W końcu mam chwilę czasu.
Dziękuję LILU za pyszną szarlotkę i herbatę z kawą.
Sabinkę niewiele widziałam, bo jest bardzo czujna i bawi się w berka, a właściwie chowanego.
Lilu mówi, że podchodzi do osób, które zna.
Na smyczy niestety nie jest uczona chodzenia za względu na brak czasu LILU.
Łańcuszkową gryzie, robi korkociągi i wije się na ziemi.
Już wiem jak wygląda jej poszkodowana łapka, bo nie mogłam sobie wyobrazić. Ona ma ją zgiętą w łokciu do przodu, jakby robiła " heil" ( sorki za porównanie).
LILU uważa, że Sabinka mogłaby iść do domu osoby na emeryturze byle nawet z małym ogródkiem.
I tu bardzo kluczowa informacja jaką usłyszałam dosłownie na odjeździe : LILU zapewni opiekę suni, gdyby miała wrócić nawet po kilku latach. Uważa, że Sabinka zasługuje na to, żeby przez kilka lat miała swojego człowieka, który będzie tylko dla niej. W razie choroby czy pobytu w szpitalu opiekunki też zapewni opiekę.
W związku z tym dobrze by było umieścić w ogłoszeniu informację o takiej możliwości. Oczywiście odpowiednio sformułowaną.
Po wjeździe na posesję dopadły nas psiaczki bardzo przyjazne, chętne do zabawy. Dobrze, że miałyśmy smaczki.