-
Posts
6875 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by asher
-
Niedługo będzie spora wystawa w Krakowie, z Kielc to rzut beretem :cool3: Tu znajdziesz informacje: [URL="http://www.krakow.zkwp.pl/krakow/"]http://www.krakow.zkwp.pl/krakow/[/URL]
-
[quote name='szejk21']no dobra. na wsi dopadnie suke najsilniejszy pies. a ludzie to rasowym sukom to nie wybieraja najlepszego psa takiego zdrowego i najsilniejszego coby szczeniaki dobre wyszly? biora ludzie byle jakiego psa czy co? ja tam slabowitych zwierzakow na rodzicow nie wybieram. a tu u psow to inaczej jakos czy jak? a co ludzie ze slabymi szczeniakami robia? tez sprzedaja ludziom? a ludzie wiedza ze te psy slabe?[/quote]No ale sam przyznasz, że odchowując się w trudnych, naturalnych warunkach szczeniaki muszą być naprawde silne, żeby przezyć. A w cieplarnianych wrunkach w hodowli, gdzie się na nie huha i dmucha to, że któreś jest "słabsze" może nawet nie wyjśc na jaw ;) Jasne, że prawdziwy hodowca starannie wybiera psa, którym pokryje sukę. Ale nawet to nie da stuprocentpwej gwarancji, że wszystkie szczeniaki będa ok... Moga się ujawnic rózne wady, od drobnych, kosmetycznych, które nie przeszkadzają szczeniakowi w niczym, a tylko dyskwalifikują go z dalszej hodowli (np. umaszczenie inne niż we wzorcu rasy, zły zgryz, itp), po rózne choroby, czy "niedoskonałości" (dysplazja, wnętrostwo...) ------- Na stronach ZK są wymieniane wszystkie zarejestrowane w danym oddziale hodowla - i te "dobre" i te "złe". Poszukaj na forum, było troche pisane o tym, jak wybierać hodowlę, o co hodowcę pytac, na co zwracac uwagę... BTW, dlaczego ja cały czas mam wrażenie, że ty sobie robisz jaja? ;)
-
Niekoniecznie przez pokrewieństwo, bo przemyślany inbred może ponoć naprawdę wiele dobrego wnieśc do rasy. Poza tym konia z rzędem temu, kto rozszyfruje w jakim stopniu zinbredowana jest populacja kundelków ;) Raczej przez to, że o podłożach różnych chorób, mechanizmach ich dziedziczenia nie za wiele wiemy... Taka na przykład dysplazja - dośc popularna choroba u wielu ras, głównie tych o ciężkiej budowie... W wielu rasach jednym z wymogów hodowlanych jest prześwietlenie suki i psa pod kątem dysplazji, a mimo to, po dwojgu zdrwych rodzicach mogą przyjśc na świat chore szcenięta...
-
[quote name='stereo']Ja mam ocenki już wystawione. Ja ze swoim szczęściem, to mam oceny duzo wyższe niż zasługuję (czytaj 5 z fizy :cool3:). Dzisiaj pokłuciłam się z wfistą, że agility jest dużo bardziej meczące niż 40-minutowa joga i teraz muszę mu zaświadczenie przynieść, że trenuje...:eviltong:[/quote]Hahaha, przegonimy cię po torze, nadworny fotograf cyknie foty, jak z mozołem wspinasz się po kładce, w pocie czoła pokonujesz hopki i wijesz między tyczkami slalomu, to i zaświadczenie okaże się zbędne :lol: A na tor przeszkód Bety nie ma co narzekać, no chyba nie spodziewałaś się, że ktoś samopas zostawi profesjonalny tor? :roll:
-
[B]Szejk21[/B], co prawda nie ma żadnych badań naukowych, dowodzących, że kundelki są zdrowsze od psów rasowych, uwaza się raczej, że o te rasowe ludzie bardziej dbają, więc dlatego częściej odwiedzają weterynarza... ;) Ale z drugiej strony - człowiek nigdy nie będzie mądrzejszy od natury... O rozrodzie kundelków często nie decyduje nikt, poza nimi samymi. Jak sie suka na wsi cieka, to mimo, że włóczy się za nią stado napalonych samców - pokryje ja ten najsilniejszy. Jak urodzą się szczeniaki, to bez troskliwej pomocy człowieka - przeżyją tylko te najsilniejsze. A o rozrodzie psów rasowych decyduje człowiek...
-
[B]Szejk21[/B], ja co prawda nie jestem znawcą tej rasy, ale się wypowiem, tak ogólnie ;) Po pierwsze "kundle ze schronu" w niczym nie ustępują psom rasowym kupowanym za ciężkie tysiące :shake: Takie myślenie na kilometr jedzie mi snobizmem... Po drugie nieprawdą jest, że psy rodowodowe są gorsze, bardziej chore, niż psy bez rodowodów... Po prostu trzeba starannie wybrac hodowlę. Bo i wśród tych zarejestrowanych w Związku Kynologicznym trafiają się zwykłe rozmnażalnie, których włascicielom nie chodzi o hodowanie wspaniałych, zdrowych, normalnych psychicznie i pięknych psów.. a jedynie o kasę. Tacy rozmnażacze nie przykładaja żadnej wagi do tego jakie psy rozmnażają, oni po prostu produkują szczeniaki, najczęściej masowo, byleby więcej zarobić. Natomiast kupowanie psa bez papierów to prawdziwa loteria. Twoi znajomi mówią, że rodowodowe psy sa rozmnażane między sobą... To niech wyjaśną, jak, mając psy bez papierów, uniknąc inbredu (inbred to nazwa hodowli w bliskim pokrewieństwie). Przecież mając psa bez papierów nie zna się jego przodków, jaką więc ma się pewność, że nie koajrzy się siostry z bratem? :???: Rodowód to jest swoisty dowód tożsamości psa - to dokument, w którym sa wymienieni jego przodkowie do kilku pokoleń wstecz. Tylko kojarząc psy rodowodowe można starannie zaplanowac skojarzenie, tak, by uzyskac wspaniałe szczeniaki. A inbredów, PRZEMYŚLANYCH inbredów nie należy się bać. Poczytaj sobie forum, w dziale "Hodowla" znajdziesz tematy o hodowli w pokrewieństwie. Widzisz, hodowla psów i nie tylko psów to nie jest zwykłe "dopuszczenie psa do suki". To naprawdę ogrom wiedzy! Poza tym - psychika... Tę szczeniaki dziedziczą nie tylko po rodzicach, róznież po dalszych przodkach... Tosa to nie jest łatwa rasa, bardzo ważne jest więc, by hodowca przykładał dużą wagę do psychiki psów, które hoduje. Myślisz, że taki jeden z drugim "chłopek", co to mając rasopodobnego psa chce zarobić na szczeniakach ma o tym jakiekolwiek pojęcie? Myslisz, że taki człowiek zna się na odchowie szczeniąt, umie zadbać o ciężąrną sukę (a przecież kondycja suki automatycznie przekłąda sie na kondycję szczeniaków, nie tylko geny decydują o zdrowiu)? Jak kupuje się samochód, to idzie się do człowieka, który się na tym zna. Jak kupuje się telewizor - to w sprawdzonym sklepie i sprawdzoną markę... A przecież i auto i telewizor, to tylko sprzety, które zapewne po paru latach wymieni się na nowsze modele... A pies, to żywa istota, Przyjaciel, który będzie dzielił z Tobą życie przez kilkanaście lat! Dlaczego więc do jego zakupu ludzie podchodzą tak niefrasobliwie: byle szybciej, byle taniej, od byle kogo? :shake: Pomijając wszystko - wydaje mi się, że nie masz dużego doświadczenia z psami w ogóle, nie tylko z rasowymi? I nie obrażaj się, to nie jest atak, przecież każdy kiedyś zaczynał ;) Jak juz napisałam, tosa inu to nie jest najłatwiejsza rasa. Może więc lepiej byłoby gdybyś zastanowił się nad jakąś inna rasą, bardziej odpowiednią dla poczatkującego psiarza, łatwiejszą do wychowania dla osoby bez doświadczenia? Bo nieodpowiednim postępowaniem nawet z golden retrievera można zrobić agresywną bestię, a co dopiero z tosy?
-
[quote name='Flaire']Ale w tym przypadku zawsze możesz poprosić o kontakt z wetem, który operował i jego zapytać... ;-)[/quote] Mogę. Ale gdybym nie mogła? Ja nie piszę tylko o sobie... I bez względu na to, czy mogę, czy nie mogę, moim zdaniem taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. W tym konkretnym przypadku, ponieważ sprawa dotyczyła tylko plomby w zębie, uznałam, że raczej nie ma przeciwskazań, żeby Sabinę wieczorem nakarmić, ale na wszelki wypadek podałam jej rozmoczona karmę... [quote name='Flaire']Ale co byś zrobiła, gdybyś zobaczyła, że pociera? ;-) To pytanie retoryczne, bo ja zgaduję, że wiem, co byś zrobiła. Tu chyba wystarczy zdrowy rozsądek...[/quote]Nie wystarczy... Moim zdaniem potrzebna jest też wiedza. Ja z tego wszystkiego nawet nie pamiętam, czy wspomniałam właścicielom Bezyka o tym, ze w razie czego można zabezpieczyć ranę majtkami, czy nie... Prawdopodobnie nie wspomniałam. A gdybym ja była zielona całkiem i nie wiedziała nic o kaftanikach pooperacyjnych, itp, to pewnie założenie czegoś takiego psu do głowy by mi nie przyszło, a jakby przyszło, to może bałabym się, ze tak nie można robić? :niewiem: Wiesz, znakomita większość ludzi uważa, że nic tak nie pomoże na gojenie się rany, nawet pooperacyjnej, jak psi język! I gdyby nie to, ze oba moje psy dośc często miały róznego rodzaju powazniejsze rany - to być może nadal zyłabym w tym przekonaniu... A przecież ot tak weterynarze o tym nie mówią, jakby wychodzili z założenia, że to jest wiedza powszchna i oczywista... A nie jest. [quote name='Flaire']Oj, chyba wiesz... ;-) Ja staram się zadać jak najwięcej pytań z góry, resztę, w miarę jak o nich myślę, zapisuję na karteczce. A potem, gdy jeszcze jakieś mam, dzwonię do lecznicy. (Oczywiście tu też zakładam, że mam telefon albo lecznicę pod nosem).[/quote]No trochę wiem ;) Ale u mnie stres zaczyna się już w momencie wyznaczenia daty operacji, a kończy dopiero wraz ze zdjeciem szwów... ;) I szczerze mówiąc jeszcze chyba ANI RAZU, nie zdarzyło mi się wyjśc z lecznicy dowiadując się wszystkiego, co chciałam... Zawsze po powrocie do domu przypominam sobie o jakichś sprawach, o które mialam spytać... A karteczki są w porządku, trzeba jeszcze tylko o nich pamietać ;)
-
Noooo, słonko faktycznie wreszcie świeci :multi: I już mi lepiej, trochę lepiej ;) To co, robimy jakis weekendowy spęd? W razie czego możemy się z burkami w sobotę ruszyć gdzieś z Kabat ;)
-
[quote name='ayshe']bycie chamem z dwoma duzymi psami nie jest takie zle.daje pewne profity np.duzo miejsca dookola danego chama:razz: :lol:[/quote]Zgadzam się w pełnej rozciągłości :p A jak jeszcze chwilowo dołączy coś trzeciego, na przykład taki malutki dwuletni dożek niemiecki, to już pełny luz!!! :diabloti: pa. ayshe, bombowy awatar :cool3:
-
[B]Flaire[/B], wszystko pieknie, tyle, że: po pierwsze - znakomita większość ludzi po prostu ufa weterynarzom, a na dodatek nie znają się na weterynarii, czy konkretnie chirurgii i nie zawsze są w stanie zauwazyć rzeczy, które powinny spowodowac ich niepokój. Dlatego własnie napisałam, żeby niepokoić się właściwie [U]o wszystko, bez względu na to, czy faktycznie mamy jakieś podejrzenia, czy nie[/U]. Po drugie - nie każdy weterynarz chętnie udziela odpowiedzi takim "upierdliwcom". I wtedy właśnie człowiek czuje się jak natrętny idiota... Mieszkamy w dużym mieście, jak nam wet nie odpowiada, to go zmieniamy. W małych miasteczkach, czy wręcz na wsiach ludzie nie mają takiego wyboru. Po trzecie - nie zawsze wydaje psa ta sama osoba, która go operowała, więc nie zawsze umie odpowiedziec na pytania (vide ostatni zabieg Sabiny, pani doktor nawet nie umiała mi powiedzieć, czy mogę w tym dniu sukę nakarmić, a jesli tak, to czy mogę dac jej twardą suchą karmę... :roll: ). W przypadku Bezyka wydawała go młoda dziewczyna, nie jestem nawet pewna, czy była lekarką, czy tylko technikiem wet. Zapytana o dodatkowe zabezpieczenie rany stwierdziała, że kołnierz wystarczy... Ja nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z kastrowanym psem, do głowy mi nie przyszło, że może pocierać raną o dywan. Moja Sabina, choć cięcie było na dole brzucha - nic takiego nie robiła. Kaftanik założyłam jej dodatkowo tylko wtedy, gdy rana była na górze brzucha, bo umiała sięgnąc do niej tylnymi łapami... Po czwarte - nie wiem, jak ty reagujesz na sytuację, kiedy Twój pies trafia na stół operacyjny. U mnie zawsze wiąże się to ze strasznymi nerwami i kiedy wreszcie dostaję wybudzonego zwierzaka, to nie w głowie mi zadawanie pytań, po prostu nie umiem zebrać myśli, tak bardzo się cieszę, ze już po wszystkim... Więc sama widzisz, że łatwo się pisze na forum, a rzeczywistośc nie zawsze jest tak różowa...
-
KalinaM, a czytej kropce wystaja jakieś łapki? :cool3: Jesli nie, to albo nie jest to kleszcz, albo jest to kleszcz kaleka ;) A kleszczy faktycznie jest mniej :multi: I tak pewnie będzie do jesieni...
-
Ja bym bardzochciała pojechać, ale niestety nie da rady :shake: Problem czysto logistyczny - Sabiny nie dam rady przweieźc pociągiem, bo to, co wyprawia przy wsiadaniu i wysiadaniu przechodzi ludzkie pojęcie :eek2: A z kolei Bugajskiego, nawet, jak znalazłby się ktoś miły i zechciał nas podwieźć, nie wpakuję do obcego samochodu, bo to byłaby droga przez mękę :mdleje: Nooo, chyba, że wysłałabym burki na wakacje :razz: Ale to raczej nie wchodzi w grę ;)
-
Lazy, sposób super, ale weź pod uwagę, że Idylla :evil_lol: ;) jest rozbrykanym, bo rozbrykanym, ale jednak szczeniakiem. A Leon to dorosły samiec, który już na wpojone pewne nawyki, więc czasem trzeba zadziałac czymś sliniejszym, niż zwykłe zatrzymanie się, jak ciągnie ;) Generalnie mechanizm uczenia nie ciągnięcia jest zawsze taki sam, tylko czasem nie trzeba używac mocniejszych bodźców awersyjnych, a czasem to bardzo pomaga. Mnie o wiele bardziej od psów, których właściciele umieją używac kolczatki szkoda jest tych psów, których własciciele kolce zdecydowanie odrzucają, bo to krzywdzenie psa, a pozwalają, żeby się im pies na zwykłej obroży podduszał i charczał jak potępieniec :shake: (to oczywiście nie jest uwaga do ciebie ;) )
-
Aaaaa, PIKA i nie waż mi się w prezencie żeberki przynosić!!!! :mdleje: :mad:
-
Maga, Haniu, w końcu Wawel też obwieszony dywanami :cool1: Jak to dobrze, że ja za dywanami nie przepadam, nie mam dylematu, czy na podłogę takiego, czy może na ścianę :lol: A kicze są... no piękne są. Ja jestem prosty człowiek, bardzo mi się taki kicz podoba...
-
Hania, nie dobijaj mnie!!!!!!! Ja jestem na diecie!!!!!!! :placz: :lol: PIKA, to jak się umawiamy? :cool3: Tylko bierz poprawkę na to, że jak mnie chandra dopadnie, to znowu ci w nocy smsa wyślę :diabloti: ;)
-
Dzięki dziewczyny!!!!! :buzi:
-
Oj, Haniu, długo by gadać, więc powiem w skrócie - wszystko mi... :shake: Dawno już nie miałam tak podłego okresu w życiu, pocieszam się tym, że skoro teraz praktycznie wszystko się zawaliło, to już nie ma się co walić, więc może być tylko lepiej ;)
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
asher replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Trzymamy, trzymamy!!! :thumbs:- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Pikuś, ostatnio to nie tyle czasu nie mam, co nastroju :shake:
-
No to chyba gdzieniegdzie jest nawet podwójnie, bo ja wczoraj tez trochę wstawiałam ;) Aede, wyślij mi mailem plakat Antka, wydrukuję trochę i porozwieszam w swojej okolicy. Mam nadzieję, że potencjalnych chętnych nie zrażą kosmiczne kolory - niestety moja drukarka ma focha...
-
[quote name='Maga100'][B]ale ja lubię dywany! [/B]:placz:[/quote]To je sobie na ścianach powieś :lol:
-
Spójrzcie na te zdjęcia.Wiktor ma wreszcie dom!!!!!
asher replied to asiuniap's topic in Już w nowym domu
[quote name='gdgt']Nie ma takowego. Pani musi pokochać Wigorka takiego, jakim jest :evil_lol:[/quote]No dokładnie :lol: Ja swoich burków nawet nie próbuję oduczać, żeby potem nomen omen doła nie miec, że mi nie wyszło ;) -
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
asher replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
[quote name='malawaszka']oszzz TY :mad: :angryy: a ja właśnie wróciłam przeszczęśliwa bo byłam w kamieniołomie trawertynów i BARDZO mi się podobału na żywo i zamówiłam cudowne parapety :loveu: :loveu: :loveu:[/quote]Hahaha, w Działoszynie? :lol: O żesz kurna, pamiętam :crazyeye: :hmmmm: Waszko, Oliwia, Oliwią, ale odszyfruj ten tekst, bom ciekawa :cool1:- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
[quote name='Maga100'][B]Asherku, a czemu ciebie tu nie ma?[/B] [B]a poza tym jak tam po dobie wlewania? :evil_lol: [/B][/quote] Nie ma mnie, bo po pierwsze mnie prawie wcale nie ma, a po drugie jakos ostatnio nikt mi nie chciał burków focić :placz: :mad: A po DWÓCH dobach wlewania mam się super, świeżutka, jak nowalijka :cool1: [quote name='Maga100'][B]chciałam ci tylko napisac, ze Leon pięknie chodzi przy nodze na smyczy i NIESTETY szkoleniowiec TEŻ mi kazał piać i świergotać :cool1: [/B][/quote]No widzisz, jaka mądra jestem :cool1: ;) A jak sie uczyliście? Na zwykłej obroży? [B]Aga,[/B] dzięki za pamięć :hand: [B]Alu,[/B] nie wiem, cieszyć się, czy popaść w kompleksy? :hmmmm: ;)