[quote name='zaneta']Byłam, widziałam, wąchałam:placz:, rozmawiałam, trochę karmy zawiozłam dla psów i na razie jestem pod wrażeniem - nie wiem, co dalej z tym zrobić:oops: .
W rozmowie sympatyczni oboje, ciepło mówią o swoich więźniach i są pewni, że im pomagają. Dla siebie nie chcą nic - dziadek po rękach całuje i bardzo dziękuje za wszystko, oboje chętnie opowiadają swoje i swoich zwierzaków historie. Uparłam się na sprawdzenie wody - ze studni wyciągają ją dziurawym wiadrem i proszą tylko o duże stare gary na karmę i wodę dla psów. Dziadek nie zgodził się na operację kręgosłupa, bo "sąsiad od tego umarł" ale co kilka dni przychodzi do niego pielęgniarka, lekarz też ich odwiedza a babcia ma leki na serce i nadciśnienie. Co sobota przyjeżdżają do nich znajomi młodzi ludzie i pomagają ale to stanowczo za mało ! Piesków jest ok.30 i z 20 kotów na strychu. Ja mam 4 psy i 3 koty i urwanie głowy z nimi a tam tyle nieszczęścia...[/quote]
Wspaniale, że byłaś u tych ludzi :Rose: i przynosisz jakieś wieści... Choć to smutne wieści... :shake: Wiem, że próbują pomagać tym zwierzętom i wydaje im się, iż czynią dobrze... ale ktoś powienien odebrać te zwierzęta... Tylko kto? I gdzie one trafią? Zapewne tam, gdzie nie będzie im lepiej... Oto nasza polska rzeczywistość...
Jeśli będziesz jeszcze u tych ludzi, daj proszę znać...