Jump to content
Dogomania

WiosnaA

Members
  • Posts

    10410
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    44

Everything posted by WiosnaA

  1. Oj, i przypomniałam teraz,że w ubiegły piątek prawie w tym samym czasie co behawiorystka przyjechał też brat...nie skojarzyłam wtedy faktów, ani wcześniej z budowlańcami.Podejrzewałam,że może mieć uraz do facetów po schronie,po reakcji na kij z mopem,ale nie sądziłam,że aż taki. Na widok mopa i pierwszy raz smyczy jak niosłam,Marcel dokładnie jak na tych filmach się zachowywał:(
  2. Noc była dziś spokojna na szczęście...ale od południa sam Marcelek zostanie,zobaczę co po powrocie wieczorem zastanę.
  3. Na dr. Łapińską trafiłam w necie za czasów Moriska,wiele Jej artykułów i porad czytałam i bardzo mi się podobały.Morisek jednak nie potrzebował leków,nie miał złych doświadczeń ,nie znał tylko świata ludzkiego.Wiem,że Panią dr. zna osobiście moja behawiorystka.Będę rozmawiać z p.Gabrielą.
  4. W plastikowym kontenerku jechał . Wracając jeszcze do budy.Postawiłam tę klatkę/budkę,żeby sprawdzić co do siedzenia w pierwszym dniu Marcel wybierze,gdzie noc spędzi, gdzie ukryje jak ja będę wchodzić, bo podejrzewałam i stawiałam na sofę. Jak również,żeby przyzwyczajał się do klatki w razie jakiejś potrzeby. Wzorowałam się rzecz jasna na Morisku,ale wiadomo,że psy są różne. Pytałam kiedyś jednego Pana, dlaczego Moris wybrał właśnie kanapę,dlaczego jak uciekał w strachu nie chował się w kącik za kanapę,do kontenerka (który wciąż jakiś czas stał i był mu wyborem),czy w inne miejsca nie chował. Pan mi powiedział,że wyżej ,pies ma zdecydowanie lepsze pole do obserwacji co wokół niego się dzieje, co u dzikusa ma ogromne znaczenie, że w budce pies wie,że będzie ograniczony, a na kanapie ma większe pole manewru i łatwo może zareagować, a oparcie kanapy na plecach daje mu bezpieczeństwo , no i na koniec dodał,że przecież pies głupi nie jest i w moment wyczuł,że mu wygodnie - zaśmiał się przy tych ostatnich słowach :) . Moris nigdy nie szukał innego schronienia w domu, od pierwszej chwili jak wszedł na kanapę , przy każdym swoim strachu zawsze na nią leciał i tak jest po dzień dzisiejszy jak coś go tylko zaniepokoi. Na działce nie ma Swojej kanapy i wiem,że mu tutaj tego brakuje:(..kiedyś jednak na pewno i tu dostanie.
  5. Po pierwszych dniach nie wyobrażałam sobie,że miałby siedzieć na zawsze w kojcu :( Wyobrażałam natomiast jak dobrze mu idzie wspinanie się po mojej siatce na 175cm+podmurówka.Ale tak sobie myślałam,czy aby nie próbował by później wracać na "swoje" poduchy...setki myśli kotłuje mi się co i jak zrobić z maluchem.
  6. Klatka jest z trzech stron zasłonięta grubą narzutą,jest długa i mógłby się chować na końcu,skulić ,tak jak to robił pierwszą noc w domu (wciskał w sam róg),ale w kojcu tak nie robił,..ustawiałam ją w innej pozycji od tylnej ściany,ale sofę wybierał w razie niepokoju..nie wiem jak było by z budą.
  7. Budę mam,ale dużą i blachą kryta (zmienić musiałabym na coś bezpieczniejszego)..nie wiem natomiast czy weszłaby do kojca :(
  8. Może Tola jak zajrzy ,to dokładnie opisze. Z tego co wiem,że jest długi budynek i w środku są chyba boksy? pewnie i budy,nie wiem, z wyjściem na wybieg.
  9. Nie, w największym strachu nie chował się przede mną...wolał wciskać się za lub w poduszki. Wchodził czasami na początku jak myłam podłogę,teraz zawsze siedzi na "sofie" Raczej nic ...z tego co Tola pisała,pracownicy mówili ,że jako podrośnięty szczeniak trafił...w książeczce wpis,że jako dwulatek
  10. Zaraz wstawię filmiki jak Marcelek zareagował w sobotę na widok brata na podwórku,...zaznaczam,że widział go tylko z daleka przy domu
  11. Muszę wrócić do początków u nas,żeby bardziej poskładać i Wam większa jasność była na jaki problem próbowałam uwagę Waszą zwrócić. Po przyjeździe we środę w południe Marcelek wylądował w kojcu.Miałam wtedy majstrów od ogrodzenia.Wstawiałam filmik jak Marcelek próbował się wydostać,jak biegał,machał ogonkiem niby do majstrów.Po ich wyjeździe i w nocy zaczął szczekać,wyć,rwać posłanka.Czwartek i piątek w ciągu dnia nie szczekał,ale było podobnie,uspokajał się na trochę po jedzonku albo jak ja byłam na horyzoncie.Sobota natomiast była tragiczna jak pisałam.Do środy następnej, do czasu kulek od Poker Marcel co noc wył ,szczekał,niszczył.W dzień biegał,skakał chciał się wydostać,rwał trawę,wyciszał jak byłam blisko.Mało spał.Tego ogonka w ruchu na filmie z pierwszego dnia od razu nie skojarzyłam,a dopiero później,że to nerwowe ruchy.Wiedziałam,że nerwy go roznoszą. Po kulkach Marcelek był bardzo zmieniony,wyciszył i wariacje ustały.Nawet nieźle zaczął współpracować do popołudnia pechowej niedzieli z "prądem". Od wtedy zmienił stosunek do mnie o 180' i jego strach zrobił się większy niż pierwszej nocy po przyjeździe.Przez ten tydzień niewiele się zmieniło co do mnie.Noce jednak były spokojne,nie było wycia ani szczekania,w dzień również cały tydzień było spokojnie,normalnie zachowywał.Do wczoraj. Na podwórko wjechał brat samochodem,wysiadł i stanęliśmy przy wejściu do domu,rozmawiamy i kątem oka zauważyłam,że Marcelek nagle zaczyna biegać,skakać,że zrobił się niespokojny.Brat nawet nie próbował iść w jego kierunku,stał tylko przy domu,ale jak Marcel zaczął szczekać,wspinać się i coraz mocniej nakręcać,to pomyślałam,że może chodzi o brata-faceta.Dwie minuty był może na horyzoncie w oddali od Marcelka.Kazałam bratu wejść do domu.Marcelek był strasznie pobudzony,biegał nawet jak szłam w jego kierunku niosąc ucho (siadał jak byłam jeszcze daleko a widział,że idę w stronę kojca),teraz dopiero usiadł jak byłam blisko,nie zwrócił uwagi na ucho,odczekał chwilę aż trochę odejdę i dalej biegał,rwał posłanka ,skakał,wspinał się po prętach,szczekał i wył na zmianę.Zachowywał się jak wtedy w sobotę gdy budowlańców już nie było. Brat miał przywieźć nowe kulki dobrane przez Poker na zachowanie w stosunku do mnie,ale aptekę wcześnie zamknęli i nie dostał:( Byliśmy w domu,a psiak wariował:(...gdybym tu miała hydroksyzynę,to z miejsca bym mu podała,bo bałam się,że jakąś krzywdę sobie zrobi.Zaniosłam szybko melatoninę, po godzinie dałam jedną dawkę KalmAid,dałam jedzonko,zaczął wyciszać.Kazałam bratu nie wychodzić.Wieczór i noc minęła w miarę spokojnie.Dziś około południa brat wyszedł na chwilę przed dom,nawet nie skierował się w stronę Marcelka,a ja obserwowałam,Marcel zerwał się i znów patrzę robi się niespokojny,zaczyna biegać.Zabrałam brata i był zmuszony siedzieć w domu:( Uspokoił się szybciej niż wczoraj i nie było już tak strasznej wariacji, rano też podałam tamte leki.Przed wyjazdem brat wychodził z domu,żeby Marcel zupełnie jego nie widział. Po wieczór było w miarę,teraz poszczekuje co rusz. W poniedziałek kupię kuleczki i zobaczymy czy strach przede mną się zmniejszy na tyle,żeby można było z nim jakoś pracować, w obecnym stanie nie da się zupełnie:( Nie wiem co ten psiak w życiu przeszedł,ale jego stan psychiczny jest zrujnowany. To nie jest piesek,który Tylko czegoś się boi,nieobyty,czy lekko wycofany.To nie jest piesek,któremu wystarczy jakieś granice wyznaczyć,pokazać miejsce,zasady,czy pokierować tonem głosu.Fachowcem nie jestem,ale od początku uważam,że to wszystko nie na obecnym etapie Marcela. To nie jest stan umysłu psa po jakichś tam przejściach,lekko zalęknionego,a psa którego główka po brzegi jest wypełniona jednym wielkim strachem,niczym więcej! No może jedynie brzuszek do główki dociera. Próbuje,ale widzę,że on sam ze sobą nie daje już rady. Ja fachowo nie umiem Wam opisać i raczej trudno Wam wyobrazić faktyczny stan Marcela,bo nie często w takim stanie psy się spotyka:( Gdyby to był Mój pies,wolałabym podać narkozę ,a nie zgodziła się tak przerażonemu psu cokolwiek zakładać i jeszcze większą krzywdę robić. Bona przyjechała do mnie też w złym stanie,ale po kilku podejściach wiedziałam,że nad jej strachem,wycofaniem zapanuję i tylko odpowiedniego pokierowania potrzebuje.Z dzikim Morisem po dwóch tygodniach czułam,że Coś tam może i udać się trochę zrobić. Z Marcelkiem piszę otwarcie,że bez jakiejś pomocy,Nie. Bez leków w obecnym stanie ciężko będzie dla mnie cokolwiek wypracować nie mówiąc o zakładaniu obroży.Zobaczę reakcję na Melatoninę,kuleczki kupię jutro,ale podejrzewam,że jemu potrzebne może być coś mocniejsze. Rozmawiałam niedawno z dwoma szkoleniowcami jak zabrać się do takiego psa i obroży....absolutnie w żadnym razie siłowo nie robić nic! Pytałam o ew. miejsce na czas nauki smyczy. Będę się radzić jeszcze tel. ze specjalistami i chciałabym z naszych okolic zaprosić szkoleniowca do siebie,żeby psa zobaczył. Przekażę i Livka zdecyduje co dalej robić,bo w takim stanie Marcel dłużej żyć nie może:(....zaznaczę,że ja tak uważam.
  12. No nie wiesz?...tam ,gdzie żubry po ulicach chodzą :) :) kiedyś jedna ciocia z tego powodu się martwiła jak pieska do mnie wysyłała:)
  13. Tylko siadałam/siadam albo kucam z jedzeniem,wzroku nie skupiam nawet jak rozmawiam do niego,przez palce podglądam,w bok patrzę,..czasem żeby coś nagrać,muszę inną pozycję przyjąć,albo np.karmienie stada,bo mi trzeciej ręki brakuje. ...chociaż przed "prądem" z braniem jedzenia nie musiałam zbytnio kombinować bo apetyt był zawsze, na stojąco zdarzało się wpaść na chwilę ,położyć i podniósł przy mnie. W kojcu utrudniona jest praca :(....w domu całe wieczory przyzwyczajał by się:( Brat na weekend przyjeżdża,pomógł by z wniesieniem i myślałam czy nie zabrać,ale na trochę to raczej bez sensu,bo tłok w domu,psy, koty,mężczyzna nieznany i więcej stresu mu tylko zrobię:( Jak myślisz Sowo?
  14. Na tym filmiku jest m.in. jeden ( a nawet nie jeden) znaczący dla mnie szczegół świadczący,że Marcelka nie odbieram dzikusem.Zauważałam również sporo w innych sytuacjach,ale ja tylko na podstawie Morisa taką tezę postawiłam,innych doświadczeń nie miałam i może się mylę. Moris i dziś nie stanie tak tyłem do mnie jakbym coś ZA nim miała robić,musi widzieć.Unika wchodzenia/chodzenia na smyczy przede mną.Marcelek usiadł ładnie wyprostowany na koniec. Albo to zdjęcie z 4.04. jak ładnie siedzi na budce.Do jedzenia tu było,nie do mnie, ale dzikus po kilku dniach tak by się nie usiadł :( Wg.mnie jest strasznie mocno zalękniony:(...usłyszał parę ciepłych słów,trochę delikatności i próbował otwierać się,..ale znów zawiódł się:(
  15. 8.04.wieczorem nagrywałam przy poprawianiu posłanka,..w sumie po ośmiu dniach u mnie....a teraz w życiu przy mnie by tak nie chodził spokojnie :( Nie mogę darować sobie,że tak z ręką się stało:(
  16. Jakby mało było "prądu" :(:( , to na dokładkę smsa dziś jeszcze się wystraszył :(:(:( Zawsze wyciszałam tel. przed wejściem ,a dziś nie zrobiłam tego:(:(, wąchał go jednak,leżał wiele razy świecący,mnóstwo razy rozmawiałam przez tel w kojcu,a dziś w kieszeni zapikały sms :(:(.....mówię o muzyce,ale to jakiś tam sygnał mam.
  17. W sumie bez zmian.Dobrze jak jest sam.Przy mnie niestety nie.Ucieszyłam się wtedy jak zaczął brać jedzonko,podnosić do miski,ale radość moja była przedwczesna :( ,że wróciło zachowanie z przed niedzieli. Owszem,weźmie z ręki,podniesie się,schyli,ale zaraz wciska się w kącik:(,.. to nie jest Marcelek jak był z "przed prądu",..boi się mnie i już :(:( Wstrzymałam się na razie z podawaniem ręką, zanoszę smaczki położę,do miseczki podniesie się zjeść przy mnie,ale zaraz wychodzę,nie męczę go sobą. A tak fajnie się zmieniał na lepsze od tamtej środy przez kilka dni :( ,w niedzielę dużo czasu spędziliśmy razem i byłam mega zadowolona z postępów :(:( Tak fajnie podchodził do ręki po smaczki :( , w różnych miejscach siadałam i coraz odważniej to robił:( :( Trzymaj Boguniu. :(:( Nie,nic nie potrzebujemy Liveczko,mamy jedzonko i smaczków zapas zrobiłam. Moje łasuchy przy Marcelku wykorzystują okazję smaczkową na maxa i już chrupki zaczęłam ze sobą zabierać na co któreś im podanie:),..ale to spryciarze i szybko załapują,że podmianka:)
  18. A Nasza Livka,to chyba zaginęła gdzieś w akcji :)....z szelkami nie ma pośpiechu z wiadomych powodów:) Dobrze.
  19. Wczoraj i dziś zrobiłam sobie trochę luzu,bo u nas ziąb straszny i w łapki zimno grzebać na dworze :( ,ale od jutra biorę się do solidnej roboty i może być mniej Marcelkowych relacji, jednak z doskoku ważniejsze info na pewno pojawiać się będą. Marcelek fajnie dziś przesiadywał na brzegu sofy,tak spokojnie,nawet łapki do przodu wyciągnął, taczał się u siebie....raz chyba z godzinę obserwował ,co robią pieski,co na ulicy się działo.Na moje zbliżenie bezpieczniejszą pozycję przyjmował. Jedzonko bierze z ręki,ale nieufnie ciągle mnie mierzy wzrokiem czy coś aby nie kombinuję jemu zrobić.
  20. Jankamałpa, nie mam rachunku za szelki,nie kupowałam....innych zakupów też nie robiłam. Szeleczki ew. Ty czy Livka możecie te z linku kupić,to przelewać się nie będziemy,ale mogę i ja.Jak Tobie wygodniej. Jedynie feromony w spray myślałam kupić,ale nie wiem,czy na zewnątrz zbyt szybko się nie wietrzy,w domu inaczej,a tu wiatry wieją :(..czy to ma sens w ogóle ,bo jeśli nie,to kupować i pieniążki darczyńców wydawać szkoda.Dlatego ciocia uxmal zasięgnęła porady u specjalisty w tej sprawie,czeka na odpowiedź i ma dać mi znać. Chociaż dziś mi jedna Ciocia powiedziała,że rękę mogę tym sprayem psikać i chwilę odczekać z wchodzeniem...może w takim razie wziąć te feromony w spray?
×
×
  • Create New...