-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Marcel jest bardzo niegrzeczny:(...sprawdził co miał sprawdzić na działce i teraz jedyną zabawą jaka go kręci jest gonitwa kotów:(.... chodzi,siedzi i czatuje :(....i to nie na żarty dla zabawy,a zrobiłby krzywdę,gdyby dorwał:( Będąc w kojcu gotował się na ich widok,później powoli już akceptował i wydawało się,że nawet lubić zaczyna..,ale teraz hulaj dusza...:(
-
No rozumiem gwizdnąć masło czy kotlet ze stołu,ale żeby zrobić włamanie do kurnika? :):)...do głowy mi nie przyszło,że coś takiego pies może zrobić z zaciśniętymi drzwiami bez żadnej klamki:) Bo tam klamki nie ma,ani żadnej rączki syn zrobić nie zdążył i otwieram ciągnąc za boczną drewnianą listwę:)..zamykają się ciężko i kolanem dociskam,otwierają ciężko....Lumi,całą obsługę drzwi musiała mocno przyuważyć jak to się robi:):),...bo,że tam chowam to na oczach robiłam:) Ale żałuję,że szybciej sprzątać zaczęłam,a nie pobiegłam po telefon nagrać jak ona te rzeczy rozniosła po wybiegu:),..nie stały przy schodach,nie:)...najbliżej schodów były trykotki w folii,z metr dalej opakowanie trenerek, papierowa torebka z wkrętami równiutko stała jeszcze dalej, reszta smaków poroskładane wzdłuż całego wybiegu:)...a Lumisia przy uszkach ucztowała:) Łebski pies,..od początku to widziałam,ale nie myślałam,że aż taką ma główkę:)
-
Lumi to inteligenta bestia:) W jej zagrodzie, w tym kurniku za drugimi drzwiami trzymam podręczne smaki,drzwi zamykają się ciasno i tylko przyciskałam bez zaszczepki.Rano przyniosłam nową paczkę pasków z kaczki,które Lumi uwielbia.Przydział do porannej lekcji dostali ,a resztę tam schowałam.Psy odpoczywały,Lumi również,a ja poszłam do ogródka przy domu.Słyszę jakiś stukot,zerknęłam,że Marcel z Majką swoje tańce zaczęli,robię więc dalej,słyszę szelest,no ale przekonana,że to Majeczka.Myślę, idę jednak zerknę,bo szuranie jakieś mocne, zobaczę co robią.Zaglądam i oczom nie wierzę:)...u Lumi na wybiegu peeeełna stołówka i ona stoi zadowolona :)....Dama otworzyła sobie te kurnikowe drzwi,wyniosła wszystkie dobroci na trawę i stół szwedzki zrobiła:)....leży worek z uszkami,2 paczuszki drobnych trenerek,papierowa torba z wkrętami,opakowanie trykotek,opakowanie Rumentabsu,wiaderko po żwaczach (wcześniej zjedli) i poranne opakowanie Rinti pasków z kaczki. Zjadła całą paczkę tych Rinti ,bo te są jej najpyszniejsze i stoi przy worku z małymi uszkami :),które też uwielbia.Na szczęście kilka ich może zjadła,bo w worku uszek dużo było.Trenerki i cała reszta leżało . I tak porządziła Dama dziś sobie:)...szkoda,że nie miałam telefonu przy sobie jej stół nagrać:)...ale po chwili znów próbowała otworzyć:)
-
Na razie Marcelek wczoraj i dziś zajęty jest ciągłym wąchaniem i jest grzeczny:),nawet zabawy z Majka póki co mu nie w głowie....oby ta grzeczność z nim już została na zawsze:) Wstawię 4 filmy i zobaczycie jak to wygląda na razie. Bardzo proszę,tylko nie zwracajcie uwagi na bałagan dookoła na działce:( W ubiegłym roku tu gdzie są wybiegi psiaków w całej części był jeszcze las,wiosną miałam porządkować gałęzie i inne sprawy,ale Marcel przyjechał i prace na bok poszły,czekają na lepsze czasy:)
-
Rachunek za Opokan i brałam Afobam wypisanie recepty 10zł. Wcześniej było 15zł i zapytałam wetki skąd ta różnica.Otóż za wystawienie recepty na zwykłe leki liczą 10zł,a na psychotropy 15zł.Moja wetka przyjmowała teraz pieniążki i zniżkowo policzyła 10zł.Kiedyś chyba u nas nie pobierali opłat za wypisanie,przynajmniej ja nigdy płacić nie musiałam,ale z tego co widzę zmiany zaszły.
-
Wrócę na chwilę jeszcze do tej nieszczęsnej smyczy.Nie jestem jakąś niezdarą,czy trusiem,że wyciągnąć na siłę bym nie potrafiła:). Robiłam to wiele razy i wiele psiaków uczyłam chodzić,w tym i trudniejsze(dt jestem nie tylko na dogo). Człowiek jest silniejszy i sposób znajdzie żeby nad psem być górą i jego ujarzmić,ale nie o to chodzi.W wyciąganiu trzeba widzieć sens tego wyciągania,czy stan psychiczny psa pozwoli na przełamanie strachu do smyczy,a nie dla samego wyciągania i własnej satysfakcji. Przy Morisie jak siedział 2 doby w klatce też mi radzono,wyrzuć go z klatki ,zabierz klatkę.Co ja zyskałabym takim wyrzuceniem dzikusa z bezpiecznego mu wtedy miejsca?,wyskoczyłby przerażony i zmuszony byłby w popłochu szukać sobie innego schronienia,a ja nawet ogona bym nie zobaczyła.Dla mnie w niczym by to nie pomogło zupełnie i sensu robić tego nie widziałam,a jemu tylko większego strachu dodało.Posiedział 4 doby spokojnie obserwując otoczenie,poczuł na tyle bezpiecznie,że sam uznał,że może wystawić z tej klatki łapy.Wybór psu dałam,żeby poczuł bezpiecznie,a nie czuł z mojej strony zagrożenie.To samo było z wyciąganiem jego na smyczy bez przygotowania,bo już i natychmiast trzeba...Inną drogę obrałam i w ogień ze mną dziś pójdzie i na wszystko zrobić pozwoli.Dla mnie pies ma być ufny,a nie poddany panu. Marcelek by się nie poddał,nie podporządkował ,a o nauce mowy by nie było,gdybym miesiąc temu go wyciągała, ani nawet dziś...tego jestem pewna:( Nie uważam ,że jeden sposób,ten siłowy, można stosować w każdym przypadku i do każdego psa przy nauce smyczy...do Danego psa trzeba sposób postępowania dostosować. Przykładem niech będzie ostatnia Majka,która spędziła w hotelu u behawiorysty 9m-cy wbita w fotel,gdzie nie poradzono z nauką smyczy,nie oswojono i siedziała niekontaktowa,że sunia półdzika.Majka była wycofana,zalękniona i w bardzo złym stanie psychicznym przyjechała,żal było patrzeć na jej zachowanie,ale podeszłam do niej jednak siłowo,bo widziałam,że pomimo jej przerażenia do smyczy,to sunia sobie poradzi,bo traumy w niej nie było a tylko lęk,który da radę pokonać.W 2 tygodnie nauczyliśmy się chodzić, a nawet jeździć autem.Nie piszę,żeby się chwalić jaki ja bohater,daleka jestem od tego,ale że aż taka głupia chyba nie jestem jak się pewnej osobie wydawało,że psa nie wyciągnę z kojca.Fachowcem ani żadnym specjalistą też nie jestem, jednak podstawy psiej psychiki i zachowań poznać swego czasu jako takie poznać musiałam i chciałam i czarne od białych odróżnić psy umiem. Niektórzy znają z FB historię Bony/Majki.
-
Do smyczy Marcel ma traumę potworną i nie wiem czy kiedykolwiek uda się, żeby ją w ogóle zaakceptował:( Od kiedy jest na lekach wszelkie moje podejścia i próby kończyły się tym ,że cały dzień omijana byłam szerokim łukiem. Wyciągać go tylko dla własnej satysfakcji od początku nie miałam zamiaru i sensu w wyciąganiu na siłę nie widziałam :( .W pewnym momencie chciałam w tej kwestii ulec naciskom i psa przekazać,ale szybko poszłam po rozum do głowy,że ja go widzę i ja jestem za niego odpowiedzialna.Widziałam zachowania,widziałam reakcję na smycz i wiedziałam ,że szybciej by siebie skaleczył,a nawet życie gotów odebrać niż chodzenia by miał nauczyć... trauma jaką ma w sobie do obroży i smyczy jest silniejsza od niego:(..w trudnych dla niego sytuacjach jego główka nie myślała co robi.W jego wypadku człowiek musi myśleć za niego...przynajmniej tak było do niedawna. Od początku czułam,że pewnie szybciej go wypuszczę niż wyprowadzę na smyczy, jednak nie w stanie jakim był przed farmakoterapią.Ostatnie moje próby ze smyczą utwierdziły,że smycz i jej opanowanie nie jest w zasięgu Marcelka jeszcze na bardzo długo (o ile w ogóle),ale jego stan na tyle się poprawił,że jakiś kontakt można już nawiązać i spokojniej reaguje na rzeczy wcześniej mu nie do przyjęcia,w tym na facetów. Trudna to była decyzja dla mnie i robiąc ten krok jestem pełna obaw :(..długo jeszcze mieć będę,dopóki stan psychiczny Marcelka się nie ustabilizuje i dopóki jakichś relacji nie zbudujemy. Jak pisałam, od czasu pojawienia się Lumi powoli zaczęły się zmiany, psy zaczęły jego obchodzić,gdzie idą, co robią i zaczął wykazywać chęć by do nich dołączyć,z każdym dniem coraz większą. Wiem,że wypuściłam trochę za wcześnie,rozsądek mówił poczekać,ale serce tym razem wzięło górę:( ...nie wiem jak się to wszystko zakończy:(...ostatnio,.. czasem szczeknął,ale przeważnie zaraz siadał grzecznie na wybiegu i tak żałośnie patrzył jak psy biegną na koniec działki,że za każdym razem szkoda mi się jego robiło coraz bardziej:(....mi osobiście łatwiej było jak w takich sytuacjach zainteresowania wcześniej psami nie wykazywał,ale teraz Marcelek się zmienia i ja muszę weryfikować swoje podejście do niego. Marcelek jest ciekawski i szybki z natury,na razie chodzi spokojnie,zaznacza i wciąż wącha posesję,a ma 3000m do zaznaczenia:).Wiem jednak,że zaraz wypuszczanie na trochę go nie zadowoli i będzie domagał się ciągłego przebywania z psami,że będzie biegał,bawił się z Majka,próbował ganiać koty,że będzie szukał sobie innych wrażeń. Dziś był blisko godziny i widzę,że poczuł już smak wolności i prosić zaczyna,żeby wypuścić. Bardzo proszę, trzymajcie mocno kciuki za spokój i bezpieczeństwo Marcelka:(
-
Z natury jestem :),choć niekoniecznie na taką wyglądam w realu. Z Marcelkiem w żadnym razie jednak nie odwaga wygrała :(,a nieustanne wybory pomiędzy większym i mniejszym złem:( Podjęłam duże ryzyko wypuszczając Marcelka,czego nie zrobiłabym przy żadnym innym psiaku i dotąd nigdy nie zrobiłam z psem,który nie przyjdzie na zawołanie,którego zachowania wciąż nie mogę do końca przewidzieć,ani przejąć nad nim kontroli:( Priorytetem zawsze było u mnie bezpieczeństwo i sama wiesz jaki nacisk kładłam na to np.przy Morisku. Marcelka sytuacja jak i on sam jest wyjątkowa i inna od wszystkich psiaków.Z nim cały czas muszę analizować zyski i straty,co ma sens a co zupełnie nie ma i dokonywać trudnych wyborów.Taki jest pies i w żadne ramy standardu podciągnąć jego się nie da,.. gdyby choć trochę było inaczej,to dawno by latał na smyczy i w życiu nie szarpałabym się np.z tą klatką :( Niezmiernie trudno jest z nim obrać konkretnie jeden tor pracy i dążyć do wyznaczonego celu,ponieważ jego problemy są złożone,nawarstwione,traumatyczne i głęboko zakodowane w główce,która sprawna do końca nie jest. W tym tkwi cały problem i leczeniem próbujemy ją naprawić:(
-
Ojj ,Marcelkowi bardzo Wielki:) Dziś było wąchanie calutkiej działki wzdłuż (tam jest ponad 100m) najpierw z jednej strony,a później z drugiej."Upił" się zapachami:),uciekać nie próbował,nie w siłach był ogarnąć wszystkiego nowego dookoła:).Jest spokojniejszy ostatnio,jedynie jakby się wystraszył czegoś,to jeszcze może wpaść w panikę,bo leki nie mają pełnego działania i niedawno modyfikowaliśmy. Jeszcze ze dwa-trzy tygodnie dobrze by było poczekać na lepsze efekty,no ale lato minie i szkoda mi jego :(.W obecnym jego stanie uznałam,że mogę podjąć ryzyko.Mam nadzieję,że Jamora ściągać nie będę musiała i będzie już tylko lepiej. Witaj Aniu :)..do domu niestety będzie musiał dalej jeździć w klatce:) Na części posesji przy domu jedna część ogrodzenia jest słaba,dziury i nie ma podmurówki .Marcel szybko to wyczai ,a jest ciekawski i zechce zobaczyć co tam po drugiej stronie.Ta część działki z drogą do domu będzie mu niedostępna niestety :(...podmurówkę trzeba robić,ale na ten rok w planach nie jest to ogrodzenie:( Bardzo nam miło i za cichutkie trzymanie kciuków dziękujemy:) Odwiedzaj nas,Marcelek zaprasza:)