-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
No pewnie! Co innego, gdyby to była głowa Norwich terriera :wink: ... -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
sortis, to bardzo proste. Ta wystawa nie jest organizowana przez AKC (czyli ten oficjalny amerkański klub), tylko przez North American Kennel Federation, czyli jakąś alternatywną organizację i to nawet nie największą z nich. Wszystkie te ichnie "championaty" nie są więc nic warte i nie są uznawane nigdzie indziej na świecie, poza ich organizacją. Taki PKPR, tylko nawet jeszcze mniej ważny, bo jeden z kilku. NB, wygląda na to, że regulaminy ściągnięte z FCI, czyli zupełnie, całkowicie nie mające nic wspólnego z regulaminami AKC - tam zdobywa się championat w zupełnie inny sposób, który już tu kiedyś na dogomanii opisywałam. Klasy również z FCI. Zauważ, że w tym całym opisie nie ma ani słowa o tym, jak i gdzie pies ma być zarejestrowany (jest miejsce na "pedigree number", ale skąd ten numer ma być? AKC nic takiego nie wydaje, a stronka NAKF, gdzie być może można by się o tym dowiedzieć, jest "under construction"). Czyli nabieranie ludzi... :wink: -
Terier pszeniczny (prosimy zakladac oddzielne tematy)!
Flaire replied to PALATINA's topic in Terier pszeniczny
A co to znaczy dokładnie? Zębów jej brakuje, czy co? -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
aga_, masz szczęście, bo są one dostępne również na większych wystawach... Więc już za dwa tygodnie w Poznaniu będziesz mogła Marsa dzierżyć w dłoni! :D -
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
BEBE, bardzo się cieszę, bo to ja ten Nizoral poleciłam, ale znałam go tylko ze słyszenia - moje psy nigdy na łupież nie cierpiały. Fajnie, że podziałało! :D -
chip, ja nie rozumiem, jaki jest ostateczny cel tej metody. Żeby zostawiać psa na siad-zostań na całą długość spaceru z innym psem??? Chyba raczej nie... Żeby samowolnie wstawała potem, jak wyjdzie się za furtkę? Chyba też nie. Więc może żeby zwalniać ją z tego siad-zostań jak tylko wyjdzie się za furtkę. Co podkreśla, jak bardzo ważna jest komenda zwalniająca... I w tym przypadku metoda jest ok, choć ja miałabym podczas nauki wrażenie, że dąże do oszukiwania psa... Bo co ona w końcu będzie mieć za to, że zostanie? :( azzie5, a czy bez innego psa ona Cię wypuszcza? I jaki to jest płot?
-
Popieram Lisi i powiem więcej. Zanim można to, co się dzieje skutecznie leczyć, trzeba zdiagnozować, czym to jest spowodowane. Nie wiem, jaka została postawiona diagnoza - nie piszesz. Jeśli Twój wet nie potrafi tego zdiagnozować, albo nawet jeśli potrafił, ale brak mu pomysłów, co robić dalej, to należy skonsultować się z innym wetem.
-
Nie trzeba było nawet pisać na priw, Flaire w końcu sama zauważyła i przeniosła. Ale Wy jesteście szybsi :wink: !
-
ciacho, PATIszon sterylizowała tam obydwie swoje sunie i była zadowolona, więc ona powinna Ci móc coś powiedzieć.
-
No, dr Ciupa ma rzeczywiście fantastyczne podejście. Ja widziałam na własne oczy, jak postępował z Leonem Mokki, a mianowicie tak, że Leon, któremu normalnie każdy człowiek poza Mokka jest obojętny, był gotów iść za nim, zostawiając Mokkę. :lol: :lol: Lara, mam dla Ciebie dwa nazwiska wetów w Elwecie do wypróbowania - ale ja osobiście ich nie znam, byli mi tylko poleceni. Pierwszy to dr Maciej Bartolik. To jest ich nowy, młody wet na miejsce dra Ciupy. A drugi to dr Paweł Grudziński. Chyba troszkę starszy. Podkreślam, że nie wiem w zasadzie nic ani o jednym, ani o drugim. A w szczególnowści nie wiem, czy daliby sobie radę z Larką.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
Bardzo cierpliwa sortis przypomniała mi, że obiecałam to kiedyś wyjaśnić. Teraz jest dobry moment, bo jakoś akurat tęskno mi za tą moją drugą ojczyzną, więc jak napiszę o czymś, co w Polsce, moim zdaniem, działa troszkę lepiej, to może będę mniej tęsknić za Kalifornią :wink: . Więc tak. W USA, nie ma oficjalnie w nazwie psa dwóch części, przydomka hodowlanego i imienia. Każdy sobie nazywa psa jak chce i typowo robi to nabywca, nie hodowca. Teoretycznie więc można psa z każdej hodowli nazwać po prostu Burek, albo wymyśleć nazwę bardziej arystokratyczną, w której część wygląda jak przydomek - np. Piccadilly's Burek. Jednak w praktyce, każdy hodowca chce, żeby jego znamię jakoś pokazało się w nazwie psów z jego hodowli. Typowo zawiera więc umowę z nabywcą, że ten, gdy będzie nazywał psa, umieści nazwę hodowli jako część nazwy psa. Ponieważ dokumentem, który hodowca przekazuje nabywcy, jest formularz, w którym wypełnia się między innymi nazwę psa i który wysyła się do AKC, żeby psa zarejestrować, często hodowca wstawia w tym formularzu nazwę hodowli, a nabywca dopełnia resztę nazwy psa wedle swojego uznania. W nielicznych przypadkach, hodowcy sprzedają psa już nazwanego, ale to raczej rzadkość i zdarza się najczęściej wtedy, gdy hodowca początkowo planował szczeniaka zatrzymać, ale w końcu go sprzedał. Jak powinno być z powyższego łatwo wywnioskować, ponieważ nazwy hodowli typowo nie są w żaden sposób rejestrowane (wyjątek wyjaśniam poniżej), ani nie stanowią oficjalnej części nazwy psa - mamy "wolną amerykankę" :wink: i każdy hodowca używa sobie takiego przydomka, jaki mu pasuje. A że używa go również ktoś inny - no cóż. To pierwsza część wytłumaczenia - ale jeszcze nie wszystko. W USA jest możliwość zarejestrowania nazwy hodowli w AKC, ale można to zrobić dopiero po wyhodowaniu znacznej liczby miotów i oczywiście wiąże się to z opłatą. Rejestracja jest ważna na 5 lat, poczym trzeba ją odnowić, znów za opłatą. Rejestracja zapobiega użyciu nazwy hodowli w nazwie jakiegokolwiek zarejestrowanego psa bez uprzedniej pisemnej zgody właściciela zarejestrowanej nazwy. Znakomita większość hodowców w USA w ogóle nie rejestruje nazw hodowli. O ile pamiętam, kilka lat temu taka rejestracja była znacznie droższa niż jest teraz i pewnie to po części spowodowało brak zainteresowania rejestracją nazwy wśród hodowców. Może teraz, gdy opłata wynosi 25 dolarów co 5 lat, więcej hodowców będzie rejestrować nazwy. Ale wymogi co do nazwy są również dosyć restrykcyjne (np. Piccadilly nie kwalifikowałoby się do rejestracji, bo jest to słowo, znajdujące się w słowniku), a większość hodowców nie uważa braku możliwości rejestracji za jakikolwiek problem. -
Dziewczyny, dziękuję za zrozumienie - tego mi brakowało. Zaczynałam już nawet myśleć, że jestem jakoś dziwna i unikalna w tym moim, jak to BeataG nazwała "buncie" i całkiem czasem zapominałam, że to ktoś inny - nie ja! - pierwszy go ubrał w słowa, a ja tylko przytaknęłam (zresztą nawet wtedy nie tylko ja!) i stąd wzięła się cała dyskusja. BeataG, z tym, że rywalizacja jest potrzebna dla rozwoju sportu również nikt się nie spiera i również nie o to chodziło w tej dyskusji.
-
A ja Ci powtarzam po raz n-ty, że mnie rywalizacja nie jest potrzebna. Ja potrafię uszanować, że Tobie jest; dlaczego nie potrafisz zrobić dla mnie tego samego? Dlaczego, zamiast pisać, że rywalizacja jest potrzebna, nie możesz napisać, że Ty jej potrzebujesz, nawet jeśli drugorzędnie? Więcej: ja wolę ten rekreacyjny sport trenować pośród ludzi, którzy również nie potrzebują rywalizacji między sobą. I mam nadzieję, że uda mi się to zrobić w Polsce, że nie tylko w USA znajdę podobnie myślące osoby. Ale może w końcu jest to różnica kulturowa - na to wskazywałaby ta dyskusja, gdzie wyraźnie nie potrafię nawet wytłumaczyć, o co mi chodzi. :niewiem: Dziś miałam długi dzień, ale może jutro postaram się dalej wyjaśnić, o co chodzi z tymi próbami w USA. P.S. To, że poziom naszych polskich "wyczynowców" jest kiepski i że być może mało trenują (bo tak naprawdę, to ja nie wiem, ile trenują, ani nawet ile trenować powinni) nie zmienia ich celu i motywacji, a gdy piszę, że wolę trenować pośród ludzi, którzy nie potrzebują rywalizacji, to właśnie różnice w celach i motywacjach mi chodzi. Ty tej różnicy być może nie odczuwasz, bo, jak pisałaś, uważasz, że rywalizacja jest potrzebna. Ale ja ją odczuwam bardzo wyraźnie.
-
Nie, to jeszcze nie całkiem to, choć widzę początki zrozumienia :wink: . Jak już pisałam, w USA również są rozmaite klasy, czyli "stopnie wtajemniczenia". Teraz muszę wyjść, co da mi okazję do zastanowienia się raz jeszcze, jak wyjaśnić różnicę... :wink:
-
No to nareszcie zaczynamy chyba mówić podobnym językiem! Dokładnie o to mi chodzi i o tym piszę od początku - PRZECZYTAJ!!! - że dla mnie rywalizacja jest zupełnie niepotrzebna, ani żeby trenować z psem, ani żeby spotykać się z innymi entuzjastami! I zamiast spotkań typu zawody dużo bardziej odpowiadają mi zloty, seminaria, czy, jak w USA, "trials" (które, jak pisałam, są możliwością przetestowania umiejętności, ale główny nacisk jest na indywidualne oceny, nie na lokaty). A tych w Polsce jest bardzo niewiele.Ty początkowo broniłaś roli rywalizacji ("Flaire, można podnosić swój poziom rywalizując z samym sobą, ale znacznie łatwiej jest to robić, gdy rywalizuje się z innymi "), a teraz piszesz, że nawet w zawodach odgrywa ona najwyżej drugorzędną rolę. Super! Czyli powolutku dochodzisz do punktu wyjściowego, tej pamiętnej i doskonałej analizy Magdy i Sagi, do której już nie raz odsyłałam, a którą pozwolę sobie znów zacytować, bo o to chodzi w całej tej dyskusji: bo Sport rekreacyjny rywalizację jak najbardziej dopuszcza, ale jej nie wymaga, podczas gdy sport wyczynowy polega na rywalizacji. Ja chcę uprawiać tylko sport rekreacyjny i zgadzam się z Magdą, że powinny to być dwie różne sprawy.
-
Żeby dalej uświadomić coponiektórych, jak serio biorę ten sport, to jeszcze powiem Wam, że jako jedna z nielicznych osób w grupach Cavano nie opuszczałam prawie nigdy treningów. Co to znaczy? Ano tyle, że nawet kiedy Misi nie było (bo była w USA), przychodziłam na treningi i biegałam z Wirtusiem (moim wirtualnym pieskiem :wink: ) lub z Monią (którą Mokka mi czasami pożyczała). Myślę, że Wirtuś szczególnie ma ogromny potencjał na zawodnika :wink: , ale przewodnika ma do chrzanu, a poza tym, jak już pisałam, mnie zawody nie specjalnie interesują... Ale może wezmę go do USA i tam będę startować w agility trials... Aaa, jeszcze jedna rzecz, o której zapomniałam napisać odnośnie agility trials. Trzykrotne zaliczenie na danym poziomie nie tylko daje psu prawo do startowania w wyższej klasie, ale również daje mu tytuł (jaki - zależy od klasy), który jest "wpisany do rodowodu". I właśnie zbieranie tych tytułów jest celem znakomitej większości osób, startujących w agility trials.
-
aga_, to mój problemik - jedną z prac, które muszę skończyć dla Cavano to obozowe finanse. Mam już pierwsze podejście, ale muszę jeszcze co najmniej raz sprawdzić zanim zacznę rozdawać pieniążki... W każdym razie, wszystkim uczestnikom oprócz Sajko i Mokki należy się skromny zwrot (a te dwie Panie muszą cosik dopłacić).Szczgóły (i kasa) już niedługo! (Oczywiście pełna księgowość będzie do wglądu wszystkich zainteresowanych uczestników).
-
BeataG, ja chyba piszę jakimś innym językiem, niż ten, który Ty czytasz. O tym, że z psem powinno się pracować nie musisz mnie, ani chyba nikogo innego w tym wątku, przekonywać! Ja z moim psem bardzo dużo pracuję na rozmaite sposoby (posłuszeństwo, praca węchowa, agility). Trenuję agility co najmniej dwa razy w tygodniu i nie zamierzam przestawać tego robić! Ale do tego, żeby na serio uprawiać sport, rywalizacja z innymi nie jest potrzebna wcale a wcale - tylko o to mi chodzi. I system amerykański agility bardzo ładnie to ilustruje, więc trzoszkę go opiszę. Wbrew temu, co pisze Sajko, amerykański agility trial to nie jest imprezka piknikowa w parku, tylko oficjalna próba pracy AKC. Ale te próby są zorganizowane tak, że to, co się liczy najbardziej, to nie (jak u nas) lokata, tylko konkretny wynik psa - liczba uzyskanych punktów. Na podstawie trzech dobrych (zaliczających) wyników na trzech różnych trials, pies przechodzi do następnej klasy umiejętnowściowej. A tych klas jest sporo, więc zawsze jest miejsce do dalszych postępów. Ale co z powyższego wynika, to że rywalizacja jest głównie z samym sobą - liczy się liczba punktów uzyskana w tej próbie, a nie lokata. I właśnie takie podejście do sportu bardzo, bardzo mi odpowiada. Ja jestem szalenie ambitna jeśli chodzi o wyniki, ale mam niemal zero ambicji jeśli chodzi o lokaty. Może podam konkretny przykład jak to działa w praktyce. Powiedzmy, że mój pies, w jakichś tam zawodach, zdobył 98 na 100 punktów. Ale tego dnia, 8 innych psów było od niego lepszych, więc na podium nie stanął. Natomiast innego dnia, mojemu psu poszło bardzo kiepsko - dostał tylko 80 punktów. Ale tak się zdarzyło, że tego drugiego dnia, innym psom poszło jeszcze gorzej, może te najlepsze były chore :niewiem:, więc mój pies, z tym kiepskim wynikiem, był na pierwszym miejscu! Co jest dla Was ważniejsze, ten doskonały wynik 98 punktów, czy ta pierwsza lokata z kiepskim wynikiem? Dla mnie, zdecydowanie większym powodem do dumy jest te 98 punktów. I na tej podstawie opiera się amerykański system. Te 80 punktów, nb, nie jest dostatecznie dużo na zaliczenie, więc w tym konkretnym przykładzie, lokata byłaby zupełnie bez znaczenia. Ale nawet jeśli zmienimy powyższy przykład ciutkę - z tego kiepskiego niezaliczającego wyniku zrobimy ledwo-ledwo zaliczające 85 punktów (i ciągle pierwszą lokatę), to i tak ja zawsze wolę 98 punktów na 9 miejscu niż 85 punktów na pierwszym. I ręczę, że każda osoba uprawiająca ten sport rekreacyjnie w USA myśli tak samo. BeataG, nie musisz mnie przekonywać, że pies potrzebuje pracować - ja potrzeby ruchu i pracy mojego psa wypełniam na rozmaite sposoby i niektórzy twierdzą, że pracuję z nią zbyt wiele, bo ponad 10 godzin w każdy weekend, plus oczywiście jeszcze trochę w ciągu tygodnia. (Spacerów w tym nie liczę, bo to zabawa, a nie praca - ale spacery oczywiście również jej zapewniam). Ale wszystko to jest dla mnie sportem rekreacyjnym - co to ma wspólnego z rywalizacją czy sportem wyczynowym? NIC! Rywalizacja o lokaty nie jest mojemu psu do czegokolwiek potrzebna - co sama zresztą zauważyłaś. A tylko o to - sport wyczynowy vs rekreacyjny i związaną z nimi rywalizację - w tym wątku chodzi - spójrz wstecz na doskonały komentarz Magdy i Sagi, który, cytowany przeze mnie, rozpoczął tę dyskusję.
-
A tymczasem muszę iść spać, bo wstaję o 6 rano aby zaspokoić potrzeby mojego psa z dziedziny tropienia :wink: . Dobranocki Wam i życzę samych sukcesów, cokolwiek to dla Was osobiście znaczy. :wink:
-
A gdzie ja napisałam, że macie??? :o Spytałam, czy uważasz, że mój pies ma potrzebę wygrywania z innymi psami, bo napisałaś, że nie biorę pod uwagę potrzeb psa. O co Ci w tym chodziło? Jakich potrzeb nie biorę pod uwagę??? Bo ja zupełnie tego nie rozumiem.
-
Popieram rywalizację u tych moich przyjaciól, których rywalizacja bawi. Nie mam nic przeciw rywalizacji - po prostu mnie rywalizacja nie bawi. Jasne?A czego chcę? Tylko zrozumienia i szacunku, że może być ktoś, kto sport traktuje bardzo poważnie, a pomimo to, rywalizacja nie jest dla niego ważna.
-
Hmmm. Napisałaś - A jeżeli ja tej odrobiny rywalizacji nie posiadam, a sport według Ciebie tego wymaga, to co to mówi na temat mojego podejścia? Czytam i rozumiem - a Ty czytasz moje? Bo ja doskonale rozumiem, że nie nastawiasz się na wygraną. Również rozumiem, że DLA CIEBIE wygrana jest większą przyjemnością. Ale DLA MNIE ważna jest tylko najlepsza piątka, jaką potrafię uzyskać. Wygrana nie jest mi potrzebna. Wolę nie mówić za innych. Jak będą chcieli, to Ci powiedzą sami.
-
Chyba żartujesz!!! Uważasz, że mój pies ma potrzebę wygrywania z innymi psami????? :o
-
Elka, mnie się właśnie wydaje, że ja Wasze podejście jak najbardziej akceptuję i rozumiem. Czy gdziekolwiek napisałam, że rywalizacja jest niedobra? Pamiętasz, że byłam w Pęcicach i kibicowałam Wam, pomimo, że nie miałam psa? Pamiętasz, że byłam w Warszawie na Puchcrze Polski i również Wam kibicowałam? Pamiętasz, że to właśnie ja opisywałam Wasze sukcesy na topiku Cavano? Dlaczego, jak myślisz??? Właśnie dlatego, że rozumiem i szanuję Wasze podejście - i popieram Was w nim.A z Twojej strony, poparcie i zrozumienie dla mojego podejścia to cytaty typu "wolny kraj" i "nikt Cię traktorem nie ciągnie". Rzeczywiście - akceptacja całkowita. :roll: Zapewniam Cię, że stanowisko, które reprezentuję, nie jest tylko i wyłącznie moim. Nawet w Cavano są osoby, które myślą podobnie.
-
To, co jest dla mnie przykre w tej dyskusji, to że ja akceptuję Wasze podejście, jako po prostu inne od mojego. Rozumiem, że Wy chcecie się dobrze bawić z psami, ale również wygrywanie zawodów sprawia Wam przyjemność. Natomiast Wy staracie się mnie przekonać, że jeżeli ja nie chcę wygrywać zawodów, to moje podejście jest w jakiś sposób gorsze, że jeżeli naprawdę mi na tym sporcie zależy, to powinnam, tak jak Wy chcieć wygrywać. Ten brak zrozumienia mnie martwi, ale nie tracę nadziei, że jakieś bratnie dusze gdzieś znajdę. Chyba już nawet z jedną lub dwoma rozmawiałam. :wink: