-
Posts
28422 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
-
-
Wiem jak to jest. Wszyscy na TM to wiemy i to nas łączy.
-
Cały czas karmimy bezdomniaki i to na pewno nie ulegnie zmianie, na pewno będziemy wspierać schroniska, ale nie zdecydujemy się już na kolejnego psiaka. Dziś mięły 3 tygodnie i nie jest ani odrobinę lepiej.
-
Tak to nadal u nas wygląda. Biegnę do kuchni, żeby naszykować posiłki. Biegnę do apteczki, żeby o określonych godzinie podać Ci leki. Sprawdzam, czy jesteś przykryta kocykiem podczas snu. Janusz biegnie, żeby w porę zamknąć balkon po wietrzeniu mieszkania, bo już jest zimno, żebyś się nie przeziębiła itd. Potem płaczemy. Okazuje się, że nie trzeba już podawać posiłków, leków, niczego sprawdzać. Jest rozdzierająca i bardzo bolesna pustka. Psoniu, Balbisiu, Zuziu - każda z Was swoim odejściem zostawiła w naszych sercach nie ranę, a wyrwę. Ja wiem, z czasem ból stanie się mniej palący, ale ta tęsknota i te wyrwy zostaną w nas na zawsze. Kochamy Was maluszki.
-
-
Boli bardzo. Siekło nas okrutnie. Nie możemy się w ogóle pozbierać. Dziś mijają 2 tygodnie, a ból jest cały czas taki sam, jak nie gorszy, bo dołączyła do niego potworna tęsknota.
-
-
Jest pustka, która jak w tytule bardzo boli. Nie słychać stukotu łapek, jej szczekania. Dom stał się nagle strasznie pusty. Każde z nas łapie się na tym, że podchodzi do łóżka, żeby ją przytulic i cmoknąć, sprawdzić czy się nie wykopała spod kocyka, a tam jej nie ma i jest płacz. Dziś z kolei otworzyłam okno w naszym pokoju, drzwi balkonowe w drugim, żeby dokładnie wywietrzyć mieszkanie. Po godzinie zamknęłam okno, szłam zamknąć balkon i poczułam jakby mi mignęła jej sylwetka zbliżająca się do balkonu. Powiedziałam na glos " Zuzia nie wychodź na balkon, bo się przeziębisz" . Przez chwilę, malutką chwilkę poczułam się tak jakby żyła i to było cudowne uczucie. Kiedy zdałam sobie sprawę, że jej nie ma ogarnęła mnie większa rozpacz. Łapę się też na tym, że o określonej godzinie jak automat zbliżam się do apteczki żeby naszykować jej lek. Potem ją zamykam, bo pudełko z jej lekami jest puste i znowu płaczę. Patrzę na zegarek, idę do kuchni naszykować jej posiłek. Tak naprawdę żadne z nas jeszcze się nie przestawiło na tryb "Zuzi już nie ma."
-
-
Cenne pamiątki. My też mamy szelki z adresatkami, smycze i książeczki zdrowia. Wydawanie tego nie było w ogóle brane pod uwagę. Zabawki wyjechały dwoma partiami i już wiem, że sprawiły psiakom wielką radość.
-
Jest nam bardzo, bardzo źle. Nie zaakceptowaliśmy Twojego odejścia. Każde z nas nasłuchuje stukania pazurków po podłodze. Cokolwiek robię, przerywam i biegnę do łóżka sprawdzić czy jesteś przykryta. Choć wykasowałam alarmy w telefonie przypominające mi o podaniu Ci leków wciąż mam te godziny zakodowane w głowie. Nie potrafimy się na niczym skupić, cięgle płaczemy. Nie potrafimy też spać. Od 4 lat kiedy ciężko zachorowałaś nie byłaś spuszczana z oczu przez całą dobę. Nocne dyżury przy Tobie sprawiły, że spałam z Januszem dużo mniej wymieniając się, abyś nie była bez opieki. Teraz okazuje się, że nie potrafię spać, ani ja, ani Janusz. W domu zapanowała potworna pustka, która tak potwornie boli, że ból jest nie do zniesienia. Jedno pociesza drugiego, a po chwili sam płacze. Kończy się to tym, że przytulamy się do siebie we trójkę i płaczemy razem i tak ten płacz trwa i trwa. Tak naprawdę żadne z nas nie jest w stanie pocieszyć drugiego, bo czuje to samo. Płacz to pikuś. Najgorszy jest ten ból w sercach i ta nieznośna pustka. Doszliśmy do wniosku, że próg bólu po stracie psiaka w naszym domu został przekroczony. Dlatego została podjęta OSTATECZNA decyzja, że nie będziemy mieli żadnego zwierzęcia. To co się teraz dzieje nas przerosło i to bardzo. Podjęłam decyzję, z którą się zgodzili Janusz i Szymon, że zostawiamy sobie tylko trzy twoje kocyki na pamiątkę. Cała reszta kocy i masa innych rzeczy wraz z lekami pojechały do schroniska. Zapakowałam też Twoje i Balbinki kurteczki. Nawet nie wiedziałam, że je zostawiłam. Leżały w domu bezczynnie, a są porządne i mogą ogrzać 11 psiaków. Psonia i Balbinka z tyłu ramki ze zdjęciem mają przyczepnie skarby. Ty też. Znajduje się tam Twój mleczny kieł, który wypadł Ci u nas w domu, obcięte pazurki i włoski. Mam głęboką nadzieję i chcę w to mocno wierzyć, że jest Ci tam dobrze, że za TM odzyskałaś zdrowie, młodość i młodzieńczy wigor, który wykorzystujesz w zabawie z Psonią, Balbisią i innymi psinkami. Baw się Słonko dobrze i nie zważaj na to, że my liżemy bolesne, krwawiące rany czekając aż się odrobine zabliźnią, bo wiemy z doświadczenia, że pozostaną z nami na zawsze. Zuziu, Balbinko, Psoniu - bardzo Was kochamy i bardzo tęsknimy
-
Zuzia wróciła do domku. Teraz ze swoimi siostrzyczkami spogląda na ukochane łóżeczko. Kocham Was moje serduszka.
-
Dziękuję Radku. Nie potrafimy się z tym pogodzić. Od 4 lat nasza wetka tłumaczyła nam, że ona nie będzie żyła wiecznie, że przeżyła wszystkie sznaucery, że ta chwila może nadejść lada dzień i musimy być na nią przygotowani. Nie byliśmy. Dzisiaj powinna dostać 4 zastrzyki, dostała tylko 2. kolejnych dwóch nie zdążyła. Jeszcze walczyliśmy i my i ona co było widać. Chciała żyć. Trzymaliśmy się kurczowo nadziei, która zgasła o 16:07 ustępując miejsca rozpaczy. Nie wiedzieć czemu siadł jej układ pokarmowy, natomiast chore serduszko pracowało bez zarzutu do końca. To jest dla mnie totalnie niezrozumiałe. Gdyby nie wszystkie badania to bym nie uwierzyła, że ona ma bardzo poważną wadę serca. Siadł jej układ pokarmowy, a lekarze uświadamiali nas jak będzie schodziła na serce, że będzie miała wodobrzusze , itd. Nic z tych rzeczy. Niewielka , naprawdę niewielka biegunka i niewielkie wymioty ją zabrały. To układ pokarmowy powiedział "DOŚĆ" nie serduszko. Serduszko i główka chciały żyć i walczyły do końca. Nie wiem jak sobie z tym poradzimy. W domu jest tragedia. Nie tylko ja baba leję litrami łzy, ale mój mąż i syn także. Jesteśmy totalnie rozbici, w rozsypce emocjonalnej. To było ponad 18 wspólnie spędzonych lat. Jedynym pocieszeniem jest to, że nie musieliśmy podejmować tej trudnej decyzji. Zuzia odeszła sama. Nigdy więcej psów w domu, nigdy więcej tak potwornego o bólu. Nigdy! Pozostanę dalej jako karmicielka bezdomnych psów i kotów i to mi musi wystarczyć. Zobacz jaki paradoks. Psonia odeszła w niedzielę, Balbinka w poniedziałek, Zuzia we wtorek.
-
Zuzia ur. piątek 03.11.2006 TM - wtorek 30.10.2025 godz. 16:07 Żyła 18 lat 10 miesięcy i 27 dni Z nami 18 lat 1 miesiąc i 20 dni Nasze serca są w rozsypce, ale TY maleńka biegaj z Psonią, Balbinką, Bamboszkiem i innymi naszymi suńkami po tych tęczowych łąkach .
-
-
-
Wszystkie te rocznice są bardzo bolesne. Człowiek chciałby je dotknąć, przytulić, poczuć wilgotny nochalek na policzku, ale nie może.
-