tatankas Posted October 30, 2010 Posted October 30, 2010 Aż nie chce mi się wierzyć,chciałabym usłyszeć wytłumaczenie tej fundacji,myślałam,że pies od dawna jest w domu tymczasowym,bo schronisko,przytulisko to nie dla niej,szczególnie w takim stanie. Powinniście oddać jej tego psa:angryy::angryy::angryy::angryy::angryy::angryy::angryy::angryy::angryy::angryy::angryy: Quote
Agnezia Posted October 30, 2010 Posted October 30, 2010 Na wątku wyraźnie jest napisane, że sunia przebywa w przytulisku wiec nie wiem skąd to zaskoczenie. Ale według mnie jeśli jest chętny ds to do suni uśmiecha się szczęście, mam nadzieję, że zaszło jakieś nieporozumienie i Sonia resztę swojego życia spędzi w kochającym ds :) Quote
tatankas Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Cytat z pierwszej strony,między wierszami:"Sonia rozpaczliwie potrzebuje domu tymczasowego. Nie chcemy, by po opuszczeniu kliniki trafiła do hotelu." Tytuł wątku: "Fundacja Boksery w Potrzebie- Sonia ze straszliwymi ranami już pod naszą opieką..." Te dwa zdania są bardzo mylące.Przeważnie patrzymy na pierwszy post w szczególności,no i na tytuł wątku. Quote
Kapsel Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Dzwoniłam do Hani. Hania napisze w tej sprawie i wyjaśni całą sytuację. Quote
Hania&Andrzej Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Postaram się odpowiedzieć nad wyraz grzecznie. Przytulisko u Wandy: Sonia pojechała tam, bo tam miała mieć opiekę paliatywną, ktokolwiek zna Wandę to wie, że najlepszą z możliwych mimo że to jest cytuję „przytulisko, a nie kochający dom”. Tam zaczęliśmy walkę o Sonię, my, wet, a zwłaszcza Wanda. Sonia dostaje chemię, początkowo dawkowanie bodaj raz na 2 tygodnie, potem, jak wyniki morfologi dobiły do normy, chemia została zmieniona i obecnie dostaje raz na dwa dni. Plus leki wspomagające i antybiotyki. Guzy w dalszym ciągu ciekną; to chłonka, rozpadająca się tkanka, nie wiem co jeszcze, ale stanu ropnego nie ma. Są zasypywane co 2-3 godziny talkiem z środkiem bakteriobójczym, początkowo była to penicylina, obecnie bodajże rimadyl. Żeby nie rozwalać żołądka, to co tylko można, jest podawane Soni w zastrzyku, psiak wodzi rozkochanym wzrokiem za Wandą, ale kikutek przestaje już chodzić jak widzi w jej ręku strzykawkę… Od Soni zapachu nie czuć, ale w zamkniętym pomieszczeniu, pomimo wietrzenia unosi się bardzo ostry zapach wydzielany przez rozpadające się guzy. Psy w przytulisku są w kojcach zewnętrznych, tylko stare i chore w baraku, albo gdziekolwiek gdzie jest ciepło. Sonia ma wyłącznie dla siebie pomieszczenie biurowe, bo tam jest ciągły kontakt z człowiekiem, ma przy grzejniku swój kosz z posłaniem i codziennie zmienianymi prześcieradłami, bo jak wyżej, guzy „ciekną”. Zaczyna pokazywać czasami ząbki na inne psy, czyli czuje się i lepiej i bezpieczniej … U „swojego weterynarza” w lecznicy w Kwilczu, 35 km od Przyborówka, jest raz w tygodniu, przyjeżdża on również do przytuliska.Rokowania w dalszym ciągu ostrożne, ale najważniejsze że Sonia czuje się dobrze, apetyt wilczy,kontaktowość wspaniała, biega coraz wiecej :-) I takie informacje w dwóch długich rozmowach dostała pani Agnieszka która wielu rzeczy w dalszym ciągu nie rozumie. Ona chciała WZIĄĆ psa tak od ręki; dzwoniła w czwartek, w piątek miała być w Poznaniu u cioci i chciała ot tak sobie z marszu zaadoptować psa…. Ja bardzo cenie wielkie serce, cokolwiek mniej brak wyobraźni, absolutnie nie toleruję infantylności. W drugiej rozmowie ustalilyśmy że: - Sonia jest do adopcji PO ZAKOŃCZENIU PODSTAWOWEGO LECZENIA, czyli po chemioterapii i po usunięciu tego paskudztwa z łapy, o ile się to uda. - Sonia jest do oddania do adopcji PO UPRZEDDNIEJ WIZYCIE PRZEDADOPCYJNEJ i zaakceptowaniu domu. Zdziwiło to panią bardzo… - prosiłam panią o pozostaniu w kontakcie, wysłałam SMSem swojego maila, by ten kontakt był maksymalnie pełen. I nic, cisza… I mam kilka pytań; - jak pani sobie wyobrażała trzymanie takiego psa w mieszkaniu gdzie ma pani swojego psa i psa siostry? Chodzi tutaj o wyidealizowaną wizję dobroczynności czy o komfort psychiczny tak chorego psa? - czy pani w końcu uczciwie przeczytała wątek Soni na forum, do czego panią tak namawiałam, czy też w dalszym ciągu bazuje pani na informacji ze strony głównej? Rzeczywiście, ma pani rację, powinna być ona uaktualniona. - miała być pani w Poznaniu, umawiałyśmy się że pojedziemy razem do Przyborówka. Chce się pani dalej tam wybrać ze mną by zobaczyć psa w którym się pani rzekomo zakochała, czy już nie warto, bo nie dają pani psa od ręki, tak jak pani tego chciała? Nagle chęć wyjazdu do Przyborówka prysła… - czy faktycznie warto u pani robić wizytę przedadopcyjną skoro pani pała takim oburzeniem ? Pani tak chciała, a fundacja stawia warunki… - czy pani choć RAZ zapytała się jak się czuje Sonia, jakie są rokowania, co jej potrzeba? - czy pani rzucając finansowe insynuacje jest li tylko osobą nieodpowiedzialną, czy coś jeszcze bardziej szwankuje? Jeżeli pani myśli, że pobyt i ratowanie Soni w klinice, a była tam 13 dni, wynosił tylko 100 złotych dziennie, to jest pani w delikatnie mówiąc błędzie. Jeżeli pani myśli że obecne leczenie Soni, bez żadnej gwarancji na jej uratowanie, to tylko równowartość miesiąca wczasów w Egipcie, to też jest pani w błędzie. I też delikatnie mówiąc. Zrobimy wszystko dla tego psa bez względu na koszta. I na tego typu insynuacje. Miało być diabelnie grzecznie i było, złóżmy to na karb tego, że i swoich studentów traktuję na z pełną rewerencją. Nawet tych gadających od rzeczy... Natomiast patrząc na pani podmiotowy stosunek do Soni, ja nie wydałabym jej pani. Dla dobra psa. Quote
Anastazja2009 Posted October 31, 2010 Posted October 31, 2010 Witam, chciałabym odpowiedzieć na Pani pytania - jak pani sobie wyobrażała trzymanie takiego psa w mieszkaniu gdzie ma pani swojego psa i psa siostry? Chodzi tutaj o wyidealizowaną wizję dobroczynności czy o komfort psychiczny tak chorego psa? odp: mam dwa psy które dziele z siostra wiec Sonia byłaby u mnie na początku tylko ona - czy pani w końcu uczciwie przeczytała wątek Soni na forum, do czego panią tak namawiałam, czy też w dalszym ciągu bazuje pani na informacji ze strony głównej? Rzeczywiście, ma pani rację, powinna być ona uaktualniona. Tak przeczytałam. Po drugie sledze ja na forum. miała zostać uaktualniona po moim telefonie. - miała być pani w Poznaniu, umawiałyśmy się że pojedziemy razem do Przyborówka. Chce się pani dalej tam wybrać ze mną by zobaczyć psa w którym się pani rzekomo zakochała, czy już nie warto, bo nie dają pani psa od ręki, tak jak pani tego chciała? Nagle chęć wyjazdu do Przyborówka prysła… Mówiłam Pani jak wygląda mój wyjazd miałam poważny zabieg. I prosze nie oceniac ze zakochałam się w Soni rzekomo. - czy faktycznie warto u pani robić wizytę przedadopcyjną skoro pani pała takim oburzeniem ? Pani tak chciała, a fundacja stawia warunki… A po co miała się odbyć wizyta przedadopcyjna skoro już zostały zadane pytania od Państwa "czy nie chce innego psa?" Wiem jak wygląda adopcja. - czy pani choć RAZ zapytała się jak się czuje Sonia, jakie są rokowania, co jej potrzeba? jw. poza tym wszystko jest opisane tutaj na forum. Miały się odezwać do mnie osoby żeby zobaczyć mieszkanie i porozmawiać.Czekałam na telefon - czy pani rzucając finansowe insynuacje jest li tylko osobą nieodpowiedzialną, czy coś jeszcze bardziej szwankuje? Jeżeli pani myśli, że pobyt i ratowanie Soni w klinice, a była tam 13 dni, wynosił tylko 100 złotych dziennie, to jest pani w delikatnie mówiąc błędzie. Jeżeli pani myśli że obecne leczenie Soni, bez żadnej gwarancji na jej uratowanie, to tylko równowartość miesiąca wczasów w Egipcie, to też jest pani w błędzie. I też delikatnie mówiąc. Zrobimy wszystko dla tego psa bez względu na koszta. I na tego typu insynuacje. Nie nie szwankuje.I raczej to nie są insynuacje :) Wie Pani co szkoda mi tylko Soni.. Bo jeżeli uważa ktoś,że psu jest lepiej w przytulisku niż w domu to jemu coś szwankuje. Ciekawe czemu żadnej osobie nie chcecie jej dać doszły mnie słuchy,że nie byłam pierwszą osobą która ją chciała. Więc jeżeli ja jestem nie kompetentna to reszta ludzi także?! Rozumiem leczenie,ale pies by był u mnie leczony.Sonia miałaby już dom, ale przez tak "odpowiedzialną" fundacje pies jest ciągle sam... Quote
Kapsel Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 Sonia dziś odeszła za TM Żegnaj malutka :-(:-(:-( Nigdy Cię nie zapomnimy :-(:-(:-( Quote
giemonia Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 soniu skarbie.. biegaj szczęśliwa... [*] [*] [*] Quote
lusia99 Posted November 2, 2010 Posted November 2, 2010 ['] ['] ['] ......... Będziemy Cię pamiętać ........... Quote
Anastazja2009 Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 [*] tak chciałam żebyś była ze mną malutka... Quote
Hania&Andrzej Posted November 3, 2010 Posted November 3, 2010 Uwierzyliśmy chyba tak trochę w nasze marzenie... Sonia pozwoliła nam na to, bo walczyła, bo była tak dzielna, tak kochana. Oszukałaś nas maleńka... .... [FONT=Arial][FONT=Verdana]Byłam z nią blisko, każdego dnia w klinice i potem co tydzień u Wandy - w miejscu, które stało się dla Soni ostatnim, ale jakże prawdziwym domem. Tam dostała to co najcenniejsze – miłość, ciepło, opiekę… I mając to wszystko stwierdziła, że może odejść godnie i w spokoju. To była dzielna psia baba; z jaką niesamowitą siłą i determinacją wepchnęła mi się do samochodu jak jechałyśmy z kliniki do Przyborówka … . Z jaką dumą jechała na tylnym siedzeniu. I taką ciebie maleńka chcę zapamiętać... Wiem, szelmowsko patrzysz na nas z góry , biegaj tam szczęśliwa Słoneczko...[/FONT][/FONT] Quote
Weronia Posted September 2, 2011 Posted September 2, 2011 [SIZE="3"]Już działa nowa strona Przytulisk u Wandy. Jesteśmy na etapie dodawania zwierząt do adopcji. Zapraszam do pomocy bezdomniakom z Przyborówka w z Ruśca!!! [SIZE="4"]www.przytuliskauwandy.pl Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.