Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
Jakie konisko! :D
-
Na fejsbuku jeszcze na grupie psiarskiej ktoś intensywnie myśli o Brysiu. Wspaniale, trzymam kciuki za wizytę!
-
*Brando rzecz jasna :D Literówka wynikające z szybkiego pisania. Chciałam mieć to za sobą zanim się rozmyślę :p
-
Mam nadzieję, że to przemyślą tak, jak właściciele Daktyla i dadzą Piratowi szansę. Przecież to młody psiaczek, trzeba go wszystkiego nauczyć :(. Jak dla mnie to chwilowy ich strach, ja też w sumie miałam taką panikę po doadoptowaniu kotki: że mój rezydent ją zamęczy i będę musiała szukać nowego domu któremuś z nich... ale powalczyłam, poprosiłam o pomoc behawiorystę (tu uważam, że jest zbędny, wystarczy poprosić kogoś mądrzejszego w psach o porady, dobrze że na miejscu jest Poker) i nie żałuję, że zacisnęłam zęby przez 2msc i się gimnastykowałam, by było wszystko ok. Teraz mijają 3msc od adopcji i choć nie jest idealnie... to widzę wielką poprawę i wcale nie żałuję adopcji. Chodzi o to, że strach jest normalną reakcją, ale nie należy na podstawie emocji podejmować decyzję. Przecież kolejna zmiana domu dla Pirata nie wpłynie dobrze na jego psychikę... eh... A kotka z czasem się przyzwyczai. Na razie skoro się stresuje warto zainwestować dla kotki w obróżkę z feromonami lub Feliway. A Pirata izolować od kotki, właśnie ten kennel powinien zdać rezultat. Za każde próby męczenia kotki, karny jeżyk. W końcu się przekona. Skoro na razie może zostać w DSie, to szkoda ten czas zmarnować. Warto by popracowali, spróbowali... a nuż będzie rychła poprawa i jednak zmienią zdanie. :( Tzn. tak sobie myślę, i tak Murka i dora podejmą decyzję czy warto by Poker podeszła do DSu i z nimi porozmawiała... ale mam nadzieję, że Opiekunki dadzą szanse DSowi, a DS - Piratowi. A może zaprosić by właścicieli na wątek na dogo?
-
Na fejsbuku też już dwa razy pytał o Brysia... oby któryś z tych domków okazał się TYM :) Murko, Doro, szykujcie telefony! :)
-
Wczoraj bezimienna, bezdomna – piękna Auris ma wreszcie DOM :)
Tyśka) replied to Tola's topic in Już w nowym domu
Z kolei ja dostałam zapytanie w sprawie jednego podopiecznego Murki, a dziś dostałam kolejną odpowiedź, że chcą podjechać do hoteliku i obejrzeć zarówno Brysia, jak i Auris, bo również wpadła im w oko ;) Ważne, że ludzie pytają. -
Chyba przez Bradno zacznę lubić labki :p
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Łaaa, świetnie :) -
A czy czasem kiedyś onów też się tak nie wysatwiało? :P
-
Hej, czekam na zdjęcia.
-
Wczoraj bezimienna, bezdomna – piękna Auris ma wreszcie DOM :)
Tyśka) replied to Tola's topic in Już w nowym domu
Zapisuję wątek :) -
Pani się znowu odezwała. Napisała mi, że zazwoni do Murki w następnym tygodniu, bo będą wracać z urlopu i zahaczą o hotelik. Chcą zapoznać się z Brysiem oraz Auris i wtedy podejmą decyzję :)
-
SNIKERS - cudowny kudłacz spod sklepu JUŻ W DS :)
Tyśka) replied to Tyśka)'s topic in Już w nowym domu
Sharka, jesteś aniołem... Dzięki wielkie. Ja wyróżniłam Zuzince i Brysiowi. -
Mnie też... Za każdym razem, gdy myślę, że może kiedyś zdecyduję się na wymarzonego psa z hodowli... przychodzę tutaj i od razu zmieniam zdanie...
-
Ja jestem wściekła. No ręce mi opadły jako miłośniczce psów takich, jak Pirat. Haszczaki* są stworzone do pracy. Potrzebują KONKRETNEJ pracy i KONKRETNEGO odpoczynku. Nie można ich puścić samopas na ogród, bo zaczną uciekać, wyć, przesadzać kwiatki. Już widziałam tych "szczęściarzy", którzy zostali przez właścicieli najpierw skazani na ogród (bo spacer z psem nadaktywnym to koszmar, powyciągane ręce, naruszone nadgarstki, wstyd, frustracja itd), a potem na łancuch lub kojec (bo ogród zaczął przypominać krajobraz księżycowy, a psa przyprowadzała SM, bo nie wiedzieć jak, ale się wydostał z najlepiej zabezpieczonego ogrodu niczym Houdini, mówiłam juz że haszczaki potrafią rozplątywać sobie siatkę? albo robić podkopy na co najmniej 1,5m?). Zabawy z innymi psami też nie rozwiązują problemów, bo haszczaki szybko się regenerują, dla nich zabawa z psami to dopiero rozgrzewka, jeszcze bardziej je nakręcają. To dlatego potrzebują pracy nie tylko nad mięśniami, ale również pracy nad odpoczynkiem. I tu faktycznie klatka często okazuje się bardzo pomocna. Pies rano biega z człowiekiem (niech człowieka ciągnie, niech ciągnie oponę lub rower, treningi z haszczakiem naprawdę są dość proste, zwłaszcza że przy Wrocku działa minimum jeden klub zaprzęgowy i można dołączyć Pirata do stada zaprzęgowców i będzie przy nich uczył się pracy ciągnika), ale potem ląduje na nakazanym odpoczynku. W klatce. Najlepiej na czas odpoczynku dać mu coś do pomemłania, bo haszczaki lubią memłać, to je uspokaja. A po południu znów idziemy na konkretny spacer. Godzinny, dwu, niech pies się zmęczy, ciągnąc. I znów klatka. Kiedy pies nauczy się, że w domu odpoczywamy, a na spacerze PRACUJEMY, będzie spokojny. Z czasem można zmieniać formy spacerów, ale ważne, by chociaż jeden dziennie był konkretny. Dla psów północy spacer konkretny = ciągnący (trening zaprzęgowca). Ale to wymaga czasu i zaangażowania człowieka, pies ten sam się nie wybiega, nie pomoże tu ogród... drugi pies również wymięknie... *piszę "haszczaki", bo nie znam Pirata, ale skoro ma ich cechy, to możliwe, że te rzeczy dotyczą jego. Ja w haszczakach siedzę od 11lat, od małego bajtla pryglądałam się im i ich pracy, rozmawiałam z hodowcami, właścicielami, widziałam te psy w akcji itd... więc śmiem coś sie wypowiadać. NT Pirata nie mam takiej odwagi, ale skoro ma w sobie coś z haszczaka... to pozwolę sobie na te uwagi, może przydadzą się przy pracy z Piratem. Przepraszam, jeśli w tej chwili zadzieram nosa... nie mam to na celu, chcę tylko by Pirat w końcu dobrze trafił. Niektóre psy, pobudliwe jak Pirat, w wyniku zmiany sytuacji reagują nadpopudliwością. Właśnie pracuję z takim psem, który ma motorek w dupce, nie umie odpoczywać. Właściciele mają go serdecznie dość, bo pies odziedziczył wszystkie najgorsze cechy po ojcu labradorze i matce wyżlicy. Trzeba było go na początku nauczyć odpoczywać. Postawić jasne zasady i wyciszać, wyciszać, wyciszać... Spacery z innymi psami go pobudzały (miał jeszcze więcej energii --> był jeszcze bardziej nieznośny), więc je wykluczyliśmy początkowo, zamiast tego miał KONKRETNE spacery: jeden na wyszalenie się (rano lub wieczorem po prostu szliśmy na godzinny trening, robiłam za worek kartofli, czyli mnie miał ciągnąć na szelkach i słuchać moich komend, a ja byłam na pasie biodrowym), a po południu był dłuższy, ale luźniejszy - właśnie na lince z innymi psami, ćwiczenie komend, tropienie... Tropienie przede wszystkim i ćwiczenie podstaw, spacery z innymi psami zawsze były kontrolowane, wszelkie nadmierne pobudzenie, męczenie psa, wejście w niezdrowe emocje (a to nietrudne u psów reaktywnych) kończyło się "psimi pompkami" i karnym siedzeniem obok nas. Wyciszaniem. W domu od razu po każdym spacerze lądował na ograniczoną przestrzeń i musiał leżeć. Zero zabaw. Zero ruchu. Mógł chodzić jedynie spokojnie, ale też nie natarczywie za człowiekiem. Żadnych pisków, żadnego pobudzania się. I to pomogło: z psa zwiewającego z ogrodu, kopiącego doły, wyjącego, męczącego każdego wolniejszego psa, skaczącego na ludzi bez wyczucia, taranującego koty, stał się bardziej wpatrzony w człowieka, odnalazł swój spokój, stał się NORMALNY. Ale to trzeba było mu pokazać i dać mu konkretne pole do działania. Ciągłe zasady, stanowcze. I ciągłe rytuały w domu: nauczył się, że kiedy buty sportowe, szelki i linka amortyzująca to trening, a kiedy trampki, długa linka to szaleńcze, luźne wyprawy dla umysłu i relaksu. Obawiam się, że z Piratem jest podobnie, dlatego pozwoliłam sobie opowieść o tej pracy z tym labo-wyżło-kundlem. Pirat musi trafić na mądrych ludzi, którzy nie tylko będą z nim biegać i szaleć (i dadzą mu ogród czy drugiego psa, on może pomóc - tak, ale nie zawsze), ale też nauczą odpoczynku i konkretnych zasad. Muszą chcieć z nim pracować. Na każdym szczeblu. Szkoda, że teraz tu tego zabrakło. Mam nadzieję, że jednak obecni właściciele podejmą się tego trudu. To naprawdę nie jest trudne, więcej się o tym pisze niż robi. Jeden konkretny spacer zamiast luźnego i postawić solidne, konkretne zasady: to może, a to nie. Dom = odpoczynek, dwór=szalenstwo. I tyle, trzymać się tego sztywno choćby waliło się i paliło, a pies był nieznośny i wymagał dużo cierpliwości, ale przy pracy będzie dobrze, szybko będzie widać postępy. Mam nadzieję, że jednak właściciele będa chcieli popracować, przynajmniej do czasu aż nie znajdzie się nowy, mądry dom dla Pirata. Bo jak dla mnie za szybko się poddali, wystraszyli się może... ale Pirat nie jest taki straszny... tylko trzeba go wszystkiego nauczyć. Proszę Poker, podejdź do nich... :(
-
I dalej cisza... nie wywróżyłam domku :( Tyle ludzi wchodzina ogłoszenia Brysia, nawet odsłonięcia telefonów są, a to nie skutkuje DSem :(
-
Racja, przepraszam za niejasność. Pisząc "my" mam na myśli zarówno siebie, jak i moją znajomą, z którą działamy na naszym terenie (to ona znalazła te psiaki, rozpoczynając majówkę jazdą na rowerze... i od razu do mnie zadzwoniła) oraz Dziewczyny, reprezentujące Chełmską Straż Ochrony Zwierząt, które bez wahania odpowiedziały na moje błagania. Same zwierzaki obecnie są w zamojskiej lecznicy, ale są pod opieką właśnie Chełmskiej. I przepraszam za SPAM na tym wątku... już kończę...
-
Miejmy nadzieję, że ktoś w końcu pozna się na Brysiu :) Dziękuję elik za kciuki, przydadzą się, bo ja w ogóle nie żyję maturami... ale to już półmetek, więc muszę się wziąć za siebie na koniec i dać z siebie wszystko.
-
Na razie naszym priorytetem jest wygranie walki o życie tej trójcy. I odnalezienia ich brrr... właściciela. Wiemy niestety, że znalezienie domu będzie strasznie trudne. Kotka wymaga odpowiedniej opieki, a pies dziadzio... no cóż, to pies dziadzio, do tego schorowany i strasznie stęskniony za domem,w końcu starych drzew się nie przesadza... :( Rudzielec również taki zwyczajny... ale wierzymy, że damy radę to udźwignąć. Musimy dać... Gabi79, Tak, kotek. Całe towarzystwo pilnowało się, na krok od siebie nie odstępowało... Podobno były na leśnej drodze przez parę dni, ale nikt nie widział problemu... dopiero, jak przyjechała policja i my zrobiliśmy poruszenie... a dziadzio już umierał... Piesek rudy opiekował się całym towarzystwem, piszczał, gdy kot czy dziadzio znikali mu z oczu... Zwierzęta mają bardziej ludzkie odruchy niż człowiek...
-
Będę mogła być i bohaterem, ale dopiero wtedy, gdy moje ogłoszenie da owoce w postaci DSu :)
-
A ja niestety przerwę tę wesołą atmosferę, bo szukamy zwyrodnialca, który porzucił te zwierzęta w stanie niemal agonalnym... W tej chwili i kotka (białaczka + chłoniak), i duży psiak (guz śledziony) walczą o życie, mniejszy psiaczek również nie jest w najlepszym stanie (guz prostaty, o średnicy 4cm). Dla dużego szukamy dawcy krwi,musi być już-teraz operowany, jego guz śledziony może w każdej chwili pęknąć. Pies, który może być dla niego dawcą to: Pies 6lat. Waga ok 40kg. Zdrowy. Sam pies jedzie do Lublina na operację, ale krew może najbliżej przyjechać z Warszawy... Koszty niestety ogromne. Więcej na wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/1306607819366841/