Nie, aż tak go nie poniżam jeszcze :p
W domu była masakra. Rozwalił wczoraj wieczorem, ale myśleliśmy że to szybko przejdzie (raz już tak miał, nadszarpnięte). No i niby przyschło pod plastrem. Za to rano wstaję, a tu rzeź... Więc szybka decyzja (bo zaczęło znowu lać, jak potrzepał uchem) i szybko do weta (no ja do szkoły niestety :() Wetka przemyła, obejrzała, no i niestety "zakwalifikowała" do szycia. Ale mały dzisiaj na smyczy, żeby nie nadwyrężyć znowu na polach, szaleju się najadł. Nic nie zauważa że ma chore ucho, raczej nic nie boli, szaleje, biega po placu, aportuje piłkę, gryzie Kajkę :)