-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
A z drugiej strony - nie powinnam tak pisać, bo Wirtusiowi będzie przykro...
-
No właśnie! Też mi drużyna! Jedyna osoba, której zależy na treningach, to ta bez psa...
-
Niestety, ja się nie wyrobię i muszę to zostawić do przyszłego tygodnia :( .
-
tiaa... A tak to klikają klikerem i mówią, że szkolą klikerowo :wink: .
-
Hejki, Wy tak tu plotkujecie o moim Misiątku, a ja dopiero teraz zauważyłam :oops: . Dzięki za komplementy... Ale odkąd trymuję tylko jednego airedala, to mi nawet odciski z rąk pozchodziły :cry: . A odkąd Misi nie ma, to już w ogóle...... Ale jeszcze tylko dwa tygodnie czekania mi zostały! Trzymajcie kciuki, żeby wróciła pełna szczeniaczków!
-
To zdanie mnie zastanawia. Bo przecież pisałaś, że na czas wizyty dziecka u teściów, pies ma być zamykany w innym pokoju. Przez ścianę dziecka nie ugryzie... Więc tutaj chyba chodzi o co innego: co najmniej, że nie ufasz swoim teściom, czy potrafią sobie z tą sytuacją dać radę.Pies dałby się ułożyć, jestem przekonana. Natomiast problemy z teściami wydają mi się poza kompetencją dogomaniaków...
-
A umiesz "kliknąć" językiem w buzi??? To masz kliker!
-
A czy można by ten sobotni "sami" zostawić o 9? Bo wtedy mogłabym przyjść i zostać na cały... A inaczej to owsze, mogę przyjść, ale tylko na godzinkę...Chociaż oczywiście ja ciągle jestem bezpsia :cry: :bigcry: :cry: , więc się nie liczę... Chyba że mi ktoś jakiegoś pożyczy...
-
Wiecie co? Siedzę w domu, próbuję poprawiać te studenckie eseje i nie mogę się skupić ani na sekundę, bo strasznie, okrutnie tęsknię za Misią. Przez jakiś czas było lepiej i już myślałam, że się przyzwyczaiłam, ale może po prostu byłam wyżłem zajęta, w każdym razie teraz tak serce boli, że już nie mogę tego znieść! I nie mogę się doczekać, kiedy znów będziemy razem. A esejów do poprawienia nie ubywa :( . No to tyle na razie ode mnie. :cry:
-
Jeszcze tylko jedna rzecz na temat Advantix. O ile dobrze pamiętam, głównym przeciwkleszczowym składnikiem tego preparatu jest permethrin, który jest niebezpieczny m.in. dla kotów (nie wiem, czy macie w domu koty). W ogóle dosyć silna trucizna. Więc uważajcie!!!
-
No to hurrra!!! Najważniejsze, że bydlak zdrowy. Dzięki również za info dla suk ciężarnych. O reszcie - później.
-
kerry blue terrier (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to kela's topic in Kerry blue terrier
I nawet Ci zapaleńcy, którzy wierzyli, że czapla wygra, myśleli, że zrobi to z innym psem! Ale baby górą! :lol: Ja osobiście kocham, jak suczki wygrywają! -
Owszem, ale pomysł najważniejszy to nigdy nie ćwiczyć tych dwóch elementów razem. Niech aport przynosi do Ciebie, oddaje i koniec ćwiczenia. A zupełnie oddzielnie sadzaj go, stawaj przed nim i ucz go ładnego przychodzenia do nogi.A dokładnie jak tego uczyć to Ci może już I-w-o-n-a opisze, bo ja muszę iść spać!!! A jak nie, to ja może za kilka dni, bo narazie będę miała duuuużo roboty...
-
Ja też mówię coś podobnego, mimo że nie jestem bardzo mądra :D Mianowicie, nawet z naturalnie aportującym psem, ja nigdy nie mieszam zabawy w ganianie za czymś i przynoszenie, z ćwiczeniem aportowania. To są dla mojego psa dwe różne sprawy, nie mające ze sobą nic wspólnego. I tym sposobem, moje psy aportowały (prawie) zawsze ładnie - po prostu robiły to, czego je nauczyłam! A to "prawie" to był jeden wyjątek i baaardzo długa historia - sunia, która aportowała bardzo poprawnie, ale nigdy, niestety, nie zdobyła dla tego ćwiczenia entuzjazmu. No ale cóż - nie wszyscy lubią to samo :wink: .
-
na dodatkowe opinie od dodatkowych ludzi :wink: .Zaczynam podejrzewać, że fakty i prawda to jakieś nieosiągalne ideały... :wink:
-
Lenka, żaden środek nie zapobiegnie spadaniu kleszczów z krzaków lub traw na Twojego psa. Więc dopóki nie są wessane, to środek działa. Frontline również nie zapewnia, że się nie wessą - tylko że jak się wessą, to odpadną w przeciągu max 48 godzin. Niestety, o ile dobrze rozumiem, na choróbsko wystarczy kleszcz wessany przez 24 godziny, więc masz rację, że Frontline jest niewystarczający, żeby temu zapobiec. :(
-
Ten temat był już kilkakrotnie na dogomanii przerabiany, więc Twój post dołączam do tego starego topiku. Czytając to, co już było, dowiesz się między innymi, że Galostop to nie hormon. Ale również dowiesz się, że łagodne przypadki ciąży urojonej, takie bez produkcji mleka - jak Twój, najlepiej po prostu przeczekać. A jeżeli nie planujesz suczki rozmnażać, to w przyszłości możesz unikąć kolejnych takich przypadków, jak i innych nieprzyjemnych konsekwencji, poprzez sterylizację. No i bardzo Was wszystkich proszę, raz jeszcze: zanim zadajecie pytanko czy też zakładacie nowy topik, spróbujcie sprawdzić, czy odpowiedzi już gdzieś nie ma i ewentualnie, jeżeli istniejąca odpowiedź niecałkiem Was zadawala, dopiszcie tam swoje pytanko. Baaaardzo z góry dziękuję. :D Wasz Mod
-
Ale terier!!! Tylko uszy jakieś takie... kopiowane :lol:
-
Poza tym jeszcze zauważyłam, że generalnie rzecz biorąc, w Polsce podejście do nauki aportowania skrajnie różni się od podejścia w USA. I-w-o-n-a, nie mówię tutaj o Twoim podejściu, ani o podejściu polskich klikerowców w ogóle, bo oni uczą tak, jak uczą wszyscy - klikerwcy i nie - w USA, czyli rozkładając aportowanie na czynniki pierwsze. Natomiast polska metoda tradycyjna polega na wykorzystaniu instynktu gonienia i aportowania, który nie wszystkie psy posiadają, a poza tym opiera się na zabawie (przeciąganiu, wyrywaniu), a ja wolę odróżniać u mojego psa zabawę od pracy. Jeżeli wygląda na to, że do tej tradycyjnej metody nie jestem przekonana, to jest tak dlatego, że jej rezulataty są bardzo nieprzekonywujące - po tradycyjnym kursie PT, rzadko który pies umie aportować, a większość leci za aportem, a potem z aportem w las!
-
Zgadzam się na 100%. To, co opisywałam ćwiczę, jak pisałam, dopiero po tym, jak pies ma już poszczególne te części wypracowane. To jest moja metoda na ich łącznie. Więc mnie się tak nigdy nie wydaje, bo szkoliłam psy (w tym dwa moje własne), które były "nieaportujące". Misia do takich należy. Masz rację. To, co napisałam (raz/raz) odnosi się do psów bez chęci aportowania i chodzi o to, żeby tę chęć wyrobić. Misia tak czasem robi, kiedy siada z aportem przede mną. Wtedy podnosi pysk do góry, żeby się we mnie wpatrywać, tak jak jest nauczona (no i pokazać, jaka jest mądra :wink: ) i w tym momencie czasami aport przerzuca do tyłu (no i punkt leci :wink: ). Mnie się wydaje, że to jest naturalne zachowanie, bo jak ma pysk podniesiony do góry, to aport jej właśnie z grawitacją przemieszcza się do tyłu, a ona tylko nie stawia oporu. Myślę, żeby spróbować te leciutkie plasikowe aporty - to może zlikwidować problem jeśli mam rację, co go u Misi powoduje.
-
No widzisz! Sama żeś pięknie wykombinowała to, co ja tutaj tak pracowicie próbowałam opisać :lol: . Więc tylko jeszcze jedna rada: ja po tym pierwszym razie, kiedy kiedy, jak napisałaś, zrobił to dobrze - więcej bym nie powtarzała. Wychwaliłabym psa pod niebiosa, nagrodziłabym schowałabym aport i zajęłabym się czymś innym, do następnej sesji.
-
Ja czasem robię dokładnie właśnie tak - najpierw kilka razy bardzo radośne "do mnie" z pozostania na "siad", za każdym razem dużo bardzo pobudliwych pochwał i nagroda, a w końcu to samo, tylko że zostawiam psa z koziołkiem z pysku (jak już umie trzymać, oczywiście).Dodam jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze, z psem, który nie jest naturalnie entuzjastycznie aportującym psem, ja ćwiczę aportowanie JEDEN RAZ na sesję, a sesję powtarzam JEDEN RAZ dziennie - najwyżej dwa. Potem chowam aport. W ten sposób aportowanie staje się czymś zupełnie nadzwyczajnym dla psa i po pewnym czasie, jak tylko podchodzę do szafy z aportem, to uprzednio nieaportujący pies dostaje świra. Po drugie, z grubsza używam metody bardzo podobnej do tej, krórą opisywała I-w-o-n-a, z jednym wyjątkiem. Zanim jeszcze pies podnosi z ziemi, i nawet jak już zacznie, robię co następuje: Aport w ręku, pokazuję go psu, wydaję komendę "aport", poczym uciekam z aportem od psa na kilka kroków (zaczynam od jednego-dwóch, potem w miarę wydłużam). Opuszczam aport prawie do ziemi, albo nawet kładę (zależy od stopnia zaawansowania psa), ale trzymam go w ręku (bo pies jeszcze nie umie podnosić z ziemi). Jak tylko pies weźmie aport do pyska (bo brać z ręki na komendę "aport" już umie), puszczam aport i uciekam od niego tyłem, ewentualnie wołam, a pies podbiega z aportem i siada przede mną (bo uciekanie od niego tyłem kojarzy sobie z komendą "do mnie", której tak właśnie uczę). Wszystko to dzieje się bardzo szybko, więc trudno to opisać... Czyli - rozkładam uczenie aportu na czynniki pierwsze (oddzielnie branie do pyska, oddzielnie trzymanie, oddzielnie oddawanie, itp.), tak, jak pisała I=w=o=n=a, ale jak tylko pies chętnie bierze z ręki do pyska, to tę część łączę z bieganiem za aportem i do mnie. Moje bieganie pobudza psa i to, połączone z atrakcyjnością aportu, którą osiągam poprzez powtarzanie ćwiczenia bardzo "skąpo", daje mi początkowo "nieaportujące" psy, które po aport biegną szybko i entuzjastycznie. Nie wiem, czy to dobrze opisałam - trochę to łatwiej pokazać, niż opisać... :D
-
To teraz niech jeszcze doda "lub do treningu agility" :wink: .W lecie będzie pewnie jeszcze wcześniej, bo nikt nie chce biegać jak jest 30 stopni w cieniu...
-
Ja sprawdzałam ich literaturę (Frontline'a) i tam też piszą, że suki ciężarne i karmiące mogą być traktowane tym preparatem. I jeszcze w innych publikacjach też tak czytałam. Ale na przykład składnik ExSpotu nie był testowany na takich sukach, więc jest odradzany.
-
Aaa, widzisz, warran, jak przeczytasz nie tylko całą wypowiedź, ale cały topik, zanim się dopiszesz, to nie tylko to zrozumiesz, ale może nawet się zarumienisz, że coś takiego zdarzyło Ci się dopisać... :D