Była u nas powódź.
Niby spokojnie, niby tylko ulewa, woda zalała ulicę naprzeciwko skrzyzowania. Do nas nie dojdzie, zaraz opadnie, bo nie ma tamy na Witce. I tak faktycznie było. Do około godziny 22. Potem zaczęły wybijać studzienki na mojej ulicy. Sąsiednia ulica płynie, woda dociera na naszą ulicę. Rośnie poziom. Dopiero wyremontowany korytarz - tak mysleli wszyscy. Tyle kasy włożone w ten remont. Do na woda się na całe szczęście nie wlała. Do naszych sąsiadow też nie. Zatrzymała się na progu. Potem opadła. W między czasie przybiegła do nas przerazona sunia. Sąsiedzi przygarnęli ja na noc. Od dzisiaj rana szukalismy jej własciciela. Bezowocnie. Ale kilka minut temu na rynku usłyszelismy wołanie " Sonia!" I ta sunia wytrwala do przodu. Historia z happy endem. :multi: Jej własciciel nam opowiedział, że uciekła mu wczoraj, bo przestraszyła sie burzy. Radość na twarzy tego człowieka i radość tego psa - bezcenny widok.:loveu:
A to zdjęcia z powodzi.