-
Posts
78455 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malawaszka
-
Silver furosemidu nie dostaje teraz - nerki obciąża za bardzo. Wody strzykawką nie jakoś bardzo dużo, ale tak no żeby nie był suchy :/ kroplówki teraz raz dziennie. Jutro jedziemy na kontrolę. Nie pije sam na pewno
-
kurde to może lepiej od razu zrobić rozmaz pod kątem babesziozy - mnóstwo psów teraz choruje już, ale nie wiem czy u Was też? pod Wawką jest masakra on teraz dostaje mix puszki nerkowej z łososiem gotowanym... samego łososia nie wziął też - ja myślę, że to jakiś problem po zespole przedsionkowym - nie wiem czy mu przeszkadza że główka przekrzywiona, albo coś z językiem nie tak - nie wiem ale się martwię bo teżwody nie pije sam tylko daję mu mokre jedzenie plus woda strzykawką - wodę pił sam dzień i dwa dni po tym jak go położyło, a potem już nie i do dzisiaj nie, a naprawdę mu się ładnie poprawia chodzenie i sił coraz więcej
-
o trzymam kciuki za Keysi! Kurcze nie wiem czemu Silver nie chce sam jeść - wącha, jest zainteresowany, dziś już myślałam, że się chwyci bo zaczął paszczę otwierać i polizał chyba nawet, ale zrezygnował :( a jak mu podaję do pyska do połyka chętnie i od razu, coraz większe porcje zjada - ale czemu nie chce sam? :(
-
Dostałam wyniki poziomu fenobarbitalu i bromku potasu - fenobarbital mamy w normie, ale dolnej (norma od 20 a ona ma 20,4), a bromek mamy dużo za nisko norma od 1000 a Viki ma 280 więc ten bromek właściwie chyba nie działa jak jest na takim poziome, wyniki najwazniejsze z płynu mózgowo rdzeniowego mają być w poniedziałek i wtedy jedziemy tam ustalać co dalej - w zależności od wyników - płyn poszedł do laboklinu na bardzo drogie badania - bekteriologia i jakiś profil neurologiczny - ten kosztuje ok 500 zł :/ ale ja jestem już mocno zdesperowana żeby coś zrobić z Viki bo mi jej szkoda; do tego mocz poszedł na oznaczenie mikroalbumin które wykrywają jak się coś z nerkami dzieje jeszcze zanim widoczne to jest w wynikach krwi - a tu też jest problem bo bardzo mnie martwi ten cuchnący mocz jej. a Sylvesterek dziś został chartem afgańskim, ewentualnie grzywaczem chińskim powder puff giant :D bo nie mogłam patrzeć jak mu się z tej brody robią strąki pozlepiane jedzeniem... teraz się zrobiło ciepło i zaraz byłoby zapalenie skóry czy coś bo przecież nie będę go pakować pod prysznic po każdym jedzeniu
-
Trafiłam tam jak szukałam pomocy dla Luny, najpierw byłam z nią we Wrocławiu i tam mnie odesłali z kwitkiem i żeby czekać aż guz urośnie na tyle, że będzie ją dusił i wtedy ryzyk fizyk operacja i albo się udo albo się nie udo :o więc ... masakra jakaś - ja chciałam to usuwać póki Luna była w dobrym stanie a nie patrzeć jak się coraz bardziej dusi ( sic!) - no i na fejsie ktoś mi polecił Bohumin, pojechałam, zoperowali i Luna żyje już 11 miesięcy po operacji. Są świetni a ja mam tam znacznie bliżej niż do Wrocławia czy Warszawy - prawie spod domu autostrada (jeszcze niepłatna :p ) i zaraz za czeską granicą zjazd z autostrady i już w klinice - dla mnie bomba bo jestem tam w godzinkę a nie w godzin pięć. Sporo czasu tam spędziłam czekając i na Lunę i na Maleństwo i jak Forrest Gump na ławce rozmawiałam z ludźmi :p dużo Polaków - kosmos dla mnie bo spotkałam np ludzi z okolic Poznania, dziś babkę z ok. Lublina, a ona mi mówiła, że jak była kiedyś to byli ludzie ze Słupska :o szok!
-
tak są dobrzy i z trudnymi sprawami będę tam jeździć; z Viki jeszcze mnie podłamał tekst, który nie raz słyszałam - to bardzo trudny przypadek :( to jest takie - dołujące i nie dające nadziei
-
Nie kazali nic - normalnie - tzn teraz to ona głownie śpi, ale chodziła też, ona jest najlepsza w samochodzie - natychmiast zasypia - jak dotarłyśmy do domu to patrzę, a ona w transporterze na plecach rozwalona i spała jeszcze z godzinę tak
-
Silver znowu odrobinę lepiej, obeszliśmy razem cały dom dookoła - to sukces :) oby dalej pomału się poprawiało to niedługo będzie śmigał a ja dziś byłam z Viki... bo jednak nie jest całkiem tak jak było, nie wyciszyły się te ataki - nie ma dużych, ale takie małe są właściwie codziennie, to wszystko ją obciąża, nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego bo tak nie było, przecież mieliśmy już nawet i pół roku bez ataku, a teraz taka męczarnia. Pojechałam z nią do Czech. Pobrali płyn mózgowo-rdzeniowy, czekamy na wyniki - poszedł do bakteriologii i jakichś tam jeszcze badań. Do tego mocz też do badania bo ciągle takim śmierdzącym sika - a tego też nie było, normalne badanie moczu wychodzi ok - nic tam nie ma, ale dlaczego tak śmierdzi? Zapach koszmarny naprawdę... taki mały atak miała nawet lecznicy w poczekalni jak siedziałyśmy. Co ciekawe to doktor powiedział mi, że to co ona ma to nie jest padaczka - bo padaczka to jest wtedy jak mózg nie jest zmieniony, pies funkcjonuje normalnie na co dzień, tylko co jakiś czas ma ataki, a u niej mózg jest uszkodzony i cały czas jest ten stan chorobowy nazwijmy to - no np to chodzenie w kółko - nie wiem czy do końca dobrze zrozumiałam, ale dr powtarzał to kilka razy że Viki nie ma epilepsji - ale to tak jakby nie jest dobra wiadomość - tak to odebrałam, nie wiem czy potrafię przekazać dobrze. W zależności od wyników będziemy próbować jakoś jej pomóc bo tak się nie da dalej jak jest teraz - znowu objada kocyki, objadła legowisko, które dostała od brokatki - ten sznurek, ławkę na tarasie, uchwyty przy szafkach kuchennych, niedługo umilknę i to będzie znaczyło, że Viki zjadła nas wszystkich :p Narkozę do pobierania płynu dostała jakąś specjalną, wybudziła się bardzo szybko i bez ataków - uf.
-
Patrzam, on wymiotował tylko w czwartek - raz, potem już nie więc myślę, że będzie ok, nie daję mu dużych porcji na raz. Musi być ok!
-
teraz go nafutrowałam - rozdrobniłam puszkę z wodą i strzykawką mu podałam sporo, musi jeść i koniec, przełykał ładnie, nie pluł więc jest nieźle
-
bałam się wcześniej bo nie wiedziałam co będzie, ale teraz zamówiłam mu puchy animondy integry nerkowe - podobno smaczne - mikropsiaki polecają - oby i nasz księciunio zasmakował!!!
-
ŻYJEMY :) wyniki nerkowe poprawiły się, mocznik wrócił do normy, kreatynina nie, ale sporo spadła - było 2,7 jest 1,9, a norma do 1,7, teraz dalej kroplówki, ale już 1 raz dziennie, do tego dieta renal i moc pozytywnych myśli!!!! Jeny może jeszcze się uda! Silvuś do lecznicy wmaszerował prawie sam, trochę go podtrzymywałam - na podróż do weta założyłam uprząż żeby się nie szarpać tak.
-
tzn wiesz - ja sięspodziewam, że będzie lepiej bo sporo kroplówek przyjął, tylko to nie o to chodzi - chodzi o to, żeby lepsze wyniki się utrzymały
-
haha mały obrońca słodziak :D
-
Dzisiaj (właściwie już wczoraj w nocy się poprawiło jakby) jest mocniejszy - zdjęłam mu uprząż bo chyba ona pomagała bardziej mnie niż jemu :( chętniej się rusza bez niej, a ja jakoś będę musiała dać radę chociaż lekko nie jest - bo wynosić i wnosić do domu go trzeba, no i w uprzęży łatwiej było go podtrzymywać jak się łapy rozjeżdżały na płytkach. Dobrze że mam te duże drybedy to leżą porozkładane. Jakoś mam dzisiaj trochę więcej nadziei
-
nie no właśnie nie chce pić sam - daję mu strzykawką do pysia to przełyka, ale sam nie pije - pił w piątek, sobotę, wczoraj trochę, dzisiaj nie i już - ale to sobie wmawiam, że może nie chce bo on dostaje kroplówki 2 razy dziennie po 0,5 l. Za to teraz wieczorem zjadł ponad pół puszki renala - nie sam tylko mu wkładałam do dzioba, ale przełykał chętnie, nie pluł. Nie wiem co dalej... nienawidzę tego czasu zawieszenia, niepewności, z jednej strony strach żeby psa nie męczyć swoim "chceniem" żeby żył, a z drugiej - żeby nie odebrać mu tego życia za wcześnie :(
-
teraz rozmawiałam z Jarkiem o nim - wg Jarka Silvuś dziś stoi pewniej na łapach - odrobinę ,ale wg niego pewniej; jeszcze żeby zaczął sam jeść, a on nic :(
-
Moje? Padam na twarz... generalnie nie mam pojęcia jak ogarniają ludzi, którzy mają więcej psów niż ja i więcej staruszków albo choruszków - ja z takich wymagających mam teraz Silvera i Viki i nie daję rady, do tego reszta, która chce też normalnie żyć, Maleństwo trzeba na smyczy żeby krzywdy sobie nie zrobiło bo dziczeć jej się już chce, a nie może i w ten sposób ciągle nie zdążam z kimś wyjść i niespodzianki są - takie zajączki po waszkowemu :p Samopoczucie Vikuli zdecydowanie lepsze na szczęście - chyba mamy za sobą ten koszmarny tydzień niżowy i już jest "normalna" jak na nią ;) Samopoczucie Silvera - słabo :( on chyba nie walczy, nie ma siły...
-
zawsze nawet wśród mega mieszańców mogą być wady - bywa, ale cholera po co ciągnać rasy tak chorowite? w imię czego? no wiadomo... dla mnie to jest znęcanie się nad zwierzętami bo i porody ciężkie, i kaleki się rodzą i rodzą się po to by cierpieć... a żółta wstązka może jeszcze chwyci - widziałam teraz na fejsie sporo razy ten obrazek, krąży, ludzie udostępniają - może może...
-
Maleńka starsza Figa - leczymy i szukamy domu!
malawaszka replied to ania0112's topic in Już w nowym domu
o matko on jest taki gapciowaty Brokatek, że zobaczyłam oczami wyobraźni tą sytuację - też bym przestała oddychać; dobrze, że nic się nie stało - dla nich to musiałybyśmy zrobić chyba już domy ze ścianami z gąbki - do tego jeszcze okna i drzwi bez klamek i możemy wspólnie zamieszkać... -
jeszcze żebym wiedziała ile on ma lat to byłoby łatwiej przewidzieć czy jest szansa czy nie, a tak to może mieć 16 równie dobrze jak 12 ...