-
Posts
28481 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
-
-
Mela-moja miłość i Dżekuś skarb najdroższy
szajbus replied to Monia70's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Dokładnie tak. Wczoraj minęły 4 tygodnie, ale jaki sens jest w odliczaniu tygodni, miesięcy czy lat? Rany w sercu są zawsze. Z czasem przestają krwawić, ale są nadal i zostaną z nami na zawsze. Jeszcze nie potrafię mówić o Zuzi, samo wymawianie jej imienia jest bardzo bolesne. Wiem, że to się zmieni, że będę mogła o niej opowiadać godzinami, wspominać ją z uśmiechem na twarzy. Jednak to nie ten czas, nie ten moment.
-
Dziękuję. W takich chwilach nigdy nie wiadomo co napisać, bo każde z nas musi wylizać swoje rany. Oby się jak najszybciej zabliźniły , bo wciąż bardzo mocno krwawią. Prawdopodobnie w grę wchodzi czas, który była z nami. Psonia byla 10 lat. Balbisia w naszym domu 10,5 roku, a Zuzia ponad 18. To jest jest rana w sercu, a wyrwa. Byłą zaopiekowana, niczego nie zaniedbywaliśmy, cały czas była pod opieką lekarską. Cztery lata temu wyrwana z łap śmieci. Łudzilismy się, że i teraz tez się uda tej malej terminatorce, bo kochała ponad wszystko nas i życie. Niestety tym razem postanowiła inaczej.
-
Pocą nam się te oczęta i będą pocić już zawsze. Zuzia już pobiegła za TM i pewnie się tam bawi też z Waszymi suniami. Zawsze kiedy patrzyłam na Zuzię miałam w myślach i Waszą malutka mordeczkę. Obie psie seniorki i obie z listą schorzeń. Nie można było inaczej. Zuzia już skończyła swoją ziemską wędrówkę, ale chce, żebyś wiedział, że cały czas mam w myślach i sercu to Wasze małe stworzonko. Cały czas trzymam za nią kciuki i dopinguję jej z całego serca w pokonywaniu kolejnych etapów życia w jak najlepszym zdrowiu. To się nie zmieniło i na pewno nie zmieni.
-
-
-
-
Wiem jak to jest. Wszyscy na TM to wiemy i to nas łączy.
-
Cały czas karmimy bezdomniaki i to na pewno nie ulegnie zmianie, na pewno będziemy wspierać schroniska, ale nie zdecydujemy się już na kolejnego psiaka. Dziś mięły 3 tygodnie i nie jest ani odrobinę lepiej.
-
Tak to nadal u nas wygląda. Biegnę do kuchni, żeby naszykować posiłki. Biegnę do apteczki, żeby o określonych godzinie podać Ci leki. Sprawdzam, czy jesteś przykryta kocykiem podczas snu. Janusz biegnie, żeby w porę zamknąć balkon po wietrzeniu mieszkania, bo już jest zimno, żebyś się nie przeziębiła itd. Potem płaczemy. Okazuje się, że nie trzeba już podawać posiłków, leków, niczego sprawdzać. Jest rozdzierająca i bardzo bolesna pustka. Psoniu, Balbisiu, Zuziu - każda z Was swoim odejściem zostawiła w naszych sercach nie ranę, a wyrwę. Ja wiem, z czasem ból stanie się mniej palący, ale ta tęsknota i te wyrwy zostaną w nas na zawsze. Kochamy Was maluszki.
-
-
Boli bardzo. Siekło nas okrutnie. Nie możemy się w ogóle pozbierać. Dziś mijają 2 tygodnie, a ból jest cały czas taki sam, jak nie gorszy, bo dołączyła do niego potworna tęsknota.
-
-
Jest pustka, która jak w tytule bardzo boli. Nie słychać stukotu łapek, jej szczekania. Dom stał się nagle strasznie pusty. Każde z nas łapie się na tym, że podchodzi do łóżka, żeby ją przytulic i cmoknąć, sprawdzić czy się nie wykopała spod kocyka, a tam jej nie ma i jest płacz. Dziś z kolei otworzyłam okno w naszym pokoju, drzwi balkonowe w drugim, żeby dokładnie wywietrzyć mieszkanie. Po godzinie zamknęłam okno, szłam zamknąć balkon i poczułam jakby mi mignęła jej sylwetka zbliżająca się do balkonu. Powiedziałam na glos " Zuzia nie wychodź na balkon, bo się przeziębisz" . Przez chwilę, malutką chwilkę poczułam się tak jakby żyła i to było cudowne uczucie. Kiedy zdałam sobie sprawę, że jej nie ma ogarnęła mnie większa rozpacz. Łapę się też na tym, że o określonej godzinie jak automat zbliżam się do apteczki żeby naszykować jej lek. Potem ją zamykam, bo pudełko z jej lekami jest puste i znowu płaczę. Patrzę na zegarek, idę do kuchni naszykować jej posiłek. Tak naprawdę żadne z nas jeszcze się nie przestawiło na tryb "Zuzi już nie ma."
-
-
Cenne pamiątki. My też mamy szelki z adresatkami, smycze i książeczki zdrowia. Wydawanie tego nie było w ogóle brane pod uwagę. Zabawki wyjechały dwoma partiami i już wiem, że sprawiły psiakom wielką radość.
-
Jest nam bardzo, bardzo źle. Nie zaakceptowaliśmy Twojego odejścia. Każde z nas nasłuchuje stukania pazurków po podłodze. Cokolwiek robię, przerywam i biegnę do łóżka sprawdzić czy jesteś przykryta. Choć wykasowałam alarmy w telefonie przypominające mi o podaniu Ci leków wciąż mam te godziny zakodowane w głowie. Nie potrafimy się na niczym skupić, cięgle płaczemy. Nie potrafimy też spać. Od 4 lat kiedy ciężko zachorowałaś nie byłaś spuszczana z oczu przez całą dobę. Nocne dyżury przy Tobie sprawiły, że spałam z Januszem dużo mniej wymieniając się, abyś nie była bez opieki. Teraz okazuje się, że nie potrafię spać, ani ja, ani Janusz. W domu zapanowała potworna pustka, która tak potwornie boli, że ból jest nie do zniesienia. Jedno pociesza drugiego, a po chwili sam płacze. Kończy się to tym, że przytulamy się do siebie we trójkę i płaczemy razem i tak ten płacz trwa i trwa. Tak naprawdę żadne z nas nie jest w stanie pocieszyć drugiego, bo czuje to samo. Płacz to pikuś. Najgorszy jest ten ból w sercach i ta nieznośna pustka. Doszliśmy do wniosku, że próg bólu po stracie psiaka w naszym domu został przekroczony. Dlatego została podjęta OSTATECZNA decyzja, że nie będziemy mieli żadnego zwierzęcia. To co się teraz dzieje nas przerosło i to bardzo. Podjęłam decyzję, z którą się zgodzili Janusz i Szymon, że zostawiamy sobie tylko trzy twoje kocyki na pamiątkę. Cała reszta kocy i masa innych rzeczy wraz z lekami pojechały do schroniska. Zapakowałam też Twoje i Balbinki kurteczki. Nawet nie wiedziałam, że je zostawiłam. Leżały w domu bezczynnie, a są porządne i mogą ogrzać 11 psiaków. Psonia i Balbinka z tyłu ramki ze zdjęciem mają przyczepnie skarby. Ty też. Znajduje się tam Twój mleczny kieł, który wypadł Ci u nas w domu, obcięte pazurki i włoski. Mam głęboką nadzieję i chcę w to mocno wierzyć, że jest Ci tam dobrze, że za TM odzyskałaś zdrowie, młodość i młodzieńczy wigor, który wykorzystujesz w zabawie z Psonią, Balbisią i innymi psinkami. Baw się Słonko dobrze i nie zważaj na to, że my liżemy bolesne, krwawiące rany czekając aż się odrobine zabliźnią, bo wiemy z doświadczenia, że pozostaną z nami na zawsze. Zuziu, Balbinko, Psoniu - bardzo Was kochamy i bardzo tęsknimy