-
Posts
28481 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
Też tak uważam.
-
Zaciskam kciuki.
-
Miałam dwa małe kwadratowe stołeczki z beżową tapicerką. Psonia jeden z nich zmłóciła na miazgę, drugi napoczynała. Poszarpała część tapicerki, więc obiłam inną, ale obgryzione poprzeczki stabilizujące nóżki zostawiłam nietknięte na pamiątkę. Dziś stołeczek jest mi niepotrzebny, ale go nie wyrzucę, nikomu nie oddam, bo są na nim ślady Psoni ząbków. Bezcenna pamiątka.
-
A całkiem możliwe, że to była opuchlizna. Zazdroszczę Wam tych psów z apetytem. U Zuzki z tym mamy od 2008 pod górkę. Dzień dobrych widomości i niech tak zostanie.
-
Bardzo sie cieszę. Byłam ciekawa jak wypadnie wizyta. Powiedziałam dawno, że Gaja to mała, kochana twardzielka. Nie wiem jak u Was, ale u nas wieje jak diabli.
-
Balbinka sie bała, ale nie było paniki. Dzielnie wszystko znosiła, jakby wiedziała, ze nie ma wyjścia. Był jednak jeden lekarz ( szkoda, że się wyprowadził), który ją chyba hipnotyzował. Mógł z nią robić dosłownie wszystko. Ona mu patrzyła tylko głęboko w oczy. Nigdy w życiu nie widziałam psa tak zapitalajacego do gabinetu lekarskiego jak ona. Cieszę sie, ze to on prowadził ją do końca. Zuzi reakcja na niego? Rzucanie się, gryzienie, trzęsaka, kopanie, wierzganie, chęć ucieczki. Jednym słowem NORMA. Nie ma lekarza, który by jej nie określił jako histeryczkę. Przecież zanim do nas trafiła dała swój popis w gabinecie przed operacją ratującą jej życie i po niej, a miała wówczas zaledwie 9 miesięcy. To jest cala Zuzia. Wizyty domowe. Owszem próbowaliśmy i to wiele razy. Wcale, ale to wcale nie zachowuje się lepiej. chociaż..... ma wtedy więcej odwagi do klapania zębami. Na kilka dni przed wyznaczonymi badaniami, czy szczepieniami mamy serca w gardle i na ramieniu. Poza tym to kochany, przesłodki i bardzo rodzinny psiak.
-
U Was jest trochę inna sytuacja bo związana w małopłytkowością. U nas nie było takiej potrzeby i dziewczyny miały rozpiskę badań kontrolnych raz w roku, a od 8 roku życia raz na poł roku. To samo z ilością badań. Najpierw morfologia i biochemia, a potem pełen pakiet geriatryczny. Chyba, że jest jakaś choroba i trzeba to sprawdzić wynikami. Wówczas badania dodatkowe. Żadna sunia tego nie lubiła, ale Zuzka? Ta histerię ma chyba odziedziczoną w genach. Tego sie nie da opisać. To trzeba zobaczyć.
-
Ona była jest monitorowana i jak do tej pory wszystko było ok poza serduchem, alergią pokarmową, ale zmieniliśmy dietę. Z resztą trudno nie monitorować pracy Zuzki organizmu biorąc pod uwagę jej chorobę podstawową. No dobra, powiem szczerze. Ja do tego typu badań podchodzę trochę jak z płachtą do byka. Pies nie powie co mu dolega dlatego je robiliśmy i robimy i tak naprawdę to jest chyba jedyny powód. Taki plaster na sumienie. Dlaczego? Psonia niby była zdrowa jak byk i co? To samo z Balbisia. Pod koniec stycznia wyniki zarąbiste, a 21 marca suni nie ma. Nic nie wskazywało na nieszczęście, a moim zdaniem powinno. Poza tym mogę też powiedzieć o sobie. Wyniki miałam jak młody Bóg, a wpierdzielało mnie od środka raczysko. Lekarze moje objawy chorobowe brali za objawy klimakterium, nerwicy, wszystkiego innego, tylko nie na poważnej choroby. Chwilami miałam wrażenie, że brano mnie za jakiegoś debila. Potem im było głupio, ale co przeżyłam, to przeżyłam. Gdyby nie moje paluchy pewnie bym wąchała kwiatki od spodu. Bardziej wierzę w badania obrazowe, a te mogę sobie wybić z głowy przypadku Zuzki i jej histerii, a narkoza i to żadna nie wchodzi w grę, o czym pisałam wcześniej. Czarna d..a. Samo pobieranie krwi jest coraz większym dramatem. Lubi naszą wetkę, bo kobita jest naprawdę super nastawiona do zwierzów, ale najbardziej ją lubi kiedy ta znajduje sie od niej w bezpiecznej odległości. Myślicie, że da sie przekupić wetce smaczkami? Nic z tego. W gabinecie nawet od nas nie chce. Jest trzęsawka i obraza majestatu. Tymczasem tarczyce trzeba monitorować non stop, żeby dobierać odpowiednią dawkę leków.
-
Niekiedy jest to niezależne od nas. Sama wiele razy milczałam bo albo mi komp nawalił, a to prądu brakowało i masa innych powodów. Kciuki i łapiny zaciskamy bardzo mocno.
-
Maluszki moje kochane trzymajcie mocno i za Emi i za Gajunię i za Zuzię. Wiem jak to jest kiedy sie czeka na wyniki, czy decyzję lekarzy. Z nerwów można zjeść własne zęby. A co u nas? Wielotygodniowe leczenie Zuzi odbiło się chyba na jej wątrobie. Nie będę wszystkiego przytaczać, bo wyników są dwie strony. Z najważniejszych rzeczy to , Zuzia ma podwyższony ALAT, inne parametry wątroby książkowe. ASPAT książkowy. Fosfataza książkowa, GGTP książkowe, cholesterol książkowy. Tylko ten cholerny ALAT. To wystarczyło, żebym zaczęła ze strachu robić w gacie, choć wetka mówi żebym wyluzowała. Jest też inna możliwość, że podwyższony ALAT nie tyle jest spowodowany lekami, które brała co jest zmiana starcza. Na to dostała Hepaxan dog. Nerki super, trzustka też. Reszta wyników też( łącznie z jonogramem). Nasza wetka powiedziała, że są to wyniki 5 letniego psa, a nie staruszki poza jednym. Ma spierdzielony zakres endokrynologiczny. Zuzi zaczyna siadać tarczyca -pojawiła się niedoczynność. Kurde nie ma żadnych, ale to żadnych objawów, ale wyniki mówią same za siebie. Od wczoraj bierze Euthyrox 75 mg 2 x dziennie po tabletce. Niedoczynność wali po serduchu, a Zuzka ma je chore, więc nie ma na co czekać. Podawał ktoś ten lek psu? Jestem zielona jak szczypiorek na wiosnę jeśli chodzi o leczenie psa na tarczycę. Po prostu nigdy takiego nie miałam. Zuzi tarczyca też do tej pory działała bez zarzutu. Wiem, bo wyniki robimy regularnie i to caluśki zakres geriatryczny. Jednym słowem Zuzce oprócz tabletek za serduszko doszedł lek na wątrobę i na tarczycę no i tradycyjnie probiotyk. Kurde jak zaczynam jej dawać jakiś nowy lek to mam serce na ramieniu i cholernego stresa.
-
O to samo miałam zapytać
-
Wiem, ale nie ma innego wyjścia, a tych badań nie da się przyspieszyć. Najważniejsze, ze dziewczyna czuje sie dobrze i humor dopisuje.
-
Jak sie czuje Emi?
-
-
Pamiętaj, że przeszła ciężką operację. To, że tak szybko do siebie dochodzi może tylko cieszyć. Moim zdaniem ma jej się na życie i niech tak się stanie. Czasami wyniki są do bani, rokowania też, a pacjent żyje. Nie bez powodu napisałam, że weci widząc w jakimś stanie jest serducho Zuzi zadają sobie pytanie jakim cudem ona jeszcze żyje. Bo ma wole życia i nas kocha. Myślę, że to jest to.
-
Teraz nasze dni polegają na bacznej obserwacji tych kochanych pycholków i strach. Ja po ostatniej chorobie Zuzki nie śpię nocami i sprawdzam co chwilę czy oddycha. Wiecie co? Kiedy dwbem napisała, że Emi zjadła z apetytem swój pierwszy posiłek po operacji to mi się gęba ucieszyła. Dla mnie to dobry znak. Dziewczyna walczy i nabiera sil. Myślę, że twardy z niej zawodnik i niech tak trzyma. Właśnie obudziła się moja tygrysica i gapi się na mnie ze zdziwieniem, że matka jeszcze nie śpi. Ano nie śpi.
-
Będziemy trzymać mocno i z całych sił. Musimy trzymać się razem, bo każde z nas ma problematycznego psiaka. Emi zachorowała, Gajunia czeka na operacje,. Każdy z wetów od ostatniej choroby Zuzi uświadamia nas, że musimy zacząć się przyzwyczaić do myśli, że zbliża się ona do końca ziemskiej wędrówki. Nasza wetka też. Czy w ogóle można się tego przyzwyczaić? Jest najdłużej żyjącym sznaucerem w okolicy. Prawią nam kazania, że one żyją do 14 roku życia, a ona ma 15 z hakiem i do tego chore serce. Zastanawiają się jak to możliwe, że w ogóle tyle żyje. Kiedy zachorowała we wrześniu nikt nie miał odwagi ze względu na serduszko i wiek wykonać jej badań obrazowych czy wziernikowania, bo każda narkoza by ją zabiła. Zuzki inaczej zbadać się nie da ze względu na (jak ja to mówię ) wrodzoną histerię. Zdałam sobie sprawę z faktu, że w razie czego Zuzię będzie można leczyć tylko i wyłącznie objawowo, a to nie wróży niczego dobrego. W sumie jesteśmy w czarnej d.... Każde z nas Radku jest w trudnej sytuacji. Czy Ty, czy dwbem, czy ja budzimy się każdego ranka z myślą o swoim psie, czy swoich psach i zasypiamy z tymi samymi myślami. Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę zaczynam się bać i chwilami wpadać w panikę. Modlę się o te nasze zwierzaki. Tak... modlę się i się wcale tego nie wstydzę, bo to też stworzenia Boże. Jak ktoś ma mnie za wariatkę - to trudno, ale inaczej nie potrafię i nie mam zamiaru tego zmieniać. Jak wspierać kogoś to nie tylko pisaniem, ale przede wszystkim całym sercem i modlitwą, bo ten na górze może najwięcej. Czy one tez nie są jego dziećmi? - Są. Co prawda innego gatunku, ale są.
-
Musi być. Jak to mówią rak nie zawsze oznacza wyrok. U mojej Balbisi był nieoperacyjny, bez jakichkolwiek szans na wyleczenie, a mimo to specjaliści byli pewni, że z rok na leczeniu paliatywnym wytrzyma. Niestety nie wytrzymała. Ona ma wyciętego skukinsyna i miejmy nadzieję, że się nie odrodzi dziad jeden. Tego Wam życzę z całego serca i za to właśnie trzymam kciuki.
-
Wyglądają może źle, ale niekoniecznie stopień złośliwości jest wysoki, bo rokowania zależą od tego i innych markerów. Moje węzły wyglądały okropnie, a były akurat czyste. Ja tam kciuków nie puszczę za nic w świecie i wierze głęboko, ze sunia jeszcze nacieszy się życiem.
-
Czasami tak się dzieje podczas narkozy nawet u człowieka. Moja siostra np. zaczęła migotać nie wiadomo dlaczego, bo EKG przed operacją było książkowe i nigdy nie miała dolegliwości ze strony serduszka. Najbardziej obawiam się wyników histopatologicznych i trzymam kciuki za to, żeby nie było drania. Z drugiej strony wiem, że wynik pozytywny nie musi być wyrokiem.. Kciuki zaciskamy nadal i nie wolno nam ich puścić nawet na chwilę. Każdy z nas wie ile stresu kosztuje choroba psinki. Ja jak napisałam wcześniej obawiałam się czy te porywy wiatru spowodują przerw w dopływie prądu i operacja nie będzie musiała być odwołana. U nas był Armagedon. Jest masa pozrywanych linii energetycznych. Najpierw nie mieliśmy w ogóle prądu, potem był włączany i wyłączany. Dziś sytuacja wydaje się opanowana. Przywrócono prąd do domów ale polowa oświetlenia ulicznego nadal nie działa .
-
Trzymamy z całych sił. Byłam ciekawa czy operacja się odbyła biorąc pod uwagę warunki pogodowe i pozrywane linie energetyczne. My też nie mieliśmy prądu i nie miałam nawet jak wejść i zobaczyć czy są jakieś informacje.
-
Psoniu, Balbisiu- maluszki moje kochane potrzebne jest mocne wsparcie za sunię dwbem. Zaciskajcie swoje łapiny z całych sił. Ja też zaciskam.
-
Matko kochana! To i ja zaciskam kciuki z całych sił. Wiem w jakim jesteś stresie wiec przytulam bardzo mocno.
-
Radku , a co się dzieje? Przyznaję, ze od dawna nie wchodzę na dogo nigdzie poza TM.