-
Posts
28481 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
Faktycznie sporo. Nie dziwi mnie, że nie lubi wizyt u wetów. Gajunia co rusz ma badania kontrolne i pewnie coraz większą niechęć do tych co ciągle kłują i macają.
-
A to łasuch mały :). Dużo musi stracić na wadze? U psa to nie takie proste. Powiem Ci, że się z deka wkurzyłam. Naciągają Was na koszty wiedząc, że sunia za duzo waży, bo tego raczej się nie da zatuszować. Obawiam się, że zanim ją odchudzicie wyniki będą nieaktualne i wszystko trzeba będzie zaczynać od nowa. Pal licho koszty, ale malucha szkoda. Kolejny stres dla Was, bo to nic innego jak odwlekanie w czasie tego co nieuniknione. Jednym słowem znowu nerwówka i obgryzanie paznokci.
-
Radku jak będzie coś wiadomo daj znać. Kciuki zaciśnięte.
-
Zuzia od poniedziałku ma jeden zastrzyk dziennie. Je ładnie, ale już nie tak jak na początku. Chyba nadrobiła straty i spowolniła. Ale nie mamy co narzekać, bo zjada i tak większe porcje niż kiedykolwiek. Psoniu, Balbisiu nadal zaciskajcie swoje łapinki za nią, za Gajunię, która ma we wtorek ważne badania i za nas wszystkich. Dla psa sąsiadów, który pobiegł na tęczowe łąki w nocy z środy na czwartek. Opiekujcie się nim i oprowadźcie po najpiękniejszych zakątkach. Wyglądał jak bliźniak Zuzi. Żył 14 lat. Pokonał go rak.
-
We wtorek Gajunia ma badania. Trzymam kciuki z całych sił, aczkolwiek wiem jaką macie w domu nerwówkę w związku z oczekiwaniem i na badania i na samą operację. Jestem w Wami .
-
Dziękuję Radku.
-
UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF! Czyli podwójne kciuki trzymam 19 października za pomyślne USG
-
Coraz lepsza kondycja i świetny apetyt. Nigdy nie jadła tak jak teraz i to nas cieszy. Z jednej strony mamy nadzieję, ze przytyje, z drugiej wali takie kupska jak stodoły, więc dobra przemiana materii raczej na to nie pozwoli. Mówmy sobie szczerze, ze idealnie nie jest i chyba już nie będzie, ale cieszmy się z tego co mamy, że z nami jest. Ma zmniejszoną ilość zastrzyków, więc mniej bólu i strachu przed kolejnym kłuciem.
-
Przyznam, że i mnie nosi.
-
Wiadomo coś?
-
Jak będziesz miał wyniki daj znać. Ciekawa jestem na kiedy jej wyznaczą termin operacji. To czekanie jest zawsze najgorsze.
-
Jutro środa. Trzymam kciuki i czekam na wieści.
-
Dziś Światowy Dzień Zwierząt. Tak bardzo bym chciała, aby ludzie zaczęli traktować je z empatią. Żeby zwierzęta nigdy nie zaznały krzywdy zadanej ręką człowieka, bo są takimi samymi stworzeniami jak my. Nie jesteśmy stworzycielami tej planety i nie mamy prawa znęcać się nad słabszymi istotami. Mają pełne prawo do życia na niej jak homo sapiens. Zasługują na godne życie bez głodu, chłodu, pragnienia, bólu, cierpienia i bezdomności. Czy się tego doczekam? Zapalam światełko pamięci dla ofiar ludzkiej głupoty i znieczulicy.
-
Nasz maluch robi postępy. Apetyt wrócił do normy co nas bardzo , ale bardzo cieszy. Jest coraz bardziej aktywna i samodzielna. Na spacerach coraz dłuższe etapy pokonuje w normalnym tempie, ale jeszcze zwalnia jak się zmęczy. Ku naszemu zdziwieniu wróciła do zmiany łóżek. Zasypia tradycyjnie u nas, w połowie nocy przenosi się do Szymona. Potem wraca do naszego łóżka i sama na nie wskakuje bez problemów. Chce sama schodzić ze schodów i na nie wchodzić, ale na to jej nie pozwalamy. Jest noszona. Schody są z lastriko, śliskie, może z nich spaść. Dziś na spacerze chciała zaatakować psa, bo raczył iść jej chodnikiem. Tak się na niego wkurzyła, że hej. Nie wiem jak długo potrwa leczenie, ale trwa nadal. Popraw jest bardzo duża, ale nie jest idealnie i zdajemy sobie z tego sprawę. Najważniejsze, ze z nami jest. Psoniu, Balbisiu dziękuje za łapinki i proszę trzymajcie je nadal. Trzymajcie też z całych sił za Gajunię, bo to kolejna mała istotka potrzebująca wszelkiego wsparcia. Kocham Was niezmiennie mocno.
-
We środę trzymam kciuki ze zdwojoną siłą. Mam głęboką nadzieję, że badania wyjdą dobrze, zostanie wyznaczony termin operacji , a sama operacja przebiegnie bez żadnych komplikacji i powikłań u naszego dogomaniowego terminatorka. Nie powiem, że się i nią nie boję, bo to guzik prawda. Drżę o nią tak samo jak o Zuzke. To chyba przypadłość dogomaniaków? Pamiętam o Was dziewczynki
-
Zuzia domaga się wychodzenia na spacery i to nas cieszy. Śpi już na swoim miejscu w łóżku, nie życzy sobie żadnej pomocy w zeskakiwaniu. Chce już być całkowicie samodzielna. Widać, że jeszcze ma zawroty główki, bo chodzi wolniutko i zdarza jej się tracić równowagę przy krawężnikach, czy na nierównym podłożu. Chyba, że widzi na horyzoncie jakiegoś psa. Wtedy z dziewczyny robi się młódka, zapitala za nim jak strzała i nie ma znaczenia jakie to podłoże. Wtedy wygląda na zupełnie zdrowego psa. Ze schodów jak i na schody jest noszona na rękach. Zuzka nigdy nie pila dużych ilości wody. Teraz pije sporo. Może nie aż tak bardzo dużo, ale więcej nić zwykle co zdaniem wetki jest normalne. Tak się wystraszyłam tego picia, że postanowiłam zadzwonić do wetki w tej sprawie. Jednak zanim to zrobiłam zmierzyłam jej cukier, bo pamiętam Psoni objawy. Dobrze, że w domu mam gleukometr i to dobrej jakości. Wczoraj się popłakałam ze szczęścia, bo Zuzia zjadła 3/4 swojej dobowej porcji gotowanego jedzona + kawałek samej wołowiny jakieś 5 cm/5 cm i całe gotowane żółtko. Nie wiem ile bym dała, żeby zaczęła normalnie jeść, bo wygląda jak szkieletor i ktoś patrząc na nią może sobie pomyśleć, że znęcam się nad psem. Zawsze była bardzo szczupła, a teraz.......skora i kości. Od dziś zastrzyki idą tak. Antybiotyk codziennie, kolejne zastrzyki tylko jutro i w poniedziałek, a kolejne od jutra co drugi dzień i będą szły tak długo jak antybiotyk.
-
Zuzia też pod warunkiem, że nie jest to wet
-
Dzięki Radku.
-
No to z Gajuni jest dama. Nasza jest bezwzględna. Każdy kto chce ją dotknąć to wróg.
-
A ja się dziś popłakałam. Co prawda Zuzka wieczorem się do mnie przytuliła, dała się cmokać po pycholku, potrzymać tradycyjnie za łapkę podczas zasypiania, ale dziś trzy razy się trzęsła na mój widok. Matka jest teraz kojarzona z kłuciem i wtykaniem wszystkiego do dzioba. Nie wyrobiłam i się poryczałam.
-
Wiem, że czas się dłuży, że więcej nerwów, ale tego nie przeskoczymy. Najgorsze jest zawsze czekanie. Boje się np. pobierania krwi, żeby to zrozumieć trzeba widzieć Zuzkę w akcji. Trzęsawka na całym ciele, wyrywa się , gryzie, kopie, w końcu robi się z niej gumowy wąż i potrafi się wyśliznąć z szelek pomimo trzymania. Potem czekanie na wyniki. O niczym innym się nie myśli, na niczym nie można się skupić. Wkurza mnie jak ktoś wtedy przyjdzie bo myślami jestem gdzie indziej, czy zadzwoni blokując mi linię. Nasza wetka wie, że dostaje z tego tytułu palpitacji serca więc dzwoni do mnie tego samego dnia i przez telefon mi podaje jak wyszły badania. Nigdy się nie wyleczę z tego niepokoju. To we mnie siedzi od zawsze. Widzę jednak, że nie jestem sama. Wiesz... wszyscy weci boją się Zuzi, bo nie dość , że sercowa to histeryczka i tak ją właśnie nazywają. Nie wiem czy to jakiś termin oklepany wśród wetów, bo który by jej nie prowadził tak ją określa. Dzwonią do siebie czy jak? Ciekawa jestem jak mnie określają? Panikara?
-
Wiem, że się boisz. Ja też, ale mała mordka tyle razy udowodniła nam wszystkim, że w tym malutkim ciałku skrywa się prawdziwy terminator, że i tym razem da radę.
-
We środę trzymam kciuki ze zdwojoną siłą.
-
Zaciskają. Jestem tego pewna, że robią wszystko co w ich mocy podobnie jak Psonia i Balbisia i będą zaciskać za Gajunię.
-
Dziękuję ci Radku z całego serca. A jak Gajunia? Zuzia chora, ale nie jest tak, że zapomniałam o Gajuni. Co to, to nie. Cały czas o niej pamiętam i tez się o nią martwię.