Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted
A to jest Pan Komendant Wielkopolskiej Policji. Tomasz Olczyk się nazywa i jest nadinspektorem. Wrzucam tu jego zdjęcie, bo według teorii sześciu stopni do każdego na świecie można dotrzeć poprzez sześć kolejnych osób. A gość siedzi gdzieś w Poznaniu, więc może wystarczą z dwa stopnie, półtora nawet. Poza tym nikt nie lubi widzieć swojej facjaty w Internecie, w negatywnym kontekście. Może zwróci to jego uwagę.

To co dzieje się od pewnego czasu w Wielkopolsce to jest jakiś ponury żart. Całe lata obserwuję jak działają te krzywe akcje z zabieraniem ludziom zwierząt i niewiele potrafi mnie zaskoczyć, ale i tak zagotowałem się trochę. Bo obejrzałem nagranie jak policjanci z Pobiedzisk pomagają ukraść ludziom starego psa. I słowa "ukraść" używam tutaj z premedytacją. Bo to była legalna kradzież a nie żadna "interwencja".

Jestem też prawie pewien, że gdyby to nagranie trafiło do sieci, to ktoś tam "na górze" jednak powiedziałby kilka słów tym dołowym funkcjonariuszom. Że nie powinni wyłączać mózgu na widok 24-letniej aktywistki. Że wcale nie muszą wykonywać jej poleceń a bezrefleksyjne słuchanie każdego, kto nazwie się "obrońcą zwierząt" może czasem doprowadzać do krzywdy tych zwierząt.

Poniżej trzy historie, sam nie wiem która gorsza.

---

1. Pod dom właścicieli Morusa podjeżdża patrol policji oraz dwoje młodych aktywistów. Właściciel Morusa jeszcze zza bramy informuje, że nie życzy sobie na swojej posesji żadnych domorosłych "inspektorów". Czego chyba nie zarejestrował w głowie, to że jeszcze przed bramą policjant mówi "to tutaj trzeba tego pieska odebrać". Zanim go zobaczył, zanim ktokolwiek go zobaczył.

Właściciel psa zgadza się na wejście policjantów na swój teren, ale ci od razu wpuszczają aktywistów. Policjant uspokaja, że on wszystkiego pilnuje. Ale chwilę później już oświadcza, że on się na zwierzętach nie zna a "ci ludzie na pewno są przeszkoleni". Aktywiści przeprowadzają badanie psa- trwa ono, dosłownie, poniżej 10 sekund.

Po kilkunastu minutach dyskusji oświadczają, że psa zabiorą, bo nie ma wody w misce. A chwilę wcześniej, zarówno aktywiści, jak i policjanci, widzieli wodę w misce. Została im ona pokazana palcem. Właściciel, wyraźnie wkurzony, ironizował: "myślicie, że to ja z tych misek wpie*dalam?".

Dzisiaj już zapadła decyzja odmawiająca odebrania Morusa właścicielom, ale nie wiadomo gdzie przebywa. Aktywiści nie chcą go zwrócić. Policjanci z Pobiedzisk umywają ręce.

2. Młoda dziewczyna musiała uciekać z domu, bo padła ofiarą przemocy domowej. Zabrała ze sobą dzieci, ale psa- suczki o imieniu Luna- nie dała już rady. Jej partnerowi postawiono zarzuty znęcania nad rodziną a on sam udał się na odwyk, choć ponoć tylko po to, żeby zdobyć okoliczność łagodzącą przed odsiadką. Nie pierwszą zresztą.

Do psa przyjeżdżała kiedy mogła. Prosiła też ludzi, żeby wpadli do niego choćby na chwilę, zabrać na spacer. Z pomocą lokalnej organizacji znalazła psu nowy dom, ale na dwa dni przed tym pies został skradziony przez znajomych jej partnera. Przy okazji próbowano rozkręcić nagonkę na nią, że pies w złych warunkach przebywał.

Dziewczyna udała się pod adres przebywania psa, jako pełnoprawna właścicielka, wezwała policję z Poznania. Ale niezbyt trzeźwe towarzystwo okazało "dokument" z nazwiskiem G. Bielawskiego- wielokrotnie skazywanego za kradzieże zwierząt oszusta. I policja odmówiła pomocy w odzyskaniu zwierzęcia

Po wyjściu policji ludzie przetrzymujący psa nagrali dziewczynie serię wiadomości głosowych, gdzie słowo kurtyzana odmieniane jest przez wszystkie przypadki a oni sami drwią z niej, że policja jej nie pomogła.

3. Kolejna sytuacja miała miejsce w Swarzędzu. To tam do właścicieli 14-letniej suki o imieniu Kawa przyjechali aktywiści z policją. Że niby suka za chuda i pewnie głodzona. Tylko w tej historii był zwrot akcji w postaci nawiązania kontaktu z policją przez lekarza weterynarii, który psem się od dawna opiekuje.

W państwie, który nie jest z mokrej tektury, opinia lekarza- przedstawiciela zawodu zaufania publicznego- byłaby więcej warta niż opinia 24-letniej samozwańczej aktywistki. Przynajmniej dla policjanta, który jest przecież funkcjonariuszem publicznym. Ale w Wielkopolsce oni zdają się być zakodowani na rzecz służenia każdemu, kto ma "fundacja" w nazwie.

Aktywiści psa zabrali, niby tylko na badania. Czternaście lat spędzonych z rodziną zostało w kilka minut przerwane a pies wywieziony w nieznanym kierunku. Obecnie policja nie wie gdzie pies przebywa, bo to już nie ich sprawa. Właścicielce psa pozostało pisanie komentarzy w Internecie. A za każdy płaciła 1 zł, bo tylko na stronie pomagam pl, gdzie zbierane są pieniądze dla jej psa, mogła to zrobić.

Teraz będzie można przerzucać się zawiadomieniami i zażaleniami, bo papier wszystko przyjmie. Tylko Kawa chodzi po tym świecie już dłużej, niż psy jej wielkości w ogóle żyją. Podobnie zresztą Morus- jego właściciel powinien dawać rady jak utrzymać psa w tak dobrej kondycji aż do tak podeszłego wieku.

---

Jakiś czas temu aby obronić się przed kradzieżą zwierzęcia należało nie wpuszczać do domu aktywistów. Nie bez powodu niektórzy z nich zmienili modus operandi i zaczęli włamywać się po zmroku na czyjeś posesje. Można było zaprosić policjanta, pokazać mu jak pies mieszka i czuje się, przedstawić dokumenty, i to załatwiało sprawę.

A dzisiaj coś się zmieniło, przynajmniej w Wielkopolsce. Ludzie bez żadnych uprawnień kontrolnych, bez żadnej wiedzy fachowej a co gorsza bez dobrych intencji są pod rygorem użycia środków przymusu bezpośredniego wprowadzani zwyczajnym ludziom na posesje. Przez policjantów.

Jak się przed tym bronić? Nie wiem. Może policji też już nie wolno wpuszczać. Przynajmniej w promieniu do 100 km od Poznania.

Byłoby miło, gdyby Pan ze zdjęcia przekazał swoim podwładnym, że pomaganie w kradzieżach to jakby niekoniecznie ich zakres obowiązków. W przeciwieństwie do udzielania pomocy w odzyskiwaniu skradzionych zwierząt.

Ciąg dalszy nastąpi. Tutaj można zostawić napiwek autorowi strony, bo przynajmniej nie da się go zastraszyć telefonem do redaktora naczelnego, czy jak tam obecnie blokuje się pisanie o tych sprawach. Link:

https://suppi.pl/czarnalistapro

Za wszelkie wsparcie dozgonne dzięki. Zawsze miło wiedzieć, że warto śledzić te patologiczne odnosi petbiznesu. Inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że takie sprawy nie istnieją...

489318672_1067304965438447_4920081435254822508_n.jpg

Posted
Zostawiam w archiwum wczorajszy materiał red. Pawła Kaźmierczaka (https://www.facebook.com/reel/1737248560518736). Chyba jednego z nielicznych dziennikarzy, którzy nie kłaniają się żadnym aktywistom. Nawet kiedy mają oni milionowe zasięgi w Internecie lub plecy wśród polityków. Poprzednio zajmował się tematem DIOZ-u, ale tym razem reportaż jest jeszcze bardziej wart odnotowania.
O sprawie Morusa pisałem kilka razy, i to zanim media się nim zainteresowały, więc nie będę powtarzał wszystkiego. Przypomnę za to kalendarium wydarzeń, a Wy sami ocenicie, czy mieszkacie w jakkolwiek praworządnym kraju, czy na jakimś dzikim zachodzie, gdzie każdy, kto ma strzelbę/legitymację aktywisty jest całkowicie bezkarny. Choć nie, czekaj. Dziki zachód to akurat zły przykład. Tam mieli jakieś swoje sposoby na okoliczność kradzieży zwierzęcia.
Inna sprawa, że tak jak przed aktywistami da się obronić- najczęściej wystarczy przegonić ich spod płotu- tak przed wspomagającą ich policją już się nie da. Szczególnie, gdy ta zmusza właściciela zwierzęcia do wpuszczenia aktywistów a następnie grozi mu środkami przymusu bezpośredniego, jeśli odmówi oddania swojego psa.
---
Kalendarium:
1. Członkowie Stowarzyszenia "Poznańska Ochrona Zwierząt" (pełny skład, czyli aż dwie osoby) w obstawie policji z Pobiedzisk wchodzą na posesję właścicieli Morusa. Po przeprowadzeniu amatorskiego badania weterynaryjnego, które trwało łącznie (i dosłownie) poniżej 10 sekund, oznajmiają, że psa zabiorą. Policjant umożliwia im zabranie psa.
2. Morus zostaje przewieziony do różnych przychodni weterynaryjnych. Żadna nie potwierdza żadnego zagrożenia dla jego życia ani zdrowia. Na kartach weterynaryjnych znaleźć można jedynie wzmianki o przypadłościach typowo starczych, co nie powinno dziwić w przypadku 14-letniego psa tej rasy.
3. Urząd Gminy odmawia odebrania Morusa właścicielom. Powołuje się przy tym na epikryzy weterynaryjne. Decyzja zostaje wydana z klauzulą natychmiastowej wykonalności, jednak zostaje całkowicie zignorowana.
4. Prokuratura umarza postępowanie w sprawie rzekomego znęcania nad Morusem nie znajdując znamion czynu zabronionego. Bierze pod uwagę argumenty aktywistów oraz opiekunów psa i za cholerę nie może znaleźć żadnego złego traktowania psa. Aktywiści, co oczywiste, składają zażalenie na decyzję prokuratury.
5. Samorządowe Kolegium Odwoławcze podtrzymuje decyzję Urzędu Gminy. Tym samym staje się ona prawomocna, bo choć istnieje możliwość kolejnego odwołania, do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, aktywiści nie korzystają z niej. Może ich doradcy byli akurat zbyt zajęci, bo mieli zaplanowany wyjazd do Warszawy.
6. Sąd odrzuca zażalenie Stowarzyszenia na umorzenie sprawy przez Prokuraturę. Ścieżka karna zostaje wyczerpana a właściciele Morusa nie doczekali się nawet postawienia zarzutów jakkolwiek złego traktowania psa. Bo, najzwyczajniej w świecie, nie było podstaw do karania ich.
7. Prokuratura wydaje postanowienie o przeszukaniu kilku lokalizacji, w których mógł przebywać Morus. W żadnym z nich psa nie ma. Jednocześnie Pani Prezes Stowarzyszenia dostaje zarzuty z art. 284 kodeksu karnego, czyli przywłaszczenia. Tylko i to niewiele zmienia, bo Morus nadal przebywa w nieznanym miejscu. O ile żyje oczywiście...
Dodatkowo, siedziba Stowarzyszenia okazuje się być poniekąd wirtualna, bo nikt nie jest w niej nawet widywany. A już na pewno nie żadne zwierzęta. Podobnie samochód, którym aktywiści się poruszają- wynajęty.
Z kolei mężczyzna biorący udział w zabieraniu Morusa właścicielom jest nieuchwytny nawet dla policji. Teraz tylko czekać, aż intelektualne zaplecze tego konkretnego Stowarzyszenia zacznie chodzić po sejmowych spędach, politycznych kongresach lub ministerstwie sprawiedliwości. Tak jak robiło to wcześniej, gdy wszystkie fakty świadczyły przeciwko nim...
---
I niech ktoś jeszcze napisze, że jemu to się na pewno nie przytrafi. Że on zachowałby się tak lub inaczej, a później podjął różne działania. W tej konkretnej sytuacji zabór psa umożliwili policjanci- nie dało się z nimi szarpać, bo to skończyłoby się w areszcie. Z kolei zdjęcie zatrzymanego nakręcałoby zrzutkę pieniędzy pt. "patrzcie, oprawca w kajdankach".
Nie wiem też jakim skończonym <przekleństwo> trzeba być, żeby cynicznie krzywdzić ludzi i ich zwierzęta pod przykrywką działalności charytatywnej, ale to przecież nie jest ani pierwszy, ani nawet setny raz, gdy pseudo-aktywiści fundują całym rodzinom gehennę. Może czas przestać się dziwić.
Ciąg dalszy nastąpi, bo skoro już zacząłem relacjonować jakąś historię, to muszę doczekać jej finału. Co ani miłe, ani przyjemne nie jest. Właściwie przez takie oczekiwanie na finał od wielu lat nie mogę się wygrzebać z tego bagna zwanego pseudo-ochroną zwierząt. Gdyby ktoś chciał zostawić napiwek dla autora strony, można to zrobić o tutaj:
I ja wiem, że różni aktywiści potrafią straszyć. Że mają swoje koneksje, niezłe budżety i możliwość przeciągnięcia kogoś przez wszystkie instancje wszystkich instytucji. Ale milczenie tutaj nie pomaga. Wręcz powoduje kolejne, coraz to gorsze przypadki, kiedy ofiarami petbiznesu padają niewinni ludzie i ich zwierzęta. Nie bójcie się publikować dokumentów czy nagrań. Jeśli nie dla własnego sumienia, to chociaż w trosce o kolejnych ludzi, którzy znajdą się w podobnej sytuacji.
 
 
Posted
🔸 Od ponad siedmiu miesięcy, Magdalena i Arkadiusz Kubaccy szukają swojego psa, Morusa. To prawie czternastoletni husky, który od szczeniaka mieszkał razem z nimi i ich dziećmi.
🔸Przy asyście policji, Morusa zabrali z ich domu działacze jednego ze Stowarzyszeń, którego priorytetem podobno jest dobro zwierząt...
🔸 Pies, zniknął. Policyjne przeszukania miejsc, gdzie mógłby się znajdować, nie przyniosły żadnego rezultatu. Szefowa Stowarzyszenia odmawia też udzielenia odpowiedzi na najważniejsze pytanie – gdzie jest Morus?

 

https://www.facebook.com/reel/3927948854201356

Posted
UWAGA PILNE!!! UDOSTĘPNIAJCIE LUDZIE !!! Ukradli psa w asyście niedouczonych policjantów. 05.10.2024r w miejscowości Stęszewko gmina Pobiedziska "działacze" Poznańskiej Ochrony Zwierząt z prywatnej posesji zabrali siłą psa rasy husky o imieniu Morus. Piesek ma 13,5 roku i mieszkał z opiekunami od szczeniaka. Powodem odbioru był kamień nazębny i brudna woda w jednej z misek. Nie ma w dokumentacji weterynaryjnej informacji, że dalsze pozostawienie psa u właściciela zagrażało jego zdrowiu i życiu, a tylko wtedy można psa odebrać zgodnie z art.6 ust.3 ustawy o ochronie zwierząt. Również burmistrz Pobiedzisk wydał decyzję administracyjną o natychmiastowym oddaniu psa właścicielom. Śledztwo w sprawie kradzieży psa, przez pseudo działaczy, jest w toku. Dotychczas nie wiadomo, gdzie przebywa pies ! Sprytni oszuści dzień po odebraniu psa czyli 06.10. 2024r umieścili info o zbiórce na leczenie na "Ratujemy zwierzaki.pl" na ukradzionego psa, przedstawiając go pod innym imieniem -ATOS i zaniżając wiek do 10 lat. 03.12.2024r na stronie FB Poznańskiej Ochrony Zwierząt umieścili wzruszający wpis o Morusie ( Atosie), że jest do adopcji, tylko, że nikt nie może go adoptować !!! Kochani miłośnicy zwierząt, pomyślcie co czuje ten biedny pies siłą zabrany od kochającej go rodziny, gdzie teraz jest, o czym myśli, jaką przeżywa traumę. To już stary piesek i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wróci do swojej rodziny. Wszystkie ręce na pokład, ktokolwiek wie coś na temat Morusa, prosimy o kontakt!!! numer telefonu do właścicielki pieska 510 716 633. Na zdjęciach Morus, jego domek, czyli pokój z przedsionkiem i zrzut ekranu ze strony POZ.

1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

Posted

Komornik będzie szukał Morusa. Sąd nakazał oddać psa, organizacja milczy 

https://gniezno.naszemiasto.pl/komornik-bedzie-szukal-morusa-sad-nakazal-oddac-psa-organizacja-milczy/ar/c1p2-28711029

Miał 13 lat i całe życie spędził z jedną rodziną w Stęszewku pod Pobiedziskami. Dziś miejsce pobytu psa o imieniu Morus pozostaje nieznane, a jego właściciele od wielu miesięcy bezskutecznie walczą o jego powrót. Sprawa budzi coraz większe emocje, bo mimo decyzji burmistrza, a potem decyzji sądu nakazującej oddanie zwierzęcia, organizacja prozwierzęca, która zabrała psa, wciąż go nie zwróciła.


Weszli i zabrali psa. Policjanci im „pomogli”?
Morus, starszy pies w typie husky, został odebrany właścicielom — Magdalenie i Arkadiuszowi Kubackim ze Stęszewka w październiku 2024 roku. Interwencję przeprowadziła jedna z organizacji prozwierzęcych, Poznańska Ochrona Zwierząt, powołując się na podejrzenie niewłaściwych warunków utrzymania zwierzęcia. Według nich, pies miał być brudny, zaniedbany i mieć brodawkę na pysku oraz kamień na zębach. Do kojca miał z kolei być przypięty pastuch elektryczny. Na nic zdały się zapewnienia, że Morus jest brudny, bo kilka godzin wcześniej uciekł z domu i „zabalował” w okolicznej stajni, a pastuch od lat ma być wyłączony.

– Morus był z nami od szczeniaka, był członkiem rodziny. Nigdy nie był zaniedbywany ani krzywdzony – podkreślają właściciele psa, wskazując na zdjęcia na których widać Morusa i członków rodziny: na wakacjach, w domu, nad jeziorem.

Na nagraniach z dnia interwencji stowarzyszenia z monitoringu domowego widać jak na posesje przyjechało dwóch funkcjonariuszy policji, wezwanych przez POZ. Zaraz za nimi, mimo sprzeciwu domowników, weszły dwie osoby obce ze stowarzyszenia. Interweniujący zrobili zdjęcia starych misek do zbierania deszczówki, ogłaszając, że pies nie miał ani wody ani jedzenia. Właściciele z kolei twierdzą, że miski dla psa były, przed domem, ale interweniująca para nie chciała ich zobaczyć. Zdaniem Kubackich pies został zabrany bez podstaw, a interwencja była pochopna. Mimo to w Internecie pojawiła się zbiórka na psa, którego nazwano roboczo „Atosem”. Według jej opisu, był krzywdzony przez rodzinę.


Od ponad roku walczą o Morusa. Sąd nakazuje zwrot, organizacja nie zwraca psa. Bo nie
Sprawą zajęły się władze gminy. Po analizie dokumentów i okoliczności burmistrz gminy Pobiedziska wydał decyzję administracyjną, w której nakazał zwrócenie psa właścicielom. Poznańska Ochrona Zwierząt złożyła od tej decyzji odwołanie, ale decyzja została podtrzymana.

Mimo to Morus nie wrócił do domu.

Organizacja, która przeprowadziła interwencję, nie wykonała decyzji, twierdząc, że działała w interesie zwierzęcia i że jego dobro jest nadrzędne.

W podobnym czasie – w 2024 przed sądem w Gnieźnie toczyło się postępowanie przeciwko właścicielom psa. Poznańska Ochrona Zwierząt zarzuciła znęcanie się Kubackich nad Morusem. Sprawa została umorzona, a po odwołaniu się skarżących prokurator podtrzymał umorzenie.

Morusa nadal nie wydano właścicielom. Pies nie został też przewieziony do najbliższego schroniska, choć zgodnie z odpowiednią ustawą po zabezpieczeniu przez członków stowarzyszenia powinien.

Kubaccy rozpoczęli kolejną batalię o odzyskanie członka rodziny, tym razem zakładając prezesce stowarzyszenia sprawę cywilną. Nie było to łatwe, ponieważ adres korespondencyjny Poznańskiej Ochrony Zwierząt to… świetlica wiejska w Żernikach pod Poznaniem. Ostatecznie do rozprawy doszło i wydział cywilny sądu gnieźnieńskiego w czerwcu 2025 roku nakazał oddanie Morusa Kubackim na czas prowadzonego postępowania oraz wyznaczył termin wydania zwierzęcia – w ciągu dwóch tygodni.

Pomimo decyzji sądu, pies nadal nie wrócił do domu, choć powinien. Prezeska Poznańskiej Ochrony Zwierząt na rozprawie zeznała, że nie wie i nie pamięta gdzie przebywa Morus, bo współpracuje z wieloma domami tymczasowymi. Choć ma dostawać na różne komunikatory zdjęcia od osób zajmujących się husky’m, to zeznała, że nie pamięta kto jej wysyła takie treści.

Ze zdjęć i treści publikowanych na facebookowej stronie stowarzyszenia wynika, że pies przeszedł zabiegi chirurgiczne bez wiedzy i zgody Kubackich. Jego właściciele uznali to za znęcanie się nad nim. Sąd w Gnieźnie umorzył postępowanie, uznając, że nie doszło do czynów zabronionych.


Gdzie jest Morus? Komornik będzie go szukał
– Dla nas najtrudniejsze jest to, że nie wiemy, w jakim jest stanie, czy żyje, czy ktoś się nim opiekuje – mówią właściciele.

W sieci powstały grupy i profile wspierające rodzinę, a sprawa zyskała rozgłos także poza regionem. Sąd w Gnieźnie 22 stycznia po sprawie cywilnej wydał klauzulę wykonalności, co oznacza, że postanowienie o zwrocie zwierzęcia trzeba wykonać. Rodzina z kolei wobec braku oddania psa zgłosiła się do… komornika! Urzędnik lada dzień ma wszcząć egzekucję świadczenia niepieniężnego niezastępowalnego. Prostymi słowami: będzie szukał Morusa, a prezesce Poznańskiej Ochrony Zwierząt, jeśli nie wyda psa, grozić będzie wysoka grzywna (jednorazowo do 10 tysięcy złotych), a ostatecznie nawet areszt.

Część komentujących broni działań organizacji, wskazując, że mają one prawo reagować w sytuacjach zagrożenia dobra zwierząt. Inni podkreślają, że decyzje administracyjne i wyroki sądowe powinny być respektowane, a odbieranie zwierzęcia bez jednoznacznych podstaw prowadzi do dramatów zarówno po stronie właścicieli, jak i samych zwierząt.

Co ciekawe, w podobnej sytuacji znalazła się rodzina spod Swarzędza, której Poznańska Ochrona Zwierząt 10 miesięcy temu odebrał leciwą suczkę rasy dużej, Kawę. Stowarzyszenie uznało ją za wychudzoną i zmaltretowaną. Mimo klauzuli wykonalności dotyczącej zwrotu psa rodzinie wydanej przez sąd, nikt nie wie gdzie jest suczka.

Prezeska stowarzyszenia Poznańska Ochrona Zwierząt, stanowczo odmówiła rozmowy z dziennikarką Głosu Wielkopolskiego. Adwokatka reprezentująca Poznańską Ochronę Zwierząt, Sara Balcerowicz, nie odbiera telefonów, nie odpisała też na maila z zapytaniem o sprawę.

  • 4 weeks later...
Posted
POZNAŃSKI DIOZ? TO RACZEJ FRANCZYZA BEZPRAWIA.
Ostatni reportaż Kanału Zero o DIOZ pokazał światu system, w którym zwierzę jest tylko narzędziem do robienia zasięgów i pieniędzy. Patrząc na moje doświadczenia z Poznańską Ochroną Zwierząt (POZ), widzę, że mamy do czynienia z pilnym uczniem tej samej szkoły manipulacji. Nie mają jeszcze takich milionów, ale metody kopiują 1:1.
 
Oto jak działa "model biznesowy" POZ na przykładzie mojej Kawy:
 
1. NAJPIERW ZBIÓRKA, POTEM FAKTY
Fundacja przyznaje wprost: nie przedstawią teraz badań psa, bo... dopiero czekają na dokumentację od właścicieli. Ale zbiórkę już uruchomili. Uzasadnienie? „Bo nie mamy dotacji, a pies wymaga opieki”.
👉 Mechanizm: Wykorzystać emocje, zebrać pieniądze, a stanem faktycznym i diagnozą przejmować się później.
 
2. KREOWANIE "OPRAWCY" I PUBLICZNY LINCZ 
Zanim prokuratura w ogóle zajęła się sprawą, POZ już wydał wyrok. Nazywają nas publicznie „oprawcami” i kategorycznie odrzucają argument o wieku psa, pisząc: „STAROŚĆ PSA NIE POWODUJE WYCHUDZENIA!”.
👉 Fakt: Prokuratura Okręgowa w Poznaniu po zbadaniu sprawy uznała, że nie ma podstaw do stawiania mi zarzutów i podtrzymała decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa o znęcanie się. Ich "internetowa diagnoza" legła w gruzach.
 
3. UCISZANIE NIEWYGODNYCH PYTAŃ
Każdy, kto pyta o konkrety jest natychmiast uciszany i stygmatyzowany jako „znajomy właścicieli”.
👉 Mechanizm: Budowanie bańki wyznawców, którzy mają wpłacać, a nie pytać o dowody czy logikę działań
 
4. POGARDA DLA WYROKÓW SĄDÓW I PROKURATURY
Aleksandra Śniecikowska na Facebooku nazywa moją walkę o psa „histerią” i otwarcie przyznaje, że pies jest u nich, bo „zamienił budę na kanapę”. Robi to, mimo braku podstaw do interwencyjnego odbioru psa i prawomocnym postanowieniu o zabezpieczeniu, które nakazuje ZWROT PSA.
 
POZ to „Poznański DIOZ” w wersji mikro. Ta sama bezczelność, to samo lekceważenie prawa i to samo cyniczne okłamywanie internautów. Prawda i prawo są po mojej stronie, co potwierdza czarno na białym pismo z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

1.jpg

2.jpg

  • 3 weeks later...
Posted
 
Dziś nie wytrzymałam. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć moją historię. Prawdopodobnie można byłoby na ten temat książkę napisać a ja spróbuję to zrobić w jednym poście.
 
Jestem hodowcą FCI, któremu ostatnio życie się dosyć mocno posypało, ja tego nie ukrywam. Posiadłam psy wartościowe FCI których nie kryje, bo nie chce bawić się w walkę o klienta. Więc wszystkie moje suki hodowlane są w tym momencie na przerwie świątecznej czy jak to zwał. Po prostu no nie są kryte, nie mają dzieci, mają uprawnienia, mają wszystko do tego żeby je mieć ale ich nie mają. I nie dlatego że nie mogą, tylko dlatego że ja nie kryję psów po to żeby potem za bezcen oddawać, żeby wypchnąć to cokolwiek, co mi urodziło na kiełbasę.
 
Z 6 na 7 marca nawiedziło mnie stowarzyszenie Poznańska ochrona zwierząt. Przyznam się szczerze że nie bardzo siedziałam w tych wszystkich fundacjach, stowarzyszeniach i nie miałam pojęcia kto to jest. Przyjechali do mnie w środku nocy za parę minut 22:00. Byłam wtedy w domu sama, byłam zdziwiona I jak podeszłam do bramy i zobaczyłam uzbrojonych trzech funkcjonariuszy, jak to się niby mówi to byłam też wystraszona, bo wiedziałam jak daleko mam do dojścia do domu.
Zawsze wcześniej mówiłam żeby nie wpuszczać nikogo kto nie ma nakazu, przyjeżdża z fundacji czy stowarzyszeń i tak dalej bo oni nie mają żadnych podstaw żeby tak się pojawić. I co sama zrobiłam ??? jak powiedzieli mi że chcą zobaczyć pieski bo dostali zgłoszenie że moje pieski są w złym stanie, a ja przecież wiem że moje psy są w dobrym stanie i nie mam czego ukrywać, powiedziałam okej no to wejdźcie. Byłam święcie przekonana że wejdą i zobaczył że psy są w dobrym stanie i wyjdą niestety tak się nie stało.
Ta banda złodziei zaczęła patrzeć na moje psy jak na żyłę złota.
Kiedy to zauważyłam to po prostu zwyczajnie wezwałam policję i powiedziałam żeby się nie rozpraszali po moim podwórku, chcę mieć ich w kupie żeby mieć ich na oku, bo zaczęli mi zaglądać dosłownie wszędzie.
Bardzo szybko przyjechała policja nie ukrywam, że przez telefon byłam bardzo zaniepokojona i bardzo wystraszona poprosiłam policję wręcz o to żeby przyjechali i nie zostawiali mnie z bandą złodziei. Policja przyjechała oni przedstawili sprawę tak, że policja jest po prostu asystą co bym ja im krzywdy nie zrobiła no i policja przyjęła taką wersję no bo w sumie to tak ich do tego zmusili.
Przyszli do mnie do domu i powiedzieli mi że zabierają mi wszystkie moje psy. Nie mogłam sobie z tym poradzić zupełnie więc dostałam ataku paniki i zaczęłam słabnąć i wiecie co jedyną osobą która wezwała karetkę był pan funkcjonariusz policji. Bo ten skurwysynom z pozu było to na rękę że Kaśka za chwilę będzie nieprzytomna a oni zrobią wszystko co mogą zrobić według swojej myśli, a Kaśka nie zareaguje.
W momencie kiedy zadzwoniłam niezdolna do rozmowy, do swoich rodziców żeby do mnie przyjechali i tak naprawdę to pan policjant z nimi rozmawiał żeby wytłumaczyć im co się stało i dlaczego mają przyjechać to ta zgraja tych złodziei była już bardzo zdenerwowana że ktokolwiek ma się tam pojawić.
 
A że sprawa przyjęła dłuższy etap bo Kaśka po prostu zanie mogła to im było nie po drodze, bo to za długo trwało więc zaczęli na moim podwórku robić co chcą. Wyciągali psy robi im perfidne zdjęcia nie wiem gdzie, nie wiem jak, przekładali te psy żeby zrobić jak najbardziej niekorzystne zdjęcia dla mnie. Wkładali psy w boksy gdzie nie było w ogóle psów przez całą zimę.
Po czym jak wrzucili na swoją stronę i ludzie pytali. No dobra pokazujecie miejsce a gdzie są psy??? Nie pokazali ani jednego mojego psa wiecie dlaczego. Dlatego że moje psy wyglądały idealnie. Ciężko robić materiał na psach które są szczęśliwe, zadowolone, nieagresywne, nie wydygane, nie zdygane, upasione, wyczesane i czyste. No ciężko robić w zbiórki na takich psach. Ale ale przecież to nie stanowi problemu żeby je zabrać i sprzedać tego samego dnia albo tej samej nocy.
 
Ja od 6 marca nie śpię, nie śpię nocami, martwię się o siebie, o swoje dziecko, o swoje życie a przede wszystkim martwię się o to że przyjadą w nocy i zabiorą mi moje psy, bo już raz chcieli to zrobić. Sprawa jest zgłoszona na policję usiłowanie przywłaszczenia kradzieży psów nieważne jak to przypiszą oni chcieli mi ukraść psy i wszystkie psy które były już na ich aucie były warte ponad 200 000 zł. Przypadek nie sądzę.
 
Dlaczego my zwykli szarży ludzie po prostu się na to godzimy? Dlaczego my im na to dajemy przyzwolenie???? Próbowali zrobić ze mnie oprawce strasznego człowieka, który nawywijał we Wrocławiu. A wiecie co ja robiłam we Wrocławiu? Ratowałam psy przed głodową śmiercią na łańcuchu w lesie. Otworzyłam okno życia dla psów jako jedna jedyna i pierwsza w Polsce. Otworzyłam okna życia dla psów ze swojej własnej kieszeni. Utrzymywałam psy które mi wkładali do klatki.
Tak się traktuje ludzi którzy za swoje własne pieniądze ratują istoty skazany na śmierć. Nie mogę sobie poradzić z tą całą sytuacją. Nie zasługuje na to, na takie traktowanie, na to wszystko co się wydarzyło.
 
Policja która okazała się być po prostu cudownym organem w tym momencie nie pozwoliła im na kradzież moich psów. I dzięki tej policji ja mam psy ze sobą, nie było podstaw na odbiór tych psów.
W nocy był powiatowy lekarz weterynarii który stwierdził że psy powinny zostać w miejscu gdzie są.
Na kolejne dni miałam kontrolę. Pierwsza była z inspekcji weterynaryjnej a druga zkwp mojego oddziału Wrocław. Obie te kontrole przeszłam bez zarzutu.
 
To dlaczego ktoś o 22:00 w nocy zakłócał mi spokój twierdząc że moje psy są w złym stanie i zrobił z tego taką otoczkę straszną otoczkę która była dla mnie bardzo niekorzystna. Tylko i wyłącznie w tą otoczkę nie uwierzyli ci ludzie którzy mnie znają którzy u mnie bywają i wiedzą jak ważne są dla mnie psy. Ja tak tylko nadmienię że moje dziecko czasami rano jak chce śniadanie a ja mówię że za chwilę to ona mówi tak tak bo najpierw musisz nakarmić swoje pieski.
 
Zapowiadam wielką walkę nie pozwolę tym skurwysynnom tak działać ja może jestem silna może nie moje zdrowie podupadło od 6 marca. Ale nie na tyle żeby się nie dać i żeby nie pokazać innym ludziom żeby też się nie dali. Ja nie jestem dosyć mocno silnym człowiekiem znaczy przynajmniej wszyscy mnie tak odbierają ale nikt nie zna mnie w środku w środku jestem miękka jak gąbka jestem bardzo słabym psychicznie człowiekiem który się wiecznie uśmiecha i udaje że wszystko jest okej to co oni mi zrobili tego się nie da opisać. Ale skoro już oni zaczęli ze mną tą walkę to ja ją skończę i mam nadzieję że wy wszyscy hodowcy i ludzie dobrej woli pomożecie mi w tym.
 
Nie jestem sama związek kynologiczny obiecał mi pomoc finansową jeżeli chodzi o prawników. I za to jestem im ogromnie wdzięczna. W tej chwili to prawdopodobnie będzie się ciągnęła sprawa za sprawą na to potrzeba finansowo i funduszy i dzięki Bogu mój związek do którego należę nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej.
 
Wiecie co to znaczy budzić się w środku nocy bo psy szczekają??? Wychodzić z latarką i patrzeć czy nie stoi ktoś kto przecina siatkę i zabiera ci psy???? Wiecie co to znaczy martwić się o swoje własne życie bo ktoś kto odjeżdżał nie odbierając ci psów bo policja mu na to nie pozwoliła groził ci???? Wiesz jak jest miło mieszkać w domu gdzie jesteś tylko ty i twoje dziecko które musisz obronić i 20 parę psów które wszystkich kochają???? To jest coś czego nie życzę nikomu najgorszemu wrogowi nie życzę tego co mnie spotkało.
Będę oszustów i złodziei trzeba tępić. I okazuje się że pod przykrywką cudownej fundacji czy stowarzyszenia wśród nas ludzi z Płocka są tacy ludzie którzy kradną innym zwierzęta dla swoich zysków. Która z tych fundacji za własne pieniądze zrobiła okno życia dla psów takie jak ja zrobiłam ileś lat temu wyadoptowałam ponad 70 psów wysterylizowanych i wykastrowanych A wiecie za czyje pieniądze za moje moja pani weterynarz płakała jak przynosiła mi w zębach pieniądze a skąd je miałam akurat poszedł mi mi od kotów i zamiast wykorzystać te pieniądze na koty na ich kuwety na na siebie przede wszystkim bo po prostu przy nich chodziłam to ja te pieniądze zanosiłam w zębach do pani weterynarz za kastrację i sterylizację nie moich psów.
 
Wrzucam wam kilka psów z ostatnich dni moich tych dzień po interwencji która miała się u mnie dokonać...

1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

6.jpg

7.jpg

8.jpg

Posted
❌ Wracamy do sprawy Morusa Gdzie jest Morus? bezpodstawnie zabranego przez ➡️Poznańską Ochroną Zwierząt i jej "prezesową" ➡️ Angelike Wasilewską.
 
I niestety, to co się dzieje, coraz trudniej nazwać inaczej niż jawnym lekceważeniem prawa i ludzi.
Mijają dwa lata od momentu, kiedy pies został odebrany swoim właścicielom.
Bez podstaw. Bez zagrożenia. Bez uzasadnienia.
 
A fakty są jasne:
* Urząd Miasta odmówił odebrania psa rodzinie,
* lekarz weterynarii nie stwierdził żadnych zaniedbań,
* prokuratura umorzyła sprawę - brak znamion przestępstwa.
A mimo to Morus nadal nie wrócił do domu.
 
W czerwcu 2025 roku zapadł prawomocny wyrok sądu:
➡️pies ma zostać zwrócony w ciągu 7 dni do czasu wyjaśnienia sprawy.
➡️Wyrok nie został wykonany!!!!!!
 
Zamiast tego mamy chaos, sprzeczne wersje i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności:
- raz słyszymy, że nie wiadomo, komu wydano psa ( oświadczenia prezesowej z 11/2025 na sprawie sądowej )
- innym razem, że… pies uciekł (sprawa z 03/2026 , podobno uciekl na spacerze dzień przed sprawą....ciekawa historia 🙃)
 
To już nie jest niekompetencja.
To jest sytuacja, która wymaga natychmiastowych wyjaśnień.
Jak organizacja, która deklaruje ochronę zwierząt, może nie wiedzieć, co dzieje się z powierzonym jej psem?
Gdzie jest dokumentacja?
Gdzie są umowy adopcyjne?
Kto odpowiada za Morusa?
Bo odpowiedzialność jest tu kluczowa i nie da się od niej uciec.
Podmiot, który samowolnie odbiera zwierzę, bierze pełną odpowiedzialność za jego los.
Nie „częściową”. Nie „warunkową”. Pełną !!!
 
Zatem pytanie do starosty Jan Grabkowski jakim prawem to Stowarzyszenie ( czyt. twór) nadal funkcjonuje? Jakim prawem działa twór, który łamie prawo? Jakim prawem działa twór, który w statucie ma ochronę zwierząt a nie przestrzega żadnych procedur, nie pilnuje zwierząt ani nie prowadzi stosownej dokumentacji?
 
Dziś mamy sytuację, w której:
- ignoruje się prawomocny wyrok sądu z 06/2025 ( art.244 kk )
- przedstawia się wzajemnie wykluczające wersje wydarzeń,
- nie przedstawia się żadnych wiarygodnych dowodów.
 
To nie tylko podważa wiarygodność, to budzi poważne wątpliwości, czy nie dochodzi do świadomego wprowadzania Sądu w błąd!
Bo jeśli jedna wersja mówi, że nie wiadomo, gdzie jest pies,
a druga, że uciekł - to która jest prawdziwa?
A może żadna!!!!
Nie można też zapominać o tym, co najważniejsze:
zwierzę to nie przedmiot, który można „zgubić”, „oddać” bez śladu albo zignorować wyrok sądu.
Morus to żywa istota! Ma właścicieli! Ma dom!
I ma prawo tam wrócić!
 
Dziś to już nie jest tylko sprawa jednego psa - (podobny los spotkał również Kawe Gdzie jest Kawa )
To sprawa odpowiedzialności, prawa i granic, których nie wolno przekraczać - nawet pod hasłem „ochrony zwierząt”.
Bo jeśli prawo można tak łatwo zignorować,
to znaczy, że problem jest znacznie większy niż jedna sprawa.I ktoś w końcu będzie musiał za to odpowiedzieć.
 
TOZ, który zwrócił sie w imieniu rodziny do "prezesowej" o ludzkie podejscie do sprawy spotkal się jedynie z brakiem empatii i bezczelnością "prezesowej" , a jak brzmiala jej odpowiedź? ⬇️⬇️⬇️
 
🟩 " Prędzej piekło zamarznie niż powiem gdzie są psy ( Morus i Kawa)
Pozdrawiam
Pewna Siebie Angela"
Zatem warto zadać pytanie - kim jest osoba, której nawet nie drgnie powieka, że zabrała komuś bezprawnie członka rodziny, zabrała kogoś kto był w tej rodzinie od kilkunastu lat, kogoś kogo wychowano od szczeniaka❗❗
Na każdym kroku uwidacznia sie problem systemowy z którym muszą się mierzyć właściciele zwierząt w walce z patoorganizacjami. Sprawy ciągną sie latami, nikt z "góry" się nie zastanawia, że przez ten czas, właściciele tracą nie tylko zdrowie i pieniądze ale przede wszystkim więź z ukochanym czworonogiem. Że zwierzę traktowane jest jak rzecz i jeśli jego wartość wyceniona jest na mniej niż 800 zł, to uznaje się to jako wykroczenie a nie przestępstwo.
Otóż NIE, mili Państwo, przypominam, że wedle Ustawy o Ochronie Zwierzat ▶️ PIES NIE JEST RZECZĄ ❗❗❗ Jego bezprawne odebranie oraz brak jego zwrotu nie może być oceniane wyłącznie przez pryzmat wartości materialnej!
 
A to, że dzieje sie inaczej.... to wina systemu, którego nikt nie naprawia od wielu lat.
 
Zatem wysyłam zapytania do wszystkich oznaczonych instytucji panstwowych, polityków, starosty.... jak długo właściciele Morusa i Kawy będą skazani na tułaczkę po Sądach? Kiedy odzyskają psa? Jak długo Państwo będzie tolerowalo takie twory jak Poznańska Ochrona Zwierząt a Sądy - takie persony jak ANGELIKA WASILEWSKA ????
 
Mam również nadzieję, że Sąd w Gnieźnie podejdzie do sprawy poważnie i dostrzeże z jakim mataczeniem, butą i arogancją ma do czynienia.
 
A ta sprawa powinna mieć tylko jedno zakonczenie :
* powrotem psa/ów do właścicieli
* wnioskiem o ukaranie Stowarzyszenia POZ
* zdelegalizowaniem Stowarzyszenia POZ
 
✅W listopadzie 2025 Sąd nakazal zwrot psa właścicielom, ale co było do przewidzenia... POZ odwołała sie od tego wyroku. II sprawa marzec /26. Kolejna sprawa wyznaczona na...... sierpień/26.
Czy Morus i Kawa żyją ? a jak żyją, to czy zdążą jeszcze zobaczyć swoich właścicieli?
✅ p.s. Do prezes Mondo Cane!!!Proszę nie brnąć w tę wojenke... dla dobra psów!
@Sara Balcerowicz - "gratulujemy" reprezentowania tak "wybitnych" jednostek do jakich należy Angelika W.

1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

  • 1 month later...
Posted

Jeśli choć część tych historii jest prawdziwa, to sytuacja wygląda bardzo niepokojąco. Zwierzęta trzeba chronić przed przemocą, ale równie ważne jest działanie zgodnie z prawem i zdrowym rozsądkiem. O odbiorze psa powinien decydować przede wszystkim stan zwierzęcia potwierdzony przez lekarza weterynarii, a nie emocje czy presja aktywistów. Każda interwencja musi być transparentna, bo inaczej cierpią zarówno właściciele, jak i same zwierzęta, które po latach trafiają w obce miejsce i przeżywają ogromny stres.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...