Rudzia czytałam o Waszych perypetiach z Bianką i szczerze mówiąc troszkę bałam się tego. Ale Karmel był od początku wyluzowany, ogromnie się cieszył z każdego naszego powrotu do domu czy swojego powrotu ze spaceru. Teraz z perspektywy czasu wiem, że trochę był nadpobudliwy, ale to wszystko ewidentnie efekt stresu. Nie wiedział biedaczek dokąd jedzie i jaki go los czeka. Teraz też jeszcze jak się czegoś zlęknie, to przywiera całym ciałem do ziemi ze strachu. Ktoś go musiał bić. No mało tego, ktoś go przecież wyrzucił przez okno :angryy:.
Rzeczywiście drapie się coraz mniej, uszka ma cudownie zarośnięte i chyba można wrócić do tematu kastracji :diabloti:. Trochę chorowałam i byłam w rozjazdach, ale mam nadzieję, że 2-3 tygodnie się ze wszystkim uporam i jajeczka malcowi obetniemy.
Ajula dzięki za pomysł ze skarpetkami, nigdy bym na to nie wpadła. Spróbujemy.
Karmel na weekend zostaje u "babci", bo z mężem musimy wyjechać niestety bez psiaka. Co prawda już nie pierwszy raz, więc jest przyzwyczajony. Babcię ma obcykaną, wie jak ją uprosić na różne smakołyki i częste spacerki :diabloti:.