-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Wczoraj u Marcelka było trochę przemeblowania,tzn. Panowie kupili 2 płyty i róg kojca został obity,resztę tyłu syn jak przyjedzie dokończy ( na razie folią zasłoniłam).Rozliczyłam się z Panami za składanie,obijanie. Kojec zabezpieczony również od dołu betonowymi słupkami dookoła. Marcelek musiał do klateczki powędrować na czas prac.
-
Niestety Morisek tego nie umie:(...przy zbliżeniu z obrożą Marcel mocno zaniepokojony, ale widok smyczy jest mu straszny...nosimy się do kojca, wymieniając smycze psów,kładę w oddali (blisko póki co zbyt straszna),zostawiam ...z Morisem w środku odpinamy się i ćwiczymy tak jak pisałaś,za siatką z Maszką ćwiczymy żeby widział. edit.nie dopisałam,że na razie nie ma mowy o wzięciu najlepszego jedzonka na widok tych rzeczy, nawet jak są w znacznej odległości od niego,wystarczy,że widzi jak je kładę i jedzonko nie interesuje zupełnie.
-
Żeby móc Marcela postawić na łapy, próbuję i muszę najpierw dojść sedna jego problemu :( Wstawiam filmiki,staram się opisywać różne sytuacje i piszcie proszę o swoich spostrzeżeniach,a ja będę składać sobie do kupy,żeby wiecznie w kojcu nie musiał siedzieć:( Pokuszę się o swoją wstępną teorię,..zaznaczam,teorię na razie. O dzikości pisałam zaraz po przyjeździe,że z pewnością nie jest. Według mnie mieszkał na wsi,biegał luzem. Nie znał obroży,nie był uczony chodzenia na smyczy i tu klucz problemów widzę. Miał właściciela,ale nie był przez niego krzywdzony - przynajmniej dotychczas nie widzę takich oznak. Może złapał kurę i został wyrzucony,a może się zgubił lub inny powód,że trafił do schronu. Nie oswojony zupełnie z obrożą i smyczą,Marcelka przeraziła pierwsza sytuacja z chwytakiem. Doznał mocnego urazu,a kolejne sytuacje tylko potęgowały strach przed czymś na szyi. Były następne łapanki i złe skojarzenia również z obcym człowiekiem,przez co unikał kontaktu z ludźmi w schronie. Obcy nie kojarzył mu się dobrze przy szczekaniu psów,psy szczekające również (tu Sowa wytłumaczyła wcześniej) Bardziej niż ludzi (tak odbieram), Marcel boi się określonych sytuacji i rzeczy ,które człowiek trzyma i chce przy nim tego użyć,typu miotła,mop,koc,smycz -ucieka na sam widok,chce z tymi rzeczami uniknąć bliższego kontaktu (mógł być przeganiany lub kiedyś dostać po łapach)...wszystko to przywołuje mu złe skojarzenia i wywołuje strach. Po swoich przejściach nie wie też czego się może spodziewać po człowieku. Boi się ludzi,ale bardziej dlatego,że nie wie jakie mają zamiary wobec niego. Wydaje mi się,że trzeba tylko lub aż, odbudować w nim zaufanie do człowieka i pokazać,że np. miotła zła nie jest...tu moje psy myślę,że w tym pomogą. Czy był kiedyś gryzoniem nie wiem,ale na pewno sytuacje, gdy był postawiony "pod ścianą",a nie miał możliwości uniku lub ucieczki, wymuszały na nim gryzienie jako ostateczną obronę. Jeżeli w schronie pracują sami faceci,to towarzystwo mężczyzny zapewne gorzej będzie odbierać w przyszłości niż kobiety. Przyjazny piesek razem w kojcu myślę,że znacznie ułatwił by Marcelkowi pobyt :(, ale moje psy nie nadają się do kojca :(..nie,że domowe,że zmarzną. Zobaczymy co powie behawiorystka,...choć już wiem,że potrzebny będzie czas i że ze smyczą będzie niestety ciężko.
-
Nie wiem jeszcze czy mu o człowieka chodzi,..zmyka na posłanko jak idę do kojca,nie chodzi po kojcu przy mnie, nie wstaje ,ale zmienia pozycję jak któryś ruch go zaniepokoi,chodzi,biega jak z wiaderkiem jestem,ale wyciąga głowę,podstawi łapkę by podsunąć się do jedzonka,wtedy nie siedzi jak skała. Może chce się się wydostać,bo też próbuje :(
-
Dobrze,że pytasz, w finansach też lubię przejrzystość. Wcześniej tylko wzmiankę napisałam,że obecnie na kojec funduszy nie mogę przeznaczyć,ale musi być jasność sytuacji związanej z kojcem...tylko ten czas,znaczy brak jego.. Przed podjęciem decyzji o zakupie,powiedziałam ZagrodowyPP i Livce,że kojec będzie służyć Marcelkowi dokąd będzie potrzeba. Jeśli nie uda się mi oswoić,to poszukamy miejsca u osoby doświadczonej.Jeżeli kompletnie nic się nie da z maluchem zrobić,to Marcel będzie mógł zostać u mnie dożywotnio.(Tylko co to za życie by miał bez wychodzenia:(:( Natomiast jeżeli Marcelka udało by się ucywilizować i znaleźć domek,to kojec by służył awaryjnie dla jakiegoś bezdomniaczka jako bdt - nie zarobkowo oczywiście.Taki miałam zamysł po osiedleniu tutaj,żeby jednego pieska móc tymczasować,z tym,że chciałam kupić za swoje,bo źle się z tym czuję,że pieniążki miałyby być tu zbierane:(...nie takie miałam plany:(..,.jednak Marcel i dziewczyny mnie przekonały zdanie zmienić. (Biorę jednak ewentualność pod uwagę,że kiedyś może spłacę i wartość kojca wpłacę na pieska z dogo) Jeżeli z jakichś powodów tymczasowanie u mnie nie byłoby możliwe,to wówczas kojec przekazałabym dla kogoś ,kto również tymczasowałby pieski nieodpłatnie. Taka była umowa między Zagrodowy PP ,Livką i mną,bo czasu nie było na ustalanie na wątku...mam nadzieję,że dziewczyny to potwierdzą. ps. później sprawdzę konto i ew. wpływy potwierdzę.
-
Żywe :(....doba mija i krople zaczęły działać....po Promyczku mam straszny uraz do tego paskudztwa i jak zobaczyłam skórę Marcela,to ręka mi już odskoczyła ..do wieczora nie dotykałam:( Gramoli resztkami sił...brrr....ostrości tylko nie bardzo dałam radę wyłapać, kurcze,no ciężko mi teraz go drapać,dotykać:(...a muszę:(:(...mam przed oczami wannę Po Promyku:(..brrr
-
Aj, Sowo,Ty to byś już dziś go ogarnęła i ubrała żebyś tu była:(....ja teorię mam niby obcykaną i wiem jak za to się zabrać, gorzej z wprowadzeniem w życie mając z tyłu głowy,że on panicznie się boi zakładania czegoś na szyję :(,że gryzie... .,chociaż mnie korci spóbować założyć,ale zostawię osobie z praktyką,bo gram nie tak zrobię i "spalę" ...,na razie ćwiczymy,poznajemy się.... druga sprawa,nie chcę go zrazić do siebie ,bo dużo mamy jeszcze do zrobienia i musi być ktoś "ten gorszy" do tej roboty .. nie chce to być" ja" :) Obróżkę mam czerwoną,szelki muszę kupić,nie wiem,czy nie dwie pary od razu,bo pewnie pogryzie:( Taki maluch,a taki duży ból głowy robi ... Jeszcze wstawię kilka filmików, w tygodniu gorzej z czasem będzie. Terapeuta,
-
Na dzień dzisiejszy,tak tę Twoją piątkę odbieram+ nie jest dzikuskiem na pewno. Końcówkę - wprowadziliśmy w życie jak tylko klatka z Marcelem w domu stanęła i od pierwszych chwil jak pojawił się w kojcu....plus inne cuda uskuteczniamy,psy towarzyszą...z jego oswojeniem powinnam sobie poradzić,tak myślę.... gorzej z lękiem,założeniem smyczy :(
-
Poker,nie chcę kłamać...zobaczyłam odchody i poleciałam po krople,..nie przyglądałam później czy tam coś skacze,czy tylko sam łupież sypie,bo sporo sypie...jutro sprawdzę znów w okularach i cofnę słowa jeżeli tylko odchody. Morisa nigdy nie zapomnę..każdy zrobiony kroczek pamiętam jak wyglądał. Zdecydowanie się na wzięcie Morisa po odłowieniu do siebie,to było jedną z najmądrzejszych decyzji jakie w życiu podjęłam.
-
Pojadę jutro po melatoninę skoro tak...słyszałam o niej,ale wyleciało mi z głowy wczoraj:( W środku mówisz przesłonić?...jeśli tak,to wiem,że porwie,boki szarpie w tej co z tyłu wisi. Kojec chcę z tyłu płytą obić i kawałek boku...na razie ma róg plandeką zakryty żeby nie wiało.....Z czasem zrobię solidnie,a teraz wszystko na wariata przygotowywane było:(
-
Tak:) ....oj,to mądra bestia:) Marcelek trochę speszony przy pierwszym spotkaniu w środku,a i ja z boku stałam. Przez siatkę ciągle się widują. Szczerze mówiąc,to nie wiem z czym mam wkraczać,żeby wyluzował się....rozumu mi brakuje:(..Obróżkę pewnie pogryzie,do gniazda tu odpada,...chyba kalmaid póki co zobaczę jak zadziała...kiedyś na Amiczku[*] przetestowany miałam ,wyciszał nakręcone szczekanie. Wiesz jak pierwszy dzień w kojcu to wyglądało ? :(:(....łapało za serce jak diabli :( :( Do żucia dostaje żwacz,ucho po trochę zjadł całe,mam kolejne,. kości tu nie mam (i zapomniałam wczoraj kupić)...za dużo wszystkiego boję,żeby nie dostał sra...:( Do psów ok,przez siatkę widują się często,latają po stronie domu. Kiyoshi,oby i tu Twoje słowa zadziałały,..tak jak przy Bonie.
-
I teraz trochę dłużej,ale dziś czas luźniejszy... Wczoraj pojechałam kupić coś Marcelkowi na uspokojenie,jakieś tabletki,cokolwiek:(:(... Kalm Aid syrop kupiłam. Ostatnie dwa dni w ciągu w dnia było w miarę .. ludzie dookoła,ja się ciągle kręciłam po działce,szczekania już tak się nie bał,czasami chciał się wydostać,leżał,chodził,wydawało się lepiej...natomiast tylko wieczór nastaje Marcel zaczyna rozpaczać,szczeka,wyje,piszczy,próbuje wydostać,wyładowuje się na rwaniu posłanek... zachodzę posiedzieć, jest ok,wtedy cichnie,ale nie dlatego,że mnie lubi,bardziej że boi. Wczoraj majstrów brak,cisza,ja w domu co nieco chciałam ogarnąć i zniknęłam w dzień z oczu na trochę,zachowanie nocne włączyło się:(..pal sześć szmaty,zabraknie moich,to któraś ciocia dośle,..ale psychika mu siada totalnie od samotności w zamknięciu :(..lęk separacyjny zapewne dojdzie do pracy tak czuję:( Jest wystraszony,sfrustrowany,i nie wiem co więcej w nim siedzi:(... jak dotąd nie próbował mnie ugryźć w żadnej ze stresujących mu sytuacji.Nie to,że się mnie nie boi, raczej boi ,bo nie wie do końca czego się może spodziewać:(,..jak zbliżam do kojca gdy on chodzi,to zaraz idzie i siada na posłanie. Marcel źle znosi zamknięcie,bardzo źle:( Głowiłam się jak mogłabym ulokować go w domu,ale tu niewykonalne,bo mi zwieje:( Wczoraj,dziś na zmianę przypinam na trochę psy przy jego siatce...niewiele pomaga :(....być razem w kojcu żaden się nie nadaje:( Siedzę teraz w domu,a on znów płacze...:( Co robić radźcie,bo osiwieję:( Marcel tragicznie wręcz boi się mopa:(:( ..Leżał na sofie jak pierwszy raz wybrałam się myć podłogę.. i tylko wyszłam z tarasu a on od razu widzę się zerwał i biega,nie skojarzyłam w pierwszej chwili co się stało,bo zawsze na mój widok idzie siadać..kawałek mam dojścia do niego,..jak tylko skręciłam na prawo do kojca,to Marcel był pod sufitem,dosłownie:(:( Nawet nie doszłam do kojca:(,skakał,wspinał na kraty,wariował jak oszalały:(..od razu wycofałam się z powrotem..normalnie szkoda mi go stresować,żeby Wam nagrać filmik jak to strasznie wygląda:(:(...nagrałam dziś,że samo mycie szmatą jego stresuje i się boi:(...gdy wchodzę zwyczajnie,to siedzi grzecznie,nigdzie nie ucieka,nie ma żadnej paniki,pozwala się głaskać,nie czuje się przy tym komfortowo,ale pozwala,nie ucieka.Szkoda,że nie ma kto nagrać z lekkiej odległości ,żebyście całość zobaczyli różne sytuacje, jak idę ,co robię przy nim i jego zachowanie,w szerszym kontekście więcej moglibyście wyczytać . Boję się już o to,jak duży może mieć uraz do zakładania obroży,szelek od tych łapanek chwytakiem , linkami:( Dlatego bardzo mi jest potrzebna behawiorystka,żeby jak najszybciej mógł zacząć wychodzić na wolność. Głowiłam się w jaki sposób mogłabym go ulokować w domu,ale tu niewykonalne,bo mi zwieje:( Marcel jest zapchlony:(...dopiero dziś zobaczyłam w okularach jak siedziałam czytałam u niego.Nie doczekam do środy po simparicę i zaryzykowałam nałożyć krople,mokre po skórze,ale mus spróbować,najwyżej ucieknie,albo ugryzie pomyślałam.Rozdzieliłam w strzykawkę jego porcję i w trakcie głaskania udało się,aż zbyt gładko poszło:)..uff Także wybaczcie Kochani,że niewygodny,niemiły temat akurat takim czasie wypłynął, Święta niektórym zepsułam...przy Marcelu pękłam :(:(...ja dwa lata temu Boże Narodzenie też miałam zwalone,chciałam spędzić je pierwszy raz u dzieci,bo zawsze oni do mnie przyjeżdżają...dziś też "inaczej" świętuję...trudno. Serce mi rozrywa patrząc na stan psychiczny tego malucha :( musiałam napisać. ..nie mogłam zamknąć Marcela na tydzień,pozasłaniać, w uszy napchać waty ,pojechać do brata na obiad i poczekać na dogodniejszy okres z pisaniem...piąty dzień jest u mnie i śniadanie jem wieczorem...Święta w/przy kojcu...na szykowanie obiadu szkoda czasu, sama jestem ...kanapki mamy. Wiem,że te 2 m-ce w "hotelu" Marcelkowi zaszkodziły:(..poza gryzieniem,nie bardzo wiadomo co on tam robił w ciągu całej doby zamknięty. Może jednak innego podobnego pieska uchroni długie siedzenie....żałuję jedynie,że czasami siebie nie słucham:( Marcela stan psychiczny jest zły,...pokładam ogromną nadzieję w swojej behawiorystce,podoba mi się jej podejście do psiaków...ale jeszcze calutkie kolejne aż 5 dni czekania:(:(
-
Dla pewności powtórzę,w tym schronie psiaki chyba różne historie "nosiły". Od kleszczy Simparicę dopiero we środę będę mogła kupić.Mam tu krople ze sobą,ale Marcel wystraszy się zapuszczania. Tak :(...ale nie drgało dziś ciałko....dla mnie to znak,że był kiedyś głaskany,dotykany. Przestraszony jest bardzo,boi się:( Nie mało:(....w Białymstoku 100zł za Majkę płaciłam (też chciałam skonsultować jak siedziała bez ruchu), teraz na działce jesteśmy. Dzwoniłam ,pytałam, przyjedzie...z dojazdem na wieś 150zł ...szkoda,że dopiero może w piątek,ale nie da rady wcześniej tu dojechać:(