Mój mąż, przy pierwszym psie - Bezie, powiedział przez telefon żebym robiła co chcę, przy drugim, Koksie: dobrze już dobrze, jedziemy, a po ostatniej wizycie w Azorku stwierdził, że on tak nie może, bo zabrałby wszystkie i jak chcę to mogę się nauczyć jeździć samochodem :diabloti: (a nawet na placu nie był)!