Sytuacja Bartusia uległa zmianie
Ten człowiek nie chce juz Bartusia,a limonka ostrzegała,ze tak będzie
a ja miałam nadzieję,że sa jeszcze dobrzy ludzie
Nie pomogło nic,ze Bartuś ma nową budę,dostarczane jedzonko
Powiedział,ze nie chce go,i że daje mi tydzieć na zabranie go,pózniej Bartuś może zniknąć
A niestety może,bo ten człowiek może go wywiezć daleko i nikt mu nie udwowodni
Poniewąz Bartuś włóczysie po ulicach,to może powiedzieć,ze poszedł sobie jak zwykle ,a on nie wie gdzie jest
I trzyma się wersji,ze to nie jego pies
Ze Bartuś ucieka,że przychodził już dwa razy dzielnicowy,ze pies biega po ulicy,że jak jeszcze raz to się wydarzy to on zapłaci mandat,a jak zagrodził wyjście,że Bartuś nie mógł wyjśc,to psiak szczekał,wył,że sąsiedzi się skarżą.
A on nie będzie wyprowadzał go na spacery,bo to nie jego pies/tak w kółko/ i on nie będzie z nim łaził po miasteczku.
Ze jak Bartuś nie będzie zabrany to go nie będzie.
On jest gotowy spełnić swoje chore obietnice.A taka miałam nadzieję,chociaż limonka mnie ostrzegała,ze z takim człowiekiem nie dojdę do porozumienia.
Jestem załamana,zabieraj koty....zabieraj psa.....
Jak długo moja psychika to wytrzyma.....