-
Posts
52080 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
376
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tola
-
-
-
Trochę radośniejszych informacji - wszystkie kociaki od kotki z opuszczonej stodoły bardzo dobrze się zaklimatyzowały w nowych domach. Linx we Wrocławiu
-
Bardzo dziękuję, jak tylko paczki dojdą dam znać, prawdopodobnie jutro będą. Ja chyba też wysiadam psychicznie. Wszystkie te informacje z Ukrainy, obrazy bombardowanych miast, uciekających całych rodzin ze swoimi zwierzętami są strasznie przygnębiające. Teraz, kiedy mogę z nimi porozmawiać, poznać historie, z bliska zobaczyć zmęczenie, ból, często przerażenie i bezsilność, jestem rozwalona zupełnie. A przecież ten pobyt u nas to nie koniec ich tułaczki i cierpienia.
-
Relacja z granicy jednego z kierowców: Wróciłem i muszę się z Wami podzielić refleksjami. Napisałem wcześniej, że tam się milczy. Muszę wyjaśnić dlaczego. Ilość przesuwających się ludzi sprawia, że wyglądają jak rzeka. Kobiety i dzieci. Prawie żadnych mężczyzn. Idą powoli, w ciszy, bardzo zmęczone. Nie ma uśmiechów, rozmów, po prostu wolno się przesuwają, wsiadają do busów i gdzieś jadą - większość nie wie dokąd. Jeśli popatrzysz przez chwilę, widzisz wielki smutek, żal do świata, strach o jutro. Jeśli popatrzysz dłużej zobaczysz coś jeszcze. Ponieważ podjechać tam mogą tylko busy, samochód zaparkowałem dosyć daleko. Rodzina, którą miałem zabrać nie umiała mi wytłumaczyć gdzie są. Pierwszy raz w życiu przekraczali granicę. Po prostu gdzieś tam powoli szli w tłumie, a ja czekałem, bo mogli wyjść w każdej chwili. W sumie zajęło to ok 7 godz. Czekając mogłem dokładniej przyjrzeć się tej "rzece" ludzi. Psy, całe mnóstwo. Żaden nie szczeka na drugiego. Żadnego warczenia czy biegania. Ogony podkulone, ciała przykurczone, ciche. Tu ich nikt nie krzywdzi, a zachowują się jakby były bardzo wystraszone.B Babcie, matki, dzieci. Jedne grupy czekają, inne idą. Wszyscy smutni, "szarzy". Jedna kobieta z dzieckiem idzie jak inne matki. Niby tak samo, ale jednak inaczej. Jej chód jest sztywny. Jakby miała skurczone mięśnie, ale ręce są dziwnie bezwładne. Za rękę trzyma ją dziecko. Dokładnie tak - niej ona, to dziecko ją trzyma. Jej ręce są jakby bezwładne, a palce luźnie. Nie ściskają malutkiej rączki, jak to robi "normalna" matka. To dziecko próbuje paluszkami utrzymać dłoń matki aby nie zerwać kontaktu. Wygląda to jakby matka nie zdawała sobie sprawy, że obok idzie dziecko. I wtedy spojrzałem w oczy tej kobiety. Ona patrzyła, ale jakby nie widziała. Jej wzrok był martwy. Nie wiem, co przeżyła, nie wiem, o czym w tej chwili myślała. Może właśnie się o czymś dowiedziała. Jej ciało mówiło, że to musiało być coś strasznego. Ludzie, których nazwałem rzeką, faktycznie w tym tłumie tak wyglądają. Jeśli jednak przyjrzysz się każdemu z osobna zauważysz, że to setki pojedynczych tragedii i nikt nie przybył tu dla przyjemności. Każdy człowiek, to zostawiony dom i rodzina. Każdy, to jakiś dramat i strata. Czując ogrom tej tragedii, zachowania czy wygląd poszczególnych osób sprawiają, że wyobraźnia szaleje i nie możesz pozbyć się myśli, że to przecież mogło spotkać i nas. Nie robiłem fotek wymienionych osób. Chyba każdy wie dlaczego.
-
Wczoraj nie było dużo, to nowy punk, ale myślę że w ciągu najbliższych dni będzie dużo więcej, na granicy wciąż czekają ludzie. Część z nich przyjeżdża zorganizowanym transportem, część z obcymi sobie ludżmi prywatnymi autami; ludzie bardzo pomagają, przyjeżdżają czasami po parę razy na granicę i rozważą uciekinierów. Wiem np., że DS z Warszawy zamojskiej suczki już po raz kolejny był na granicy i rozwozi ludzi po całej Polsce. Ja
-
-
Ruszył punkt w mojej szkole dla Ukraińców, kolejny w Zamościu. Na razie są tylko 3 koty, pani przyjechała z nimi z Kijowa - dwoma swoimi ( w tym starą, ponad dwudziestoletnią kotką) i jednym kotem znalezionym po drodze do granicy, też chce go zatrzymać. Na miejscu nie ma na razie wiele dla zwierzaków, doniosłam pani kuwetę, żwirek, karmę, podkłady, znajoma podrzuciła dwa kontenerki. Koty są bardzo zestresowane, stara kotka nie wychodzi z ukrycia, siedzi pod kocem.
-
Dzisiaj miałam 3 zapytania o Wolfika, ale niestety bez szans na cd. Pierwszy pan mieszka koło dworca PKP i najpierw zapytał, czy Wolfik jeździ pociągiem, potem czy mogę dowieźć tak psa, bo jemu będzie wygodniej odebrać blisko domu. Drugi pan ma 2 psy w budach i próbował mnie przekonać, że Wolfik będzie mieszkał w domu. Badania i leczenie psa wg pana to fanaberie "miastowych". Potem zadzwoniła chyba jego żona, bo podobne poglądy. Chciała zaraz przyjeżdżać po Wolfika, bo po co ogłaszam psa, jak nie chcę go wydać. To tyle w temacie zapytań o Wolfika.
-
Aska7 dojechała szczęśliwie do domu.
-
Ukraińskie psy są porzucane po naszej stronie. To są psy przewiezione przez granicę, przekazane u nas do Dt? Ds? i potem porzucone.
-
Dostałam info do Aska 7, że psiaki już na miejscu. Szczęśliwego powrotu!
-
Są już zaopiekowane, ale warto byłoby ustalić, komu zostały przekazane tutaj w Polsce, dlatego poszukiwana jest organizacja, która je zabrała z Ukrainy.
-
Nie wiem. Znaleziono je w lesie w kontenerkach.
-
Ale zaczyna się też źle dziać, coraz więcej zwierząt jest porzucanych Dzisiaj dostałam zdjęcia 2 szczeniaków porzuconych w lesie z kontenerkami, szukają osoby lub fundacji, która przewiozła te maluchy przez granicę i oddala do Dt lub DS, szczeniaki mają ukraińskie czipy. Tutaj na zdjęciu już po zabraniu z lasu