-
Posts
10073 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Hope2
-
Widzisz Rufusik-tyyle się dzieje,że wieczorkiem my padamy jak kawki, a Hopiak...ech, ta to zawsze ma co robić...późno się kładzie, wcześnie wstaje-ale chyba już z jej zdrówkiem lepiej...nie chodzi do lekarzy-bo nie i już...ostatnio TZ nasłał na nią Sebka,,,i jej mamę...ale wrzeszczała-na TZ ma się rozumieć... Ja i Bilbo uczymy się tego co Tolek i Hades wiedzą od dawna-że Hopiak jest Władcą Ciasteczek i jej słuchać trzeba i już! i nie wolno jej ząbkami częstować, że jak zagląda w paszczę-to dla naszego dobra,że jak wyciąga zdobyte skarby z paszczy-to dla naszego dobra i najlepiej oddać bez walki...a to trudne jest...no i dzisiaj cały dzień biegam bez pieluszki-i zachowuję się jak na grzecznego psa przystało-ani jednej mikro kałuży niet :) Dzisiaj do nowego domku poszedł kolejny kociak-dziewczynka tri...ładna jest (wszystkie są ładne :) )-z 8 zostały...2.. 4 mają domki, jeden umarł-chyba mu rodzeństwo kark skręciło-śpią w kartonie (nie chą na kołderce :( )i ten jeden, najmniejszy z nich wszystkich był w kartonie martwy :( nie był chory...tak sie zdarza? ja nie wiem, ale Hopiak smutna jakaś...no i jeden chyba polazł z swoją mamą-albo go ukradli...Hopiak szuka... No i kocia mama w swojej futrzastej osobie...łapy poranione okropnie-miała jechać do weta-i zwiała, przyszła już z łapami lekko zagojonymi...chodzi na nich (biega, skacze) najadła sie...i znów polazła nie wiadomo gdzie... I smutno nam, bo odszedł kolejny pies z wielkiej 5 bazarkowej...nie ma już po tej stronie tęczy pudelka Bingusia :'( I tak to się u nas plecie-smutek, radość...życie... Blacky zadumany
-
i przechadzka z Lila-też ostatnia troszkę smuteczku na pyszczku... Szczęścia malutka-nowy domek Cię kocha i nie odda-a my trzymamy kciuki za Ciebie...i Twój nowy Domek :hand:
-
i ostatnie obwąchanie wszystkich kątów
-
nie obyło sie bez łez-Lila bardzo pokochała mamusie Borsuczkową
-
Znalazłam-Jadzia/Beza-a teraz Misia została adoptowana 14.10.2014-poniżej pożegnanie z cudowną Lilą-forumową hotel_lilki
-
Kochani, bardzo Was przepraszam, ale odkąd odeszła Zosia...nie wyrabiam :( nie odświeżyłam jeszcze wszystkich subskrypcji, nie nadążam z podawaniem informacji...ale dzisiaj (z opóźnieniem lekkim) podaję,że nasza Borsuczkowa Mamusia znalazła wspaniały domek :klacz: a to info z wczoraj: "Info o Jadzi w pełni zaaklimatyzowała się, merda ogonem, bawi się z innymi psiakami, chodzi po schodach, cieszy się jak widzi dziewczyny:) bawi się również z kotami. Obecnie nazywa się Misia . Wygląda na to , że już po kilku dniach odnalazła się w nowych warunkach. Dziękujemy bardzo Dari Łagowskiej za zwiad i info."
-
Ciociu AlfoS- u nas jabłecznik-mniammm (próbowaliśmy), gołąbków-niet :bigcool: Ovcia-daj od nas buziola Gusiakowi, kaszel jest wstrętny i męczy :( u nas chwilowo tylko migrenka kąsa-ale poza tym jest ok-wszyscy zdrowi (wreszcie :D ). i każ Gusiakowi odpoczywać i herbatkę z miodkiem pić i z lipy i z dzikiej róży i soczek z czarnego bzu...albo miodek z mleczyków... Blacky-chwalipięta
-
Dzień dobry Ciocie i futrzaści Koledzy i Koleżanki :) Czy ja się już pochwaliłem,że już nie kaszlę? W C A L E!!! I już nie martwię Hopiaka piciem-piję tyle wody ile trzeba, nie rzucam się chciwie na miseczkę z wodą :) i po nocy pieluszkę mam suchą (nooo...chyba,że się odkryję i mi jest troszkę chłodniej). Chłopaków jeszcze gonię...ale tak dla rozrywki-uwielbiam jak wielki Hades ucieka przede mną z krzykiem po całym mieszkaniu-i zostawiam go jak już się schowa w ciasny kącik ;) Dzisiaj miałem jechać na badanie krwi-ale wczoraj załatwiłem sobie odroczenie, bo ukradłem Sebkowi z talerza gołąbka (mniaammm... ale był pyszny...) i Hopiak nakablowała Pani Doktor...i kłucie trzeba odłożyć :evilgrin: A Bilbowi musimy tłumaczyć,że chodzenie na smyczy jest cool-wszyscy z daleka widzą,że jesteśmy domni...a on i tak pyskuje,że woli sam gdzie chce,że tyle lat tak było-i po co zmieniac? przecież wróci... :mdleje: ale z Hopiakiem dyskusji nie ma-albo na smyczy albo wcale...i niskopienny maszeruje obrażony na cały świat :megagrin: Wasz Blacky
-
Właśnie-Sebek...oddał swoje kieszonkowe na karmę dla jamnika (w zasadzie wrócił ze szkoły z jedzonkiem dla JEGO psa). Znam go i wiem,że jest słowny-jeśli powie,że będzie dbał, to będzie. Od dawna wraca z wakacji, z wycieczek z czymś dla futer-a to smaczki, a to zabawka, smycz...cokolwiek. Nie marudzi jak trzeba wyjść na dwór w deszcz, mróz-po prostu-trzeba iść i koniec. Wieczorem potrafi zabrać wszystkie cztery i ulokować na łóżku tak,że dla niego właściwie miejsca brak...Przy Zosi jedyne czego zrobić nie potrafił-to odsikać-z resztą radził sobie świetnie. teraz Blackiemu bez słowa zmienia pieluszki, jak się zdarzy koo-sprząta. I tuli, głaszcze, rozpieszcza do bólu...ale też i wymaga-ładnego spacerowania, wykonywania poleceń...Psy są wpatrzone w niego jak w obrazek (zwłaszcza jak ma coś do jedzenia :-P ) jak trzeba podać tabletkę-poda, jak trzeba kąpać-dzielnie pomaga, a później pociesza nieszczęśników ;) Nawet namówił mojego brata na adopcję psa ze schroniska (brat tylko powiedział,że najpierw ogrodzi porządnie posesję i kupi kojec i jadą we dwóch po psa :D ). Tylko moja mama ręce załamuje "jak pojedziesz z Sebastianem, to nie wrócicie z jednym, ale z dwoma...albo trzema-i ten najbiedniejszy wyląduje u Sebastiana..." a tata uśmiecha sie pod wąsem-bo i bratowa wróciła w niedzielę ze spaceru ze znalezionym w rowie kotkiem... TZ już nic nie mówi-zakazał mi jechać do schronu...i nadal po cichu marzy o tym,że pewnego pięknego dnia pojawi się u nas owczarek...choćby schorowany-ale owczarek...może? na razie żałuję,ze dom nie jest z gumy,że brakuje ogrodzonego podwórka...i cieszę się-bo Tolek-morderca zarzucił polowania na koty-jak widzi maluchy, cofa się, nie patrzy,żeby go nie skusiły...i po cichutku knujemy z Sebkiem, żeby spróbować wprowadzić kota do mieszkania...powoli...może się uda? a Zoś pewnie siedzi na chmurce i zaciera łapki z zadowolenia... :siara:
-
No tak-nie zaglądamy, to mamy... sunia2000 -Blacky nosi pieluchy 11-25 kg..chyba mu się ciut przytyło (czekam na wizytę ulv...jak naprawi rozsypane autko), więc większe...też będa pasowały na doopkę ;) zaraz piszę pw. ulv-nie moge się dodzwonić, a mam super wiadomość-3 z 8 kociaków powędrowało do swojego domku (będa mieszkać razem-takie najbardziej białe, jedno szare i jedno biało-czarne...same chłopaki poszły). Mam nadzieję,że ich mamusia ich nie przytarga z powrotem..bo blisko zamieszkały ;) ) AlfaS... Bilbo ciągle u mnie, właściciele nie szukają go na pewno, co więcej-chyba mają nowego pieseczka (wrrr)...a i sam jamnikowaty jakoś nie bardzo garnie się do powrotu do siebie-wczoraj byliśmy 200-300 m od jego domu, puściliśmy ze smyczy (byliśmy ciekawi co zrobi). Odbiegł od nas kilka metrów, siadł na doopce (czekał na nas?) a jak zobaczył,że my zabieramy sie do powrotu, to nas dogonił, przegnił i w domu był przed nami... Chciałam mu nowego domku szukać, ale Sebek podniósł wrzask okropny-że on chce niskopodwoziowca, on będzie o niego dbał, karmił...więc...chyba z nami zostanie dziad jeden? Jeszcze decyzji nie podjęłam...ale na jego właścicieli chyba nie ma co liczyć...
-
Ano właśnie-już wczoraj miałem pisać, ale tak się zmęczyłem,że padłem na nosek u Sebka w pokoju... Zaczęło się szkolenie-już nie ma za daramo smaczków-teraz trzeba albo ładnie chodzić na smyczy (bleeee), albo ładnie zrobić "siad"...a jak patrzę na Hadesa, to mi łapki opadają-ten kujon tyyyle umie...i jeszcze się przechwala i ciągle uczy czegoś nowego... Do tematu "liście" doszedł temat "Blacky kontra liście"- Dziadek goni je do upadłego-te spadające i te leżące...i te co na nosek spadają ukatrupia na śmierć... Powoli kończą się jabłuszka spacerowe :( już ich prawie nie ma na drzewie-bo te co spadną to zjadamy-wszyscy :) a Hades ostatnio dopadł się do żołędzi-jak jakiś dzik wściekły i Hopiak musiała go siłą odciągać-bo to wiadomo, czy nie zaszkodzą delikancikowi? ale koniec końców chyba nie zaszkodziły-bo ani biegunki, ani wymiotów-normalnie nic...tylko jakby powera dostał-biegał jak szalony-z Dziadkiem, bo ten jest niezniszczalny...chociaż jak się już wieczorem położy, to mogli by go z łóżkiem wynieść-taki ma sen kamienny! No i wieczory co raz dłuższe....lubimy, bardzo lubimy-Hopiak robi człowiekom herbatkę z miodkiem, my dostajemy miseczki (czasem pełne mięska :D ), uczymy się, albo patrzymy jak grają w planszówki...albo dzielimy się i część siedzi z Hopiakiem, a część z Sebkiem-jak czytają sobie... Hopiak marudzi,że chyba wszystkie wirusy postanowiły ją napaść na raz-ledwo się wygrzebie z jednego to przychodzi inny-ostatnio na tapecie jelitówka...biedny ten Hopiak...ale w sumie to lepiej,że wirusy napadają ją, a nie nas-co nie? nadal korzystamy z ładnej słonecznej pogody i wędrujemy... Z kotami zawarłem rozejm-nie patrzę na łajzy, one udają,że mnie nie widzą-i jest git. Bilbo uczeń-bo łasuch
-
No i dostałem po pycholu od kocicy wstrętnej :( teraz za każdym razem jak tylko wystawię nosek za drzwi, to leci do mnie z wrzaskiem-i taka jeszcze jedna goopia :( no i skończyło się moje chodzenie sobie gdzie mi się podoba-nie dostaję już obroży, tylko szelki i z nich wyjść nie umiem :( i jeszcze mi mówią,że to dla mojego dobra,że mogę wpaść pod auto...albo pod złego ludzia :( nie podoba mi się ta niewola-płaczę, krzyczę, szarpię-i co? i nic :( tylko się ze mnie wszyscy śmieją-nikt mnie nie rozumie-buuuuuuuuuuuuuu A Blacky prawie już nie kaszle :) i prawie nie gryzie-czasem mu tylko odbija-no wiecie ;) Razem robimy włam na karmę, razem sobie leżymy na fotelu...a czasem to sobie leżymy we czterech na łóżku-i jest git (no chyba,że Dziadkowi akurat odbije...) Hopiak zaprowadziła mnie do Zosi...posiedzieliśmy sobie u niej...Hopiak powyrywała jakieś coś zielone-ale nie wszystko, bo część ma zostać... Na dworze jeszcze całkiem fajnie-szkoda w domu siedzieć, jutro pójdziemy po kasztany...może jakieś żołędzie znajdziemy? Sebek załamany-jego obowiązek, to grabienie liści...i co dzień od nowa spadają... Bilbo opowiadający trochę codzienności-z obitym pycholem
-
Żyjemy-wszyscy. Nadal w komplecie, tylko Hopiak lekko zaniemogła, u lekarza była, ma odpoczywać, co by jej na oddział nie ukradli. więc odpoczywa-chodzimy se na spacerki, Bilbo regularnie ucieka (wyciąga głowe z obroży)-ale trzyma sie blisko Hopiaka i wraca albo przed nami albo zaraz za nami i lamentuje pod drzwiami. Wczoraj go kocia mama nabiła po pysku-za wykradanie z kociej miski i warkolenie na maluchy. Ja dzisiaj dostałem nową pakę pieluch, bo tamte się skończyły-ale to prezent od Hopiaka-powinno wystarczyć na miesiąc. Na dniach zawiozą mnie do weta na oględziny i badania. Co jeszcze? Śpię z Sebkiem i jamnikiem :) Idę popilnować Hopiaka co by odpoczywała a nie latała na miotle Blacky uspokajający Cioteczki
-
Foteczki-będą jutro :) wczoraj próbowałam złapać w kadr Dziadka-i mam z milion zdjęć podłogi, dywanu, chodnika i kilka rozmazanych-plecków Dziadeczka-a biegałam za nim po całym mieszkaniu i błagałam "Blacky, proszę, zatrzymaj się na sekundę"...jutro chyba go przywiążę? albo zwiążę? Dziadek ma ADHD, które się potęguje na widok aparatu... Bilbo ma kilka fajnych ujęć-ale z nim łatwo, bo on się prawie nie rusza ;) Dziadkowi spróbuję jakieś zrobić jak będzie spał-tylko muszę go przyłapać i nie obudzić :)
-
No, w końcu mi się udało tu dotrzeć-i nie ma nikogo z boku, kto by krzyczał "ja! teraz ja!" I powiem Wam,że śmieja się ze mnie,że jestem pies stacjonarny-bo ja dbam o moje gabaryty jak mogę-ładnie wszystko zjadam i staram się ruszać...jak najmniej ;) wskakuję na fotel-i jak chcę zmienić miejscówkę, to zaczynam płakać-i mnie przenoszą-albo na kanapę, albo na łóżko, albo Sebek zabiera mnie do siebie :) I jeszcze Hopiak mówi,że ja i Blacky to jakieś 60% Zosi-bo ja śpiewam, a on goni wszystkich... A ja...ja wczoraj postawiłem się Blackiemu-i Dziadkowi szczęka opadła, aż się przewrócił ze strachu...a potem mnie pogonił...bo mnie odwaga opuściła... Moi ludzie nadal milczą...ale nie narzekam- czy mi tu źle? micha pełna, rączki do głaskania sa, miejsce na łóżku-jest...i jeszcze Wam zdradzę-my tu mamy takie same prawa jak człowieki-możemy mieć zły humor, możemy leżeć wszędzie, możemy pyskować-no-wszystko możemy. Nie wolno tylko chodzić po stole (mnie i Dziadka ciągle ściągają)-bo mówią,że oni nie chodzą, to i nam nie wolno (to chyba jedyny zakaz? a-i nie wolno się bić...ale to już Dziadkowi tłumaczyć muszą) Pogoda dzisiaj wstrętna-więc nawet Hadesowi się łazić nie chce. No i uczymy się (ja i Blacky) jeść owoce i warzywa (marchewki i jabłuszka). Wczoraj zjedliśmy jabłuszko na spółkę, dzisiaj trochę marchewki...i buraczka ukradliśmy. Bilbo mający obroże różową i będący z tego powodu dumny jak paw-bo w końcu...czyjś?
-
Muszem się poskarżyć-bo wiecie, co raz trudniej dopchać się do kolanek Hopiaka :( ciagle ktoś pcha się jej pod rączki do głaskania-kolejka się robi...a jeszcze kociaste z korytarza też na nią czyhają :( a ja jednak zdecydowałem,że malutki jestem i tez chcę-głasków, buziaków, chcę być noszony na rączkach! Bo wiecie...ludź to nie tylko smaczki! ludź na co dzień całkiem fajny jest! Z Bilbem jest mi się najłatwiej dogadać-bo on też mały...i najłatwiej go przepędzić ;) i bronić go trzeba-bo to tchórz,że hej! jego okrzyk bojowy...chyba lepiej,żeby niemową był-pisk taki, jakby mu się nie wiem co działo! no i on płaczek jest...i leń! jak chce być głaskany, to siada na tym swoim fotelu i płaka! ale nie zejdzie i nie ruszy grubego tyłka-o nie! to do niego trzeba iść! wczoraj to go nosili za sobą i przekładali-z podłogi na fotel, z fotela na łóżko... Na noc dzielą się nami sprawiedliwie-raz ja i Bilbo śpimy z Hopiakiem, a Tolek i Hades z Sebkiem, raz my z Sebkiem-bo w czterech to ledwo się sami na łóżku mieścimy-ludź nie ma szans się z nami położyć ;) No i żebramy...no dobra-żebramy wszyscy-ale u Hopiaka tylko Bilbo uparcie próbuje-ja się już pogodziłem z tym,że od niej to się nie da (chłopaki ostrzegali-ale próbowałem)...a Bilbo-on żebra u wszystkich... i zdradzem Wam tajemnicę-najłatwiej wysępić coś od TZa-tylko Hopiaka nie może być w pobliżu ;) Blacky zmieniający się w Słodziaka :)
-
Widzisz...ja tez jestem zła na właścicieli, ale co zrobisz? oczywiście moge znów wrzucić fotki Bilba na fb, narobić szumu-być może znów po niego przyjadą? I powiem szczerze-ostatnio chcieli zwrócić wszelkie poniesione przez nas koszy, zapłacić za opiekę-to ja nie wzięłam pieniędzy, z zaleceniem zakupu dla niego obroży i adresatki, W niedzielę (ubiegłą) miałam zamiar skontrolować-ale Bilbo mnie ubiegł, bo wrócił w sobotę. Dzisiaj byliśmy na spacerze do jego wsi-chodzi luzem, bo o dziwo-nie ucieka, chodzi przy nodze...a tam znikł...Wystraszyliśmy się, wołaliśmy-cisza. Szukaliśmy z Sebkiem-mieliśmy wrócić po rowery i podjechać do jego włascicieli-ale zadzwonił TZ,że Bilbo jest w domu na fotelu-wył u nas pod drzwiami i próbował je otworzyć pazurkami i ząbkami. Musiał wrócić "kocim szlakiem"-bo koło nas na pewno nie przechodził. I naprawdę zaczynam się zastanawiać dlaczego woli być u nas?
-
A może po to,żeby drugi pies nie uciekł? :siara: nadal cisza :(
-
.........................................................................
-
Ja też nie rozumiem-i poczekam. Głodował nie będzie-bo jakby nie patrzyć-mamy jeszcze Bilbową karmę zasponsorowaną przez urzędników :) a jak się skończy zanim właściciele się ogarną? moje chłopaki chętnie się podzielą ;) Ps. dzisiaj brama u właścicieli zamknięta na cztery spusty...i ani pół ogłoszenia pt "zaginął pies", nie zgłaszane zaginięcie ani w urzędzie ani na policji-cisza wszedzie...
-
Ja dzisiaj odpięłam Panu Psu smycz-wrósł dziad jeden w ziemie i ani myślał się ruszyć-a Blacky się wściekał i rzucał do...Tolka. Więc odpinając smycz trochę się Bałam,że Bilbo popędzi przed siebie...a on popędził...ale do domu (mojego!). Dziwna sprawa z nim-wygląda na bardzo zadbanego, rozpieszczonego-więc dlaczego ucieka? co jest nie tak? szkoda,że nie umie mówić...a w zasadzie,że nie rozumiem co chce powiedzieć... Rano zmarzliśmy na dworze-po południu Blacky dostanie kurteczkę, bo aż mu ząbki z zimna szczękały. Bilbo...no w kurteczce nawet kroku nie chce zrobić :( może jak będzie zimniej, to się przekona? Moje chłopaki czasem lubią mieć ubrania-Hades na "dresiarza", Tolo na "profesorka"-zakładałam im ludzie-Sebkowe ;) A-i Blacky w końcu chyba zrozumiał,że nikt mu nie chce krzywdy zrobić! Co prawda, jeszcze czasami rzuci się na chłopaków-ale co raz rzadziej...no i co raz częściej wskakuje na kolana-i SAM rozdaje buziaki (na poczatku próba dania mu buziola w pychola kończyła się próbą odgryzienia nosa-ludzkiego)
-
Widzisz...ja sama nie rozumiem :( po rozmowie z TZ uznaliśmy, że tym razem poczekamy na "ich ruch". Rozmawiała z kilkoma osobami (pso-lubnymi)...i przychylam się do zdania większości-być może ostatnio poczuli się zmuszeni do odebrania psa-bo rozgłosiłam go na fb-jako zgubę, rzecz jasna. Mieszkają we wsi co prawda większej niż moja-ale jak to na wsi-wszyscy się znają...być może odebrali go pod naciskiem społeczeństwa? Z drugiej strony-spotkałam właścicielkę z tydzień temu i doradziłam wyczyszczenie uszu-i uszy są czyste...Bilbo jest naprawdę zadbanym psem, raczej rozpieszczanym-ładuje się na kolana, głośno dopomina o pieszczoty...mam mętlik w głowie :(
-
Ciocie-co robić? Bilbo...wrócił...właściciele-milczą...nie szukają go? przecież pies jest u mnie już 24 godz...kurczę-gdyby to mi zwiał szukała bym...i na pewno dzwoniłabym w miejce jego ostatniego pobytu-bo może tam wrócił? a oni-nic...cisza... przejeżdżałam wczoraj koło ich domu (ok-nie weszłam, nie powiedziałam,ze on jest u nas-znowu!)-ale na podwórku-sielanka-ludzie grillują, dzieci się bawią, brama wjazdowa otwarta na oścież...A Bilbo...nadal bez obroży i adresatki :( jak przyjadą-musze go oddać-bo w końcu to ich pies...a tak naprawdę-nie mam ochoty go oddawać komuś, kto nie potrafi go dopilnować :(
-
wczoraj wrócił Bilbo-znów na korytarz, znów bez obroży i adresatki :( wszedł do mieszkania jak do siebie, radośnie przywitał się z resztą stadka, dał się obwąchać, oblizać-sam się dzielnie odwdzięczał...schował się u młodego w pokoju i spał-długo. Później przenieśliśmy go do mojego pokoju-musieliśmy jechać na wykopki do moich rodziców. Blacky został na przedpokoju-nie zaryzykuję i nie zostawię go z chłopakami, bo Dziadek rzuca sie go gardeł, nie wiem jak zareaguje Tolo jak będa sami. Wróciliśmy wieczorek-ależ się Bilbo żalił-no w końcu przeszedł znów kawał drogi, a my go bezczelnie zostawiliśmy ;) Jego Państwo mają mój nr telefonu-nie dzwonią...nie piszą...nie wiem co robić, co myśleć :( Jasne-mogę go odwieźć...ale...no, w mordkę jeża-dlaczego nie pilnują? dlaczego nie kupili obroży i adresatki? jestem zła na nich...bardzo zła