Jump to content
Dogomania

Panna Marple

Members
  • Posts

    6865
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    18

Everything posted by Panna Marple

  1. I właśnie dlatego najfajniejsze są czarnuszki:lol:. Wiem, bo mam dwa:lol:
  2. Jasiek jest ogłaszany na śląskie i małopolskie. Miejmy nadzieję....
  3. Zapytałam na wątku gdzie jest Jasiek teraz (mnie już się wszystko miesza) - czekam na odpowiedź
  4. gdzie obecnie przebywa Jasio? mam na myśli miejscowość? Pytam, bo jakaś pani szuka młodego psiaka
  5. OK, tak czy siak, czekam na info jak tylko będziesz coś wiedzieć-obczaimy co i kiedy:lol:
  6. [quote name='Dogo07']Niestety nie miałam zadnego zapytania o Rudaska :(.[/QUOTE] Bo ludzie dziwni są i obawiają się takiego jednookiego...:-(
  7. OK, a Twój Sarnów to powiat gliwicki czy będziński?
  8. Przed świętami żywcem nie dam rady:-(. Jeśli po świętach, to spoko, mogę nawet zaraz we wtorek po Wielkanocy. Nie wiedziałam, że to na cito jest, kiedy proponowałam transport:-(. Daj znać jak cosik więcej będziesz wiedzieć - może coś wymyślę...
  9. [quote name='Gabi79']Cioteczki właśnie dzwoniła do mnie pani z Mikołowa w sprawie Stefci. Poprosiłam o adres mailowy i wyślę kilka linków. Pani chce psiaka do roku, niezbyt małego. Myślę na szybko, kto by się nadawał z naszych okolic[/QUOTE] A "zagłodzony jasiek" z banerku w moim podpisie? Około roku (1,5) i niezbyt mały?
  10. [quote name='paula_t']Cały czas pamiętam o tobie maluszku :)[/QUOTE] Ja też, bo pamięć mam jak słoń:evil_lol:
  11. Pysiu, będę w pogotowiu, ale nie wiem czy dam radę przed świętami...raczej nie, niestety. Ale zaraz po świętach na 100 procent:lol:
  12. Ciotka, przestań:mad: z dziękowaniem-do jednej bramki gramy, nie?
  13. Oj tak, jak pies da dyla, to stres jest straszny. Rudasku, ani mi się waż uciekać, zrozumiano?:mad:
  14. Pysiu, daj znać na kiedy potrzebujesz transportu suni z Harbutowic - przywiozę Ci ją:lol:
  15. Może poczekajmy z wizytą jeszcze trochę, żeby nie wywierać na nich silnej presji-może po świętach?
  16. Ciotki Kochane, już jestem i już zdaję relację:lol:. Wczoraj długo rozmawiałyśmy z Pysią o Berku i o jego charakterku...:evil_lol:. Pysia powiedziała mi na czym mam się skoncentrować podczas rozmowy. Głównym założeniem było to, że psiak potrzebuje przyjaznego, spokojnego, ale konsekwentnego i stanowczego przewodnika, który pomoże mu rozładować buzujące emocje w sposób akceptowany przez wszystkich. I że Berek mimo wyglądu cherubinka nie jest (jak do tej pory) nakolankowym pieskiem do miziania, nie do końca ufa człowiekowi, a w sytuacji stresującej nie zawaha się użyć ząbków:evil_lol:. Nie da się ukryć, że pod dom podjechałam z fasonem (zaryłam w śnieżną skarpę i malowniczo osiadłam na krawędzi...:evil_lol:), ale o tym na końcu... Berkowy domek leży niedaleko Myślenic, z boku od drogi dojazdowej, na małym pagórku - w sąsiedztwie łąki, stadnina i kilka domów. Jest ogrodzony - spora podmurówka i wysokie sztachety - teren całkowicie bezpieczny. W domu mieszka pani około 65 lat ( w dobrym stanie zdrowia), a na weekendy co tydzień przyjeżdża do niej córka z zięciem i wnuczką (pełnoletnią). Pani miała pieska (wzięty ze schroniska w wieku szczenięcym, na początku wycofany, potem rozkwitł), który odszedł w zeszłym roku (rak jelit z przerzutami na śledzionę) i nie mogła powstrzymać łez, kiedy o nim opowiadała. Bardzo brakuje jej psiego towarzysza i dlatego, kiedy minął już czas pierwszej żałoby, chce pomóc następnemu. Cała rodzina jest absolutnie zgodna w swojej decyzji, są świadomi pracy, jaka ich czeka, a w przypadku problemów będą kontaktować się z Pysią. W domu pana Janusza (zięcia) psy były od zawsze i były to różne psy (niektóre trudne)-zapewnił mnie, że nie szukają żywej psiej maskotki do glaskania, ale psiego członka rodziny. Zgadzają się na kastrację, wizytę poadopcyjną, doskonale wiedzą jak ważne są regularne szczepienia, odrobaczanie, zabezpieczenie psa przed zgubieniem się, etc, a także swiadomi są tego jaką traumą dla psa jest nieudana adopcja. Naprawdę bylam pod wrażeniem ich rozsądku i cierpliwości, a jednocześnie ogromnego ciepła i pro-psiego nastawienia, a także tego, że decyzja została przemyślana, przedyskutowana i bierze w niej udział cała rodzina. A teraz krótko o mojej śnieżnej przygodzie:diabloti:...Pan Janusz załamał ręce i stwierdził, że bez traktora się nie obejdzie...Cóż z tego, skoro wezwany na pomoc sąsiad, szczęśliwy posiadacz traktora, nie dał rady tymże wyjechać, gdyż zasypało mu bramę...Więc, pan Janusz chwycił łopatę i odśnieżając w strugach potu, ustawił żonę i teściową w wyznaczonych punktach i kazał im mnie wypychać...W efekcie, mimo tego, że przyszła Berkowa Pani wpadła pod koło mojego samochodu ( a ja mam naprawdę duży samochód z dużymi kołami) dzięki jedynie ich pomocy, szczęśliwie wylądowałam na właściwej ścieżce:lol:
×
×
  • Create New...