Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28422
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Maluszki moje kochane trzymajcie mocno i za Emi i za Gajunię i za Zuzię. Wiem jak to jest kiedy sie czeka na wyniki, czy decyzję lekarzy. Z nerwów można zjeść własne zęby. A co u nas? Wielotygodniowe leczenie Zuzi odbiło się chyba na jej wątrobie. Nie będę wszystkiego przytaczać, bo wyników są dwie strony. Z najważniejszych rzeczy to , Zuzia ma podwyższony ALAT, inne parametry wątroby książkowe. ASPAT książkowy. Fosfataza książkowa, GGTP książkowe, cholesterol książkowy. Tylko ten cholerny ALAT. To wystarczyło, żebym zaczęła ze strachu robić w gacie, choć wetka mówi żebym wyluzowała. Jest też inna możliwość, że podwyższony ALAT nie tyle jest spowodowany lekami, które brała co jest zmiana starcza. Na to dostała Hepaxan dog. Nerki super, trzustka też. Reszta wyników też( łącznie z jonogramem). Nasza wetka powiedziała, że są to wyniki 5 letniego psa, a nie staruszki poza jednym. Ma spierdzielony zakres endokrynologiczny. Zuzi zaczyna siadać tarczyca -pojawiła się niedoczynność. Kurde nie ma żadnych, ale to żadnych objawów, ale wyniki mówią same za siebie. Od wczoraj bierze Euthyrox 75 mg 2 x dziennie po tabletce. Niedoczynność wali po serduchu, a Zuzka ma je chore, więc nie ma na co czekać. Podawał ktoś ten lek psu? Jestem zielona jak szczypiorek na wiosnę jeśli chodzi o leczenie psa na tarczycę. Po prostu nigdy takiego nie miałam. Zuzi tarczyca też do tej pory działała bez zarzutu. Wiem, bo wyniki robimy regularnie i to caluśki zakres geriatryczny. Jednym słowem Zuzce oprócz tabletek za serduszko doszedł lek na wątrobę i na tarczycę no i tradycyjnie probiotyk. Kurde jak zaczynam jej dawać jakiś nowy lek to mam serce na ramieniu i cholernego stresa.
  2. O to samo miałam zapytać
  3. Wiem, ale nie ma innego wyjścia, a tych badań nie da się przyspieszyć. Najważniejsze, ze dziewczyna czuje sie dobrze i humor dopisuje.
  4. Jak sie czuje Emi?
  5. Nadal zaciskajcie łapiny.
  6. Pamiętaj, że przeszła ciężką operację. To, że tak szybko do siebie dochodzi może tylko cieszyć. Moim zdaniem ma jej się na życie i niech tak się stanie. Czasami wyniki są do bani, rokowania też, a pacjent żyje. Nie bez powodu napisałam, że weci widząc w jakimś stanie jest serducho Zuzi zadają sobie pytanie jakim cudem ona jeszcze żyje. Bo ma wole życia i nas kocha. Myślę, że to jest to.
  7. Teraz nasze dni polegają na bacznej obserwacji tych kochanych pycholków i strach. Ja po ostatniej chorobie Zuzki nie śpię nocami i sprawdzam co chwilę czy oddycha. Wiecie co? Kiedy dwbem napisała, że Emi zjadła z apetytem swój pierwszy posiłek po operacji to mi się gęba ucieszyła. Dla mnie to dobry znak. Dziewczyna walczy i nabiera sil. Myślę, że twardy z niej zawodnik i niech tak trzyma. Właśnie obudziła się moja tygrysica i gapi się na mnie ze zdziwieniem, że matka jeszcze nie śpi. Ano nie śpi.
  8. Będziemy trzymać mocno i z całych sił. Musimy trzymać się razem, bo każde z nas ma problematycznego psiaka. Emi zachorowała, Gajunia czeka na operacje,. Każdy z wetów od ostatniej choroby Zuzi uświadamia nas, że musimy zacząć się przyzwyczaić do myśli, że zbliża się ona do końca ziemskiej wędrówki. Nasza wetka też. Czy w ogóle można się tego przyzwyczaić? Jest najdłużej żyjącym sznaucerem w okolicy. Prawią nam kazania, że one żyją do 14 roku życia, a ona ma 15 z hakiem i do tego chore serce. Zastanawiają się jak to możliwe, że w ogóle tyle żyje. Kiedy zachorowała we wrześniu nikt nie miał odwagi ze względu na serduszko i wiek wykonać jej badań obrazowych czy wziernikowania, bo każda narkoza by ją zabiła. Zuzki inaczej zbadać się nie da ze względu na (jak ja to mówię ) wrodzoną histerię. Zdałam sobie sprawę z faktu, że w razie czego Zuzię będzie można leczyć tylko i wyłącznie objawowo, a to nie wróży niczego dobrego. W sumie jesteśmy w czarnej d.... Każde z nas Radku jest w trudnej sytuacji. Czy Ty, czy dwbem, czy ja budzimy się każdego ranka z myślą o swoim psie, czy swoich psach i zasypiamy z tymi samymi myślami. Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę zaczynam się bać i chwilami wpadać w panikę. Modlę się o te nasze zwierzaki. Tak... modlę się i się wcale tego nie wstydzę, bo to też stworzenia Boże. Jak ktoś ma mnie za wariatkę - to trudno, ale inaczej nie potrafię i nie mam zamiaru tego zmieniać. Jak wspierać kogoś to nie tylko pisaniem, ale przede wszystkim całym sercem i modlitwą, bo ten na górze może najwięcej. Czy one tez nie są jego dziećmi? - Są. Co prawda innego gatunku, ale są.
  9. Musi być. Jak to mówią rak nie zawsze oznacza wyrok. U mojej Balbisi był nieoperacyjny, bez jakichkolwiek szans na wyleczenie, a mimo to specjaliści byli pewni, że z rok na leczeniu paliatywnym wytrzyma. Niestety nie wytrzymała. Ona ma wyciętego skukinsyna i miejmy nadzieję, że się nie odrodzi dziad jeden. Tego Wam życzę z całego serca i za to właśnie trzymam kciuki.
  10. Wyglądają może źle, ale niekoniecznie stopień złośliwości jest wysoki, bo rokowania zależą od tego i innych markerów. Moje węzły wyglądały okropnie, a były akurat czyste. Ja tam kciuków nie puszczę za nic w świecie i wierze głęboko, ze sunia jeszcze nacieszy się życiem.
  11. Czasami tak się dzieje podczas narkozy nawet u człowieka. Moja siostra np. zaczęła migotać nie wiadomo dlaczego, bo EKG przed operacją było książkowe i nigdy nie miała dolegliwości ze strony serduszka. Najbardziej obawiam się wyników histopatologicznych i trzymam kciuki za to, żeby nie było drania. Z drugiej strony wiem, że wynik pozytywny nie musi być wyrokiem.. Kciuki zaciskamy nadal i nie wolno nam ich puścić nawet na chwilę. Każdy z nas wie ile stresu kosztuje choroba psinki. Ja jak napisałam wcześniej obawiałam się czy te porywy wiatru spowodują przerw w dopływie prądu i operacja nie będzie musiała być odwołana. U nas był Armagedon. Jest masa pozrywanych linii energetycznych. Najpierw nie mieliśmy w ogóle prądu, potem był włączany i wyłączany. Dziś sytuacja wydaje się opanowana. Przywrócono prąd do domów ale polowa oświetlenia ulicznego nadal nie działa .
  12. Trzymamy z całych sił. Byłam ciekawa czy operacja się odbyła biorąc pod uwagę warunki pogodowe i pozrywane linie energetyczne. My też nie mieliśmy prądu i nie miałam nawet jak wejść i zobaczyć czy są jakieś informacje.
  13. Psoniu, Balbisiu- maluszki moje kochane potrzebne jest mocne wsparcie za sunię dwbem. Zaciskajcie swoje łapiny z całych sił. Ja też zaciskam.
  14. Matko kochana! To i ja zaciskam kciuki z całych sił. Wiem w jakim jesteś stresie wiec przytulam bardzo mocno.
  15. Radku , a co się dzieje? Przyznaję, ze od dawna nie wchodzę na dogo nigdzie poza TM.
  16. Mała cwaniara. No cóż.... nasze wszystkie sunie miały we krwi żebractwo. Zuzka też, a jakie przy tym robi maślane oczęta. Jak ją ignorujesz to okazuje bunt i obrazę majestatu. Szczerze? Ona jako jedyna jest typowym niejadkiem wszystkiego co nie jest psim smaczkiem, a co ja nazywam psim fast foodem. Kiedy żyła Balbiśka dużo piekłam psich smakołyków i ten wampierek przy niej jadł. Po odejściu Balbisi na domowe wypieki kicha.
  17. No to Gajuni się trafiła gratka. Pewnie aż się polizała i nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Cały filet - no, no. Fakt, wyniki cieszą, ale ja i tak nie spuszczam powietrza aż do operacji i dojścia suni do siebie.
  18. Kciuki są cały czas trzymane. Z całego serca współczuję Ci tego stresu.
  19. I ona zaciska i my. Będzie dobrze. Musi być.
  20. Łapinki zaciśnięte za Gajunię? Kocham Was maluszki.
  21. Faktycznie nerwy cały czas na wysokich obrotach. Daj znać jak będzie coś wiadomo. Kciuki zaciśnięte calutki czas i nie puszczone. Tak będzie do czasu operacji i zakończenia rekonwalescencji. Jestem pewna, ze nasze słoneczka za TM też zaciskają swoje łapinki.
×
×
  • Create New...