Jump to content
Dogomania

Ty$ka

Members
  • Posts

    15994
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Ty$ka

  1. [url]http://img89.imageshack.us/img89/9259/qoz8.jpg[/url] ja naiwna próbowałam tu dopatrzeć Sonię i za chiny mi się to nie udało :evil_lol: [url]http://img844.imageshack.us/img844/7339/xbv8.jpg[/url] to się nazywa uśmiech :loveu: Jeeej, Twoja chociaż daje się zmoczyć w wannie, mój przy tej czynności to pewnie by wykopał dół w wannie, dziabnął mnie parę razy, wył i jojłczał jak zarzynana świnia i jeszcze uciekł przez okno - wszystko na raz :eviltong: Więc nawet się go nie tykam, niech się męczy skoro debil :diabloti:
  2. I super. Każdy wie, co dla jego psa jest najlepsze :)
  3. Nono... ciekawie skąd ona tam się znalazła :PP
  4. O jaaaaaaa :O też chcem fajne powietrze :<
  5. Macie mojego skarba :loveu: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/706/alcl.jpg/][IMG]http://img706.imageshack.us/img706/2177/alcl.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images65.fotosik.pl/59/44182ccecfbc983bmed.jpg[/IMG][/URL] Mam jeszcz zaległe fotki z wczoraj, ale to innym razem.
  6. [quote name='Sonka95']Super , że jest już po zabiegu :) Wracaj Milka do zdrówka ....[/QUOTE] Milka wraca psychicznie szybko, ale szkoda, że nie rozumie, że nie może wychodzić na dwór ani skakać po meblach. Teraz, nim się spostrzegłam, weszła mi na biurko, nie wiem jak to zrobiła, ale nie podoba mi się to. Położyła się tam, gdzie ma zwyczaj od grudnia - czyli przed kalendarzykiem.
  7. Jak mi Was brakowało :loveu: I uśmiechu Kreski :) :loveu: Wyczochraj ją ode mnie.
  8. Luuz, też to mam :siara:
  9. Jesteście :loveu: Gratuluję wytrwałości w upilnowaniu dwójcy, to naprawdę musiała być masakra. Cieszę się, że z Koleczką lepiej :multi: Hehe... szaleństwa wodne... to się dobrali :evil_lol: Oboje chyba mają świra na punkcie wody, zazdroszczę :eviltong:
  10. Piesek boski :loveu: Ale placek, pyyycha :loveu:
  11. Ależ z Ciebie wędrowiec :) Nie dziwię się, że chcesz wracać, bo widoki nieziemskie ;)
  12. Aaaaa, jestem przeszczęśliwa :loveu: Milka właśnie je swój pierwszy posiłek od przymuszonej 12h głodówki przedzabiegowej :loveu: Jestem z niej dumna :loveu: [quote name='betty_labrador']Historyjki obrazkowe świetne :D uśmiałam sie :P kotka to urodzony retriever , mozesz na polowania na kaczki ja zabierać, a ona z największych szuwarów przyniesie Ci zwierzyne :D Morus wykopal dołek dla siebie.To nastepnym razem dla Ciebie :D juz ma wprawe, to sobie szybko chłopak poradzi :)[/QUOTE] Dziękuję. Śmieję się, że przynajmniej kot trafił mi się aportujący :P Nieraz kopał dołki w upały, ale ostatnio robi to z niebywałą uciechą :D [quote name='deer_1987'][URL]http://img404.imageshack.us/img404/5161/2igc.jpg[/URL] slodko wyglada :D[/QUOTE] Na żywca jeszcze bardziej :loveu: [quote name='334maja']Fajnie, że już po wszystkim ;)[/QUOTE] Boję się jeszcze tej pierwszej nocy... ale najgorszy etap za nami.
  13. [quote name='magdabroy']No to się cieszę, że już "po" :multi:[/QUOTE] [quote name='rashelek']To dobrze, że jakoś poszło i już jesteście po wszystkim :) Teraz trzymamy kciuki za szybko powrót do pełni zdrowia :D[/QUOTE] Nawet nie wiecie jak ja się cieszę :) Stresowałam się jak nigdy. Na razie dziwne to uczucie, gdy widzisz śpiącą Milkę, a nie latającą po meblach... Oczka co rusz otwiera, sprawdza co robię, ale jednak sen ją zmaga i dalej wypoczywa. Jest dobrze :)
  14. Ojejku :loveu: Nawet pokazanie języka w jego wykonaniu jest urocze :loveu:
  15. Ty$ka

    Shila i Abby

    Ja trochę się nie dziwię ;) Często widzę takie kwiatki, co przyjeżdżają sobie z pieskiem, puszczają go samopas na zasadzie "róbta co chceta". Pies lata między ludzi, sypie piachem, a jak się załatwi, to właściciel udaje, że nie widzi... Albo myśli, że jak york to jego g.wno pachnie fiołkami. Przeraża mnie to. Wiem, że przez takie kwiatki cierpimy my, jako porządni psiarze, ale na opinię sobie sami tak naprawdę pracujemy. A wypadu nad wodę zazdroszczę :) Widać po fotkach, że Abby się podobało ;)
  16. [quote name='334maja']Każdy ma własne poglądy i własne zdanie ;) Mimo wszystko jestem wielką przeciwniczką kolczatek (jako narzędzia do nauki chodzenia na smyczy, bo ona zupełnie do tego nie służy) i większości metod Millana (nie wszystkich, ale większości; prawda jest też tak, że wiele osób źle wykorzystuje jego metody i w ten sposób wyrządza psu krzywdę) ;) Nie to, że uważam, że wszystko można załatwić za pomocą klikera i smakołyków, bo nie. Każdy pies jest inny i każdy wymaga indywidualnych metod. Co u jednego psa może przynieść efekty, u drugiego może się kompletnie nie sprawdzić. Dla mnie logiczne jest, że metodę trzeba dopasować do własnego psa ;) Ast astem, ale wszystko jest możliwe jeśli się tylko chce ;) Moja suka aniołkiem nie jest, z niektórymi psami kompletnie nie umie się dogadać. W jej przypadku Millanowe metody kompletnie by się nie sprawdziły, jedynie tylko by zwiększyły agresję. Dopiero metoda BAT przyniosła rezultaty i teraz psica może iść obok KAŻDEGO psa, leżeć koło niego itp. Co prawda jeżeli jest zbyt dla niej natarczywy lub poczuje się zazdrosna nadal zdarza jej się obszczekać psa, ale na tym koniec ;)[/QUOTE] Faktycznie kolczatka jako narzędzie do nauki chodzenia na smyczy jest zła, ale jako narzędzie WYKORZENIAJĄCA złe nawyki już jak najbardziej ;). I uważam, że o wiele skuteczniejsza i lepsza niż halti, oczywiście mówię tu o [U]prawidłowo[/U] użytych kolcach. Co do Millana... jego metody faktycznie wzbudzają kontrowersje i sama jak słyszę, że ktoś chce naśladować Millana to mi się włos na głowie jeży, ale wbrew pozorom gość naprawdę wie, co robi, ma odpowiednie podejście i wyczucie, dlatego całkowicie go nie przekreślam. Dygam się natomiast, gdy ktoś chce go naśladować. Bo to, co ten gość 4robi jest naprawdę mega, ale mega też niebezpieczne, większość osób nie umie odpowiednio czytać jego przekazów, czytać psów i dopasowywać metod, a z tego powstaje już bomba atomowa katastrofalna w skutkach dla psa. Uielbiam obserwać Millana i czytać jego książki, ale jako ciekawostkę, jako próbę poznania doświadczeń innych, nie brnę ślepo w żadną metodę, zresztą wszystkie dla mnie metody są bez sensu, jeśli ktoś korzysta z nich ślepo, bez dopasowywania do własnego psa. Fakt, ale zauważ, że jednak jest różnica pomiędzy psem bojowym, który zawsze był nakierowywany na agresję do pobratymców a spanielkiem, który miał być posłuszny wobec człowieka, milusi do innych zwierząt, nawet wobec zastrzelonych przez myśliwego (a nie upolowanych przez siebie!) zwierząt musiał mieć zachowany miękki pysk. Dla mnie jest więc śmieszne, gdy ktoś mówi, że agresja asta a np. dajmy na to spaniela jest taka sama, że to bez różnicy. Bo różnica jest, inaczej nie powstałoby tyle różnych ras. ;) I dlatego wykorzenienie u asta jest o wiele trudniejsze, nie mówię, że niemożliwe do zrealizowania, ale jednak jest - nie oszukujmy się - trudniejsze niż w przypadku tego przysłowiowego spaniela. I tutaj też moglibyśmy się licytować jakie metody u nas zadziałały, bo mój też wykazywał agresję wobec psów, suk, ludzi, ale one miały inne podłoże niż u Oscara. Poza tym, no kurcze no... każdy pies jest inny, mój w przeciwieństwie do Oscara jest psem miękkim, więc wiadome jest, że same kolce by nie pomogły. Dopiero odpowiednie operowanie głosem, mimiką, metod pozytywnym i kolców właśnie dało mi zadowalający efekt. Jednak nie mówię, że u Ciebie metoda zastosowana na moim psie dałaby ten sam efekt lub czy w ogóle dała... zresztą to nie miejsce na ten temat... Bo naprawdę każdy pies jest inny i jeśli ktoś myśli, że jest najmądrzejszy, wie w jakiejś dziedzinie najwięcej, bo miał taki sam problem ze swoim psem, to się grubo myli... Takie osoby zapraszam na wolontariat do schroniska czy pracę z psimi bezdomnymi zaprzęgowcami - jestem pewna, że tam nabiorą pokory i nauczą się nie iść po schematach ("jak na mojego zadziałały kolce, to temu też strzelę z kolców", "jak na moim zadziałało wpychanie smaczków w stresie, to temu też wepchnę"). I nie piszę tu akurat do Ciebie, ale ogółem, bo obserwuję coraz częściej takie zachowanie i po prostu mam ochotę tę osobę wyśmiać w twarz. I żeby nie było - nie mam na celu kogoś zmuszać do tego, by zmienił zdanie na moje (każdy swoje racje ma, jak to mówią jest Twoja prawda, moja prawda i g.... prawda ;) ), tylko po prostu dawanie rad jakikolwiek skoro nie znamy sytuacji, psa i masy innych rzeczy to jest tak naprawdę wróżenie z fusów. Wróżenie, które może psu zaszkodzić, jeśli ktoś ślepo za nimi podąży. Wiem, że każdy chce pomóc i sama czasem łapię się na tym, że piszę "a u mnie było tak i tak, zrobiłam to i to, więc teraz jest tak i tak", za to więc przepraszam, ale próbuję to u siebie wygasić i nie dawać rad. Zresztą mam nadzieję, że Aga na tyle zna swojego psa, że nie będzie ślepo próbowała każdej metody, bo tu nie o to chodzi ;) Jednak nie wiem czemu ta rozmowa się rozwinęła, ze swojej strony szczerze przepraszam za OT (jeśli chce ktoś to ciągnąć to zapraszam na PW). Czekam na relacje z życia Oscarka :)
  17. Dla mnie mocne, ale wiem, że nie wszystkich to ruszy :(
  18. Luna :) Jak ją dawno widziałam. [url]http://i.imgur.com/9Hc44mB.jpg[/url] mimikę ma genialną! :loveu: :lol:
  19. Już po zabiegu. Przyjechaliśmy 20min wcześniej, więc musieliśmy czekać te 6min aż gabinet zostanie otworzony, ale Milka w transporterku czuła się dobrze i przysypiała. Dopiero gdy weszliśmy do lecznicy i poczuła ten zapach nieszczęść i strachów, zaczęła dygotać i straszliwie płakać. Wbita w stół, drżała cała ze strachu. W tym czasie dowiadywaliśmy się o możliwych komplikacjach i skutkach ubocznych, było ciężko o nich słuchać (mimo tego, że większość rzeczy była mi znana, to jednak ciężko słuchać o czymś, jak wiesz że to może spotkać twego kota), ale z pełną świadomością po co tu przyszliśmy, podjęliśmy ten decydujący krok. Widok był przerażający, Milka ciągle się darła, mnie serce się łamało (jestem za wrażliwa na takie rzeczy), więc z bólem serca pojechałam do domu. Tam nie mogłam znaleźć sobie miejsca, ale o 9:04 zadzwonił do mnie Tato - już koniec, już po zabiegu. I po chwili byliśmy w lecznicy. Gdy zobaczyłam śpiącą spokojnie w transporterku Milkę, moje serce w końcu przestało dygotać, byłam przeszczęśliwa. Teraz Milka jest na środkach przeciwbólowych, śpi. Podobno sen może trwać od 3-6h, potem może być najgorszy okres: wymioty, ból, drgawki, ale na razie nic się nie dzieje. Leży koło mnie w transporterze, mój pokój jest najchłodniejszy + chodzi wentylator, więc ciągle młodą mam na oku. Przed chwilą, gdy to pisałam, zwinęła się w kłębek. :) Przed nami najgorszy czas, te 3-4 pierwsze dni są najgorsze, a 19tego sierpnia, jak da Bóg, to będziemy zdejmować szwy. Tylko jeszcze muszę kocicy zrobić kamizelkę, tak w razie, gdyby zainteresowała się szwami... A tak swoją drogą to nie spodziewałam się, że młoda waży aż 2,6kg. Jasne, to jest najlżejszy kot, jakie dotąd mieliśmy, normą zawsze było 5kg, ale Milka też jest najmniejszym mruczkiem w naszej rodzinie, więc zdziwiła mnie jej waga. Chyba zapominam o tym, że nie jest już małym kociakiem, jakiego przywlokłam do domu w grudniu :P
  20. [quote name='magdabroy']Musiało być ciekawie :diabloti::cool3:[/QUOTE] A Ty od razu wyskakujesz z jednym :siara:
  21. Eh... u nas też masakrycznie duszno. A co dopiero psom...
  22. Ty$ka

    Shila i Abby

    Przyszłam z rewizytą :) I nie żałuję :loveu: Choć nie przepadam za małymi psami, to Twoja jest prze-boska :D No genialna :loveu: Bardzo mi się wizualnie podoba :)
  23. To zazdroszczę, naprawdę. Bo jeszcze nie miałam okazji spotkać normalnego ONa. I za to trzymam kciuki - by był nakierunkowany na sport ;)
×
×
  • Create New...