No więc na stówę będziemy w Tychach, będziemy się bardzo starać być w Brennej i jeszcze doszła do mnie plota, że szykuje się jesienna edycja Bieszczadzkiego Rajdu Dogtrekkingowego, na którym bardzo bym chciała być, ale to bardzo zależy od transportu, bo dojazd pociągiem mnie przerasta. Bardzo przerasta :lol:.
A po obozie spoko. Pies śpi, ja dopiero się ubrałam, mam nogi całe w bąblach po muchach końskich, komarach i innym ustrojstwie, jestem cała w seriach zadrapań po dzikim biegu pod tytułem "A co ja tam widzę?!", a jak chodzę po mieszkaniu i coś mnie zaswędzi, to od razu się chlastam ręką, bo został mi odruch zabijania much :lol:... No i nauczyłam się (a przynajmniej wiem, jak mam się za nie zabrać) tylu nowych rzutów deklem, że do końca wakacji będę je ćwiczyć.