Jump to content
Dogomania

4Łapki

Members
  • Posts

    456
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by 4Łapki

  1. Jako właścicielka suczki, która cieczkę miała co prawda raz w życiu, ale jednak, nie wyobrażam sobie tego, co ta baba zrobiła i jeszcze pretensje o KAGANIEC? Bo przecież pies zębami zapładnia. Chyba w jakimś szoku była, bo pytanie o kaganiec jest najgłupszym, jakie można zadać w tej sytuacji :roll: Gdzie ona ma smycz, a przede wszystkim mózg, by puszczać suczkę w cieczce wolno?! Sama miałam sytuację, gdy pies chciał mi wsiąść na Viki podczas cieczki. A babsztyl tylko stał i się patrzył, jak jej piesek sobie używa dobre kilkadziesiąt metrów od niej :angryy: Przerażenie, jakie mnie wtedy ogarnęło, jest nie do opisania. Że po pierwsze, uda mu się coś zmajstrować, po drugie, że mi pies ucieknie - Viki była u nas drugi czy trzeci tydzień, a w amoku zerwała mi się razem ze smyczą i gnała spory kawałek w stronę ulicy. Ludzie przystawali i się gapili na widowisko. Już nawet nie pamiętam, jak udało mi się ją złapać i przegonić tego psa...
  2. Też mnie to zastanowiło, bo u nas na działkach jeden z działkowiczów podtruwał koty Apapem właśnie. Znalazłam coś takiego: [url]http://www.weterynariaradomsko.pl/zatrucie-lekami-u-psow.html[/url] Jednak sama nie ryzykowałabym podawania ludzkich leków zwierzętom - widziałam tego skutki. Zresztą, leki przeciwbólowe, leki w ogóle w za dużych dawkach mogą zaszkodzić poważnie również człowiekowi...
  3. Radzę pójść do innego weterynarza, by obejrzał ranę i powstrzymać psa od lizania rany (kołnierz można kupić w zoologu). Psiak się nie "wyliże" bez odpowiedniej opieki.
  4. [quote name='Majkowska'] Nagroda?? Foteczki niech będą nagrodą ;P Raczej zapytaj jak Waldek wytrzymuje z nią :evil_lol: A tak serio to akurat Waldka lubi, aczkolwiek non stop jest narzekanie na smród i kłaki :D [/QUOTE] Szczególnie ta foteczka: [url]https://lh6.googleusercontent.com/-bs-h9N07VQ0/UvTUxInWHBI/AAAAAAAAU2Y/nHe7TfeiCrU/w669-h502-no/cc+042.jpg[/url] Pogratulowałam sobie porzucenia planów kupienia liny :lol: Smród i kłaki, powiadasz? My wczoraj jechaliśmy z Viki i TZ w pociągu. Ba, zacna miejscówka koło toalety nam się trafiła. Ale to na psa konduktorka sprawdzająca bilety patrzyła z obrzydzeniem :razz:
  5. Przeczytałam całe 185 stron wątku. Będzie jakaś nagroda? :lol: Mieliśmy kilka spotkań z dzikami w pobliskim parku i przy torach. Do tej pory nie wiem, o co dzikowi chodzi, gdy merda ogonem... I szczerze, wolę nie wiedzieć. [quote name='Majkowska']Nie my, tylko ja. TŻtowi jest obojętna, a teściowej sądzę że nawet na ulicy by przeszkadzała , bo ona wychowana w poglądzie że pies to na wieś do budy a nie do mieszkania. [/QUOTE] To jak ona z Waldkiem wytrzymuje? Co do kenneli się nie wypowiem, Viki ma posłanie w szafie :diabloti:
  6. My z TZ pojechaliśmy do jego rodzinnego domu pod Opolem. Oczywiście pies z nami, więc wzbudzamy jeszcze większą sensację, niż gdy przyjeżdżałam tutaj sama :cool3: Viki na smyczy, zapachy ją noszą, stójki robi co chwilę. Na wszelki wypadek ma oprócz szelek obrożę z dodatkową adresówką, więc to jeszcze większe zjawisko. Dzisiaj dowiedziałam się od sąsiada, że pewnie jest groźna, skoro na smyczy prowadzam i ma całe oprzyrządowanie na sobie :evil_lol:
  7. [QUOTE] i przeważnie wtedy słyszę 'pani ma niewychowane psy, one mają na mojego zły wpływ" nawet mi się odpowiadać nie chce na to[/QUOTE] Nie wiesz, ze niewychowanie sie droga kropelkowa przenosi? Musisz uwazac :D Sama czasem odchodze, gdy Viki ma dzien pt. Mam cie w kuprze. Ale znow - daje jej sygnal, ze idziemy dalej i mam ja na oku, a nie pedze na kilkadziesiat metrow przed psa, bo ma nos i zna okolice, to sam przyjdzie... Kiedys mamie na spacerze zdarzylo sie, ze wlasciciel psa podbiegacza poszedl w dluga i gdzies zniknal. Przeszla sie po okolicy, pies chetnie poszedl za Viki, po facecie ani sladu, pyta sie przechodniow, czy psa znaja - nie. A to takie tereny, ze ludzie z centrum dojezdzaja na spacery. Pies sie czegos przestraszyl i nawial, ale mama dlugo to przezywala... Przepraszam za brak polskich znakow - pisze z telefonu.
  8. [quote name='LadyS']Na to pierwsze jest super sposób. Zamiast zatrzymywać się z psem i czekać, aż ktoś swojego zabierze - przyspieszasz i szybko znikasz komuś z horyzontu, ew. udajesz, że zapinasz obcego psa na smycz. Jak ktoś ma pretensje, odpowiadasz - ojej, nie wiedziałam, ze to czyjś piesek, myślałam, że się zgubił, w końcu nikt nie ma pod kontrolą... Zimny prysznic dla właściciela gwarantowany. Dla opornych przypadków można dodać, ze już zadzwoniłaś na policję i jadą go odebrać :diabloti: A ci drudzy to są przypadki nie do wyleczenia. I nie ma co się nimi przejmować ;)[/QUOTE] Gdy spotykam takich ludzi, mam wrażenie, że wcale ich nie obejdzie to, co się stanie z ich psem. Mogę go sobie zabierać w cholerę, przynajmniej kłopotu się pozbędą, bo je to nie tylko suchy chleb, ale i Chappi, a i do [I]wyteryniarza[/I] trzeba iść raz na ruski rok :roll: Drugi przypadek... No cóż, sami im radziliśmy, jak psa ogarnąć, więc poniekąd czuję się odpowiedzialna. Ale sami wiedzą, jakie problemy mają czasem z przywoływaniem, więc nie rozumiem tego puszczania samopas na kilkadziesiąt metrów akurat w TYCH miejscach. Sama nie puszczam psa na odległości, w których nie jestem w stanie jej ogarnąć i nie mam odwagi tego robić, mimo iż Viki sama z siebie potrafi się zachować i "nic nie zrobi".
  9. Odholowywanie piesków, skąd ja to znam :roll: Ostatnio musiałam czekać, bo jakiś pimpek stwierdził, że moja sucz jest bardziej interesująca, niż pan siedzący na ławce pod blokiem. Facet woła, woła, pies nie przychodzi, więc po kilku minutach się po niego przeszedł, po czym wrócił na ławkę, a pimpek... za nami. Nasi biegający z psem znajomi uważają z kolei, że pies na smyczy chodzi za karę. Tym, że pies za nimi nie biegnie, tylko obwąchuje napotkane psy przejmują się dopiero wtedy, gdy ich psiak jest małą kropką w oddali...
  10. [quote name='gojka']Na wieczornym spacerze z moją jamniczką - młodą energiczną psinką,która lubi podbiegać do niekoniecznie odpowiednich ludzi usłyszałam od nastolatki,która z koleżankami i kolegą lansowała się pod trzepakiem: "o mam takiego samego.Tylko,że mój to york." Omal się nie usmarkałam:multi:[/QUOTE] York cysorski to jest, odmiana jamnikowata :megagrin:
  11. [quote name='Berek'] (A w dzisiejszych czasach... czy to nie hodowla buldożków francuskich wypuściła w świat psiaka o imieniu "Energiczny Dzielnicowy"? Miodzio... :lol:).[/QUOTE] Idealny przydomek dla hodowli dobermanów :lol:
  12. Dresy przesiadujące u nas w parku ostatnio bardzo się ucieszyli, gdy do Viki podbiegł mix ras uznawanych za agresywne. Usłyszałam "zaraz będzie walka psów, ale będzie jatka". Szkoda tylko, że Viki sobie trawkę powąchała, piesek sobie trawkę powąchał i poszłyśmy dalej. Takie u nas walki psów na dzielni :evil_lol:
  13. Następnym razem zapytam, jak się natrętnie będzie ktoś patrzył. Wróciłam właśnie ze spaceru z psem. Ledwo wyszłam z klatki, na przedszkolnym podwórku dzieci przyssane do krat, jak zwykle. I komentarz jednej z dziewczynek "uważajcie, bo ugryzie!". Miałam ochotę odpowiedzieć, że ona nie, ale ja i owszem, mogę. Poszłam z tym moim gryzoniem dalej. Dla mnie dziwne jest, że ludzie tak się obawiają psów, a innych ludzi na ulicy nie, no chyba że późnym wieczorem. Spotkałam też panią z wózkiem i psem, która na dodatek trajkotała przez telefon. Nie wiem, jak ona to ogarniała, ale raczej nie bardzo, bo pieski zdążyły się trochę pobawić, zanim zorientowała się, gdzie jest jej pies. Na początku myślałam, że jest bezpański albo się zgubił...
  14. Gops, mi się często przyglądają. To nie jest miłe uczucie, gdy ktoś patrzy na ręce, gdy się zbiera kupsko :roll: Szłam kiedyś ścieżką okalającą pobliską górkę, Viki zrobiła drugą opcję, więc wyciągam ze spacerowej torebki woreczki i sprzątam. Podnoszę się, a tam dwóch facetów mi się przygląda z góry. Ruszyli dalej dopiero, gdy zawiązałam woreczek... Innym razem facet prawie stał mi nad głową i się patrzył. Ale może to przez to, że specyficznie wyglądam. A jak idziemy na spacer razem z TZ, to już w ogóle. Jakbyśmy czarną mszę odprawiali, a nie spacerowali z psem :evil_lol:
  15. Czasem czuję na sobie takie spojrzenia, że zastanawiam się nad zbieraniem sików. Chyba będę kucać nad psem i łapać je do woreczka. Ale myślę, że wtedy spojrzenia będą jeszcze gorsze :diabloti:
  16. Moje pierwsze próby. Na szczęście niecały miesiąc temu otworzono obok mnie pasmanterię, inaczej pewnie nigdy bym się nie zdecydowała na latanie i szukanie, zwłaszcza, że mam uraz do tych internetowych po tym, jak zamówiona koronka okazała się 3 razy większa, niż w opisie :eviltong: Przy okazji wykorzystałam rozgryzione szelki. Obroża nie jest jeszcze skończona (muszę przeszyć ten pasek na adresówkę, znaleźć mniejsze kółko na nią i przypalić taśmę w miejscu do zapinania smyczy). Przód: [IMG]http://img003.picture2life.net/23388267/20140311_085419_web-small_medium.jpg[/IMG] Zapięcie: [IMG]http://img003.picture2life.net/23388268/20140311_085454_web-small_medium.jpg[/IMG] Jak to zrobię, wstawię lepszej jakości zdjęcie na modelce :lol: P.S. Nie ma regulacji, muszę jeszcze się nauczyć tej tajemnej sztuki :oops: Za to wymierzyłam ją pod każdym kątem na Viki.
  17. Pudel pełną gębą, że Ty tego nie widzisz... :shake: :lol:
  18. No co, kompostownik sobie zrobili, coby trawa lepiej rosła i zieleńsza była :evil_lol: U nas w miejscu spacerowym wszystko można znaleźć. Nawet wrak samochodu ostatnio był, sukcesywnie rozbierany przez złomiarzy. A ja się później dziwię, że mój pies próbuje czy szkło i porcelana są jadalne. Nie znam żadnego psa, który miałby fiksację na punkcie szkła. Oprócz mojego oczywiście :roll: Dzika zwierzyna przychodząca do miasta też już po śmietnikach nie musi grzebać. Ludzie się dziwili, czemu dziki cały czas wracają w miejsce tuż przy ruchliwej ulicy. Po jedzonko wyrzucane praktycznie pod nos :lol: Ludzie niestety problem załatwili po swojemu - ogrodzili teren i odstrzelili, zamiast pomyśleć, że może warto by się w końcu nauczyć porządku i nie zostawiać wabiących rarytasów tam, gdzie nie chcą bliskiego spotkania ze zwierzyną.
  19. Krzaki, w których była nasza baza teraz omijam z daleka, bo ludzie masowo zaczęli wywalać tam jedzenie. Wydaje mi się, że kiedy byłam dzieckiem, ludzie nie wyrzucali tyle żarcia, no może "chleb dla ptaszków" - a potem dziwili się, skąd tyle szczurów. Jak to skąd, skoro są regularnie dokarmiane? :diabloti: A teraz nawet zamrożonego kurczaka można znaleźć pod blokiem... Moja babcia ma zwyczaj wyrzucania okruszków przez okno na podwórko, ale u nas już prawie starszych osób nie ma, za to więcej braci studenckiej wynajmuje mieszkania... Dla mnie to fenomen. Oczywiście nikt się nie przyzna, bo wyrzucanie jedzenia to grzech przecież :diabloti: [B]Zmierzchnica[/B], nawet nie wiem, jak to skomentować. Przyszła do Ciebie, więc może nie chciała się psa pozbywać w taki sposób. A może właśnie Ciebie potraktowała jak prywatny schron. Liczyła, że będzie Ci żal pieska i dlatego go weźmiesz, nie patrząc na warunki. W końcu dla niektórych posiadacze jednego psa to dziwne istoty, co dopiero czterech... "Jeden więcej chyba różnicy nie zrobi" :angryy:
  20. Mam większe zaufanie do obroży, niż kropel, bo ja byłam zadowolona z jej działania. Jednak to chemia i różnie wpływa to na psa, dlatego z niej zrezygnowałam.
  21. Mam wrażenie, że dodatkowo pies "nasiąka". Kilka miesięcy temu pozbyliśmy się obroży i czekałam na wysyp kleszczy, bo znajome psy po kilka przynosiły ze spacerów - a tu nic. Dodatkowo suczka, która miała częsty kontakt w zabawie z Viki też była przez pewien czas wolna od pasożytów, a wcześniej używane środki nie działały :-o
  22. [quote name='Smile of Red Witch'] [url]http://i399.photobucket.com/albums/pp80/smileofredwitch/smileofredwitch024/DSC_0013_zps7f20a4a0.jpg[/url] [/QUOTE] Jak tu się nie zakochać w tej poważnej mordce? :loveu:
  23. Pewnie jeszcze dziewczynka go prowokowała do gryzienia, spadając z roweru :angryy: Co rodzice dziewczynki powiedzieli w szpitalu? Wydaje mi się, że jeśli powiedzieli, jak było, szpital ma obowiązek zgłosić to dalej.
  24. Sądzę, że każdy wychowuje swoje dzieci na swoją modłę. Jeśli rodzic ma braki w kulturze, trudno oczekiwać, by inaczej wychowywał swoje potomstwo. Oczywiście, zdarzają się nieprzewidywalne sytuacje, ale reakcje niektórych rodziców powalają. Co więcej, niektórzy uważają, że nie należy dziecka hamować w związku z wyścigiem szczurów. Bo jak będzie grzeczne, to pewnie sobie nie poradzi z ew. konkurencją i najlepiej, gdyby już w przedszkolu rozpychało się łokciami i kolanami :p Jeśli chodzi o stosunek do zwierząt, tutaj też dużo robi wychowanie. Mój TZ dopiero gdy zaczął się ze mną spotykać zobaczył, że pies może być członkiem rodziny, stworzeniem, do którego można się przywiązać.
  25. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, żebyś zareagowała? Ja też nie jestem z natury osobą kłótliwą, a jednak moje reakcje dają czasem ludziom do myślenia, bez krzyku i awantur. Kilka słów komentarza (spokojnych), dezaprobata w postawie zwykle pomagają. W pewnych przypadkach jestem jak na moje standardy niesamowicie egoistyczna, wręcz chamska, bo chodzi o bezpieczeństwo moje i moich "ziomków". Do jednej osoby mam mieszane uczucia - kilka lat temu pomagała nam w adopcji kota, osoba pro-zwierzęca, zaangażowana, teraz sama wychowuje agresora na obroży elektrycznej, którego omijam z daleka, jeśli w porę go dostrzegę (nie zawsze się udaje). Jeden pies już w zabawie z nim został lekko pogryziony, rzuca się ludziom do twarzy, czego sama doświadczyłam, nie przychodzi na wołania, a ona wciąż nie widzi zastosowania dla smyczy. Po kilku miesiącach znalazł się szkoleniowiec, który podjął się zadania (dwóch odmówiło - i to nie ze względu na psa...). Nie mam ochoty czekać na efekty pracy :niedowia:
×
×
  • Create New...