-
Posts
7523 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by filodendron
-
Małe dzieci miewają takie pomysły (empatia to pewien stan emocjonalny, z którym człowiek nie przychodzi na świat - rozwija się powoli i równie powoli generalizuje - najpierw na bliskich, potem "dalszych", dopiero potem na zwierzęta - zależy od warunków). I takie pomysły czasem przerastają wyobraźnię dorosłych (zwłaszcza jeśli są "urodzonymi" optymistami :razz:). Dobrze, że malucha udało się uratować.
-
Przepraszam, coś mi nie wyszło z cytatem :oops: To było a'propos pytania o cenę
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Lepiej nie zaczynaj rozmowy z hodowcą od takiego pytania, bo nie sprzeda Ci psa za żadną cenę ;) Serio mówiąc, warto przymierzyć się do większego wydatku - jeśli się dogadasz, to hodowca i na jakieś raty pójdzie (o ile przekonasz go, że warto sprzedać Ci psa). Tak naprawdę to nie są wydane, ale ZAOSZCZĘDZONE pieniądze. Kupując pseudorasowca jest bardzo duże ryzyko, że trafisz psa chorego, po słabo odżywionej suce, źle albo wcale nieodrobaczonego, nieszczepionego i będziesz z nim ganiać do weta przez parę miesięcy bardzo szybko dobijając do ceny wyjściowej psa z rodowodem. Ja ganiałam do 5 miesiąca życia psa. Nigdy więcej, bo uczę się na błędach i dostałam w skórę za swoją głupotę wystarczająco. Znajomi kupili pseudomaltańczyka - miał podrobioną książeczkę zdrowia, szczepionka - o ile w ogóle była - była dla psów dorosłych. Pies w ciągu kilku pierwszych miesięcy życia zaliczył źle leczoną przepuklinę, zapaść po szczepieniu, obce ciało w uchu (wszystko po poprzednim właścicielu). Na skutek tych wszystkich komplikacji kwarantanna się przedłużyła, socjalizacja położona. Psina wyrosła na rozszczekane, nerwowe stworzenie, które nijak się ma do innego, rodowodowego maltańczyka innych znajomych. Biegając po wetach dowiedzieli się wielu ciekawych rzeczy - jak na przykład odstępowanie pseudohodowcom naklejek po szczepionkach za kratę piwa, albo i sześciopak :mad:
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Nasz pies miał potężny uraz po tym, jak go groomerka pokaleczyła tak, że wylądował na antybiotykach :mad: Po tym wypadku inni groomerzy nie chcieli go strzyc bez "głupiego jasia". Zakasałam rękawy, nagotowałam kurczaka i najpierw nożyczkami, na spokojnie, małe cięcie, smakol, drugie cięcie, smakol, małymi kroczkami, zaczynając od najmniej "nerwowych" partii ciała. Stopniowo (ale nie w jednej sesji) pies się uspokajał czekając na smakołyki, więc wydłużałam czas pomiędzy jednym a drugim smakołykiem aż doszliśmy do tego, że w jakieś 3-4 godziny można było ostrzyc całego psa bez nerwówki (trwało to parę miesięcy). Potem zdecydowałam się kupić maszynkę, trochę się bałam, że zareaguje gorzej niż na nożyczki, ale wszystko było ok, tylko na początku ilość smakołyków znów była ogromna. W tej chwili strzyżenie pies znosi prawie całkiem spokojnie (przy strzyżeniu okolic genitaliów jeszcze trochę się denerwuje, bo tam też był najbardziej pokaleczony), a przy rozczesywaniu po prostu zasypia :). Myślę, że to jest właśnie odwrażliwianie na zabiegi pielęgnacyjnie (obfite nagradzanie za spokojne zachowanie się psa). U nas to trwało ponad rok, ale przy częstszych podejściach myślę, że można uzyskać dużo lepszy czas :) Po tym wypadku z groomerką u nas jest zasadą, że grzebieniowi i maszynce zawsze towarzyszy ugotowane mięsko i pies już się cieszy, gdy tylko widzi, że ściągam z półki przybory do pielęgnacji.
-
[quote name='Bura']Tak, to ten pro plan, jadą na nim czesi i słowacy.[/quote] Bardzo dziękuję. Chyba spróbuję, bo już nie mam innych pomysłów. Od dwóch-trzech miesięcy dawałam RC poodle ale przyplątały się jakieś alergiczne historie (choć nie ma pewności, czy to po tym). Acana, która wcześniej sprawdzała się dobrze, teraz - po zmianie na nowe linie niby tych samych produktów - mojemu psu nie smakuje w żadnej ze swoich nowych odmian. Orijen też nie, Hills też nie, Arion owszem, ale sierść się po nim kiepści. Może Purina pro plan zaskoczy. A kiedy będą zdjęcia mieszkańca tej wypasionej klaty? :)
-
[B]Bura[/B], czy ta karma pro plan, o której wspominałaś parę(naście) postów wcześniej to Purina pro plan, czy jakiś inny Pro plan?
-
A co to za schronisko na drugim zdjęciu? Chyba nas tam nie było :) Mieszkałam w BB jako młoda dziewczyna i wtedy nigdy nie doceniałam, że pod nosem mam takie piękne miejsca. Trzeba było wyjechać 400 km na równiny, żeby pokochać Beskidy. Teraz wyrywamy się tam w każdej wolnej chwili. Początkowo kręciliśmy się w bardziej znanych (ze szkolnych lat) miejscach, ale córka zaczęła zbierać odznaki GOT i z czasem trzeba było ruszyć na mniej oblegane szlaki, żeby tych punktów trochę nabić ;) No i za każdym razem tak ugrzęźniemy w tych górkach, że na samo Bielsko czasu nie wystarczy. Tym razem tylko zahaczyłam o nowy Gemini Park, żeby kupić dziecku jakiś ciuch na zakończenie roku szkolnego. No i przejechałam się przelotem parę razy podziwiając rozmach prac budowlanych nad Białką :)
-
Jakież cudne te psy :loveu: Super! *** Alfa1, mniej więcej tak właśnie szliśmy - Dębowiec, Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia, tam nocleg. W planach mieliśmy zejście do Mesznej przez Klimoczok, ale pogoda się popsuła, dopadł nas deszcz i grad i ostatecznie zeszliśmy do Szczyrku. Ale i tak było super. Byłoby jeszcze fajniej, gdyby pundla nie dopadła jakaś dziwna alergia - po noclegu w schronisku obudził się opuchnięty - fafle i powieki. Trochę się wystraszyliśmy, na szczęście na dole szybko dostał leki antyhistaminowe, wapno i wszystko przeszło. Wet mówil, że w tym roku w górach jest sporo meszek i że może one go przyatakowały. Kleszczy za to mało - znaleźliśmy tylko dwa, zabite przez Fiprex. Dla wielbicieli górskich wędrówek polecam szlak Salmopol, Grabowa, zejście Starym Groniem do Brennej. Z Brennej można wrócić do Szczyrku przez przełęcz Karkoszczonkę. Przepiękny, widokowy szlak, o ile pogoda dopisze i jest dobra widoczność.
-
Serdecznie dziękuję za namiar :) Pozdrowienia z górek. Miało dziś w ciągu dnia padać, ale skończyło się pokropywaniem. Myknęliśmy z pundlem ze Szczyrku do Brennej przez przełęcz Karkoszczonke. Teraz leje. Może jutro znów będzie ładnie, marzy nam się Błatnia :)
-
Mam pytanie i pomyślałam, że tu znajdę odpowiedź :) Jadę do BB, kończy nam się karma, sklep internetowy się spóźnił i nie dowiózł zamówienia na czas. Gdzie w Bielsku jest jakiś lepiej zaopatrzony sklep zoo, z większym wyborem karm? (chodzi o RC poodle albo Acanę pacificę). Kiedyś zajrzałam do zoologicznego w Sferze, ale jakoś tak cienko było, jeśli chodzi o karmy. Z góry dziękuję za podopowiedź :)
-
[quote name='joanna83']Rozpatrując sprawę w tych kategoriach nie można też psa zostawiać w pokoju zastawionym bramką, bo skojarzy obecność dziecka z ograniczeniem wolności, więc znowu z sytuacją nieprzyjemną...[/quote] Nie, jeśli mu się pozytywnie bramkę uwarunkuje. Wystarczy wrzucać psu jakieś pyszności, gdy jest zamknięty za bramką. Nasz psiak, gdy tylko zaczynam szykować kolację, automatycznie maszeruje na swoje legowisko - po prostu wie, że jeśli będzie się plątał pod nogami, to nie dostanie nic, a jeśli posiedzi grzecznie u siebie, to mu coś skapnie z pańskiego stołu ;)
-
Jeszcze jedno - nie pozwól dziecku dotykać tych szelek. Najlepiej je wyrzuć, kup inne i nie pozwól, żeby pies uznał je za własne. Pies chroniąc swoje zasoby, może się zachować wobec dziecka tak, jak zachowałby się wobec innego psa, ale dziecko nie ma futra, które go ochroni przed karcącym kłapnięciem
-
[quote name='joanna83']Generalnie ZAWSZE reagujemy karcąc psa za burczenie na córkę, aż czasem mam wyrzuty sumienia,bo wina leży ewidentnie po stronie Ady.Dlatego pytałam, bo nie byłam pewna,czy dobrze robię.[/quote] Moim zdaniem karcenie za warczenie mija się z celem, wręcz może zaszkodzić. Warczenie jest ważnym dla nas, ludzi, sygnałem ostrzegawczym. Jeśli pies będzie za to karcony to owszem - przestanie warczeć, ale gdy stres w jakiejś sytuacji przekroczy granice jego wytrzymałosci - zaatakuje bez ostrzeżenia, bo przecież warczeć mu nie wolno. Więc to trochę takie podcinanie gałęzi, na której się siedzi i na dodatek to, o czym pisała Badmasi - pies skojarzy dziecko z nieprzyjemnymi doznaniami. Myślę, że współżycie psa z dzieckiem trzeba tak aranżować, żeby nie dochodziło do konfrontacji, żeby po prostu nie było okazji do warczenia. 14-miesięczne dziecko to jeszcze maleństwo, mało rozumie, a pomysły może mieć całkiem dzikie z punktu widzenia psa. Jestem nudna, ale za dużo przeżyłam, za dużo widziałam, i bardzo chciałabym, żeby inni uczyli się na cudzych, i nie musieli nigdy uczyć się na własnych błędach.
-
Joanna, nie chciałabym się znowu czepiać, ale nie wygląda to różowo :shake: Z tego, co pamiętam, to duży pies, a córka ma 14 miesięcy. Zostawiasz ją samą z psem (masz więcej luzu), który potrafi na dziecko warknąć i złapać za rękę? Wiesz, co się może zdarzyć, jak córcia przeholuje i pies postanowi skarcić ją "po psiemu" (nawet bez szczególnie złych intencji)? Jak go będzie bolało ucho, a ona akurat będzie chciała go za nim podrapać? Błagam, widziałam już zmasakrowaną twarz dziecka i to nie jedną. To się dzieje w sekundę! I nie pomoże nawet jak będziesz 3 metry dalej. Poczytaj o tych płotkach, o których pisała Rauni. Nie możesz dopuszczać do takich sytuacji, że pies warczy na dziecko, naprawdę - proszę. Mamy w kraju podobno 10 tysięcy pogryzień rocznie - i to są tylko udokumentowane przypadki, takie które wymagały przynajmniej ambulatoryjnego opatrzenia rany. Dzieci najczęściej są gryzione w twarz, bo jest na wysokości pyska psa.
-
[quote name='IraKa']Wiesz, zawsze lepiej być przygotowanym na najgorsze i miło się rozczarować niż na odwrót;)[/quote] Święte słowa. Wręcz wydawało mi się, że jeśli zadaje się pytania o konkretną rasę, to właśnie po to, żeby dowiedzieć się o potencjalnych problemach, których nie widać na pierwszy rzut oka. Bo radości to każdy sam sobie może łatwo wyobrazić ;)
-
Fajny artykulik, choć dla mnie na tym jednym końcu skali stoi kilkuletni niekastrowany samiec, nigdy nie szkolony, z dużym zapotrzebowaniem na ruch, którego właściciele nie zapewniają, z silnym instynktem terytorialnym, który uważany jest przez właścicieli za zupełnie naturalne zachowanie psa, którego nie ma powodu korygować, i który ma nieźle namieszane w głowie, choć właściciele sobie zupełnie nie zdają z tego sprawy. Dużo się pisze o relacji pies-dziecko w jednej wspólnej rodzinie. W realu zmorą, która mnie straszy, są odwiedziny u kolegów/koleżanek, które mają psy, a ja nie wiemy o nich nic. Wiem tylko, że dzieci chodzą do tej samej klasy/klubu/kółka zainteresowań, rodzice są tzw. szanowanymi obywatelami, którzy dopełniają rodzicielskich obowiązków i niczego nie można im zarzucić. A co za zwierz siedzi w ich domu i jakie instynkty nim szarpią, wychodzi dopiero w praniu. To jest chyba nie do przeskoczenia :roll:
-
Śniegowe kulki to temat rzeka - można by zrobić osobną galerię :evil_lol: [URL]http://i42.tinypic.com/210fzva.jpg[/URL]
-
[quote name='Lottie']Z tego co piszesz to chyba pudel sie na nic nie nadaje jak mu ciagle albo zimno, albo ciagle goraco, albo ma problemy z sierscia... Narazie naprawdę skłaniam się bardziej ku dalmatowi bo to rasa hodowana niegdys do koni (choc powstaje pytanie ile zostalo z tamtych powozowych psow w dzisiejszych dalmatach?), a dziewczyny na forum dalmatow pisza ze pies sobie poradzi w warunkach jakie mu oferuje i ze jest bardzo wytrzymaly. Do pudla narazie nikt mnie tutaj nie stara sie przekonac oprocz Anety ktora podaje rzeczowe wazne informacje. A co do odznaki to na pewno popularna ewentualnie brazowa, bo to sa podstawy. Wyzszej raczej nie zdobylas, skoro nie bardzo wiesz jaka to odznaka (osoba ktora pretendowalaby do wyzszej jezdzi juz calkiem dobrze i na pewno zainteresowaloby ją co zdaje). Moze nawet jezdzilas w gorach u nas w Kotlinie Klodzkiej? PS. wy chyba myślicie że ten pies będzie miał codziennie 3 godzinne wycieczki po górach przy biegajacym koniu. To nie jest XVIII wiek, zeby czlowiek tylko na koniu sie przemieszczal i jego psy za nim. Ruchu bedzie mial na pewno duzo chocby dlatego ze bieglaby przy moim rowerze np. po chodniku (a moze mu sie lapki pozdzieraja???) i niekoniecznie w zupelnie dzikim terenie przy koniu. Taka sytuacja zdazalaby sie 2-4 razy w tygodniu a zima jezszcze rzadziej.[/quote] Nerwowa jesteś ;) Weź lepiej dalmata, bo do pudlej szaty trzeba spokoju i cierpliwości :evil_lol: Jeździlam w Beskidach na hucułach, ale okazjonalnie/wakacyjnie - góra 4-5 godzinne spacery. Bo na co dzień to po płaskim terenie. Nie wiem, jak tam w Kotlinie Kłodzkiej, ale w Beskidach jest mnóstwo jeżyn i malin, a ich ułamane gałązki leżą w podściółce, czy jak to się tam nazywa. I to jest taka niezbyt fajna okoliczność w przypadku pudla, chyba że to tylko mój pundel bury ma taką obsesję, żeby wleźć w każde krzaki, w każdą dziurę i w każde błoto. :roll:
-
Jeżdziłam konno po górach, nawet jakąś odznakę miałam i ksiązeczkę, hi hi, i szczerze mówiąc wydaje mi się, że z pudlem po górach nie poszalejesz. Tylko w sprzyjających warunkach. Zimą z psem przerabiamy czasem "hardcorowe" klimaty, 2 godziny topnienia w schronisku, potem dwie godziny schnięcia, jak się ubranko zmoczy, a zerwie się ostry wiatr, to pan mąż musi pieska wziąć za pazuchę, bo marznie. Jak sierść za krótka, to też marznie, jak za długa, to przyklejają się "bąble" śniegowe. Zaspy, no zaspy to mogą załatwic wycieczkę na parę sposobów - jeśli są miękkie i mokre, to za chwilę psa masz przemoczonego, jeśli jest na nich taka zmrożona warstewka lodu, w którą pies się zapada, to kaleczy sobie wnętrze ud i podbrzusze (to akurat dotyczy też, a nawet bardziej, krótkowłosych). A latem, no cóż - sierść zbyt krótka - ryzyko przegrzania. Sierść długa - co kwadrans przystanek i obieranie psa z gałązek, igliwia, drobnych szyszek w ilościach wystarczających na rozpałkę. Plus zwierzyna żyjąca w górach (konno z psem na smyczy?:roll:), ale to akurat dotyczy każdej rasy. Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale widzę kilka trudności ;) Chodzimy z psem bardzo dużo po górach - to miłe zajęcie, jeśli się przyzwyczaić do stałych interwencji w sprawie stanu psa. Mnie się to z siodła wydaje trochę nieporęczne, ale pewnie to kwestia odpowiedniego nastawienia.
-
Chciałabym prosić o ocenę dwóch nieco odmiennych diagnoz a przede wszystkim sposobu dalszego postępowania. Tydzień temu, po dłuższym spacerze, nasz pies zaczął intensywnie wylizywać łapę - w wylizywanym miejscu zobaczyłam czerwony guzek wielkości dużego grochu. Pojechaliśmy z tym do weterynarza i przy okazji okazało się, że pies ma nieznacznie powiększone węzły chłonne. Dostał antybiotyk w dawkach co drugi dzień począwszy od wtorku minionego tygodnia. Ponieważ efekty leczenia po 4 dawkach nie były spektakularne (jest lepiej, ale nie można mówić o zaleczeniu) weterynarz podjął decyzję o wycięciu guzka - jego zdaniem trzeba zrobić to natychmiast, aby podany już antybiotyk stanowił przygotowanie do zabiegu i żeby nie trzeba było przerywać kuracji antybiotykowej. Ponieważ decyzja wydawala nam się dość szybka (wszystko trwa raptem 8 dni), postanowiliśmy skonsultować się z chirurgiem. Chirurg określił zmianę jako ziarniniak z wylizywania. W przeciwieństwie do pierwszego weterynarza znalazł "dziurkę", rodzaj uszkodzenia skóry, który jego zdaniem wskazuje na ukąszenie lub zakłucie czymś (co tłumaczyłoby nagłe powstanie guzka). Obejrzał dokładnie węzły chłonne - te pod szczęką (proszę wybaczyć brak fachowej terminologii) są nieznacznie powiększone, pozostałe bez zmian. Powiększone węzły chłonne na szyi mogą - jego zdaniem - świadczyć o obniżeniu odporności i, wg jego opinii, jest to przeciwskazanie do natychmiastowego wykonania zabiegu. Zdaniem chirurga można z tym spokojnie poczekać i zobaczyć, czy rzeczywiście wycięcie okaże się konieczne (ad hoc zalecił przemywanie roztworem nadmanganianiu potasu i dokładne zabezpieczanie łapy opatrunkiem). Decyzja co do odwleczenia ewentualnego zabiegu w czasie właściwie już zapadła, bo gdybyśmy chcieli postępować wg wskazań pierwszego weterynarza, to zabieg musiałby być dziś. Nie wiem, czy słusznie postąpiliśmy, ale chirurg wzbudził większe nasze zaufanie zarówno jeśli chodzi o szybkie i pewne postawienie diagnozy (której nie usłyszeliśmy u pierwszego weta) jak i o dokładność badania psa. Mam jednak wątpliwość dotyczącą znieczulenia przy ewentualnym zabiegu, o ile do niego dojdze. Pierwszy weterynarz chcial robić to w znieczuleniu ogólnym. Chirurg twierdzi, że to zbędne obciążenie organizmu - w przypadku tej zmiany konieczne jest krótkie cięcie łódeczkowe (mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwy) i maksimum dwa szwy. Jego zdaniem wystarczy "głupi jaś", możliwe że wspominał również coś o znieczuleniu miejscowym, ale prawdę mówiąć dość nerwowo oczekiwałam na decyzję i jakoś nie dopytałam o szczegóły, zwłaszcza, że na lekarza czekali już pacjenci przygotowani do zabiegu. Mamy wyznaczony kolejny termin wizyty, żeby ocenić stan węzłów i łapy - jeśli chirurg zdecyduje się jednak wycinać, to o jakie znieczulenie pytać, żeby psiaka nie obciążyć ale też żeby się nie nacierpiał? Z góry dziękuję za rady.
-
[B]Off[/B] będzie zupełnie: Nie chciałabym dolewać żadnej oliwy do żadnego ognia, ale chętnie dowiedziałabym się od znających się na rzeczy, jak to jest z tą jazdą w mokrym śniegu i głębokim śniegu. Fachowcem nie jestem - trochę jeździłam i po mokrym, i po głębokim śniegu. Po zmrożonym, i po świeżym mroźnym puchu też. W zimowych warunkach przede wszystkim bałam się lodu pod śniegiem i niewidocznych dziur pod puszystym albo zasp, ale po zwykłym mokrym w znanych warunkach terenowych to się trochę pomykało i teraz czuję się winna :roll:
-
Grozny pies rasy Amstaff zaatakowal dziecko i zagryzl psa
filodendron replied to kell46's topic in Pogryzienia
[quote name='perla111']Nie spodobał mi sie fakt że trauma została z góry założona a nie stwierdzona. Poczytaj sobie [URL="http://pl.wikipedia.org/wiki/Trauma"]Trauma – Wikipedia, wolna encyklopedia[/URL]. Jest tu(na forum) wątek o tym jak dzieci podpaliły psa(albo mi sie fora pomyliły) - wiec dzieci bywaja różne. [/quote] Ja zakładam traumę, a Ty, że trafiło na wyjątkowo odporne psychicznie dziecko. Mimo wszystko uważam, że moje założenie jest statystycznie bardziej prawdopodobne. Psycholog nie wypisze papierka dla sądu, jeśli sprawa nie będzie oczywista, bo byłoby to składanie fałszywych zeznań, więc cóż Ci przeszkadza takie założenie? (Co ma do tego podpalenie psa przez dzieci - nie mam pojęcia :roll:) Tak czy inaczej rodzice powinni sprawę omówić z psychologiem - jeśli nie na potrzeby sprawy, to choćby dla dobra dziecka. [quote name='perla111'] Każda sprawa ma wygladać jak proces pokazowy i publiczny lincz z wytoczeniem najcięższych dział(argumentów) [/quote] Przydałoby się - może statystyki dot. pogryzień nie byłyby takie przerażające. [quote name='perla111']Proces ma być uczciwy czy przeginamy teraz w drugą strone ?[/quote] Z czy ktoś napisał, że ma być nieuczciwy? Jeśli ktoś dochodzi własnych praw i sprawiedliwości, to jest nieuczciwy? -
Grozny pies rasy Amstaff zaatakowal dziecko i zagryzl psa
filodendron replied to kell46's topic in Pogryzienia
[quote name='Berek'] Jak rozumiem, chodzi o to, że istnieje szansa że ktoś solidnie dostanie po kieszeni za swoja nieodpowiedzialność - w kraju w ktorym tego typu zdarzenia kończyły się dotąd 200 zlotowym mandatem - wizja tego, iż ktoś zostanie naprawdę pociągnięty do odpowiedzialności, choćby finansowej, ba, do niektorych ludzi tylko to może przemówić - jest, zgaduję, szokująca... :evil_lol:[/quote] Tak, dokładnie o to chodzi. Do ludzi można przemówić głównie przez portfel, bo argumenty natury etycznej (odpowiedzialność za czyny własne i podopiecznych) zatrzymują się na jakiejś niewidzialnej barierze. Niestety do bardzo solidnego trzepnięcia po kieszeni zapewne nie dojdzie, ale sądzę, że można wyszarpać więcej niż te głupie 200 złotych, bo zwrot ceny psa (nawet jeśli to był pseudomaltańczyk za 400 zł) to jest coś, co się należy z poczucia zwykłej przyzwoitości. Uwagi [B]Perly111[/B] o "chwilowym smutku" świadczą o nieznajomości psychologii dziecka i zerowej empatii, a lęk, że młolaty będą biegać po ulicach wkładając małe pieski w paszcze dużych piesków jest tyleż bezzasadny (z wyżej wymienionych powodów) co i niesmaczny w kontekście tej historii. Słuszna jest natomiast uwaga, że takie sprawy powinny być rozpatrywane szczegółowo i indywidualnie. I od tego jest właście proces cywilny, zaś zdobycie wszelkich dowodów obciążających pozwanego leży w interesie powoda, bo pozwany też bezczynnie siedzieć nie będzie. -
[quote name='megiddo1']Filodendron czy Twój piesio je tylko suchą karmę? Mój je też gotowane i boję się żeby nie przebiałczyć. Co najlepiej dawać psu: tran, olej roślinny, oliwę z oliwek, wszystko? Spotkałam różne opinie na ten temat.....[/quote] A skąd ;) Ciągle kombinuję jak koń pod górkę. Sucha karma to taka "baza" żywieniowa, ale jak bardzo marudzi i chudnie, to ją "dosmaczam" - rosołkiem, mokrą karmą z puszki (kupuję Animondę), białym serkiem granulowanym, tuńczykiem. Jak gotuję rosół i zostają mi resztki mięsa (chrząstki, skóry, mięsko ze ze skrzydeł, kupra itp) to też nie wywalam tylko mieszam z utartą marchewką czy jabłkiem i daję psu (z tym że rosół robię w samej wodzie, doprawiam dopiero na koniec, po "odłowieniu" składników wartościowych dla psa). Nie chcę się tu wymądrzać, bo się nie znam, ale jakoś tak nie bardzo wierzę w to "przebiałczenie". Myślę, że w ten sposób często określa się alergie na jakiś rodzaj białka, a nie na nadmiar białka ogólnie. Choć oczywiście staram się, żeby pies jadł to podlejsze z ludzkiego punktu widzenia mięso - nie daję mu piersi z kurczaka, tylko właśnie chrząstki, skórę, trochę ciemniejszego mięsa, trochę podrobów. Tych wszystkich olejów razem to bym się bała dać, żeby wespół zespół nie zadziałały jak rycynowy ;) Kiedyś dawałam oliwę z oliwek, teraz Gammolen (czyli olej z lnu i z ogórecznika), ale nie dlatego, że byłam niezadowolona tylko dlatego, że generalnie wydaje mi się, że dietę trzeba urozmaicać :)
-
Grozny pies rasy Amstaff zaatakowal dziecko i zagryzl psa
filodendron replied to kell46's topic in Pogryzienia
Do Autorki wątku: Właściciele amstafa odpowiadają za szkody wyrządzone przez ich psa (wina w nadzorze). Jeśli decydujecie się na drogę sądową postarajcie się o szczegółowe określenie szkód. Utrata psa to oczywistość, ale radziłabym także pokazać dziecko psychologowi - z pewnością zdiagnozuje traumę (nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej), z pewnością dobrze byłoby, żeby psycholog przepracował z dziewczynką to, co się stało. Przy dobrze poprowadzonej sprawie powinno dojść do zasądzenia zwrotu wszystkich kosztów - oprócz wartości psa, także tych, które poniesiecie na psychologa, na dojazdy do niego, na ewentualne zwolnienia z pracy, które będą konieczne, żeby dziecko dowieźć do lekarza oraz zadośćuczynienie za straty poniesione na zdrowiu (w tym momencie psychicznym). Jeżeli w wyniku ataku psa dziecko ma jakiekolwiek fizyczne obrażenia - zadrapania, siniaki - sfotografować a najlepiej pójść do lekarza, niech je opisze. Papiery od weterynarza - stwierdzenie zgonu psa - jeśli to możliwe z informacją, że na skutek zaduszenia plus określenie rasy zagryzionego pieska, żeby można było oszacować tzw. wartość rynkową. Jeśli to pieski rasowe=rodowodowe, to pewnie macie umowę kupna pieska. Właściciele psa powinni wykazać się aktualnym szczepieniem przeciw wściekliźnie. Jeśli powtórzyłam jakieś rady, które dał już ktoś wcześniej, to przepraszam - nie miałam siły szczegółowo przebijać się przez tę dyskusję. Bardzo mi przykro, współczuję. Walczcie o swoje, nie wolno takich rzeczy odpuszczać. W tym biednym dziecku pewnie zostanie to już na zawsze.