-
Posts
15994 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ty$ka
-
[quote name='Sonka95']Ten labek to taki niewyżyty ciągle by biegał :evil_lol:[/QUOTE] I nie patrzył później po czym biegnie, nieraz na Morusie się zatrzymał przy okazji go przewracając... ;) [quote name='Aleksandra95']No co Ty, przecież Ci wierze. Za bardzo się podjarał:/[/QUOTE] Otóż to. Ostatni filmik mozna by rzec - sielankowy. Mam jeszcze jeden, ale on jest już bardziej prywatny: widać na nim jak Morus się wkurza i próbuje ustawić delikwenta: filmik trochę niefajnie się ogląda, bo jest trochę wyrywania kłaków, a i ja ruszałam aparatem, więc cóż... go nie pokażę. Więc mam zdjęcia. Jednak to już może jutro, co? :) [video=youtube_share;5XbfKITtPBg]http://youtu.be/5XbfKITtPBg[/video]
-
[quote name='Aleksandra95']Porażka z tym labradorem....... ale na filmiku wygląda jak na zabawe Dory ;)[/QUOTE] Na początku było całkiem miło, jednak potem nie wiem, co labowi strzeliło. Serio. Albo za bardzo się pobudził na widok wody i nie mógł sobie poradzić z emocjami, więc się na nas wyżył, albo faktycznie bez właściciela całkowicie wyluzował i pokazał prawdziwe oblicze. Bo jak oglądam filmiki to faktycznie ciężko uwierzyć, że coś takiego miało miejsca - ale uwierzcie mi. Niedowiarkom mogę przesłać swoje spodnie do prania i zszycia oraz pokazać zdjęcie mojej ręki :/ Kolejny filmik - to jest właśnie ta polanka, na której po chwili zaczął się nasz koszmar. A na samym początku było tak wspaniale, jak obrazuje ten filmik: [video=youtube_share;FsuMX57LuJQ]http://youtu.be/FsuMX57LuJQ[/video]
-
Pierwszy filmik z wczoraj - wchodzimy do lasu, jest jeszcze miło i fajnie ;) To jest pierwsza inicjacja zabawy [video=youtube_share;UGQ6xKPQDWI]http://youtu.be/UGQ6xKPQDWI[/video]
-
[quote name='trabeska']A lab rzeczywiście masakryczny- współczuję... :roll: I ja to bym temu dresiarzowi nagadała... :diabloti: Podziwiam Morusa, że zachował spokój- moje to nawet nie pozwoliłyby podejść do siebie obcemu psu... I jakie brudne Morusiątko :)[/QUOTE] Nienawidzę labów, Brutus tylko potwierdził słuszność mojego stosunku do nich. Na spacerze zastanawiało mnie jedno... co by było, gdyby na moim miejscu był ktoś inny? Wiecie, nie chodzi mi o samo dziecko (choć u nas latają bez kontroli do lasów), ale o osobę podobną wielkością do mnie, ale lżejszą... założę się, że by sobie nie poradziła. Czasem nadmierna masa i siła są pomocne. Aczkolwiek nawet nie chce myśleć, co by się stało z dzieckiem, które napotkałoby się na laba. A dresiarza jak tylko spotkam, to mu nagadam. Wiem w jakiej okolicy mieszka, zdaje się, że na tej samej ulicy, co Bartek z Cheebą, więc muszę go wypytać o gostka i nasłać na niego policję. Wiesz... kiedyś Morus był bardzo wybuchowy. Jednak duuużo pracowałam nad jego agresją do pobratymców i spokojem przy innych psa, a jeszcze dochodzi kwestia, że spoważniał, więc wie, że nie toleruję żadnych wyskoków. Chyba że sa usprawiedliwione ;). Wszak w poniedziałek w g.wnie się wytarzał :siara: A potem po błotku przeszedł 3km :PP [quote name='junoo']Ale masz radosnego psa. Na każdej focie się uśmiecha. Słodziak![/QUOTE] Hehe, taki optymista mi się trafił :D Zgadzam się :loveu: :) Jednak zapomina o tym, że nie jest piórkiem, więc mimo wszystko usiłuje mi się wepchać na kolana :D
-
[url]https://lh3.googleusercontent.com/-E-gH8WQuIL0/UWvHR4RkgGI/AAAAAAAAFks/lRxmN4qYeTg/s720/SDC10219.JPG[/url] o fuj :mdleje: [url]https://lh3.googleusercontent.com/-uQZACnFb2gI/UWvt3ihJhCI/AAAAAAAAFxM/hAfbGsfI8PE/s640/SDC10335.JPG[/url] wiatr w uszach :lol: Staffiki są fajne, ale nie mój typ psa :D Mnie się wydaje, że najfajniejsze to to: [url]http://www.e-pies.eu/633-1139-thickbox/trixie-denta-fun-ring-mietowy-125cm-tx-33181.jpg[/url] i to pierwsze :D
-
Oooo, to fajnie, że planujcie wycieczkę :) Sonia już towarzyszyła Ci podczas rowerowania? :D
-
Radość, że się kończy błotko :P [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images49.fotosik.pl/1871/90d21a822a4d5ec8med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images39.fotosik.pl/2011/e891fa7ff3b152cbmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images43.fotosik.pl/1806/fef210d265dd0a31med.jpg[/IMG][/URL] Na koniec kilka "chwastów" na naszym ogrodzie :eviltong: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images39.fotosik.pl/2011/85bbefc908ff47abmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images42.fotosik.pl/839/f9c09b74ee550dbamed.jpg[/IMG][/URL] To tyle. FOTOrelacje (bo relacje macie wyżej, przed zdjęciami :P) z dzisiaj będzie później... albo w czwartek :)
-
Takiego uśmiechu, to dzisiaj nie uświadczyłam na spacerze... patrzył na mnie tylko wzrokiem pt. "zrób coś z tym labem!" [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/2018/edc9675a86f859camed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images35.fotosik.pl/1880/4b94a606124ad649med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images37.fotosik.pl/2034/ae35c27ed0f00844med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images50.fotosik.pl/1924/08453243ab6a5ddcmed.jpg[/IMG][/URL] "Ej, wyluzuj - nie każ mnie błotem za to wytarcie się w ciebie gównem" ^^ [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images34.fotosik.pl/630/04e8997d13de7e5dmed.jpg[/IMG][/URL] cdn.
-
Ciąg dalszy fotek Piesek sobie idzie... [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images39.fotosik.pl/2011/28be50434f622dcbmed.jpg[/IMG][/URL] ...więc Siad-zostań na odległość ;) [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images50.fotosik.pl/1924/ff582d56fd57f0afmed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images47.fotosik.pl/1792/6f207a18fc6289bdmed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images33.fotosik.pl/634/11f01af26929da28med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/2018/931516f2bd779547med.jpg[/IMG][/URL] cdn.
-
[quote name='Istar19']jak to dobrze ze Endi wrócił :) "wmieszanie" w to policji było dobrym wyjściem Ty to masz przygody z tymi psami :shake: dobrze że nic poważnego Ci się nie stało. Biedny Morus...nie dość że mały to jeszcze dobrze wychowany i chociażby chciał to wie że nie należy się odgryzać za bardzo :evil_lol:[/QUOTE] Też się bardzo cieszę :) Nie zawsze to pomaga, ale jak widać tym razem było skuteczne. Ano mam... moja nienawiść do labów wzrosła lawinowo. Zamiast miłego spaceru, był koszmar. Jednak ostatecznie się odgryzł. I to dość porządnie. Bo ileż można przyjmować bez mrugnięcia okiem ciosy od 4x cięższego psa? Zresztą, ja też przestałam być miła...
-
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images39.fotosik.pl/2011/0c1507dccc9f648emed.jpg[/IMG][/URL] Zniknął jej z oczu Morus,więc się rozgląda :p [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images50.fotosik.pl/1924/9a1db14661348d50med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images34.fotosik.pl/630/c5a549195f03cf7fmed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images40.fotosik.pl/2018/3101d4b7b1e1d648med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images50.fotosik.pl/1924/e17164a22cdd775fmed.jpg[/IMG][/URL] cdn.
-
Zdjęcia z wczoraj, przynajmniej część ;) Bołdełek :) [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images37.fotosik.pl/2034/8c262aa69cfc5d5amed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images42.fotosik.pl/839/7f1595ccf0ec3778med.jpg[/IMG][/URL] Maja, najlepsza kumpelka - towarzyszyła nam kawałek, ale potem wróciła do domu ;) [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images38.fotosik.pl/2018/295931185522eccemed.jpg[/IMG][/URL] Beztrosko dziewczę sobie biegnie za Morusem [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images47.fotosik.pl/1792/b5697212e4a56ba2med.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images34.fotosik.pl/630/323cd928ffa20766med.jpg[/IMG][/URL] cdn.
-
[quote name='trabeska']Cieszę się, że się wszystko prawie dobrze skończyło :) A spacer rzeczywiście mieliście świetny :D Biedny Morus... :evil_lol: I również czekam na foty :)[/QUOTE] [quote name='rashelek']Dobrze, że jednak się ułożyło :loveu: A spacerowe przygody... przemilczę :evil_lol:[/QUOTE] [quote name='phase']Baardzo, bardzo się cieszę, że Endek znaleziony! :multi:[/QUOTE] [quote name='betty_labrador']Cieszymy sie razem z Tosia ze zguba znaleziona :multi: sloneczko nareszcie :loveu:[/QUOTE] [quote name='unikatowydiament']My tak samo:multi:[/QUOTE] [quote name='Sonka95']Super wiadomość , ze Endy sie znalazł :multi: :)[/QUOTE] Dzięki Dziewczyny za wsparcie ;). Co do wczoraj... hmmm... wycofuję się - nie było tak tragicznie. :diabloti: Owszem, doznałam kontuzji nogi, dzisiaj ledwo chodzę (na wfie skakałam na jednej nodze zamiast biegać :P), a jak chodzę to jak jakiś paralityk... ale dzisiaj to myślałam, że kogoś zarznę jak świnię :mad: Bo musicie wiedzieć, że testy są blisko, więc Ty$ka się do nich przygotowuje poprzez robienie sto innych rzeczy, byle wymigać się od nauki :siara: Toteż kaleka umyśliła sobie, że pójdzie z kundlem do lasu. Pogoda piękna, cudna, och i ach, a humor zryty, więc wybrałam się do lasu. Biorę manatki, kilka drobiazgów do szkolenia (skoro wczoraj ćwiczyliśmy na szaleńczymi sztuczkami i zostałam kaleką, to dzisiaj jakieś spokojne...były takie plany...). Szliśmy sobie grzecznie, piesek wspaniałomyślnie nie ciągnął na smyczy (dla mnie to akurat atut, że ciągnie; przy psach ładnie równa do nogi i czeka na moje polecenia) jakby wiedział, że przez to mógłby mnie zabić. Normalnie -żyć nie umierać. Ale chwila. My przyciągamy przygodę, przecież u nas spacer polegający tylko na łażeniu i luźnym sztuczkowaniu to niedorzeczność! No jasne. Nic więc dziwnego, że od jakiegoś czasu szli za nami dresiarz z córką (?siostrzyczką?) i sobie gadali. Jednak to nic, zło przyszło po paru minutach. Zło w postaci biszkoptowej. Czy ktoś z Was już wie, co mam na myśli? :diabloti: Taaak! Blabladorek (oczywiście bez obroży) zatarasował nam drogę. W tej okolicy ostatnio zrobiło się ich sporo, żaden nie lubi mojego Morusa, a w szczególności taki jeden: Morusa przygniata do ziemi, a mnie próbuje gwałcić.... Zawsze.... więc jak nam drogę zatarasował biszkopcik, to modliłam się, żeby to nie był on. I nie był. Co ciekawsze, okazało się, że zbytnio nie był nami zainteresowany, lecz tamtą dwójcą, co za nami szła. W pewnej chwili dresiarz zauważył blabladorka, więc mówi: - Brutus, chodź tu. Ej, brutus.... Po czym bardziej pyta niż mówi: - Czy to Ty Brutus? Czy to jest nasz pies? :mdleje: Nie ukrywam, że witki mi opadły do samej ziemi. Jak można własnego psa nie rozpoznawać? No błagam. Jednak powstrzymałam się od - wydawało mi się - zbędnego gadania o smyczy, obroży itepe, bo moja lampka kontrolna została przyćmiona przez początkowe zachowanie ów dresiarza. Psa przywołał, ten posłusznie ruszył za nimi, na nas nawet nie spojrzał. Myślę sobie: "okeeeej, w końcu jeden normalny". Nim skończyłam tą myśl, nasza kochana dwójca skręciła w ulicę, a za nim blabladorek... niestety, nie skonczyło się to sielankowo, jak tylko dresiarz zniknął biszkoptowi z oczu, ten od razu zrobił tył-zwrot. Oczywiście prosto na nas. :roll: O dziwo, w miarę ładnie się przywitał, nie nagabywał się początkowo i było całkiem gites. Poszłam więc z kundlem do lasu. Tzn. z dwoma, bo waćpanowi-właścicielowi oczywiście było w dupie czy pies pójdzie za nim, czy ktoś go przejedzie, czy go komuś odsprzedam. A co tam - był jeden lab, będzie i drugi, co za problem? :roll: No, ale... poszłam. Nadzieją było to, że będzie całkiem miło - skoro tak się ładnie przywitał, to tylko fajne zdjęcia wyjdą, a ja przez moment będę właścicielką dwóch psów. Taaaa, głupia ja i naiwna. :evil_lol: Jak tylko Brutusowi pan zniknął z oczu, zaczął się powoli otwierać. Wiecie, zaczął pokazywać, że jest LABEM, a nie żadnym kundlem, wieśniakiem, ale LABEM. Przy lesie było bajoro, więc oczywiście jak na LABA przystało, szanowny pies pochlapał się w wodzie, odbiła mu po tym szajba i się [B]w miarę[/B] ładnie (jak na laba) bawili z Morusem. Mam nawet filmik. Niestety, potem mnie próbował zgwałcić, ale ostra reprymenda i było OK (szkoda tylko, że czerwone rurki stały się całe błotniste... no, ale jestem tolerancyjna, zagryzłam zęby, myśląc że to wypadek przy pracy). Błąd. Im dalej w las, tym LAB bliżej ideałowi LABA. Potem trafiliśmy na polankę w lesie, gdzie było błoto. I lab znów do błota. A potem znów na Morusa... niestety, z każdą zabawą były to coraz brutalniejsze i słoniowate zabawy. A jak wiemy, Morus takich nienawidzi... Potem Brutus znów próbował mnie kilka razy zgwałcić (tzn. były to próby sił) i doszło pomiędzy nami do zgrzytów: dobrze, że znam psią mowę i wiem jak reagować, bo źle by to się skończyło dla mnie.... Pokazywanie zębów, skakanie, warczenie, próba powalenia mojej osoby... I było z każdym razem coraz gorzej. No i właśnie na tej polance zaczął się koszmar. Dla mnie miarka się przebrała, gdy ukąsił mnie poważnie w rękę - musiałam kilka razy przytrzymać go do gleby, by w końcu przestał. Morusowi zaś cierpliwość się skończyła, gdy blabladorek z całym impetem wskoczył na kundla, wywalając go do wody. I przestał reagować już na CSy, po prostu stał się labem... Próbowałam go zgubić, bo Morusowi i mi działał na nerwy, non stop byliśmy spięci i miły spacer zamienił się w koszmar... ale niestety, ktoś go doskonale nauczył trzymania przewodnika... Byliśmy na niego skazani. Morus bał się iść, bo w każdej chwili mógł na niego skoczyć LABUŚ (bo nie wyhamował) czy też walić grubą łapą, pewnie o wadze takiej, jak waży Morus. Ja miałam dość, szukałam po kieszeniach noża, by zadźgać Brutusa, ale na jego szczęście nie miałam... Co rusz dochodziło między psami do próby sił, była chwila spokoju, Morus starał się nie zaczynać wojny, ale on też ma swoje granice - gdy ktoś drugiego depcze to już serio przesada. Zresztą Brutus ze mną też próbował swoich sił (z moich obserwacji to jakiś podrostek: nawet sika jak suka, a wcześniej go nie nie kojarzę by mieszkał w okolicy; pewnie to dzieciak po tym znienawidzonym samcu: bardzo podobni do siebie charakterem i budową) i było obustronne warczenie i próby przyciskania do ziemi. Zawsze wychodziłam to ja zwycięsko, ale nieraz niewiele brakowało... Brutus waży tyle, co ja... :roll: Z Morusem było gorzej, bo mniejszy, lżejszy i kulturalny - wie, że za walki dostanie jeszcze ode mnie. W pewnym momencie doszło do tego, że jak znowu Brutus na mnie naskoczył, Morus przyjął to na swoje barki i nieco odgonił - też mam filmik, ale już na koniec - kiedy psy się rozchodzą, bo wcześniej nawet o tym nie myślałam, by kręcić... Ostatecznie, wkurzeni wróciliśmy do domu. Oczywiście z Brutusem, ale nie zdołał wejść nam na podwórku. Wynik spaceru? Maksymalne wkurzenie, chęć mordu, podarte spodnie (zniszczone jak diabli - oczywiście przez te próby sił z Brutkiem), Morusowy niespokój: jeszcze mu nie przeszło, kilka ran na rękach i nogach, wyrwana sierść morusowata i ma ranę pod okiem... :roll: Niech mi tylko właściciel Brutusa nawinie się - wszystko mu wygarnę jak trzeba... Aha, zdjęć trochę z dzisiaj też mam, ale po polance już tak naprawdę brak, bo potem musiałam schować aparat - nie wiedziałam, kiedy znów labkowi strzeli do łba i na mnie skoczy - szkoda by było aparatu... A foty oczywiście wtedy, gdy labek był nawet OK, kiedy już nie był, to interweniowałam i nie myślałam o fotkach... Kilka filmów też mam...
-
[quote name='Aleksandra95']No to skoro spacer udany to teraz czekać tylko na fotki :) Dobrze że kot i pies sa u siebie w domu :)[/QUOTE] [quote name='magdabroy']Cieszę się z tych dobrych informacji :multi:[/QUOTE] JA tez się cieszę, ulżyło mi :) Fotki dopiero gdzieś na weekendzie, bo dzisiaj już nie dam rady nawet zajrzeć do Waszych wątków, a przez najbliższe dni zapowiada się dużo godzin przy książkach :D Także jestem zmuszona do wstrzymania się z fotosami ;)
-
[quote name='Aleksandra95']A wiem... kurde....... :([/QUOTE] [quote name='rashelek']Mam nadzieję, że wszystko się ułoży - Zoya znajdzie swoich ludzi, a Endy wróci :shake: Ciekawe, kto go sobi upatrzyl, może ta sama osoba co ostatnio?[/QUOTE] [quote name='Aleksandra95']Jakieś wieści ? :([/QUOTE] [quote name='Sonka95']Co za pech :-( Mam nadzieje , ze Endy sie znajdzie jak najszybciej a Zoya znajdzie szcześliwy domek ...[/QUOTE] Nie wiem, kto sobie Endusława upatrzył, ale się wystraszył wyraźnie policji (napisałam, że współpracujemy z gliną :eviltong:) i Endusław zastukał do okna po północy. Wystraszony, wygłodniały i bardzo brudny, ale większych oznak katowania nie znalazłam :multi:. Odespał już i się właśnie tłucze z Milką :diabloti: Zrobiłam tez małe rozeznanie, co do Zoyi. To nie ona, to jej siostra z miotu, Alaska. Nawet inny charakter, ale równie paskudny :evil_lol: Jednak wyglądem to jak dwie krople wody, tzn. po bliższym poznaniu umiałabym je rozpoznać od siebie, ale tylko po zachowaniach i trochę różnią się wielkością, niewiele, ale zawsze coś. Natomiast Zoya faktycznie była w schronie, ale przez parę dni - zwiała właścicielom, dzisiaj ją odebrali ze schrona i dwa głupki (czyt. Morus i Zoyka) szalały sobie razem ;P. Tak czy inaczej Alaska ze względu na to, że jest bliźniaczką Zoyki, jest bliska mojemu sercu. I wiem, że w tym schronie zaczął działać wolontariat, więc może zrobią wyjątek dla małoletniej Ty$ki i ją zatrudnią :siara:. Będę się krzątać wtedy koło Alaski i kto tam wie 8). Tylko, że ekhem... wtedy to ja już w ogóle nie będę mieć czasu na naukę: harcerstwo, oaza, wolontariat, własny zwierzyniec i blog to za dużo :PPP. A więc wszystko się skończyło prawie dobrze. Mówię prawie, bo jednak szkoda mi Alaski. ;) Tak czy inaczej dzisiaj tak się cieszyłam, że polazłam na spacer z aparatem, a więc są fotki :D. Byliśmy niecałe 2h na spacerze, ćwiczyliśmy vaulty w lesie obok wyjącego... zwierza (lisy wyją? bo na psa to mi nie wyglądało, a wilków u nas nie ma... z tego co mi wiadomo... owszem na Roztoczu są, ale nie na Wschodnim... chyba :lol: ), nawet sarna się paczała na nasze wygibasy. :evil_lol: Ale piesek zrobił niespodziankę pańci i był w nią wgapiony :loveu:. W nagrodę za zajebistość zrobił mi kuku, a drugie kuku zrobiła sobie sama sierotka Tysia. :eviltong: Pies i kuku? A bo kto powiedział by stopowe vaulty były faktycznie wskoczeniem na stopy?:diabloti: Mądry piesek wie, że w gruncie rzeczy to chodzi o skoczenie całym cielskiem na brzuch pańci i podrapanie twarzy właścicielki :diabloti:. A gdy się już w końcu ulituje, to wskoczy na nogi, ale... ale jednocześnie zahaczając tyłkiem o kolana i wytarcie się w twarz pańci po wcześniejszym wytarzaniu się w gównie :diabloti: A ja sobie kuku zrobiłam to... to nie wiem kiedy. Ale sobie kolano rozwaliłam i ostatnie 3km szłam kulejąc i co rusz przeklinając, że boli. I boli nadal.... nie wiem co to mi się stało... A żeby było śmieszniej to chciałam pomścić się na psie za to gówno na twarzy (uczył się od Milki czy jak? :razz:) i poszłam te ostatnie 3km całkowitym błotkiem... w które... w które ostatecznie sama wpadałam (ze swoim uszkodzonym kolanem :roll:), piesek sobie jakoś radził (też wpadał, ale jednak mniej :P), ale ostatecznie błagał mnie bym go niosła. ^^ Nie ze mną te numery: nie dość że cuchnął padliną, sikami, gównem, to był jeszcze cały w błocie i miała to być zemsta dla niego, a nie kara dla mnie :PPP. Przynajmniej takie były początkowe założenia. Jakże się myliłam :cool3:. Jednak za mnie na kundlu pomściła się przyroda, aż mi się szkoda Morusa zrobiła. Wlazł w kujący krzaczek i w całą dupę wbiły mu się gałęzie. Biedak nie mógł iść, więc próbowałam się tego pozbyć... pozbyłam się, ale z sierścią przy okazji. A przy tej czynności towarzyszyło mi kłapanie zębami przez psa - cóż, wyrywanie z dupy sierści nie należy do przyjemności... W końcu zostawiłam mu jedną gałązkę, ale... ale mu najbardziej przeszkadzała, siadł i piszczał, bo nie mógł sam wyjąć. Okazało się, że wbiła mu się... w ekhem... w jajka :diabloti:. Od razu jak to zobaczyłam, to jeszcze bardziej kundlowi współczułam, choć nie powstrzymałam się i na cały głos krzyknęłam "Boże, ale jajca - wbiło ci się to paskudztwo w jajca..." - dobrze, że byliśmy wtedy głęboko w lesie :PPP. Oczywiście zaraz psa zawołałam i jednym ruchem mu to wyrwałam, jakoś tego nie przeżywał, bo nawet mnie nie ukąsił (więc albo go nie bolało, albo właśnie tak bolało, że był w szoku :P). Także ten... przyroda wie jak się zemścić na psie, mi to wyszło kiepsko :PP. A do domu wróciliśmy już bez większych przygód ;].
-
Maszeruje tak, że omal sobie jęzora nie przydepnie :evil_lol:
-
[quote name='trabeska']A czy można taki gwizdek dostać w zoologu?[/QUOTE] Myślę,że tak, ale u nas się przepłaca. Ja mam w tej chwili z Trixie (ostatni, dla mnie był ciut lepszy, ale go zgubiłam na spacerze :evil_lol:) i zapłaciłam na Karusku niecałe 10zł. Ten sam gwizdek u mnie w mieście kosztuje, o bagatela, 35zł. Także musiałabyś się przejść i porównać ceny :)
-
[quote name='Aleksandra95']Który to pies ?[/QUOTE] Ta malmanka, co ostatnio zrobiłam zdjęcia z Morusem. Cieszyli się sobą przez płot.
-
Nie ma za co. :) W między czasie też warto, byś warunkowała gwizdek ;). Praca czeka Cię długa, więc im wcześniej zaczniesz, tym lepiej, a może Ci się przydać też jako pomoc przy odwoływaniu od kur. Jednak to naprawdę w późniejszym czasie.
-
Przperaszam Was w ogóle za ten słowotok wulgarny, ale... ale skapitulowałam. To za dużo. [quote name='trabeska']O jeju, ale kiepsko :-( Współczuję...[/QUOTE] Mam nadzieję, że z Młodą się ułoży. Bo schron zaczął w końcu podpisywać umowy z właścicielami, więc mam nadzieję, że jakoś się ułoży... Musi... Ale boję się o Endusława... [quote name='Istar19']biedna Zoya :( niektóre psiaki to jakiegoś pecha mają :-( Biedny Endi....kiedy to się stało? może ktoś pójdzie po rozum do głowy...[/QUOTE] Strasznie... nie lubię takich historii... A ja się głupia cieszyłam :( Poszedł na siku dzisiaj tak jak zawsze, ale nie wrócił. Myślimy sobie - ok, pewnie gdzieś śpi na podwózu, bo ostatnio sobie śpi w garażu na huśtawce lub w budzie Morusa. Ale go nie było i nie było... I wtedy nas ruszyło, że coś mogło się stać... Oczywiście moja Babcia winę zrzuca na Milkę - że gdyby nie zamieszkała, to by Endy nie spał w garażach (zapomina tylko o tym, że od zawsze załatwia się on na dworze, że to nie Milka go wypuszcza, a od jakiegoś czasu pomiędzy kotami jest... tzn. był... całkowity pokój i zgoda)... Nie wiem, co robić. Na razie czekamy. Denerwuje mnie tylko jedno. To już niejedna historia, że kot nam przepadł. Już nie pierwszy raz zaginął nam Rudy i kot w ogóle. Ale co? A nic to nie nauczyło moją kochaną Babcię. Wypuszcza kotki dalej. I winę za jego zaginięcie obarcza Bogu ducha winnego kociaka jakim jest Milka... I zawsze mi zarzuca, że chcę, by kotka nie była wychodzącą. Jednak zawsze kończy się tak samo - "Jestem starsza, więc mam rację. Kot będzie wychodził czy to Ci się podoba, czy nie." i robi to wbrew mojej woli... A potem to, że kotek zaginął to już nie Jej wina, lecz moja, sąsiadów, całego świata... tylko nie Jej... Eh, przepraszam. Musiałam się wygadać.
-
[quote name='trabeska']Dziękuję Ci bardzo za rady :) Nigdy nie pomyślałam o tym, żeby w niego czymś rzucić. Ale będę musiała spróbować :evil_lol: Żeby mu się właśnie mózg włączył. Na prawdę Ci bardzo dziękuję :) O każdej takiej sytuacji, kiedy on pogoni kurę będę tu pisać. Teraz to będziemy musieli nad tym bardzo pracować, żeby nie doszło do tego, że on jakąś kurę zagryzie.[/QUOTE] Wiesz... nie o tyle w niego, co obok. ;) Coś głośnego. By mu powiedzieć: "Hallo, mówiłam do Ciebie, że masz przestać!" i wtedy go zawołać ;) Podobnie zresztą działa gwizdek - on dociera do psiego mózgu nawet, gdy goni zdobycz (jednak jest pozytywny :PP). O ile oczywiście jest dobrze uwarunkowany ;). Dopiero jak rzucenie czegoś głośnego (o fajne są też przykrywki metalowe do garnków: robią hałas :lol:) nie pomaga to wkraczasz mocniej do akcji, próbując zbója dopaść i pokazać mu, że Ci się to nie podoba. Tylko, że... zazwyczaj jesteśmy na przegranej pozycji, bo psy są szybsze. ;) Więc rzucenie czegoś w psa może już pomóc go zerwać z pogoni, korzystasz z chwili, łapiesz psa i każesz mu włączyć mózg - po prostu usadawiasz i czekasz aż się zrelaksuje (ćwiczysz przez to kontrolowanie emocji). Oczywiście metody dopasowuje się do psa, ja ze swoim działałam tak i dało to rezultat, Ty musisz znaleźć sama złoty środek na Bastera ;). Powodzenia.
-
Cholera. :angryy::angryy::angryy: Jestem wkur***** na maxa. Zoya to ma naprawdę pecha. :roll: A już myślałam, że jest szczęśliwa! Nawet ryczałam z radości! A teraz ryczę z bezsilności. I z maksymalnego wkurzenia... :shake: Kur** no! I jak tu pomagać! :angryy: Szlag mnie trafił. Powiem tyle. Suczka jest w schronie. W NASZYM schronie. Czyli może trafić do byle kogo. Znowu! :angryy::placz::placz::placz: Jutro idę do schrona. Zobaczę, co da się zrobić. Ale rodzice nie zgodzą się na nią, choć wiedzą, że jest mi bliska. Ale żeby tradycji dało się zadość, że nieszczęścia chodzą parami, to Enduśka nam ukradli. Nie wiem jak, ale wiem, że ukradli. Sam sobie nie poszedł. I sam by nie zrywał ogłoszeń o zaginięciu :roll: Mam po prostu dość. :shake:
-
Błąd. Działamy PODCZAS niewłaściwego zachowania, a nie po. Tylko pokazałaś mu, że jak się już kurką pobawi, to ma sobie siąść i odpocząć :evil_lol:. Trzeba działać od razu, ZANIM zdąży złapać kurę. Krzyknąć "NIE", często na początku trzeba się wesprzeć czymś mocniejszym, np. rzucić koło niego czymś (może być wszystko, co masz pod ręką, najlepsze są rzeczy dające sporo hałasu: puszki, miotła, dławik, coś metalowego...), po prostu zrobić coś, co go zbije z tropu i gdy to go na chwilę zatrzyma ("ale o co chodzi?"), wołasz go (ale nie żadnym "pipi, choć tutaj mój milusi, bo się jeszcze spocisz" :diabloti:), tylko huknąć raz a porządnie. Aby wiedział, że Ci się to zachowanie nie podoba (z czasem wystarczy samo ostre "NIE", by go zatrzymało i zawrócił). Jak przyjdzie, nagrodzić smaczkiem, głaskiem, no czymkolwiek, ale też kazać mu warować/siedzieć aż sie uspokoi. Jak nie przyjdzie sam, pójść do niego, wziąć go za fraki (jak zwiewa za kurą u nas pomaga huczenie lub rzucenie jakąś drobną rzeczą w pieska, np. kapciem :eviltong: - tak wiem, że jestem zła i niedobra :diabloti:), usadowić obok siebie i kazać siedzieć. Jak się będzie podrywał bez Twojej zgody, to jeszcze dobitniej usadawiać (u nas działa "NIE" i znów "siad", ew. jak nie działa, to mu pomaga posadzić cztery litery). Dopiero jak siądzie, ochłonie i go zwolnisz z komendy SAMA (a nie on, bo ma dość, bo chce się napić/wysikać, bo... bo coś tam), możesz go nagrodzić za spokój (czy to smakołykiem, czy to szarpaniem zabawki, to Ty wiesz, co najbardziej lubi) i odchodzisz do swoich zajęć. Jak będziesz konsekwentna to z czasem na "NIE" będzie reagował jak za machnięciem magicznej różdżki, a jak jeszcze dłużej popracujesz to w ogóle mu się odechce biegać za kurkami. I nie bój się psa karać, poważnie. ;) Owszem, do katowania psa nie zachęcam, ale jakieś podstawy wychowania piesek musi mieć wpojone. I często w takich przypadkach (wyuczone zachowanie) po prostu nie da się bez bardziej dotkliwej kary (ale serio ona nie jest bolesna, pieski w pogoni w ogóle nie reagują na nic innego niż na to by kurę dopaść, więc taki bodziec pozwoli wyrwać im się z tej pogoni, piesek włączy mózg ;) ).
-
Ryś-wyrzucony na stacji,uraz łapy znalazł swój dom!!!!
Ty$ka replied to Aleksa.'s topic in Już w nowym domu
Ja tam akurat nie mam nic przeciwko, gdy ktoś nie robi wizyty przed. Jednak umowa i wizyty (niezapowiedziane też) po to dla mnie niezbędne minimum :lol: Miejmy nadzieję, że Rysio od jutra będzie u siebie :D