Dziś chyba ja się okazałam nieodpowiedzialnym psiarzem.Stałam z mężem i z psami(w typie corso i sznaucerka mini) na trawniku.Duży biegał luzem a właściwie stał ok 1-1,5 m.Mały był na smyczy, trzymał go mąż.Nieopodal przechodzili państwo z dwoma rozwrzeszczanymi psami które co jakiś czas podlatywały na pół odległości.Duży się nimi nie interesował.W pewnym momencie mąż mi zaczął coś podawać i poluzował smycz, maluszek to wyczuł, szarpnął i się wyrwał.Poleciał z jazgotem do tych psów.Zanim zdążyłam krzyknąć corsiak biegł już za nim.Pani szybko wzięła swojego pieska na ręce, bo niby skąd mogła wiedzieć, że mój nic jemu nie zrobi.To trwało może parę sekund, bo pies zaraz został odwołany, ale i tak mi wstyd ,że się zagapiłam.A on poleciał za swoim braciszkiem małym.W sumie wina troszkę była po obu stronach, bo tamte psy bez smyczy podbiegały i zaczepiały, ale ja czuję się bardziej odpowiedzialna, bo mam dużego psa.W przyszłości muszę być bardziej uważna, jeżeli w pobliżu są inne psy, zawsze może się coś zdarzyć.