-
Posts
9747 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by marysia55
-
Kraków-Nie Widze Ale Ufam-Aniolek nas opuscil:([*]
marysia55 replied to karusiap's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Twój obchód to był wieczorny, na nocny to ja go zabieram :evil_lol: -
Kraków-duzy,niewidomy i SZCZESLIWY w swoim raju na ziemi!!!!!
marysia55 replied to karusiap's topic in Już w nowym domu
Renatko pozna na pewno pozna co to prawdziwy dom... ale trzeba trochę czasu :p:p:p -
SPARALIŻOWANY PIES - zostaje w ZIEMSKIM RAJU u Golfa!:)
marysia55 replied to kometa's topic in Już w nowym domu
[quote name='gonia66']JAk to szło za Toba krok w krok????:crazyeye::crazyeye::crazyeye:SAm???Chodzi????może ja coś jak zwykle źle rozumiem:roll::roll:Ale wieści tak czy tak...cudowne:multi::multi::multi:[/QUOTE] skoro golf pisze, że chodzi to znaczy że chodzi i nie rób goniu66 takich wielkich oczów :evil_lol::evil_lol: -
Albert - zwycięstwo wytrwałości. ZA TM (*)
marysia55 replied to gazzy's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bóg każdemu z nas wyznacza miejsce, w który się rodzimy i żyjemy. Tak samo jest ze zwierzętami. Jednemu jest wskazane miejsce pełne miłości , ciepła i bezpieczeństwa innemu nie dano zasmakować tych uczuć. Nam ludziom dano życie, dano nam prawo do założenia rodziny, dano nam wybór przyjaciół oraz wiarę, że gdy będziemy w potrzebie, gdy dotknie nas nieszczęście, gdy to nie szczęście będzie miało twarz ciężkiej i nieuleczalnej choroby to będziemy mieli w tych bliskich ludziach wsparcie i będą służyć nam pomocom. Zwierzętom też dano życie, ale po za tym nie dano im już więcej nic. Całe ich życie zależy tylko i wyłącznie od człowieka, któremu Bóg przekazał władzę i prawo do bycia „królem życia i śmierci”, którzy w imię tej władzy dokonują za nich wyborów i często zmieniają ich psie życie w straszliwą gehennę. Albert nie jest już młodym psem, ma około 11-stu lat obdarowany przez los cechami, o których nie jeden człowiek może tylko marzyć. Rzadko można spotkać stworzenie tak spokojne, posłuszne, zrównoważone, wpatrzone i podporządkowane woli człowieka. Jedyną wadą tego psiego anioła jest choroba zwana spondylozą czyli zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Choroba, która w oczach ludzi skazuje takiego psa na samotność, odosobnienie, bycie zbędnym i niepotrzebnym nikomu. Pamiętajcie o tym, że jeśli diabeł chce kogoś kopnąć, nie uczyni tego nigdy swym końskim kopytem, lecz swoją ludzką nogą. Alberta do schroniska przyprowadzili jego właściciele , którzy twierdzili , że oddają go tylko na chwilę, na moment, na czasowe przechowanie. Niestety nigdy więcej się po niego nie zgłosili. Prawdopodobnie nigdy nie mieli takiego zamiaru. Pozbyli się chorego członka „ludzkiej rodziny”, pozbyli się przyjaciela, który przez 11 lat wiernie im służył, który kochał ich całym swoim sercem, wpatrywał się w ich oczy aby zgadnąć czy coś ich nie boli, myślał co jeszcze może zrobić żeby się do niego uśmiechnęli. W jego psiej głowie pewnie tliła się nadzieja, że oni również o nim będą myśleć gdy nadejdzie taka potrzeba. O jakże to były ulotne marzenia. Albert nagle z dnia na dzień został tych marzeń pozbawionych, stał przy kratach swojego boksu i wpatrywał się w każdego przechodzącego obok człowieka wypatrując tego jednego jedynego, któremu poświęcił całe swoje psie życie. Na próżno!!! Potem już zaczął wypatrywać każdego człowieka, który okazałby mu chociaż odrobinę zainteresowania. Ale ludzie, którzy zjawiali się w schronisku nie byli zainteresowani starym, chorym psem. Albert stał się psem apatyczny, wycofanym, wpatrzonym przed siebie niewidzącym wzrokiem, przesączonym piętnem samotności i zgryzoty. W schroniskowych warunkach, po dniach i nocach spędzonych na zimnej betowej podłodze objawy jego choroby się nasiliły. Albert zaczął mieć problemy ze wstawaniem i poruszaniem się, musiał zapomnieć o spacerach, bieganiu i aportowaniu. Schroniskowi weterynarze spisali Alberta na straty, wpisali go listę kolejki po śmierć, załatwili mu bilet na podróż w jedną stronę bez możliwości powrotu. Nie wzięli pod uwagę tylko jednego, że ten psiak ma ogromną wolę życia, że ciągle ufa, że ciągle chce kochać chociaż sami zadajemy sobie pytanie „ za co on tak kocha ludzi????” przecież nic dobrego go od nich go nie spotkało, ale tylko pies może mieć w sobie takie pokłady nadziei, ufności i wiary w człowieka. Alberta w tłumie schroniskowych, opuszczonych, psich sierot wypatrzyła młoda wolontariuszka. To ona spowodowała , że przestał być tylko bezimiennym numerem w schroniskowej ewidencji. Poruszyła jego historią całą armię ludzi o wrażliwych sercach, którzy za wszelką cenę postanowili wyrwać Alberta z tej listy żywych istot skazanych na śmierć. Ruszyła wielka i charyzmatyczna akcja, której celem była nie tylko wyrwanie go ze szponów białej damy zwanej śmiercią, ale także udowodnienie całemu światu i temu psu, że „człowiek” to nie tylko ból, cierpienie i bezgraniczna znieczulica, że słowo człowiek może również oznaczać dobroć, miłość i bezinteresowną pomoc. Dzięki tym ludziom Albert został wyciągnięty ze schroniska i umieszczony w domu tymczasowym pod troskliwą opieką lekarzy weterynarii. Prawdopodobnie to będzie ostatnia przystań Alberta przed odejściem za tęczowy most, ale pragniemy aby te ostatnie tygodnie, może miesiące swojego życia Albert spędził w warunkach godnych każdej żywej istoty. W przypadku spondylozy nie ma ratunku, zwyrodnienie postępuje zniekształcając kręgi i zwiększając ucisk na rdzeń kręgowy i żadna operacja tego nie powstrzyma . Zdajemy sobie sprawę, że nie przywrócimy mu zdrowia, że pewnie nie uda się nawet przedłużyć mu życia ponadto to, które mu odlicza jego zegar na tym ziemskim świecie- nieubłagana choroba postępuje z każdym dniem. Chcemy jednak, by nim przekroczy Tęczowy Most poczuł się chciany i kochany. Otoczony fachową opieką i namiastką ludzkiej miłości. Ktoś pewnie zapyta czy warto poświęcać czas psu, który umiera, ktoś inny powie , że tyle innych młodych psów czeka na pomoc. Ale my odpowiemy, że warto bo takie pytania mogą zadać tylko ludzie , którzy nie zetknęli się z Albertem, którzy nie widzieli jego oczu wpatrzonych w człowieka, nie widzieli w tych oczach ogromnej prośby o pomoc, nie poczuli jego mięciutkiego języka na swoim policzku. Świat byłby bardzo okrutnym miejscem gdybyśmy czynili tylko to, co rozsądne. Trzeba walczyć o każdego psa póki ma on wolę życia i póki czerpie z niego jakąś przyjemność, a Albert ma w sobie tę ogromną wolę bycia szczęśliwym, to pies który złożył na ołtarzu ofiarnym strzępy nadziei i wiary w człowieka. Albert potrzebuje domu tymczasowego lub hotelu dla psów, gdzie odejdzie otoczony miłością i ciepłem. Każdy pies na to zasługuje, a taki jak on - wspaniały, łagodny i złakniony uczucia - zasługuje podwójnie. Potrzebuje bardzo konkretnej opieki paliatywnej, badań i diagnoz medycznych, leków i zabiegów, które umożliwią mu komfort życia w tym ostatnim okresie jego bycia na tym ziemskim padole. To wszystko wymaga bardzo dużych środków finansowych. Błagamy pomóż nam i Albertowi. Wesprzyj Alberta jakąkolwiek kwotą na którą cię stać, dla niego każda złotówka oznacza światełko w tunelu ludzkiej bezduszności, każda złotówka daje mu szansę na godne odejście z tego świata bez cierpienia i bólu, każda złotówka pozwoli nam dać temu psu to czego nie doczekał się od własnego pana. Poczucia, że jest przy nim człowiek który go kocha, jest przy nim przyjaciel który nie zostawi go samego i pomoże mu wspólnie przejść przez tęczowy most, w którego oczy będzie mógł patrzeć gdy jego oczy zaczną już gasnąć. -
Albert - zwycięstwo wytrwałości. ZA TM (*)
marysia55 replied to gazzy's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
no nie wiem jak go ocenicie czy faktycznie taki sliczny, ale naprawdę się starałam. Jesli będą jakieś cenne uwagi to oczywiście skoryguję tekst. Albercik mam nadzieję, że przyniesie ci szczęście jak innym psiakom w imieniu których błagam o pomoc :loveu: -
KRAKÓW - BRYTAN-ON-ek odgryzał sobie ogon. TERAZ MA DOM NA ZAWSZE!!!!
marysia55 replied to Asior's topic in Już w nowym domu
cudwnie jest widzieć Brytanka takiego szczęśliwego łobuza i ten ogon taki juz ładny > Widzisz Brytan w zyciu nie jest zawsze pod górkę, ty bidoku cos o tym juz wiesz :loveu: -
KRAKÓW-1,5 r. ON-Pistacja,z mordowni w olkuszu, MA WSPANIAŁY DOM
marysia55 replied to Asior's topic in Już w nowym domu
pewnie masz racje ... ale ja kurczę taka niedyspozycyjna byłam przez te trzy dni :shake: , że jak będzie trzeba to napiszę jeszcze raz :p -
[quote name='agamika']Kamis ciągle w schronisku :-(.. z ogłoszeń nikt o niego nie pyta ... ehhh, w sb miałam cichą nadzieję , ze mu sie poszczęści , przyszli bardzo fajni ludzie, którym niedawno odzszedł pies, mieli z sobą album zdjęc tamtego psiaka i z wielką miłością o nim mówili . Kamis zwrócił ich uwagę podobienśtwem do tamtego - nie takim kropka w kropkę m ale za braci mogliby uchodzić . ALe wyszli w ogóle bez psa .. chyba jeszcze nie są gotowi , a wiek Kamisa tez ich troche odstraszył :-([/QUOTE] kurczę a co ma wiek do rzeczy :cool3: ale jesli wpadł im w oko to jest szansa, że po niego wrócą :loveu:
-
KRAKÓW ON-ek BALZAK-PIES Z ROGAMI SZUKA DOMU!!!!!
marysia55 replied to Asior's topic in Już w nowym domu
balzak , co u ciebie słychać, są jakieś dobre wieści :roll: nawet nie ma kto cie podrzucać na pierwsza stronę :cool3: -
:crazyeye: straszna cisza na tym wątku, już wszystkie ciotki zapomniały o małym Pedro ... co słychac u malucha :cool3:
-
KRAKÓW - piękny amstaff Borys NARESZCIE SIĘ DOCZEKAŁ!!! MA DOMEK!!!
marysia55 replied to Asior's topic in Już w nowym domu
[quote name='Asior'][IMG]http://img37.imageshack.us/img37/908/dsc08957.jpg[/IMG][/QUOTE] [B][I][CENTER][COLOR="Blue"]całuśnik jeden :loveu: a p.Uli tez tylko jedno w głowie :diabloti:[/COLOR][/CENTER][/I][/B] -
[quote name='elik']Marysiu, podrzuć mi nr konta Agamiki. Agamika tak żadko zagląda do tego wątku, że pewie się nie doczekam tego od Niej :evil_lol:Wracam do Krakowa 18 maja.[/QUOTE] a proszę cie bardzo elik :p:p:p skopiowałamz postu 474 :diabloti: 18 1140 2004 0000 3802 5867 1293 AGNIESZKA HALINA GRYŹNIAK ul Krowoderskich Zuchów 23 / 49 31-271 Kraków
-
POGRYZIONA przez OWCZARKI DZIĘKI PROGRAMOWIW TV znalazła DOM
marysia55 replied to jusstyna85's topic in Już w nowym domu
[quote name='bico']Misiu, powodzenia i bądź grzeczna:happy1: czekamy na wieści z nowego domku:cool3:[/QUOTE] no to jest nas więcej czekających :roll::roll: -
[quote name='Asior']widziałam dziś Weksika :loveu: nawet wyskoczyłam na szybki spacerek :)[/QUOTE] szczęściara :loveu::loveu:
-
KRAKÓW - piękny amstaff Borys NARESZCIE SIĘ DOCZEKAŁ!!! MA DOMEK!!!
marysia55 replied to Asior's topic in Już w nowym domu
[quote name='agaga21'][B][SIZE=5] borys, szukaj pana![/SIZE][/B];) [/QUOTE] [B][COLOR="Purple"]no właśnie pies cudo , a pana jak nie widzć tak nie widać [/COLOR][/B]