-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Jedna wstrętna baba zepsuła nam kawałek wieczornego spaceru:( Idziemy chodnikiem i widzę kobieta leje wężem wodę stojąc na chodniku,myślałam,że trawę,ale myła od strony ulicy swoją średniowieczną podmurówkę ogrodzenia.Widzę Lumi już niespokojna,ale jezdnia szeroka przechodzić na drugą stronę i zatrzymałam się w oddali ,proszę grzecznie kobietę żeby wyłączyła wodę i weszła z wężem na chwilę na podwórko, mówię,że pies boi się węża. Coś burcząc pod nosem weszła za furtkę i wyłączyła,ale tylko zrównaliśmy się z nią i pół kroku za zrobiliśmy,a ona bach odkręciła lejąc z podwórka i nam do nóg woda padła:(..Lumi bardzo się wystraszyła,bardzo,ledwie ją utrzymałam:( Tola pisała,że w schronie wężami myją posadzki i że właśnie psy tego bardzo się boją:(
-
Byliśmy ,choć ręce bolą od tej wycieczki:).Tym razem Morisek pokazywał swoje chodniki,na których pewnie się czuje,bo w niektórych miejscach to sam potrzebuje wsparcia:) Po tych kilku dniach jazdy jestem prawie pewna,że Lumi mieszkała w mieście i w domu. Zupełnie nie zachowuje się jak pies ze wsi który miasta nie widział. Z każdym wyjściem jest poprawa.Najważniejszą rzeczą nad którą musimy pracować są mężczyźni,mijanych blisko bardzo się boi:( Wymęczyłam ją trochę :),wróciliśmy i śpi padnięta,ale zjadła dziś nawet solidnie:):) W nowym domu trochę nieswojo Lumi się czuła,ale odpowiednie miejsce sobie znalazła. W przerwie na odpoczynek,
-
Lumi do mnie nie jest jeszcze otwarta,ma pewne obawy,ale na spacerach stara trzymać się blisko i widzę,że szuka wsparcia.Po latach spędzonych na małej powierzchni,duża przestrzeń ciągle jest jej nieswoja, jest zagubiona, czuje się nie pewnie i nie wie jak ma się zachować. Luz na działce trochę jej z tym problemem pomoże poradzić,powoli się aklimatyzuje u nas i uznałam,że mogę już puścić. Z ręki jedzonko wzięła na drugi dzień,ale z odległości do mnie podejść wciąż nie miała odwagi,aż do dziś.I taki fajny kroczek dzielna dziewczynka zrobiła więc myślę,że największe lody między nami przełamane:). Nieśmiała jest trochę,ale mądra i grzeczna. Z życia Lumisi i Wam troszkę,
-
Lumisia ma bardzo bogate zimowe futro i pozbyć się jakoś go nie możemy:)...Murka z dredami walczyła,a u nas czesania końca nie widać:)..ale może w końcu choć odrobinę lepiej. Ciocie Kochane, z czesaniem poradzimy sami,ale Lumi potrzebuje kąpieli ,a sama dobrze jej nie wyszoruję za jednym podejściem.Ma sporo żółtego łupieżu,tłustą skórę i kąpiel by jej ulżyła. Czy zgodzicie się,żebyśmy odwiedziły gromera ?
-
Zdjęcia ,to wiadomo,że trochę musieliśmy Ciociom zapozować :),...ale pomimo swoich gabarytów i strachu ,sunia jest do opanowania w mieście ,nie tylko siłowo.Jakoś wolę w inny sposób docierać do psiaka niż tylko użycie siły.Z nią niekoniecznie dałabym radę:)...coś tam nagrałam,wstawię,..ale bezpieczeństwo dwójki ważniejsze mi było niż filmy. We wsi szukamy ludzkich statystów ,ćwiczymy, a jeździć będziemy do miasta ogarniać się i szykować do domku. Słynnym powiedzeniem już tak powiem...No dom się jej należy :)...i żeby był jak najszybciej. Trzymajcie mocno kciuki.
-
Rozmawiałam z p.Magdą behawiorystką Marcelka na temat pojawienia się Lumi u nas jak również sytuacji z sofą. Pani Magda powiedziała,że bardzo dobrze się stało,że Lumi trafiła do nas i właśnie teraz. Dobrze,bo Marcelek musi się uczyć życia w grupie,a sytuacja z sofą była mu malutką lekcją przed tym co ma do nauki ,a wyzwania Marcel ma przed sobą znacznie trudniejsze od sofy. Ta sofa,to był jemu przedsmak tego z czym będzie musiał się mierzyć i zacząć sobie radzić. I taka jest faktycznie prawda,bo Marcel musi nauczyć się żyć wśród ludzi,zaakceptować mężczyzn w domu,opanować smycz,ulicę i mnóstwo innych zadań przed nim.
-
Bo to mądra dziewczyna jest:) W mieście niestety ciężkawo i szarpanko było, maść kupić do ręki muszę:) Lumi bała się samochodów spotkanych na wsi,ale szybko opanowaliśmy ten strach,boi się natomiast ludzi blisko. W miasteczku nie czuła się dobrze gdzie przewijali się ludzie,szarpała i parła,żeby odejść w bardziej ustronne miejsce.Pomimo jej strachu,odnoszę jednak wrażenie,że Lumi znała kiedyś miasto.U Murki chyba bez większych problemów do auta wchodziła,u mnie również, i jeździ ładnie,..ba dziś nawet usiadła na kilka próśb "siadaj" (siad jej nie szło)..uważam,że jazdę znać wcześniej musiała. Ten jej strach jest dla mnie zrozumiały po tylu latach za kratami,ja jestem nieznajoma jeszcze, wszystko obce dookoła, ale trochę ćwiczeń i ona się przełamuje,bardzo się słucha,samochody straszne już nie są jak były pierwszego dnia. A może nie była specjalnie wylewna do obcych ludzi i tylko swego pana uważała.Na razie tak sobie rozważam,zobaczymy po kilku wyjazdach jak będzie z miastem.
-
Ok :)...a więc dziś rozpracował w części to nowe czerwone posłanko:):) Moja wina ,bo nie powinnam zostawiać Marcela w tym miejscu. Pojechałam na godzinkę do miasteczka z Lumi i pomyślałam,że zostawię Marcelka w klatce z suniami w przydomowej zagrodzie .Czasami już tu bywał z nami,widok jest na ulicę.Sunie kiedyś zawsze w domu zostawiałam,a to coś podkusiło mnie:(,..Majka lęk ma jak jej znikam i wydostała się z zagrody na drugie podwórko i widać Marcelkowi to musiało się udzielić:(...jak wszyscy byliśmy,to z zaciekawieniem grzecznie tu siedział.