Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

mmd napisał(a):
Dopiero dziś zauważyłam... sama jestem jak uderzona obuchem... jeszcze u Lakusia pisałaś, a teraz przeżywasz to samo :( Też spadło jak grom, tak źle to czytać... To jakiś totalny koszmar, wczoraj ratowaliśmy psa sąsiadki, nie udało się.
I jeszcze lika1771 :(

Już brak łez na to wszystko, brak sił


tak dokłądnie-brak łeż , brak sił. Wczoraj mój Tomek powiedział, ze takiej Ciamby( tak ją nazywaliśmy czasem) już na pewno nie będzie -ona była przecudna, przezabawna, przesłodka

  • Replies 86
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Zofijko przyjmij moje wyrazy wielkiego współczucia,musisz byc teraz dzielna i pomóc Sambusi przejsc na ta lepsza strone życia...trzymaj sie ...
[*]DLA CIEBIE SAMBO...

Posted

lika1771 napisał(a):
Cioteczki jak myslicie,czy sa podobne psiaki nie chodzi o wyglad,ale charakter czy ja jeszcze bede miała moja sunie?


Podaj mi swój telefon powiem Ci coś na temat Melci i Szotki

Posted

lika1771 napisał(a):
Cioteczki jak myslicie,czy sa podobne psiaki nie chodzi o wyglad,ale charakter czy ja jeszcze bede miała moja sunie?


Nie umiem odpowiedzieć na to precyzyjnie, bo nikt z nas nie może tam zajrzeć, jak również nikt stamtąd nie wrócił, aby powiedzieć, jak tam jest.
Ale Bonusia miała bardzo wiele cech Foczuni i nieraz miałam wrażenie, że poprzez Bonusię patrzy na mnie Foczunia .... która odeszła przeszło 10 lat temu .....
Myślę, że Foczunia była zawsze blisko nas, i wiem na pewno, że w takich chwilach zwierzęta porozumiewają się między sobą bez barier pomiędzy dwoma światami.
I z cała pewnością ze sobą nie konkurują - są lepsze od nas .....
One wszystkie są zawsze blisko ludzi, których kochają i którzy je pokochali, i chyba z tego bierze się to oddziaływanie cech i charakteru .....

Posted

Zofija napisał(a):
tak dokłądnie-brak łeż , brak sił. Wczoraj mój Tomek powiedział, ze takiej Ciamby( tak ją nazywaliśmy czasem) już na pewno nie będzie -ona była przecudna, przezabawna, przesłodka


lika1771 napisał(a):
Cioteczki jak myslicie,czy sa podobne psiaki nie chodzi o wyglad,ale charakter czy ja jeszcze bede miała moja sunie?


Ja Wam odpowiem tak: kiedy rok temu odszedł mój drugi pies, od jednej z dogomaniaczek dostałam wiersz na pociechę. I napisała mi, że tak bedzie - że w nowym psie będzie trochę z jednego, trochę z drugiego. Nie szukałam podobnego do żadnego z nich, po prostu trochę przypadkiem i trochę wbrew sobie (bo chciałam starszego psa) przygarnęłam dziecko wyrzuconej na bruk ciężarnej jamniczki. Minął rok, Kelbi ma 13 miesięcy. I wiecie co - widzę w nim rzytulaśność Axla i mądrość Kłopota. Po śmierci Lakusia ciągle płaczę, a to diabelstwo na codzień rozbrykane, siada grzecznie i wylizuje mi łzy, a kiedy mówię, że jest mi źle i nie bedziemy się bawić - kładzie się koło mnie i trzyma pyszczek na mojej twarzy albo na piersi. Nie szukam w nim podobieństwa, nie porównuję, po prostu patrzę na niego i wiem, że mam po co żyć, że choć kocham moje zmarłe psiaki, że choć czasem mnie aż dusi z bólu - jest on - Kelbi, który mnie kocha i rozumie.


A to ten wiersz:
[FONT=Verdana][FONT=Arial]Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i-przestań
nim słonce wzejdzie ,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie patrz w górę ,
patrz nisko
i-może wystarczy zawołać
on może być już tu blisko...

A jeśli ktoś mi zarzuci,
że świat widzę w krzywym lusterku,
to ja powtórzę :
on wróci !
choć może i w innym futerku... [/FONT][/FONT]

Posted

A tu jeszcze wklejam Wam bardzo mądrą wypowiedx psychologa (bo link może wciąć) z http://www.psychologia.net.pl/porady.php?level=45



Witam,
mam problem, dzisiaj rano umarł mój pies na stole operacyjnym, To ja go tam zaniosłam. Tak się bardzo bala iść. Podał jej narkozę. A ja na to patrzyłam. Widziałam jak zasypia, nie może się poruszać. Już wtedy czułam ze to jest koniec, że żegnam się ze swoja Megusią. Z drugiej strony wiem, że jeżeli nie poddałabym jej operacji umarłaby jutro lub pojutrze. Dwie noce nie przespałam, ostatnią leżała ze mną w łóżku z otwartymi oczami. Nie mogła chyba spać. Wiem, że cierpiała. Ale to ja zaprowadziłam ją do weterynarza.

Nie mogę sobie tego przebaczyć. Czuje się jak morderca. Tata pojechał po jej ciało. Ja nie mogłam. Ale odchodziła na moich rękach... Nie wiem, co mam robić, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Po 16 latach razem. Była dla nas czyś więcej niz. psem. To ona jednoczyła nasza rodzinę. Najgorsze jest to, że nikt mi nie współczuje. Tylko na forum. Ale to jest takie powierzchowne. Tylko rodzina do mnie zadzwoniła. Nie mam żadnych przyjaciół. Nie wiem, co robić. Ona umarła. Nie mogę, po prostu czuje się jak morderca.

Proszę polecić mi jakieś leki antydepresyjne, czy jakieś takie. Usypiające nie działają nawet w nadmiarze. Jak mam teraz żyć? To życie nie ma sensu. Nie mogę tez zaopiekować się nowym zwierzakiem. Tak się źle czuje. Proszę o pomoc.

odpowiada Ela Kalinowska, psycholog
Witam,

to, co Pani przeżywa jest naturalną reakcją na stratę - smutek, poczucie winy, poczucie, że życie straciło sens, ze pojawiła się w życiu "czarna dziura", której już nic nie zapełni... Człowiek jest już tak "skonstruowany", że przeżywa boleśnie rozstanie z czymś/kimś, kto był ważny, z kim wcześniej nawiązał bliską więź emocjonalną.

Jest rzeczą uznaną społecznie, że nosimy żałobę po osobach, które odeszły. Żałoba jest wyrazem właśnie przeżyć związanych ze stratą - smutku, rozpaczy. Jest też przyjęte, ze ten stan po stracie bliskiej osoby trwa dość długo (ok. roku). To też pokazuje, ze straty nie da się przeżyć szybko, że potrzeba czasu na zaakceptowanie i pogodzenie się nią. Gdy umiera zwierzę, nie nosimy żałoby, nie jest to uznane w społecznym zwyczaju, ale uczucia związane ze stratą mogą być podobne.

To zupełnie naturalne, że między Panią a Pani psem wywiązała się więź emocjonalna. Często tak się dzieje, ze zwierzę staje się jeszcze jednym domownikiem, kimś, kto należy do rodziny. Zresztą takie przywiązanie człowieka do psa i psa do człowieka bardzo służy obu stronom. To jest dobra i ważna więź. Ale jak w przypadku każdej więzi boli, gdy trzeba się rozstać. A rozstać się trzeba, zwierzęta domowe żyją zazwyczaj krócej niż ludzie. Dla psa 16 lat to dużo. Można powiedzieć, ze ten pies dożył późnej starości i pewnie był na swój psi sposób szczęśliwy, bo miał czułą i troskliwą opiekę do końca.

Pisze Pani, że stan psa był taki, ze śmierci należało się spodziewać w ciągu najbliższych dni, choć próbowała mu Pani pomóc i w tej sytuacji. Poszliście do weterynarza "na operację", a nie na uśpienie.

Wygląda to tak, że na tamten moment, kiedy Pani się na to decydowała, był cień nadziei, ze ta operacja coś może zmienić na lepsze. Nie mogła mieć Pani pewności, że pies umrze, mogła Pani podejrzewać, że tak się stanie, ale żeby mieć pewność, trzeba by znać przyszłość.

Czucie się jak "morderca" jest częścią przeżywania straty, jest takim "niepogodzeniem" się ze stratą, a nie reakcją na to, co rzeczywiście Pani zrobiła. W rzeczywistości Pani ratowała swojego psa, ale ratowała go Pani w sytuacji, gdy ratować go już się nie dało.

To, że ukochany pies umierał na Pani rękach może być dodatkowo obciążające. Czasem łatwiej poradzić sobie z zalewającymi uczuciami, jak się nie jest świadkiem śmierci. Jak się jest o tego umierania jakoś zdystansowanym

Była Pani przy tym, więc może łatwo uruchamiać się myślenie typu "mogłam coś zrobić"; "mogłam jakoś zapobiec", ale tak naprawdę nie mogła Pani, bo jeśli byłaby taka możliwość, pewnie by Pani z niej skorzystała.

Gdy dokonujemy wyborów, wybieramy w danej sytuacji możliwość dla nas najlepszą, przy czym do oceny tego, co jest najlepsze używamy dostępnej nam wiedzy. Czasem po fakcie okazuje się, że może coś innego byłoby lepsze, ale wtedy jesteśmy już w innej sytuacji i dysponujemy zupełnie inną wiedzą np. poszerzoną o informacje o skutkach takiego a nie innego, naszego działania.

Ludzie często zarzucają sobie, ze zrobili coś źle, uznają coś za błędy opierając się o tę dodatkową wiedzę wynikającą z doświadczenia i łatwo zapominają, że w momencie decyzji tego doświadczenia jeszcze nie było.

Pies odszedł i jest to strata, którą trzeba przeżyć, przeboleć, przepłakać na to potrzeba czasu. Z czasem emocje te uspokoją się i będzie Pani mogła spokojnie spać. Teraz jednak jest czas na przepłakanie starty i raczej nie trzeba od siebie wymagać "pełnej sprawności" ani radości.

Jeśli uważa Pani, że emocje, jakie Pani przeżywa są tak wielkie, ze uniemożliwiają Pani normalne życie, np. nie pozwalają pracować czy uczyć się, nie może Pani ani spać, ani jeść, ani zadbać o siebie, wskazana byłaby konsultacja z lekarzem psychiatrą, aby ocenił czy i jakie leki mogłaby Pani zacząć brać, aby móc lepiej sobie radzić z tym, co Pani przeżywa.

Warto przy tym pamiętać, że funkcją tych leków nie jest zupełne zagłuszenie emocji, jakie są w Pani, bo zagłuszanie przeżywania prowadzi tylko do utrwalenia tego stanu. Dlatego zupełnie niewskazane byłoby radzenie sobie za pomocą alkoholu lub dużych dawek leków branych bez konsultacji z lekarzem - tak może Pani sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc.

Jeśli Pani się wybierze do lekarza, dobrze żeby to był specjalista psychiatra, a nie lekarz rodzinny, ponieważ dobranie właściwego rodzaju i dawki leków jest rzeczą trudną i specjalista jest do tego lepiej przygotowany.

Jeśli rozmowa na forum internetowym była dla Pani pomocna, to warto dalej korzystać z tej formy pomagania sobie. Pewnie najlepiej byłoby, gdyby to było forum związane z jakimś portalem dla osób kochających psy czy hodujących zwierzęta domowe. Na pewno w takim gronie znajdzie Pani osoby, które przeżyły śmierć swojego czworonożnego przyjaciela i będą rozumiały Pani emocje.

Posted

Moja sunia tez umierała mi na rekach,leciałam do weta jak szalona jeszcze Ja reanimował ale było za pozno............. czuje to samo co ta Pani.Wiecie ja w tym roku pochowałam trzy psy wszystkie kochałam,ale Ona była mi najblizsza tak ciezko zyc

Posted

lika1771 napisał(a):
Moja sunia tez umierała mi na rekach,leciałam do weta jak szalona jeszcze Ja reanimował ale było za pozno............. czuje to samo co ta Pani.Wiecie ja w tym roku pochowałam trzy psy wszystkie kochałam,ale Ona była mi najblizsza tak ciezko zyc


To tak jak Lucky, też Ania wiozła go do weta, też reanimacja, też umarł na jej rękach. Znasz przecież wątek Lakusia - odszedł dzień wcześniej 9 czerwca ok. 20.30. Tylko miał 5 lat, to tak niewiele :( Chociaż pies stary czy młody - boli tak samo, nawet jak się spodziewasz... może tylko szok mniejszy

Posted

Dwa lata temu umarla po operacji moja ukochana Lora. Czułam sie tak, jak osoba,która napisała te prośbe o pomoc. Poszłam do lekarza z prośbe o leki, gdyz nie potrafilam normalnie funkcjonowac. Trzeba przyznac, ze leki zostaly mi przepisane,. ale nie zapomne wzroku tej pani doktor, kiedy powiedziałam, ze umarł mi pies...
Po miesiącu adoptowalam moja obecną sunię. Trochę miała byc moja terapeutką, troche wypełnic pustke , po stracie Lory. Z czasem pokochalam ją, bo byla biedna, zagubiona i wystraszona i bardzo mnie potrzebowala. Ale mineło wiele miesięcy zanim wróciłam do równowagi, a Janke kocham za to, ze po prostu JEST.

Posted

lika1771 napisał(a):
Chyba nie czytałam,jezeli mozesz podaj mi watek tyle cudownych psiaczkow odeszło w tym roku.Wiersz przepiekny

Zadzwonię do Ciebie popołudniu-na razie jestem w pracy

Posted

Dziękuję Wam za to, ze piszecie bo nikt mnie tak nie zrozumie jak Wy. Czytając to jest mi trochę łatwiej, ze nie tylko ja tak cierpię, ze są ludzie, którzy rozumieją moje cierpienie.

Posted

mmd napisał(a):
ja wam odpowiem tak: Kiedy rok temu odszedł mój drugi pies, od jednej z dogomaniaczek dostałam wiersz na pociechę. I napisała mi, że tak bedzie - że w nowym psie będzie trochę z jednego, trochę z drugiego. Nie szukałam podobnego do żadnego z nich, po prostu trochę przypadkiem i trochę wbrew sobie (bo chciałam starszego psa) przygarnęłam dziecko wyrzuconej na bruk ciężarnej jamniczki. Minął rok, kelbi ma 13 miesięcy. I wiecie co - widzę w nim rzytulaśność axla i mądrość kłopota. Po śmierci lakusia ciągle płaczę, a to diabelstwo na codzień rozbrykane, siada grzecznie i wylizuje mi łzy, a kiedy mówię, że jest mi źle i nie bedziemy się bawić - kładzie się koło mnie i trzyma pyszczek na mojej twarzy albo na piersi. Nie szukam w nim podobieństwa, nie porównuję, po prostu patrzę na niego i wiem, że mam po co żyć, że choć kocham moje zmarłe psiaki, że choć czasem mnie aż dusi z bólu - jest on - kelbi, który mnie kocha i rozumie.


A to ten wiersz:
[font=verdana][font=arial]zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i-przestań
nim słonce wzejdzie ,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie patrz w górę ,
patrz nisko
i-może wystarczy zawołać
on może być już tu blisko...

A jeśli ktoś mi zarzuci,
że świat widzę w krzywym lusterku,
to ja powtórzę :
On wróci !
Choć może i w innym futerku... [/font][/font]


piękny- dziękuję!!!!!

Posted

Bardzo piękne słowa Dziewczyny ....... za które i ja bardzo dziękuję, bo i mnie pomogły .....
Zosi na pewno pomogą .......
Zosiu, nie jesteś sama, nikt z nas nie jest sam ......
Nie ma różnicy pomiędzy miłością do człowieka a miłością do zwierzęcia bo decydujący dla oceny jest rodzaj uczucia a nie jego obiekt ..... a że wielu tego nie rozumie - nie tylko tego .......
To nas ubogaca i tego nikt nam nie odbierze

  • 2 weeks later...
Posted

[quote name='ewa36']Sambuniu, czuwaj z góry nad swoją Pania .....[/QUOTE]

Mysle, ze bedzie czuwac nad Pania , bo wie, ze zrobiłas Zosiu ,dla niej ,wszystko co mozliwe.

Posted

Wiesz bela51 dowiedziałam się, ze Samba miałą więcej lat z 8/9. Pewnie mi powiedzieli, ze ma rok jak ją wziełąm, zebym ją wziełą. A ja i tak bym ją wziełą. Teraz już rozumiem czemu ona tak długo miała depreche. 3-4 lata spędziła z ludźmi, którzy ją na końcu wyrzucili jak śmiecia........... Ona była niesamowicie uczuciowa i wrażliwa

Posted

rozpamiętuje, czy wystarczająco dla niej dużo zrobiłam, zcy na pewno byłąm dobrą Panią, czy zrobiłam wszystko, zeby ja uratować...........................Kurcze, na prawdę- dziwny jest ten świat.............

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...