Jump to content
Dogomania

Jasza

Members
  • Posts

    22228
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Jasza

  1. Jestem. Dziękuję Anetko że napisałaś. Nie mam siły juz na nic. W nocy Misia prawie w ogole nie spała. Była biegunka - jeden raz. Wodnista, brązowa, plus kawalątek ledwo co uformowanego bobka. Potem ciągle dyszała, na zmianę kladła się i spacerowała. Piła duż i dwa albo trzy razy zaraz potem zwymiotywała tą wodą. W brzuszku jej tak dziwnie cały czas burczało, syczało, odbijało jej się, jakby ..no nie wiem..nadkwasota? Dwa razy z nią wyszłam przed blok, na rączkach, ale nie chciała nosa wyściubić. Więc z powrotem. Najgorzej było jednak już nad samym ranem, może o trzeciej, może o drugiej, straciłam rachubę.. Misia stała nieruchomo, glaskałam ją, przejechałam dłońmi wzdłuż jej bików, bo mi się wydało, że ma twardy i wydęty brzuch z obu stron...i wtedy zemdlała. Po prostu się przewróciła, na boczek, wyprężyła nóżki...i zanim zdążyłam się zorientować - wstała. Wreszcie około piątej, może troszkę później, jak mój mąż wstał do pracy, położyła się koło mnie i przysnęła. Strasznie słabiutka, kupka nieszczęścia z wystającymi kośćmi... Zadzwoniłam na nocny dyżur do kliniki w Batorym, odebrał ten sam wet, u ktorego byłam wczoraj. Pamiętał mnie. Powiedział, że jak zasnęła, to ok i że mam na ósmą przyjść. No to skoro i tak nie spałam to wolałam sie nie klaść.. Umylam się, ubrałam, zadzwoniłam do mamy męża, czy mogę Reskia przyprowadzić. Potem Misia na rączki, Reksio na flexi i w drogę. Pół drogi ją niosłam, potem szła sama. Ogonek dźwignięty do połowy. Reksia zostawiłam ( płakał, jakby go żywcem ktoś ze skóry obdzierał...) i poszłam z nią pieszo. W autobusie Misia sie trzęsie cała, nie chciałam jej już stresować. Nioslam ją, bo prawie cały czas szłyśmy przy ulicy. Klinika była jeszcze zamknięta, to usiadłam sobie na schodach, Misia na kolankach się zwinęła i poczekałyśmy. Przyjęła nas doktor Ewelina Pałys, którą bardzo lubię... Troszeczkę mnie pocieszała, powiedziała, że nie takie psy do nich trafiały i nie takie wyleczyli, głowa do gory.. Misia dostała kroplówkę. Zastrzyk przeciwwstrząsowy, zastrzyk z antybiotykiem i przeciwskurczowy. Już sama nie wiem, czy trzy czy cztery. Po kroplówce dostała kontrast i mam obserwować jaką zrobi kupę. Jeżeli w kupie będzie ten kontrast, to znaczy, że jelita są drożne. Jeżeli ie - jest możliwość, że ma w jelitach jakieś ciało obce. Była bardzo dzielna. Po południu znowu wędrujemy do kliniki. Będzie ten lekarz, ktory nas wczoraj przyjął. Dzisiaj nic na razie nie placiłam. Z powrotem wracałyśmy przez osiedla, więc szła sama. W zasadzie nie było widać, że coś jej dolega. Maszerowała dziarsko. Zabrałam Reksia od teściowej, i w trójkę poszliśmy sobie przez las do domu. Było siuu, ale nie było kupy... Misia próbowała nawet gonić gołębia. Nie dyszy, nie odbija jej się, nie burczy jej w brzuszku. Mam jej nie dawać nic do jedzenia. Ale jak karmiłam Reksia, to przybiegła do kuchni i , kurcze, wyglądało na to, że jej przyszła na coś ochota. Dałam jej tylko jeden mleczny drosik psi, wielkości paznokcia, schrupała go... To było silniejsze ode mnie...nic juz jej nie dałam..mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi... Teraz śpi..a ja patrzę, że mam jeszcze jej krew na palcach, z wenflona chyba... Wyglądam jak śmierć, zrobilam sobie kawy... jak pisze, to jest mi trochę lżej, ale wszystko mnie boli w środku. Tak się tępo czuję, tak źle... Mój mąż się przejął trochę, ale w odwrotna stronę.. Powiedział, że powinnam ja oddać komuś, kto ma czas się nią zajmować. Jutro idę do pracy i będą same 9 godzin. Aż się boję. Już nie wiem co pisać... Czekam aż postawiądiagnozę. Podobno może to być mocne zatrucie, parwowiroza lub nosówka. No i może jeszcze coś co utkwiło w jelitach. Tak to wygląda.
  2. Jestem. Dziękuję Anetko że napisałaś. Nie mam siły juz na nic. W nocy Misia prawie w ogole nie spała. Była biegunka - jeden raz. Wodnista, brązowa, plus kawalątek ledwo co uformowanego bobka. Potem ciągle dyszała, na zmianę kladła się i spacerowała. Piła duż i dwa albo trzy razy zaraz potem zwymiotywała tą wodą. W brzuszku jej tak dziwnie cały czas burczało, syczało, odbijało jej się, jakby ..no nie wiem..nadkwasota? Dwa razy z nią wyszłam przed blok, na rączkach, ale nie chciała nosa wyściubić. Więc z powrotem. Najgorzej było jednak już nad samym ranem, może o trzeciej, może o drugiej, straciłam rachubę.. Misia stała nieruchomo, glaskałam ją, przejechałam dłońmi wzdłuż jej bików, bo mi się wydało, że ma twardy i wydęty brzuch z obu stron...i wtedy zemdlała. Po prostu się przewróciła, na boczek, wyprężyła nóżki...i zanim zdążyłam się zorientować - wstała. Wreszcie około piątej, może troszkę później, jak mój mąż wstał do pracy, położyła się koło mnie i przysnęła. Strasznie słabiutka, kupka nieszczęścia z wystającymi kośćmi... Zadzwoniłam na nocny dyżur do kliniki w Batorym, odebrał ten sam wet, u ktorego byłam wczoraj. Pamiętał mnie. Powiedział, że jak zasnęła, to ok i że mam na ósmą przyjść. No to skoro i tak nie spałam to wolałam sie nie klaść.. Umylam się, ubrałam, zadzwoniłam do mamy męża, czy mogę Reskia przyprowadzić. Potem Misia na rączki, Reksio na flexi i w drogę. Pół drogi ją niosłam, potem szła sama. Ogonek dźwignięty do połowy. Reksia zostawiłam ( płakał, jakby go żywcem ktoś ze skóry obdzierał...) i poszłam z nią pieszo. W autobusie Misia sie trzęsie cała, nie chciałam jej już stresować. Nioslam ją, bo prawie cały czas szłyśmy przy ulicy. Klinika była jeszcze zamknięta, to usiadłam sobie na schodach, Misia na kolankach się zwinęła i poczekałyśmy. Przyjęła nas doktor Ewelina Pałys, którą bardzo lubię... Troszeczkę mnie pocieszała, powiedziała, że nie takie psy do nich trafiały i nie takie wyleczyli, głowa do gory.. Misia dostała kroplówkę. Zastrzyk przeciwwstrząsowy, zastrzyk z antybiotykiem i przeciwskurczowy. Już sama nie wiem, czy trzy czy cztery. Po kroplówce dostała kontrast i mam obserwować jaką zrobi kupę. Jeżeli w kupie będzie ten kontrast, to znaczy, że jelita są drożne. Jeżeli ie - jest możliwość, że ma w jelitach jakieś ciało obce. Była bardzo dzielna. Po południu znowu wędrujemy do kliniki. Będzie ten lekarz, ktory nas wczoraj przyjął. Dzisiaj nic na razie nie placiłam. Z powrotem wracałyśmy przez osiedla, więc szła sama. W zasadzie nie było widać, że coś jej dolega. Maszerowała dziarsko. Zabrałam Reksia od teściowej, i w trójkę poszliśmy sobie przez las do domu. Było siuu, ale nie było kupy... Misia próbowała nawet gonić gołębia. Nie dyszy, nie odbija jej się, nie burczy jej w brzuszku. Mam jej nie dawać nic do jedzenia. Ale jak karmiłam Reksia, to przybiegła do kuchni i , kurcze, wyglądało na to, że jej przyszła na coś ochota. Dałam jej tylko jeden mleczny drosik psi, wielkości paznokcia, schrupała go... To było silniejsze ode mnie...nic juz jej nie dałam..mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi... Teraz śpi..a ja patrzę, że mam jeszcze jej krew na palcach, z wenflona chyba... Wyglądam jak śmierć, zrobilam sobie kawy... jak pisze, to jest mi trochę lżej, ale wszystko mnie boli w środku. Tak się tępo czuję, tak źle... Mój mąż się przejął trochę, ale w odwrotna stronę.. Powiedział, że powinnam ja oddać komuś, kto ma czas się nią zajmować. Jutro idę do pracy i będą same 9 godzin. Aż się boję. Już nie wiem co pisać... Czekam aż postawiądiagnozę. Podobno może to być mocne zatrucie, parwowiroza lub nosówka. No i może jeszcze coś co utkwiło w jelitach. Tak to wygląda.
  3. Jestem. Dziękuję Anetko że napisałaś. Nie mam siły juz na nic. W nocy Misia prawie w ogole nie spała. Była biegunka - jeden raz. Wodnista, brązowa, plus kawalątek ledwo co uformowanego bobka. Potem ciągle dyszała, na zmianę kladła się i spacerowała. Piła duż i dwa albo trzy razy zaraz potem zwymiotywała tą wodą. W brzuszku jej tak dziwnie cały czas burczało, syczało, odbijało jej się, jakby ..no nie wiem..nadkwasota? Dwa razy z nią wyszłam przed blok, na rączkach, ale nie chciała nosa wyściubić. Więc z powrotem. Najgorzej było jednak już nad samym ranem, może o trzeciej, może o drugiej, straciłam rachubę.. Misia stała nieruchomo, glaskałam ją, przejechałam dłońmi wzdłuż jej bików, bo mi się wydało, że ma twardy i wydęty brzuch z obu stron...i wtedy zemdlała. Po prostu się przewróciła, na boczek, wyprężyła nóżki...i zanim zdążyłam się zorientować - wstała. Wreszcie około piątej, może troszkę później, jak mój mąż wstał do pracy, położyła się koło mnie i przysnęła. Strasznie słabiutka, kupka nieszczęścia z wystającymi kośćmi... Zadzwoniłam na nocny dyżur do kliniki w Batorym, odebrał ten sam wet, u ktorego byłam wczoraj. Pamiętał mnie. Powiedział, że jak zasnęła, to ok i że mam na ósmą przyjść. No to skoro i tak nie spałam to wolałam sie nie klaść.. Umylam się, ubrałam, zadzwoniłam do mamy męża, czy mogę Reskia przyprowadzić. Potem Misia na rączki, Reksio na flexi i w drogę. Pół drogi ją niosłam, potem szła sama. Ogonek dźwignięty do połowy. Reksia zostawiłam ( płakał, jakby go żywcem ktoś ze skóry obdzierał...) i poszłam z nią pieszo. W autobusie Misia sie trzęsie cała, nie chciałam jej już stresować. Nioslam ją, bo prawie cały czas szłyśmy przy ulicy. Klinika była jeszcze zamknięta, to usiadłam sobie na schodach, Misia na kolankach się zwinęła i poczekałyśmy. Przyjęła nas doktor Ewelina Pałys, którą bardzo lubię... Troszeczkę mnie pocieszała, powiedziała, że nie takie psy do nich trafiały i nie takie wyleczyli, głowa do gory.. Misia dostała kroplówkę. Zastrzyk przeciwwstrząsowy, zastrzyk z antybiotykiem i przeciwskurczowy. Już sama nie wiem, czy trzy czy cztery. Po kroplówce dostała kontrast i mam obserwować jaką zrobi kupę. Jeżeli w kupie będzie ten kontrast, to znaczy, że jelita są drożne. Jeżeli ie - jest możliwość, że ma w jelitach jakieś ciało obce. Była bardzo dzielna. Po południu znowu wędrujemy do kliniki. Będzie ten lekarz, ktory nas wczoraj przyjął. Dzisiaj nic na razie nie placiłam. Z powrotem wracałyśmy przez osiedla, więc szła sama. W zasadzie nie było widać, że coś jej dolega. Maszerowała dziarsko. Zabrałam Reksia od teściowej, i w trójkę poszliśmy sobie przez las do domu. Było siuu, ale nie było kupy... Misia próbowała nawet gonić gołębia. Nie dyszy, nie odbija jej się, nie burczy jej w brzuszku. Mam jej nie dawać nic do jedzenia. Ale jak karmiłam Reksia, to przybiegła do kuchni i , kurcze, wyglądało na to, że jej przyszła na coś ochota. Dałam jej tylko jeden mleczny drosik psi, wielkości paznokcia, schrupała go... To było silniejsze ode mnie...nic juz jej nie dałam..mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi... Teraz śpi..a ja patrzę, że mam jeszcze jej krew na palcach, z wenflona chyba... Wyglądam jak śmierć, zrobilam sobie kawy... jak pisze, to jest mi trochę lżej, ale wszystko mnie boli w środku. Tak się tępo czuję, tak źle... Mój mąż się przejął trochę, ale w odwrotna stronę.. Powiedział, że powinnam ja oddać komuś, kto ma czas się nią zajmować. Jutro idę do pracy i będą same 9 godzin. Aż się boję. Już nie wiem co pisać... Czekam aż postawiądiagnozę. Podobno może to być mocne zatrucie, parwowiroza lub nosówka. No i może jeszcze coś co utkwiło w jelitach. Tak to wygląda.
  4. Zerduszko - nie lej! Jutro się postaram o więcej optymizmu. Żeby tylko wieści od weta były dobre.
  5. Kochani jesteście... Ja mam chyba dzisiaj taki dzień smutny po prostu... Zrobiłam łóżko i Misia za dwie minuty już wskoczyła na moją poduszkę. TZ wściekły..
  6. Bardzo, bardzo potrzebuje takich zapewnień, chociaż wiem, że to irracjonalne, ale wydaje mi się, że jak tak piszecie, to zaklinacie jakieś dobre duchy i tak będzie.. Dlatego Adas500 te wszystkie sms-y, i wszystkie telefony...czasami tak bardzo potrzebuję usłyszeć że bedzie OK. Magdola, a jak długo golaska jest u Was?
  7. Jeżeli mogę coś powiedzieć, to tylko same pozytywne rzeczy. Spokojniutka, łagodna, garnąca się do ludzi suczka. Drobniutka. Dużo spała, zwinięta na ławeczce, glaskana przez dziewczyny. W całym tym szumie i zgiełku była bardzo, ale to bardzo wyciszona. Potem, po spacerku, zaczepiała do zabawy Bursztynka, troszkę poszczekała, ale niewiela. Super fajny, świetny psiak. Bardzo chciałam przeczytać, że w niedzielę znalazła dom....
  8. Ja już zasypiam nad klawiaturą. Mam teraz całkiem dzień poprzestawiany... A Malutka śpi tak słodko, że nie mam serca jej budzić żeby łóżko pościelić.
  9. Justyna, ręce opadają, nie wiem co napisać. Jak zakladałam wątek Misi liczyłam na pomoc osób ktore mają jakieś doświadczenie, nie wiedziałam nic o sedalinie, o pętlach.. Dalej zresztą niewiele wiem. Może rzeczywiście sprobować dać jej jedzenie z sedalinem, może ta dziewczynka moglaby jej podać, a Ty obserwowałabyś z ukrycia? Teraz nie ma mrozów. Przepraszam, jeśli piszę głupoty, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy, a sytuacja wydaje się być coraz gorsza....
  10. Adas500, co to za psiak się pojawił w Twoim avatarze?:crazyeye:
  11. Magdola, ja myślałam, że Twój już pękł... Wiadomości na chwilę obecną są takie: Byłyśmy na spacerku, Misia wędrowała za Reksiem, nic nie robiła, ani kupy, ani siuu. Moich rodziców przywitała z rezerwą. Odwróciła głowę i tyle. Moja mama oczywiście prawie cały czas płakała. Mój tata jest nieciekawy w temacie psów niestety.:shake: Teraz Misia śpi. Kubraczek wyprany, nie zakładam bo jest wilgotny jeszcze, a zresztą Misia nie interesuje się swoim brzuszkiem, więc dzisiaj w nocy niech śpi tylko w szeleczkach. Za to w Reksia serce wstąpiły nowe siły chyba i próbował na Malutką wskakiwać. Zawarczała na niego parę razy..nawet myślałam, że się przesłyszałam.. Teraz się obraził i śpi w drugim pokoju, albo patrzą razem z mężem na mecz. Co do humoru mojego męża, nie będę pisać, bo nie ma o czym. Jest świetnie, dopóki temat nie schodzi na sprawę Misi. Wtedy jest mina, i koniec. Nie chcę o tym jednak myśleć. Tak jak pisałam, nie planuję i nie marzę. Chcę na razie żeby Misia była zdrowa, żeby była silna, żeby jadła z apetytem... Ten jej spokój mnie w jakis sposób przeraża...pachnie bezgranicznym smutkiem...depresją i beznadzieją... Czuję się trochę, jakbyśmy "złamali" psychicznie tego psa, jakbyśmy z nią walczyli i wygrali...tylko co z tego... Tak jakby ona chciała powiedzieć: No dobrze, zwyciężyliście, dotykacie mnie, głaszczecie, kłujecie, nosicie na rękach...i co z tego..nie kocham was... nie wiecie tak naprawdę jaka jestem..nie ma porozumienia między nami..dajcie mi spokój Przepraszam Was za te gorzkie słowa.. Mam nadzieję, że to nieprawda i tylko niewyspanie i stres dyktuje takie zdania. Patrzę wjej oczy i tak strasznie chciałabym odgadnąć czego ona chce. O czym marzy. Jak do niej dotrzeć. Maleńki promyczek nadzieją iskrzący, to to, że wczoraj zamiast spania na kołderce, wybrała spanie w łóżku z nami i mój dotyk nie był w takim razie dla niej aż tak przykry. Misiu, słonko moje, żeby juz dobrze było..
  12. Ale cudnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Blood - uściskaj dziewczynki od nas wszystkich! Świetnie, że Sasza się dogadała z Twoim psem! No i w ogóle, jak fajnie się czyta takie wiadomości! I ogląda takie zdjęcia!
  13. Reksio jest kochany... Wczoraj był ze mną dwie godziny w lesie i szaleliśmy a Misia czekała z mężem w domu. Dzisiaj niestety miał króciutkie spacerki, ale trudno. Jutro pobiega. Spisuje się na medal, mój chłopczyk kochany.
  14. Poprosiłam mamę moją, żeby przyjechała. Potrzebuję, żeby mnie ktoś za rękę potrzymał i powiedział że bedzie dobrze. Jesteście ważni, bardzo ważni..ale takie przytulenie mi się przyda... Ja szepczę Misi do ucha, że będzie dobrze, ale sama też chciałabym, żeby ktoś mi to na ucho szepnął. Anetko - dziękuję..co ja więcej mogę powiedzieć albo napisać... Jesteś jak opoka , wiesz? Chciałabym być taka.
  15. Została też dzisiaj na 15 minut sama w domu i byla bardzo grzeczna - odpukać. Jest wyjątkowa. Nieziemsko dobra i łagodna. Moja księżniczka...
  16. Dzisiaj jest niedziela, więc zapłaciłam 100 PLN. Za wizytę 60 PLN. Za zastrzyk i kroplówkę 40 PLN. Fakturę mi wystawią po zakończeniu leczenia. Mój mąż fuczy obrażony, więc tylko dlatego to robię.:oops:
  17. Jesteśmy. Z opóźnieniem, bo Dogo szaleje. Misia dostała kroplówkę i zastrzyk z antybiotykiem ( innym niż senergal, bo przerwałam jej go podawać więc już działanie byłoby osłabione). Weterynarz powiedział, że stan Misi może być spowodowany przebytą operacją, tym, że była w ciąży , może też być to zatrucie, stres, ale niestety nie może wykluczyć parwowirozy i nosówki. Misia była bardzo, bardzo dzielna. Wet oglądał ranę, goi się świetnie i dzisiaj Misia jest bez kubraczka, wypiorę go zaraz i założę na wszelki wypadek z powrotem. Wycięłam jej też sfilcowaną sierść zmieszaną z kupą, ktorą miała za uszami. Z powrotem wracałyśmy pieszo przez las. Misia się wysiusiała wreszcie, maszerowała dzielnie całą drogę z ogonkiem do gory. Jutro następna kroplówka i zastrzyk. Weterynarz powiedział, że jeżeli to jest zatrucie lub cos podobnego, to jeszcze jutro i może we wtorek bedzie ok. A jeżeli coś poważniejszego, to tydzień, dwa tygodnie leczenia. Nauczy mnie jak chcę jak zakladac kroplówki i będę jej mogła podawać w domu. Słuchałam tego wszystkiego i mam nadzieję, że to naprawdę tylko stres i skutki sterylizacji. Bardzo, bardzo mocno ściskajcie kciuki, żeby było dobrze. Teraz Malutka leży na wersalce, chyba śpi, bo oczka ma zamnknięte. Wygląda juz tak zdrowiej bez kubraczka, ale mam też nadzieję, że kroplówka ją wzmocniła i że czuje się też lepiej. Weterynarz powiedział, że te dyszenie kilkusekundowe w nocy może być spowodowane bólem. To znaczy, że następuje jakieś malutkie krwawienie w jelitach lub żołądku i to dlatego tak się zachowuje. Jak wróciłyśmy ze spacerku, to nawet jej łapki powycierałam, nie była zadowolona, ale zniosła to dzielnie. No i jeszcze się dowiedziałam, że ma około roku, do póltora. Według weterynarza. Ząbki ma piękne. W ogóle, dała wszystko przy sobie zrobić, bała się strasznie, ale nawet nie warknęła. Podziwiam ją za to. Jest cudowna.
  18. Dziękuję Leonarda - za Twoją chęć pomocy - wtedy, kiedy jeszcze było cichutko na wątku. Za tamtą niedzielę i kurczaka w termosie. Za wyrozumiałość kiedy Cię nękałam sms-ami w Zakopanem. Za to, że jesteś. Misia wieczorem wstała ze swojego legowiska na balkonie, wskoczyła na łóżko i położyła się na mojej poduszce. Jak wróciłam z łazienki to nie uciekła, położyłam się koło niej, Reksio z drugiej strony...no i tak sobie spaliśmy. Cały czas glaskałam oba maluchy, oczywiście. Niestety dwa albo trzy razy Misia sie budziła, zaczynała dyszeć gwałtownie, kilka sekund, przestawała, kladła głowę z powrotem i dalej spała. Nie wiem czy to atak bólu, czy zgaga, czy jakiś lęk nagle...nie wiem. Rano o piątej pobudka. Wyszłam z nimi na 20 minut. Nie sikała i kupy nie było. Potem dalej spałyśmy. Następny spacer po ósmej. Powolutku chodziliśmy sobie, Misia na smyczy Reksia - bo dłuższa, a Reksio na flexi. No i nie chciała wejść do domu.. Była za to brzydka wodnista biegunka. Za chwilkę idziemy do weterynarza. Trzymajcie kciuki. najgorsze jest to, że nic nie je!!!!!!!!! dzisiaj rano próbowałam różne rzeczy jej dawać, mięso pasztet, ryż, chlebek z masłem, nic nie chciała...
  19. Dziękuję, że jesteście! Adas500 - jutro dam znać jak się Misia czuje a mam nadzieję, że to będą dobre wieści. Pa.
  20. Idziemy spać... Dobrej nocy wszystkim! Nie wiem jak Wy, ale ja jestem padnięta.. (Chociaż nie pracowałam dwie szychty pod rząd..:evil_lol:) Jutro napiszę jak po wizycie u weta.
  21. [quote name='Andzike']Jasza, dawaj Reksia :D zasłużył chlopak :)[/QUOTE] [URL="http://www.dogomania.pl/album.php?albumid=1143&attachmentid=2423"][IMG]http://www.dogomania.pl/attachment.php?attachmentid=2422&d=1258108336[/IMG][/URL] ...................:diabloti:
  22. Zasłużył, zasłużył...tylko że Reksia zdjęć ja mam już ponad tysiąc.. Wiadomo - pani zakochana w swoim psie..normalne. Jakbym je zaczęła tutaj wklejać, to umarlibyście z nudów. A jak mi ktoś naprawi aparat wreszcie, to Misia będzie miała sesje zdjęciowe każdego dnia. Właśnie w takim momencie jak teraz...kiedy leżą koło siebie jak dwa obwarzanki...
  23. Reksia nie wkleiłam. Jeszcze nie zasłużył, żeby się aż tak panoszyć na wątku Misi....:diabloti:
  24. A żonie Misia się spodobała? (Zresztą jak mogłaby się nie spodobać...) Wydawało mi się, że się nią szczerze przejęła...
×
×
  • Create New...