-
Posts
26183 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by DORA1020
-
Nie było mi łatwo podjąć decyzję,z jednej strony to,z drugiej co innego Rozmawiałam też z sąsiadką,która go wyczesywała z tych kołtunów,ona tez uważa ,ze nie powiniem w obecnej chwili zmieniać miejsca Teraz wieczorem Bartuś przychodzi koło śmietników /wcześniej zawsze tutaj go karmiłam,nie chodziłam do tego człowieka/ I dostaje jedzonko,karmę mieszam z gotowanym kurczakiem,on bardzo lubi Woda również stoi, w niedzielę sprawdzałam czy na podwórku ma wodę,miał On do bloków ma bliziutko.
-
Będę oczywiście doglądała Bartusia. To jasne. Bartuś nie je suchej karmy ,nigdy nie jadł. Kupuję mu Maxi Natural w saszetkach 150g Bartuś lubi ta karmę,ale będę kupować też inne,żeby urozmaicić mu jedzonko. Nie chcę kupować większych porcji,bo jesli nie zje to teraz muchy okropne,więc nie chciałabym,zeby to jedzonko,którego nie zje leżało i muchy nqa tym siadały.
-
Bartuś zostaje, będę miała "oko" na niego. Też boje się tego wszystkiego,ale wybieram mniejsze zło. Dla dobra Bartusia. Bartuś się tego człowieka nie boi,nie kuli się. To bardziej mnie się obrywa co jakiś czas.Ale wiem,że raz nakrzyczał na Bartusia,poznam to od razu. Ale dam radę,nie będzie łatwo,ale dam. Dobrze,ze powstał ten wątek,bo sprawa Bartusia jest otwarta. I tak jak napisała mari,serce rośnie,ze tyle osób chce pomóc Bartusiowi i jest zainteresowana jego dolą. Ja bardzo,bardzo Wam dziękuję,ze jesteście,że chcecie pomagać Bartusiowi Będę chodziła do niego,będę pisała,czasmi zrobię fotkę.
-
Raz na miesiąc to nie,założyłam sobie,że może raz,dwa w tygodniu,muszę wiedzieć co u niego On jest chwiejny,raz mówi tak ,raz inaczej,i dlatego tak dużo z tym problemu Bardzo stresujące są dla mnie te jego krzyki,ale on to raz na jakiś czas Ja chyba też jestem chwiejna......raz tak....raz tak Sama jestem na siebie zła Ale jak pmyślę o łapaniu Bartusia,trzeba podać sedalin,nie wiadomo czy to zje,jak po tym będzie się czuł pozniej do klatki na dzień ,dwa,pozniej daleka podróż,nieznani ludzie,psiaki,których nie zna skłonnośc Bartusia do włóczenia się,a w zwiazku z tym i ucieczki. A ja ucieknie to co? Nikt do niego nie podejdzie,bo on jest nieufny. Ja to sobie potrafię wyobrazić dlatego się boję . Z drugiej strony głuchota Bartusia,wiek. Byłam u Bartusia w środę,i w piatek. Bartuś leżał na trawce i szczekał na mnie. A ten człowiek był w domu,więc Bartuś wtedy nigdzie nie pojdzie. Zgadzam się się z tym,ze nie należy dawać mu pieniędzy. Jeszcze go tego nauczyć. I tak jest zdziwiony moim zainteresowaniem psiakiem.Zupełnie tego nie rozumie. Taki człowiek. Ja nie chodziłam na posesję,karmiłam go przy śmietniku,albo jak go spotkałam,jedzenie i miseczki zawsze noszę z sobą. Ale on o tym nie wiedział/.
-
Zanim Bartuś by trafił do kikou,to musiaby przejśc wielką traumę. Lapanie,usypianie sedalinem,transport do kojca,pózniej daleka podróz Obca dla Bartusia osoba,my wiemy,ze kikou serce oddaje dla psiaków,ale Bartuś tego nie wie. Psiaki u kikou, Bartuś zawsze był sam,jak się włóczył unikał kontaktów z psiakami. Nigdy nie był agresywny. Z drugiej strony głuchota Bartusia,wiek.
-
Boże,jeśli jesteś powiedz mi co mam robić. Już jestem zmienna jak ten człowiek. Raz mi się wydaje,że dobrze by było,innym razem,że nie trzeba go stąd zabierać. Ja kocham tego psiaka. Zrobię dla niego wszystko. Tylko co to jest wszystko....? Ma pojechać? Ma zostać? Każdy mi mówi,ze to trudny przypadek,ale ja o tym wiem. Jednego dnia myślę,że pojedzie,drugiegio dnia boję się. Bartuś ma skłonność do ucieczki. I boję się,że któregoś dnia by sobie wydrapał dziurę w ogrodzeniu.A ja musiałabym jechać na drugi koniec Polski,żeby go szukać .To bardzo mądry psiak. Przez tyle lat pomagania miałam trudne przypadki,ale jeszcze nigdy czegoś takiego. Ostanim razem jak byłam Bartuś siedział sobie na trawce,i jak chciałam wejsć to szczekał na mnie,kochany psiak. Dzisiaj pójdę znowu. Ale bardzo się boję. Boję się krzyków tego człowieka. Ale raczej zniosę dla Bartusia wszystko. BYle tylko on był szczęśliwy. Ale co jest szczęściem Bartusia? Wyjazd? Zostanie tutaj? Sami widzicie,ze każdy ma odmienne zdanie.
-
Chciałam powiedzieć,ze Bartuś to nie jedyny mój siwy włos na głowie Felicjan,który jest w dt pogryzł Weronikę Był sobie na balkonie i po cichutku rozprawił się z siatką,przeskoczył na balkon sąsiada Weronika zobaczyła w ostaniej chwili,wyciągnęła ręce,zeby go zabrać,jemu to się bardzo nie spodobało więc ją podrapał i pogryzł Teraz się go boi i trzeba Felusia zabierać
-
No opieki to za duże słowo,ja go tylko karmiłam,nigdy nie można było blisko do niego podejśc. Teraz to się zmieniło,ale wcześniej zostawiałam jedzenie i odchodziłam. Zawsze jak mnie zobaczył,to wiedział,ze gbędzie jedzonko. W sumie to bezdomny,ten człowiek zawsze wykrzykuje mi w nos,że to nie jego pies tylko Kudełkowej. Ale jak się zachowa jak będę zabierać Bartusia nie wiem. Jeszcze długie dni stresu zanim do tego dojdzie.
-
No jeśli można to nazwać opieką,ja go karmiłam pod śmietnikiem,czasami jak go spotkałam to dawałam mu jeść i pić,jedzenie zawsze noszę z sobą. Ale wieme inni też go dokarmiali. Wiele lat temu jakaś kobieta go wzięła i zostawiła na ulicy. O tym dowiedziałam się z rok temu.Jak wykrzykiwał,że to nie jego pise,tylko Kudełkowej,pani idzie do niej,niech go zabiera,a ona jakiś czas temu wyjechała Zawsze myślałam,że to jego pies.
-
Dziekuję wszystkim za obecnośc na bazarku,kupowanie,podrzucanie,dzięki
-
Dziekuję elik Spróbuję napisać,ale jeśli ktoś poprawi ten tekst będę wdzięczna,może trzeba będzie coś dopisac,może o czymś zapomnę Bartuś obecnie jest u człowieka,który wiele lat temu zlitował sie nad nim i dał mu schronienie. Przez 10-12 lat karmiałam go przy blokowych śmietnikach. Teraz Bartuś się zestarzał,a człowiek,u którego jest nie zaopiekuję się nim tak jak tego psiak potrzebuje. Nie wiem co to za choroba u tego człowieka,ale raz wykrzykuje ,zeby go zabierać,bo policja go prześladuje,że Bartuś wychodzi na ulicę,że stanowi zagrożenie dla ruchu drogowego,Bartuś jest głuchy,więc tak może być Ze on go nie chce,zeby go zabierać do schroniska,albo gdziekolwiek Ze postawiłam budę,i wszyscy myślą,że to jego pies,a to nie jest jego. Ze łażę po jego posesji,i to mu się napewno nie podoba. Innym razem mówi,że może Bartuś zostać. I tak co jakis czas. Może zostać...zabierać.....i tak w kółko. Chciałam,zeby został,chciałam go karmić i opiekować się nim,ale nie jest mi to dane ,a od tej sytuacji psychika mi wysiada. Rozmawiałam z kikou,ona tez mówiła,ze dobrze by było gdyby zostal w swoim środowisku. Każdy z kim rozmawiam i naświetlam sytuaxcję mówi,że to byłoby najlepsze dla psiaka. Ale z tym człowiekiem nie idzie się dogadać. Ciągle zmienia zdanie. Po ostanim ostrzeżeniu policji,znowu zagrodził mu wyjście. Byłam tam wczoraj, saszetki,które wcześniej zanosłam leżą nietknięte,miska pusta wody nie ma,a Bartuś tak patrzył na mnie,ze serce się kraje. Przecież tan człowiek ani go nie pogłaszcze,ani wyprowadzi na spacer,zostaje tylko siedzienie w budzie. Widok tylko na mur i blachę. Rozmawiałam z Marcinem,którego gminy zatrudniają do łapania psiaków. Powiedział,że pomoże,chociaż to wszystko jest bardzo trudne. Wolałby przez gminę,ale wiadomo,nie chciałabym o to prosić burmistrza. Jest też miejsce,zeby poczekał na transport dzień lub dwa. Wszyscy,którzy znają historię Bartusia twierdzą,ze jest to bardzo trudne,łatwiej pomóc psiakowi ze schroniska niż takiemu,który całe życie był wolny,chodził sobie gdzie chciał,ale się zestarzał,jest głuchy. Chciałabym ,mam nadzieję,ze pojechałby do lepszego życia,ale napewno czasu by potrzebował.Ale psiaki są mądre,po jakimś czasie zrozumie,ze tam teraz jest jego miejsce do życia.