Dinuś odszedł w imieniny miesiąca 7 lipca. W lipcu poznałam jego panią Irenkę. Jeden szpital, jeden oddział, wspólne rozmowy na sławetnej ławeczce szpitalnego ogrodu, uśmiech wzajemne dodawanie sobie otuchy, pocieszanie się, dyskusje o znieczulicy ludzi na los bezdomnych zwierząt. Jakże by inaczej, skoro wychowała tak wspaniała córkę - dogomaniaczkę. Wspominałyśmy także ze łzami w oczach nasze kochane psinki, które są po tamtej stronie. Kochała Dinusia, wspominała go ze łzami w oczach. Bardzo jej go brakowało. Rana po jego stracie nie zdążyła się zabliźnić.
Widziałyśmy się w ubiegły wtorek na przyszpitalnym parkingu. Ostatnia rozmowa, ostatni uścisk, ostatni pocałunek. Ostatni. Gdybym wiedziała, że ostatni, że sześć dni później Irenka odejdzie do domu Ojca……
Znałyśmy się krótko, ale to była wyjątkowa znajomość., której nigdy nie zapomnę.
Irenko, dziś jest twój pogrzeb. Nie mogę jechać, więc żegnam cię tutaj, w miejscu, gdzie jest kawał mojego serca, gdzie przelewam swoje najskrytsze myśli, w miejscu szczególnie mi bliskim i bardzo drogim, w miejscu, gdzie są przyjaciele. Byłaś miłośniczką psiaków, więc myślę, że nie weźmiesz mi tego za złe. Czyż nie one są naszymi braćmi mniejszymi?
Irenko, stałaś mi się bardzo bliska. Twoje odejście zabolało i wciąż boli. Już wiesz jak bardzo, bo jesteś ANIOŁEM, a one wszystko wiedzą. Ta wstrętna gadzina cię zabrała. Bardzo chciałam, żebyś wygrała tą walkę ty i każdy z nas, ale los potrafi być bardzo okrutny.
Czy mi będzie dane wygrać? Jesteś już w niebie , więc proszę cię wstaw się do Boga za nami wszystkimi, których dopadła ta gadzina.
Żegnam cię droga Irenko. Na zawsze pozostaniesz w mej pamięci.
Natalko przyjmij wyrazy najszczerszego współczucia z powodu śmierci mamy. Jestem z Tobą w tych trudnych chwilach.