardzo troskliwej opieki. Ponadto stres nie jest wskazany w jej stanie, a prawdopodobnie nie byłaby w stanie zaakceptować drugiego psa w domu. Ona nienawidzi psów choć należy do tego samego gatunku. Może stanę pod ścianą i zmienię zdanie ale póki co, nie chcę ryzykować. Paulinko Balbinka i Zuzia nie były siostrami. Balbinka trafiła do nas w 2005 r. ze schroniska po ciężkim porodzie i z ropomaciczem zamkniętym a Zuzia 2 lata później na leczenie. Jej poprzedni właściciele postanowili ją rozmnożyć kiedy była jeszcze szczeniakiem. W wieku 9 miesięcy podczas porodu wypadł jej na zewnątrz narząd rodny wiec jej właściciele postanowili ją uśpić.Byli w co najmniej 2 lecznicach gdzie im odmówiono. Trafili do trzciej. Lekarka tej lecznicy współpracowała z jedną z fundacji. Odebrano sunie właścicielom a Zuzia trafiła na cito na stół operacyjny. Z tego co wiem maluchy nie przeżyły. Udało się ją uratować pomimo, że była skrajnie wyczerpana i zaniedbana. Pchły wchodziły jej do oczu. Jak się okazało długie zewnętrzne kudły zakrywały łyse pola, miała złamany ogonek a kości wypychały skórę. Po strzyżeniu pies był dosłownie łysy z potwornym łupieżem. Potem pojawiły się guzy listw mlecznych, które na szczęście okazały się zastoinami pokarmu, bo było podejrzanie raka. Nie było wesoło z jej stanem zdrowia. Po leczeniu i dożywieniu miała iść do adopcji. Wtedy okazało się , że pannica ma ADHD. Tu widać jej złamany ogonek. Zrósł się krzywo, ale teraz nosi na nim ciut dłuższą sierść i nie widać. Pierwsze dzieło Zuzi Któraś z rzędu lecznicza kąpiel łysolka :) A tu oba niewiniątka przyłapane na demolowaniu łóżka :) Ależ skąd! One nie demolują łóżek. To ktoś inny :) Moje kochane tygrysy Nasze tradycyjne Sylwestry :) Przy paśniku :)
-
Sama Zuzia
-
Balbinka ze Zuzią ( Zuzia pod kołdrą)
-
Balbinka ze Zuzią ( Zuzia z ogonkiem)
-
Zuzia nie była przy Balbince w krytycznym momencie. Była w innym pokoju. Kiedy my zaczęliśmy tulić z płaczem jej ciałko ona do nas przybiegła.Koniecznie chciała ją budzić. Zuzia to piesek typu " radocha ze wszystkiego" . Pomimo, że jest bardzo chora okazuje radość z tego,że się obudzi, z tego, że ktoś na nią spojrzy, dosłownie ze wszystkiego. Ma psie ADHD więc wszędzie jej pełno.Biegała po mieszkaniu, doskakiwała do któregoś z nas, dawała buziaka i znowu biegała. Po odejściu Balbinki podkulony ogon, brak apetytu. dreszcze itd. Poszliśmy do weta i on nam uświadomił, ze ona cierpi podwójnie. Straciła swoją przewodniczkę i nas, bo my nie jesteśmy skupieni na niej, na normalnych czynnościach ale wpadliśmy w apatię.Dom nie był jej domem, ale czymś obcym, smutnym, zimnym i pustym. Musieliśmy się wziąć w garść i nauczyć ukrywać swoje uczucia przed tym drugim psiakiem. Teraz jest ok. Już niedługo będziesz mogła ją wspominać. Zapłaczesz po niej nie raz, nawet po wielu latach ale ten smutek, ta tęsknota będzie mniej paliła. O wiele mniej. Twój sen był znakiem i tak go traktuj. Nie boj się iść na jej grobek, nie walcz z tym.Tam jest tylko jej ciałko. Jej duszyczka jest przy Tobie. Czyż nie pokazała Ci tego we śnie?
-
Jest odrobinę łatwiej. Już nie siedzę zamknięta w sobie i nie leję morza łez każdego dnia. Wypieram myśl, że jej nie ma. Nadal wmawiam sobie, że śpi na swojej ukochanej kanapie w salonie. Kiedy wchodzę do salonu i jej nie widzę, wmawiam sobie, że poszła do drugiego pokoju. To mi naprawdę pomaga przetrwać ten pierwszy okres żałoby. Mam drugiego psiaka- suczkę, która w listopadzie skończy 10 lat ( też adoptowana). Zuzia ma wrodzoną wadę serca ( cały czas przyjmuje leki), więc musimy choćby ze względu na jej stan zdrowia tuszować nasz smutek po odejściu Balbinki. Zuzia bardzo to wszystko przeżywała. Kiedy Balbinka odeszła na naszym łóżku Zuzia chciała ją budzić. Nie dopuszczała do siebie, że to wieczny sen. Nie pozwoliła też nam wynieść Balbinki ciałka. Potem jej cały czas szukała, węszyła, popiskiwała, odmawiała jedzenia a patrząc na nasze łzy chodziła cały czas z pokulonym ogonem i drżała. Za radą weta musieliśmy na siłę otrząsnąć się i przestać obnosić się z naszym smutkiem.