Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Flaire

    Oddziały ZKwP

    No dobra, to ja też pomyślę :wink: Dziękuję, Gosia, że tak o nas dbasz!!! :) :) :)
  2. Olk@, gratuluje tak szybkich postępów! Więc teraz tak: do wyjazdu, niech pienio dostaje jeść (również smakołyki) wyłącznie w klatce. Zacznij go również uczyć wejścia do klatki na komendę, używając smakołyka (ale pamiętaj nigdy nie wpychaj go do klatki na siłę!). Wyuczone ćwiczenie wygląda tak, że Ty mówisz "buda" (czy tam jakąś inną komendę), a pies z każdego miejsca w mieszkaniu leci do klatki i się do niej wtrynia. Uczysz tego stopniowo. Najpierw naprowadzasz psa do budy smakołykiem zaczynjąc z pozycji tuż przed klatką, tak jak poprzednio, za każdym razem chwaląc i nagradzając go po wejściu. Po pewnym czasie pies powinien zacząć reagować na komendę a nie tylko na ruch smakołyka do klatki. Wtedy próbujesz wydawać ją gdy pies jest nie przy samej budzie, ale o krok od budy. Jak pies wykona, nagradzasz i chwalisz. Nie przejmuj się, że pies natychmiast wyłazi i pozwól na to -- narazie nie zamykaj go tam po tym, jak wejdzie na Twoją komendę. Jak już będzie wchodził z kilku kroków, będzie musiał czekać kilka sekund aż podejdziesz, żeby dostać smakołyk. Jeżeli nie doczeka, powtórz komendę od początku i nie dawaj smakołyka, jeżeli pies nie jest w budzie. Jeden mój łakomczuch/cwaniak/żebrak czekał, aż będę blisko klatki, właził do niej (bez komendy) i patrzył błagająco czy będzie smakołyk (na tym etapie już nie było ;-) W końcu, jeżeli pies zna komendę zostań, możesz zacząć stopniowo przedłużać pobyty w (otwartej) klatce przy pomocy tej komendy na siad-zostań czy też waruj-zostań, zaczynając od kilku sekund. Jak już umie zostać w klatce przez minutę, zamykaj klatkę w czasie trwanie komendy (ale pies nie może się podnieść w czasie zamykania klatki, więc najpierw musi mieć to zostań z odwracaniem uwagi dobrze wyszkolone). Moje psy znają również pożyteczną w tym przypadku komendę "czekaj," która jest jak "zostań" tylko że można zmienić pozycję (np. położyć się z siad i odwrotnie), ale na uczenie tylu nowych rzeczy to już masz za mało czasu. Daj znać, jak leci i wszystko będzie dobrze!
  3. Lerka, ja widziałam szelki chyba w internetowym sklepie karusko. Również na Emilii Plater (4?) jest rymarz, który albo je ma, albo może Ci zamówić lub zrobić. Misia zwykle jeździ w mocnej metalowej klatce lub w bagażniku, z powodów opisanych przez PATIszona (z którą się w 100% zgadzam). Przyznaję się, że zdarza jej się jechać luzem, ale tylko w wyjątkowych przypadkach.
  4. Olka&Ares, Najlepiej przyzwyczajać do klatki młode szczeniaki... ale i starszego psa powinno się dać przyzwyczaić. Ja zaczęłabym od kuszenie go do wejścia smakołykami kładzionymi na podłodze klatki, najpierw tak, że musi tylko wsadzić łeb, potem, że musi wejść. Nigdy nie wpychaj go na siłę. Jak już dasz mu tak kilka smakołyków to zacznij go karmić tylko w klatce. Po prostu wstawiaj miskę do klatki. Też możesz najpierw płytko, a potem głębiej. Jak już będzie jadł w klatce bez problemu, możesz zacząć zamykać klatkę na czas jedzenia. Z czasem, zostawiać ją zamkniętą na chwilę po jedzeniu, no i tak coraz dłużej. Jeżeli pies wyraźnie polubi klatkę, to możesz go spróbować zamykać w niej na noc. Jeśli dojdziesz do tego, to środki uspakajające nie powinny być potrzebne (pies, w odróżnieniu od Ciebie, nie będzie świadomy, że jest się czego bać -- będzie po prostu w swojej klatce). Ja unikam środków uspakajających dla moich psów w czasie lotu, bo ich skutki i dawki nie zostały ustalone w warunkach obniżonego ciśnienia, które występują w samolocie. Ale jeżeli pies nie będzie się czuł w klatce całkowicie bezpieczny i Twój wet to poleca, to oczywiście powinnaś takie środki podać. Nie bój się, wszystko będzie dobrze.Jeżeli będziesz konsekwntna i pies będzie dostawał żarcie tylko w klatce, to dwa miesiące powinno lekko wystarczyć, żeby się przyzwyczaił.
  5. Flaire

    STERYLIZACJA

    Statystyki badań z USA tego nie popierają, tzn. problemy z trzymaniem moczu występuja tam tak samo często w przypadku sterylizacji przed pierwszą cieczką, jak po. Jedyne inne statystyki, które znalazłam na temat częstotliwości występowania tego problemu pochodzą z Niemiec, wszystkie od tej samej osoby. Nie wiem, czy badała ona różnice oparte o to, kiedy nastąpiła sterylizacja, ale w ogóle jej statystyki wykazują częstotliwość takich problemów o 10 razy większą, niż amerykańskie. Nie udało mi sie dociec, dlaczego. Podejrzewam, że może w inny sposób definiuje, co to znaczy nie trzymać moczu.
  6. Ja z Misią jechałam pociągiem po raz pierwszy w zeszły weekend pociągami Intercity i expresem. W obie strony przedziały były pełne, co w efekcie znaczy, że nie było miejsca dla psa ani na siedzeniu, ani na podłodze. Do Krakowa nie było problemu, bo jechałam z przyjaciółmi i wypełniliśmy przedział. Ale spowrotem... (Chciałam dla Misi kupić miejscówkę, ale zostałam poinformowana, że nie mogę. Z drugiej strony pamiętam, że tu ktoś chyba już coś pisał o miejscówkach dla psów -- jeśli tak, to proszę odezwać się jeszcze raz!) Ponieważ Misia to spory pies, a niektórzy uważają Airedale za groźne :roll: , Misia weszła do przedziału w kagańcu. Dwie osoby (te najbliżej nas, na szczęście) zaraz się ucieszyły, że "będzie z nami jechał piesek," następne dwie nie zareagowały, a ostatni pan patrzył z niesmakiem. Od razu grzecznie spytałam, czy nikt nie ma nic przeciwko temu, żebym zdjęła Misi kaganiec. Ci dwaj miłośnicy psów natychmiast powiedzieli, że oczywiście nie, dwie kolejne osoby nadal bez reakcji, a naburmuszony pan jeszcze bardziej się naburmuszył, ale nic nie powiedział. Więc zdjęłam kaganiec, Misia wcisnęła się pomiędzy mną a przyjazną osobą z przeciwka, oparła łeb o but przyjaznego pana obok (jak chciałam łeb przesunąć, to pan powiedział, żeby jej nie budzić i że na podłodze łeb byłby za nisko) i przespała całą drogę. A naburmuszony pan był coraz weselszy, im bliżej byliśmy Warszawy, a na koniec nawet się do Misi uśmiechnął i przypomniał, żebym nie zapomniała wziąć kagańca, który leżał na półce. Czyli w sumie było ciasno, ale bezkagańcowo i bez przygód. N.B. konduktorzy swoje akcje ograniczyli do dziurkowania biletów.
  7. Lerka, Ja Misię trymuję sama. Nie uważam się bynajmniej za eksperta, ale wychodzi chyba nieżle, bo sędziowie na wystawach zazwyczaj bardzo chwalą :D Po porady na temat trymowania najlepiej udać się do hodowcy, który po prostu może pokazać na psie dokładnie jak to się robi (szczegóły są troszkę inne dla każdego psa i zależą również od aktualnego stanu sierści). Ale jeżeli do hodowcy daleko, a Twoja mama mieszka blisko Warszawy, to mogłabym ewentualnie slużyć poradami. Inna możliwość to udać się do Związku, gdzie dyżury sekcji sprawuje pani Szczepańska, która napewno jest w tych sprawach bardziej doświadczona, niż ja.
  8. Moje psy latały sporo, a Misia również przez ocean, więc się wypowiem... Moim zdaniem, najważniejsze jest, żeby pies był przyzwyczajony do klatki. Ponieważ wiedziałam, że moje psy będą musiały podróżować, to przyzwyczajałam je do klatki od szczeniactwa. Więc jako szczeniaki, były karmione tylko w klatce, jak również spały w (zamkniętej) klatce w nocy. W ciągu dnia, otwarta klatka była dla nich zawsze dostępna i szybko zaczęly traktować tę klatkę jako swoją budę, swoje bezpieczne miejsce, do którego chodziły, żeby odpocząć, albo uciekały, jak się czegoś bały (a ja NIGDY nie wyciągałam psa z klatki na siłę, ani nie karciłam w żaden sposób psa, który był w klatce). Więc jak pies jest już przyzwyczajony do klatki i czuje się w niej bezpiecznie, sprawa jest prosta i lot przebiega zupełnie bezstresowo, bo klatka izoluje psa od większości stresów. Nigdy nie podawałam moim psom żadnych leków uspakajających. Mój wet odradzał, bo skutki takich leków nie były badane i nie są znane w niskich ciśnieniach atmosferycznych, które występują na pokładach samolotów (ciśnienie jest na pokładach jest regulawane do takiego, jakie istnieje na wysokości ok. 1500 m npm). Na Twoim miejscu, jak najszybciej postarałabym się o odpowiednią klatkę i zaczęła przyzwyczajać do niej psa. Poza tym musisz się zapoznać dokładnie z przepisami Lotu dotyczącymi karmienia, misek, wody, itp. (Moja sunia też leciała Lotem). Im wcześniej to zrobisz, tym pewniej wszystko pójdzie dobrze (bo na przykład będziesz mogła zacząć psa przyzwyczajać do pory jedzenia, która będzie odpowiadała Twojemu planowi podróży). No i ostatnia rada, już na samą podróż: jak tylko wejdziesz na pokład, postaraj się porozmawiać z pilotem, albo poproś o to stewardessę. Chodzi o to aby upewnić się, że kapitan wie, że ma na pokładzie psa, bo to właśnie on reguluje temperaturę w luku. Jak wie, że ma psa, to go grzeje, a jak nie ma, to zazwyczaj nie. Aha, nie wiem jak Lot, ale większość amerykańskich linii nie przyjmuje psów lecących z pasażerami od 31 maja do początku września ze względu na wysokie temperatury w magazynach, gdzie bagaż przebywa przed i po samym locie. Więc jeżeli kontynuujesz podróż gdzieś w Stanach, to musisz na to uważać. (Są inne, droższe sposoby na przesłanie psa samolotem w USA w lecie). No i jeszcze jedna rzecz (ciągle mi się coś przypomina...) Ja nigdy ale to nigdy nie zgodziłabym się na podróż, w czasie której pies musiałby zmieniać samoloty. Dla psa uznaję tylko loty non-stop. Tak więc gdy leciałam z Misią z Kalifornii do Warszawy, to najpierw poleciałyśmy non-stop do Nowego Jorku, tam spędziłyśmy kilka dni, a dopiero potem poleciałyśmy dalej. To jest, niestety, dużo droższe niż lot z Kalifornii do Warszawy z przesiadką w Nowym Jorku, ale dla mnie ryzyko, że pies po zmianie samolotów wyląduje w Paryżu albo Pekinie jest zbyt wielkie aby brać pod uwagę takie polączenia. Rozumiem, so czujesz, ale nie bój się, nie faszeruj psa narkotykami chyba że jest rzeczywiście okropnym nerwusem, a jak masz jeszcze jakieś konkretne pytania, to wal! Misia wyskoczyła z klatki w Warszawie wyspana, wypoczęta i z merdającym ogonem.
  9. No tylko że akurat ja wierzę w mit o unikaniu niepotrzebnych kąpieli psów (i potwierdza go przynajmniej część psiej literatury), a nie w ten o konieczności miotu. (Przeciwnie, wierzę w sterilizację suk i psów, które nie będą używane w celach hodowlanych). Brudnego psa należy, oczywiście, kąpać. U mnie zdarza się to niesłychanie rzadko, ale np. u mojej znajomej, która hoduje Nowofunlandy, raczej często. Natomiast kąpanie raz na xxx, bez względu na to, czy potrzebne, czy nie, uważam za niewskazane (pomimo, że pracowałam kiedyś dawno dawno temu w salonie psiej urody, który zarabiał sporo forsy przekonując właścicieli o konieczność regularnych kąpieli :)
  10. iWoNai, Psów najlepiej w ogóle nie kąpać tak bez powodu. Regularne szczotkowanie prawie zawsze wystarcza, aby utrzymać sierść w czystości. A jak się pienio szczególnie upapra w błocie, to najlepiej spłukać letnią wodą.
  11. Dominiko, Na szkolenie nigdy nie jest za późno, a beagle to mądre psy! Mieszkam w Warszawie, więc nie mogę w sposób wiarogodny polecać szkolenia w Krakowie, ale pomimo to mam dwie uwagi. Po pierwsze, na pewno krakowski oddział związku kynelogicznego organizuje szkolenia. My tu w Warszawie chodzimy właśnie na takie szkolenia. A po drugie, wpadły mi kiedyś w oko strony internetowe psiej szkoły w Krakowie. Nic o niej nie wiem poza tym, że mają dużo fajnych informacji o szkoleniu w internecie (trafiłam na nich, kiedy szukałam amerykańskich regulaminów szkoleniowych -- oni mają komplet i to przetłumaczony na polski). Szkoła nazywa się Ovari, wydaje się prowadzić bardzo szeroki wybór zajęć, a jej strony internetowe znajdziesz tu: http://www.ovari.ipon.pl
×
×
  • Create New...