-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Powtórzę,badanie nie jest drogie. W dzień wydaje mi się ,że powolutku zaczyna schodzić z niego powietrze..odnoszę wrażenie,że z lekkim zainteresowaniem wygląda czy idę w jego stronę.Ma apetyt i zjada chętnie,to mi pomaga. W nocy natomiast ewidentnie jest źle samemu :( , płacze, zawodzi, gryzie posłanko( widać z nerwów) Dziewczyny,potrzebuję pomocy behawiorystki.Chcę szybciej wyciągnąć Marcela z kojca na spacery,bo zamknięcie mu nie służy. Dziś sporo i delikatnie się głaszczemy i powoli wkroczyłam z masażem,jest spięty,ale nie odsuwa,nie ucieka przy dotyku,nie straszy.Zanim jednak sama dotarłabym do etapu zakładania szelek,to raczej by trwało,a i nic zepsuć w podejściu do Marcelka przy zakładaniu szelek bym nie chciała:( Dlatego chciałabym mieć kilka spotkań z behawiorystką (jeśli się zgodzi na wieś do nas przyjechać) ,która zakładała szeleczki Moriskowi,żeby pomogła tu też pierwsze kroki zrobić.
-
Jeszcze Ewie odpiszę i głosu nie będę zabierać. Powtórzę,ja też m.in. po zdjęciach wiozłam tam swoje psy. Ewo,proszę,nikt tu nie napisał o głodzeniu. Rudy piesek był chudy i źle wyglądał,faktem jest,że niedługo po mojej wizycie zmarł-z jakich powodów była jego chudość nic nie pisałam,bo nie wiem. Uważałam,że potrzebował weta choćby na widoczny zły stan oczek,co sugerowałam Anecik i wiem,że po mojej wizycie pojechała. Abi mógł zjadać stres od siedzenia w małym pomieszczeniu,stracić mogła apetyt..można różnie tłumaczyć...faktem jest,że była chuda... ZPP nie napisała,że była głodzona Dowody może robić osoba uprawniona,ja byłam prywatnie i nie mam prawa czyjejś prywatności ani dokumentować,ani upubliczniać. Hotel powinien sam warunki pokazywać....też ja tak uważam,inni mogą myśleć inaczej. Dlaczego,teraz?...dlatego,że tak jak mówiłam między innymi Tobie.Nie zależało mi żeby robić burzę,dyskredytować Anecik,bo miejsce na krótkie przechowanie psa jest potrzebne,ale na dłuższy pobyt warunki nie są odpowiednie.To moje zdanie,z którym możesz się nie zgadzać,chociaż jak piszesz tam nie byłaś. Nie wiem,czy wtedy na potwierdzenie moich słów,któraś z poinformowanych osób (m.in. Ty) zwróciła się do Anety,żeby pokazała na filmie całe wnętrze budynku i wybiegu.Miałabyś dowód. Również dlatego,że osoby,które nawet widziały to co ja, mówiły,że potrzebne jest miejsce,że nie ma innego hotelu,że nie ma gdzie psów umieszczać i lepiej nie pisać,posłuchałam. Też mówiłaś,że masz wspierające osoby,ale nie masz hotelu gdzie psiaki umieścić. Dlatego teraz,że nieraz widziałam na wątkach wpisy,zwłaszcza ostatnio,że Anecik została wybłagana o miejsce i na te prośby ulegała.Być może nie umiała odmawiać,nie wiem. Ale tam jest zbyt ciasno. Dla Abi,Tigry,Marcela takie warunki zaszkodziły wyraźnie i uznałam,że trzeba w końcu napisać,to może komuś się lampka zapali i bardziej przemyślane będzie ratowanie.
-
Tak,zgadza się,to moja opinia. Innym warunki mogą odpowiadać, nawet jak widział....każdy ma prawo uważać po swojemu i robić wedle własnego uznania. Ja byłam,widziałam na własne oczy i piszę,że mi to miejsce może być najwyżej przechowalnią dla psów,a nie hotelem. Według mnie było więcej jak byłam, ale w żadnym razie upierać nie będę,bo te boksy są tak przemyślanie zrobione,że w kilka minut wyjmuje się ściany i można zrobić ich np. 5 Poker,nie zaprzeczę,mnie też bardzo fajnie z Anecik się rozmawiało,miło,pełna ciepła osoba w rozmowie i właśnie na podstawie zdjęć z wątków,relacji,opisów,rozmów , żadnych wątpliwości nie miałam,żeby taki szmat drogi wieźć psy,nawet do głowy mi nie przyszło,że mogę zastać coś innego. Na temat domowych piesków,czy były,czy nie w moim czasie ,jakie jej osobiste,nic nie wiem,nie przygladałam się tym co biegały,nie dopytywałam.Nic w tym temacie nie zabieram głosu,bo nie wiem,byłam zbyt przejęta boksami i całą sytuacją.
-
Sowo,ja napisałam co widziałam,że mnie ten "hotel" nie jest hotelem i żadnego pieska bym nie umieściła. Po prostu szkoda mi psiaków.Natomiast wiem,że są osoby,które "hotel" i warunki widziały i im chyba odpowiada ,bo umieszczają.Pieski fundacyjne również tam były. Każdy zrobi jak uważa,wg.siebie.Najlepiej pojechać i zobaczyć samemu.
-
Prawda jest taka,że Marcelek i jego los mnie skłonił do ujawnienia na forum.Wiedziałam w jakich warunkach on siedzi:(:(,ale sądziłam,że choć troszkę będą pracować,że może coś zmienili w "hotelu" ,ale jak zobaczyłam na jego zdjęciu tę mokrą ścianę,to gotów byłam jechać po niego:(., tylko przeszkodą brak miejsca na działce :(...aż do soboty. Nikt z Marcelkiem tam nic nie robił, po dwóch dniach u mnie widzę,że żadnej pracy nie było:(...nic!...przyjechał tak strasznie śmierdzący,że wysiedzieć nie można było,a o spaniu mowy nie było,...miałam psy smierdzące ze schronu,nawet bardzo...ale zapach Marcelka jest nie do zniesienia po prostu. Żeby złapać Marcelka,było mnóstwo zamieszania,pisku innych psów,były gonitwy Marcelka i jego przerażenie sięgające pewnie zenitu:(..,skakał po ścianach,aż przeskoczył do sąsiedniego boksu na innego psa :( ...harmider straszny zanim został złapany. Jestem zwykłą kobietą ze wsi,bez psich szkół jak obchodzić z psami, ale wiem,że tak nie wolno krzywdzić raz już wcześniej skrzywdzonych zwierząt:(...dla żadnych pieniędzy! Nie twierdziłam i nie twierdzę,że poradzę z Marcelkiem,że wyprawadzę na normalnego pieska,ale pracować z nim będę na tyle, na ile umiem,poproszę o pomoc swoją behawiorystkę,a jak się nie uda,to innego miejsca poszukamy,bo choć powiedziałam Livce,że jeśli faktycznie agresji nie uda się opanować,nic z nim zrobić,to będzie mógł u mnie zostać w tym kojcu,ale co to za życie by było:(:(
-
Przyszedł niestety chyba już czas,żebym poruszyła głośno pewną niemiłą sprawę,która mnie dręczy od dawna.Trochę z własnej naiwności,że może zajdą zmiany na lepsze,a trochę za namową niektórych osób ,że będzie burza na dogo powstrzymywałam się wcześniej napisać. Z pewnością będzie,bo jestem już trochę lat na dogomanii i wiem,że w każdej podobnej sytuacji byli/są/będą obrońcy. Ale mnie to już nie obchodzi. Robię to,dla dobra psów! Nie mam w tym żadnego interesu dla siebie! Mam tylko ogromną nadzieję,że pomimo wszystkiego co się zadzieje nie zostanę sama z Marcelkiem:( Wybrałam wątek Moriska,żeby tam nie robić bałaganu,bo Marcel w ogromnej potrzebie. Będzie długo... wątek osobisty muszę włączyć,żebyście zrozumieli,.. krótko nie umiem opisać:( A mianowicie ...sprawa dotyczy "hotelu" u Anecik. Ponad dwa lata temu bardzo usilnie szukałam domowego hotelu dla trójki swoich osobistych psów.Córka była w ciąży,chorowała i chciałam na miesiąc wyjechać do Anglii,żeby jej pomóc przy wnuczce.Objeździłam w swojej okolicy hotele i ze względu na Moriska z różnych powodów nie mogłam w żadnym zostawić,chociąż i jeden odmówił przyjęcia Amiczka [*],że niby agresor. Szukałam więc w dalszej odlegości,ale już chciałam żeby był tylko z polecenia.Morisek był problemem dla hotelików:( Zarezerwowałam miejsce u Jamora,że jak nie znajdę to obiecał,że psiaki przyjmie w ostatniej chwili,ale to był listopad i kojcowe warunki były skrajnością,której próbowałam uniknąć za wszelką cenę. Pomyślałam o nowym(wtedy) hoteliku u Anecik.Hotelik ogrzewany,klimatyzacja,tereny na zdjęciach super,zna historię Moriska,znamy się z dogo.Dzwonię i pytam,czy zgodzi się przyjąć moje psy,wypytuję o szczegóły dotyczące miesca pobytu psów,wysokośc płotu,jakiej wielkości są pomieszczenia dla psiaków,że Moris luzem nie może..itd.Nie otrzymałam konkretnej odpowiedzi co do powierzchni boksów,a jedynie,że będzie ok,że wyjmą ściankę i dwa boksy połączą dla mojej trójki,poza tym wszystko było cacy.Dogadujemy cenę i zaklepuję w przekonaniu,że psy nie zmarzną,że tu Moriska z pewnością mi nie zgubią,bo o niego najbardziej martwiłam szukając miejsca. I co z tego ,że odległość do hotelu dzieli 500km.Kupuję bilet do Anglii z Katowic,wynajmuję obcego kierowcę,żeby nas zawiózł i sam wracał,a po miesiącu przyjechał nas odebrać.Pakuję ogromną wyprawkę z jedzeniem,posłaniami i resztą i jedziemy. Pierwsze wrażenie, domek i obejście b.ładnie,ale oczu nie zawieszam i od razu proszę o wskazanie miejsca gdzie będą mieszkały pieski,bo tylko to mnie interesowało.Idziemy na koniec posesji po pięknej trawce,mijamy śliczne drzewka,kamyczki....dochodzimy do siatki przegrodzonej w poprzek zasłoniętej matami....wchodzimy na teren wybiegu i już doznaję szoku jak mikrej jest wielkości,wizualnie bardzo malutki jak do hotelowania psów w takiej ilości (10 było jeśli dobrze pamiętam),stoi niewielki budyneczek ze 30m,z zewnątrz całkiem przyzwoity.Po otwarciu i wejściu do budynku jakby mnie ktoś młotem walnął..jestem w jeszcze większym szokujak małe jest całe wnętrze..jak małe i wąziutkie są boksy,może 70cm,może 80cm,większy psiak (był taki) musi zginać się wpół,żeby móc obrócić,długości z 1,50cm jak nie mniej-piszę na oko wymiary, bo wizualnie okropnie wszystko małe i patrzyłam po psach,..psów pełno, w tych klatkach niektórych siedziało po 2 psy...w niektórych boksach były plastikowe posłania,ale w wielu nic,żadnej szmaty,goła podłoga ...(,boksów pewnie z 10-12,korytarzyk mikry,na środku włączony grzejnik,przed przyjazdem pewnie włączony,bo po scianach się lało,...z boku stolik,na nim i pod nim jedzenie psów....Żadnej szafki na podręczne psie rzeczy,bo ciasnota...jest ciemno,bo okno malutkie,zaduch i smród niesamowity....Dla moich psów trzech psów jest przygotowany największy boks -o długości na szerokość całego domku,na oko 3,5- 4m- wąski na szerokość posłanka Tinulka (10kg)...została wyjeta ściana i zrobiony z dwóch boksów....Inne boksy nie mają takiej długości,bo wzdłuż ściany idą boksy,jest korytarzyk na dojście do boksów i z boku inny boks idzie po długości budynku.(musiałabym chyba rozrysować,bo tłumacz żaden)... Nie czepię się ,że brudne podłogi,że mokre strasznie,bo jesień i psy mogą nanieść,...ale ten nasz "apartament" z mokrą i brudną podłogą niesprzątnięty,strach było położyć posłanie które idąc jedno wzięłam ze sobą,..położyłam,..sprawdzić szerokość...kolejne dwa gdybym położyła+miski postawić i koniec wolnej podłogi psiak kroku na podłodze nie miał by gdzie postawić:).Ogarnia mnie przerażenie,gdzie ja psy przywiozłam:(...bo,że ich nie zostawię ,to już wiedziałam....Patrzę na biedaki w klitkach i serce rozrywa:(...mówię,że ciasno jest,dlaczego tak wąskie boksy zrobiliście...Wsadzam (dureń!) swoje psy,żeby pokazać,że jedno posłanie,psy stoją,a jak następne położę,to już psiaki ruchu nie mają.Pada propozycja,że jeszcze jeden boks dołączą (zabiorą jakiemuś pieskowi,a jego dokoptują do innego)...nie zgadzam się...w tym całym szoku zostawiam swoje psy w ciemnym syfie,bo mi się ręce trzęsą i boję,że zgubię Morisa...a muszę iść złapać oddech i zadzwonić do córki,że nie przylecę...mówię Anecie,że idę do auta zadzwonić...idę i ryczę...kierowca zdążył już wypakować prawie wszystkie klamoty z samochodu...mówię,żeby z powrotem nosił,bo psy nie zostają...co robić myślę,..samolot niedługo.. pal sześć,że pieniądze przepadną,ale mi szkoda córki i wnuczki,bo tak strasznie czekali:(:(...myśli kotłują i szukam wyjścia...pojadę na parę dni tylko zobaczyć i wrócę pomyslałam,jeśli moja opiekunka coś wykombinuje żeby zaopiekować,jak nie to ubłagam Molly,żeby codziennie kilka razy przyjeżdżała (żeby nie było,do dziś nie wie!! o tej sytuacji z hotelikiem i że plan taki jej szykowałam).Udało się mojej Asi zorganizować opiekę na kilka dni,zapakowałam samego kierowcę z psami z powrotem do domu,sto razy powtarzając,żeby drzwi otwierając na cpn pilnował i Rudego nie dotykał.Zawiózł szczęśliwie pod blok Asi,dał kluczyk od samochodu i już wiedziałam,że dalej będzie ok,że Asia zajmie.Poleciałam do tej Anglii i szybko wróciłam do domku. Aneta widziała mnie zapłakaną,bo beczałam...starali się mnie zatrzymać,że boks powiększą,że Moris fajnie z Panem chodzi na smyczy (przejął ode mnie),... a ja nie miałam śmiałości powiedzieć w oczy dobitnie,że mają karcer dla psów a nie "hotel"....mówiłam okrężnie,że zbyt małe boksy zrobili,że będzie za ciasno i że ogrodzenie wcale nie wysokie i Moris zwieje,na Moriska trochę zrzuciłam,choć nie o to mi chodziło...a prawda taka,że nie wyobrażałam żadnego psa tam zostawić w tej ciasnocie i smrodzie. Nie czytałam za bardzo wtedy wątków na dogo,nie wiedziałam,czy jakieś psy są,ale na jednego pieska zwróciłam uwagę,bo był po operacji bioderka,łapki?..i skojarzyłam,że jest z dogo...rudy, mały,staruszek...Aneta potwierdziła,że z dogomanii,że ,zalegają z opłatami...zwróciłam też uwagę na niego,bo był bardzo,bardzo chudziutki,a pamiętałam go jako całkiem normalnego ze zdjęcia na wątku...miał ogromne wiszące kule ropy w obu oczkach,naprawdę duże,jak mała fasola....poczęstowałam go ciasteczkami,a on rzucił się na rękę..,wspomniałam,że jego trzeba do weta z oczkami....bardzo,bardzo pamiętam tego pieska:(:(...zostawiłam mu wtedy swoich sporo puszek,prosiłam,żeby podkarmiła lepiej staruszka.Po moim wyjeździe wiem,że pojechała do weta,ale zaraz szybciutko piesek zmarł....wstawiała takie piękne zdjęcie przy choince jak piesek leży w ciepłym posłanku (moim zresztą) w domu:( on ze zmęczenia zasnął,ledwie się trzymał na wybiegu jak byłam:( ..do dzis pamiętam jego. I na sunię leżącą na tarasie zwróciłam uwagę,leżała w plastikowym koszu,w nocy też spała na tarsie...żal mi się jej zrobiło,że zimno i zostawiłam jej chociaż ciepłe posłanie...później widziałam je w domu na zdjęciu...ten rudy piesek leżał... sunia z jakieś fundacji chyba była. Byłam zbyt przerażona tym co zastałam i nie przyjrzałam się innym pieskom.Poznałam wtedy Abi, siedziała w kąciku w domu przed wyjazdem do DS...na moje pytanie ile masz piesków w domu,powiedziała,że tylko Abi i jej osobiste. Zdjęcia Aneta robi w części reprezantacyjnej domu,ta zielona trawka,gdzie pieski na filmikach chodzą na smyczy,to w żadnym razie nie psi wybieg,tu tylko domowe wychodzą i inne do zdjęć,czasem do filmu któryś puszczony. Zwróćcie uwagę na równiutki nie rozsypany żwirek,drzewa nie są żółte z dołu od samców,trawka byłaby wypalona sii,świeży śnieg po dobie byłby udeptany na maxa,a tylko dróżka jest wydeptana w stonę psów,gdzieniegdzie ślady po bokach. Raczej nigdzie nie znajdziecie filmu z wnętrza "hotelu" jak faktycznie jest,nie zobaczycie psa i jego całego boksu (co najwyżej samą głowę)...nie zobaczycie filmu i zdjęć z całego wybiegu...zdjęcia są zawsze tak okrojone żeby nie było nic widać,no czasami kawałeczek tej zasłoniętej siatki widoczne za którą faktycznie przebywają psy.Cała działka ma 700m ,na której stoi dom,część ładna przed domem,z tyłu od tarasu reprezentacyjny ogród (na zdjęciach) i skrawek dla piesków zasłonięty na końcu....pieski wyjeżdżające, odbierane do ds, pokazywane na spotkaniach,są wyprowadzane przed dom albo w ogrodzie przy tarasie....obcy nie wejdzie zobaczyć "hotelik",bo pieski się zdenerwują,rozszczekają....wiem,bo trochę ludzi związanych z psami znam i rozpytałam. W dzisiejszych czasach nie jest problemem robić filmiki i pokazać wszystko,nie obcina się zdjęć,żeby chociaż za dużo nie było pokazane:( "Hotelik" u Anecik odbierałam na dogo jako b.dobry,były zdjęcia i z opisów wyglądało,że pieski super fajnie tam mają,biegają po trawce,czysto,ludzie z sercem,mili,rozmowa przez telefon super,nie było sie czego przyczepić.Zdecydowałam się:( Wiedziałam,że moje pieski nie będą w domu,a w budynku z ogrzewaniem. Nie liczyłam się z kosztami i że 2000km zrobimy,jednak widząc te warunki na własne oczy,to uważam,że żaden pies nie powinien przebywać w tak ciasnych klatkach!,to nie są boksy,tylko klatki....i nie chodzi,że swoich domowych nie zostawiłam....takie coś może służyć na chwilowe przechowanie psa,jako miejsce awaryjne na tydzień, dwa,ale nie dłużej.Psy tam dostają frustracji z pewnością i uważam,że niektóre w schronie lepiej mają:( Po powrocie do domu,biłam z myślami co zrobić z tym co zobaczyłam .Postanowiłam przejrzeć wątki i zadzwonić do niektórych osób,które trzymają w tym "hoteliku" pieski...Co z tym zrobią,to już ich sprawa...Radziłam pojechać,zobaczyć na własne oczy,samemu ocenić. Dla mnie takie miejsce jest nie do zaakceptowania dla psa na dłużej. Kłóci się to z moim podejsciem pomocy zwierzętom. Uważam,że jeśli pomagać,to trzeba ogólny byt zwierzaka zmieniać się na lepsze...inaczej trzeba pomagać ze schronu.Zamiast płacić deklaracje,wybrać schron,jeździć wyprowadzać,robić zdjęcia i tak szukać domu. Nie warto liczyć ilu "sztukom" się "pomogło",bo to bez sensu. Nie warto dawać zarabiać takim "hotelom" i dalej nakręcać spiralę zysków kosztem zwierząt. Dawna Bona też siedziała w hotelu 9m u behawiorysty,a ludzie płacili ...bo dzika,bo pracowali i nic się nie dało zrobić...po tygodniu widziałam zmiany, i smycz i reszta niedługo poszła, po miesiącu temperować musiałam rozbrykaną. Hotele,to nie moja bajka... o dobre jest mega trudno...wiem od ludzi,którzy transportują psiaki. Ale to wszystko ja tak uważam,..nikt nie musi się ze mną zgadzać.Do nikogo nie piję nie mam pretensji w jaki sposób pomaga. Z tym co przekazuję zrobicie ,co każdy uważa. Po ostatnich historiach z hotelikami,coś chyba pękło we mnie i czułam potrzebę głos zabrać:(,..Każdy z nas jest inny i każdy ma inne podejście do życia i tego co nas otacza. Wiem jedno ,że dziś chęć zysku pieniądza przesłania ludziom inne wartości...:( ps.Przepraszam,za chaotyczny opis,ale nie mam czasu żeby składnie,ładnie opisać.
-
Anulko,traw ogólnie nie mam,pokoszone późną jesienią,a to są suche kwiaty,na które zabrakło czasu sprzątnąć na zimę,a i teraz go nie mam,bo przed niedzielą dopiero tu przyjechaliśmy,nawet rzeczy nie przywiozłam jeszcze,bo psy,koty to dwa transporty....mam rozwalisko po zimie dookoła i fuul zajęć,robotników...tylko czasu brak :(:( Co rusz miałam w głowie zapytać Livkę,jak z zabezpieczeniami,ale wpadam na dogo i zapomnę:(..dzięki,Livka zajrzy to napisze,bo koniecznie trzeba i myślę o Simparice. Nie pomyślałam o tym :(...dziękuję Sowo! Patent od Ciebie :)...kiedyś przy Morisku pisałaś,ale nie potrzebowałam u niego. Pogłaskałam dziś Marcelka gołą ręką,drgnął,ale nie uciekł,nie burknął,na razie jednak jeszcze z tym się wstrzymam,niech troszkę mnie pozna.
-
I dla Wszystkich,którzy trzymają kciuki za tego Maluszka :( wczoraj chcąc poprawić,bardziej ocieplić posłanko,dotykałam ,popychałam udem pupci Marcelka,chciałam,żeby mi zszedł w ogóle,później kocykiem głaskałam cały tył,drgało ciałko,ale nie próbował burknąć,siedział cichutko troszkę ciepłego samego rosołku ,...był pyszny powiedział:)
-
Nie podoba mi się Marcelka kupa.Pierwszą dobę myślałam,że po podróży,że może unormuje.Dziennie robi z 6-7 razy,nie umiem za bardzo określić,ale jest konsystencji takiej wiórowej,jak kasza manna,rozciapana (nie biegunka),.Ze smaczkami na razie nic nie wkraczałam oprócz dosłownie kilku sztuk,dostał jedynie wczoraj żwacz, karmię puszką Rocco i chrupki josera sensiplus.Muszę zbadać kupkę. Zachodzę w głowę,dlaczego Marcelek tak strasznie się boi szczekania psów?? :(:( 4 lata w schronie to musiał się chyba przyzwyczaić? Moje psy mało szczekają,ale są u sąsiada z za ulicy (80-100m od kojca Marcelka) i tamte szczekają na każdego kto sie poruszy na ulicy.Marcel wtedy zrywa się z posłanka,biega,skacze,próbuje wydostać z kojca,panikuje,a potem gryzie koc z nerwów:( Człowiek blisko nie jest dla niego tak dużym złem jak szczekające psy nawet z oddali:( Później napiszę o zachowaniu Moriska ,który samców nie lubi.. ten pies nie przestaje mnie zaskakiwać.
-
Tak dużo i w tempie wręcz szalonym ostatnio miałam spraw,że nie było czasu na dogo pisać,więc troszkę nadrobię. Zaglądałam czasami na wątek Marcelka i po ostatnim opisie sytuacji przez Livkę myślałam usilnie, czy mogłabym jakoś pomóc.Oprócz chęci i tego,że czasu trochę wygospodaruję, to nie miałam najważniejszego,tzn. miejsca bezpiecznego tu gdzie obecnie mieszkam:( Plany w głowie dawno się tliły że postawię awaryjny kojec,żeby móc jakiegoś biedaka przechować,ale to miało być w dalszej przyszłości jak już ogarnę rozbudowę domu.Teraz w żadnym razie nie mogłam,bo finansowo każdy grosz muszę liczyć.Pracując w sobotę w ogrodzie myśli się kotłowały wokół Marcela cały dzień.Mam dużo solidnej siatki,może zbudować z tego kojec zadaszony?A to drugi stary dom tu mam,może?,ale okna ma słabe,itp. Przypomniałam,że Zagrodowy kupowała kojec dla Abi,może nie sprzedała jeszcze? Dzwonię do Miki,..sprzedała niestety.No cóż,wycofuję się ,bo nie mam gdzie ulokować bezpiecznie...Ale wtedy Zagrodowy przejmuje inicjatywę, mówi,że wesprze finansowo, fantami i damy radę. Mam rozmawiać z Livką,jak się zgodzi,to brać Marcela i organizować miejsce.Dzwonię więc do Livki z ew.ofertą pomocy,zgadza się i też mówi,że jakoś z kojcem musimy dać radę.Ruszamy z działaniem.Z siatki mi odradzono stawianie,ale w niedzielę znalazłam ogłoszenie i Pana,który załatwił sprawę wysyłki kojca expresowo.Kojec miał kosztować 1480zł bez podłogi (miałam w planie,że zrobię sama),ale Liwka powiedziała,żeby wziąć razem z podłogą i razem wieszak do misek w razie jakby były problemy z obsługą Marcelka,bo jest gryzoniem.Musiała być szybka decyzja,ponieważ miałam wysłać info co i gdzie z firmy mają wysyłać.Bardzo się cieszę że wzięliśmy od razu podłogę,bo jest wygodnie i bezpiecznie. Cały kojec z transportem kosztował 1980zł.Miał być z montażem,ale podłoże nie miałam przygotowane,a raniutko przywieźli.Na szczęście mam teraz u siebie budowlańców i panowie zgodzili się zrobić teren i skręcić kojec. Mieli przysłać za kojec fakturę na meila,ale jeszcze nie dostałam. Transport do pokonania 1000km,też po kilku telefonach migiem się znalazł,aż za szybko,ponieważ kojca nie było,a tu na wtorek dostaję info za 580zł.No i cóż,zaklepałam,bo o tańszy mogłoby być trudno. Zgrało się wszystko szybko,...niech tylko ten Marcel da z siebie wszystko i pozwoli sobie pomóc:( Także to, że Marcelek trafił do mnie,to jest ogromna zasługa ZagrodowyPP ! Sama raczej bym się nie zdecydowała w obecnej sytuacji. Dziękuję Mikuniu za wsparcie i finansowe i duchowe!
-
Tu akurat stałam przy kojcu i nagle moje psy zaszczekały przy bramie. Marcel boi się szczekania :(, czuje się wtedy zagrożony i zaczyna motać po kojcu,żeby wydostać :( Ogonkiem machał licząc może,że budowlańcy jego uwolnią,bo z mojej strony w prawym rogu nic nie wskórał. Widok ludzi poruszających się blisko nie przeraża Marcelka,bardziej psy go stresują,ale na szczęście sporadycznie przy bramie szczekają. Też tak uważam. Dziś zdecydowanie jest spokojniejszy.Wczoraj miał dużo zmian,wszystko było mu obce:( Nie atakuje. Bardzo dobrze Sowo,że zwróciłaś na to uwagę,a także na szczegół z łapkami! Celowo wstawiłam ten filmik,bo zachowanie gdy spada jedzonko odebrałam właśnie świadczące o wrażliwości dotykowej Marcelka. No i filmik wcześniejszy,gdzie odwrócony jest tyłem, też wiele mówi o jego stanie. W kojcu Marcelek ma budkę,gdzie może się schować widząc,że będę wchodzić do niego,ale dziś nie ucieka nawet jak siadam przy "sofie". Wczoraj, raz się chował innym razem siadał na poduszkach wyżej, był zagubiony :(...nie wiedział,czego ma się spodziewać z mojej bliskości:(
-
No niby mam..mąż czasem mówi,że do kundli mam większą ,niż do niego :),...potrzebny jest również czas,chęci i parę innych rzeczy,a ja nie wszystko spełnić mogę:( Zobaczymy czy coś zdziałam z Marcelkiem.W każdym razie dzikuskiem nie jest z pewnością,i przechodzić to co Morisem nie muszę:),ale agresja,to poważny problem:( Wbrew wielu radom,by psu dać spokój,zostawić samego,nie interesować zbytnio,uważam inaczej i robiłam/robię zupełnie odwrotnie:( Pies ma czas tylko na odpoczynek i wtedy mu znikam,poza tym blisko,czy z daleka,to musi mnie widzieć:( Może to niezgodne z normami szkoleniowymi,ale od pierwszego psa skrzywdzonego którego miałam ,takie podejście u mnie sprawdzało. Za podstawę w pracy z każdym psem jednak uważam,że nr1 powinno być to, aby pies mógł mieć możliwość i prawo wybóru! w każdej sytuacji.Nie wiem,czy z tym się zgodzisz. Marcelek wczoraj,
-
To dziewczyny przypomniały o tej mega ważnej sprawie,..aż tak pojemny mój łeb nie jest:(...zbyt dużo wszystkiego nagromadziło mi się w jednym czasie. Zaraz podeślę konto, Wieczorem Marcelek zaczął mocno szczekać,poleciałam zobaczyć,ale wszystko było ok...może jakaś sarenka albo zajączek pojawił się w pobliżu,bo zaglądają do nas. W nocy zsunął się z klatki koc , którym była nakryta (budka), i jak tylko schyliłam się pod ten koc , to biedny zaczął panikować , pod poduszki się chować :(:(....delikatnie nakrywałam klatkę,a on skulił,każdy ruch ręki obserwował ,a oczka miał wręcz błagające:(:(,... z pewnością jakaś styczność z narzucaniem koca była u niego,może kiedyś łapany w ten sposób:(:(
-
:):) ... o tym nie pomyślałam,ale wszystko przed nami :) Wybaczcie,że nie odniosę się do wszystkich postów,ale padam na nos i chyba pierwszy raz w życiu zaraz idę spać. Marcelek co rusz dziś kombinował i szukał drogi ucieczki :( Na drzwiach kłódka wisi,kojec niby solidny,ale zostawiam go pod strachem :(
-
Sorry,nie zauważyłam Twojego postu:( noc miałam nieprzespaną,przed siódmą kojec przywieźli ,bieganina i półprzytomna weszłam na wątek. Marcelek był łapany na tę linkę i później nie dali rady mu zdjąć niestety,bo wiadomo,że kłapie:(, jak zamotała mu się na łapkę i pewnie ciągnęło,to przegryzł kawałek przy szyi.Miał dłuższą część pozawijaną na łapie i bałam się,żeby nie zacisnęło mocno. Straszył nas wczoraj,ale rąk oczywiście nie pchaliśmy,tylko sposobem.