Bardzo dziękujemy Jakiś potworny pech ją dopadł. Operacja TPLO kolana udała się, ale w trzeciej dobie dostała polekowego zapalenia żołądka i bardzo wymiotowała. Trzeba było odstawić leki, co spowodowało wielki stan zapalny w operowanej łapce. Wetka ją operująca nakazała masaże, żeby zmniejszyć opuchliznę, ale to była piąta doba od operacji, więc rozeszła się rana. Opuchlizna ucisnęła jakiś nerw i stópka stała się bezwładna. Rana zaczęła się paskudzić. Została oczyszczona i zamknięta częściowo staplerami. Rtg wykazał, że z operowanym kolanem wszystko jest dobrze. Po 6 dniach w ranię, z której sączyło się po każdych ćwiczeniach, które musimy robić pojawiła się ropa mimo podawania antybiotyku w zastrzykach. Wetka, u której jesteśmy od operacji non stop podjęła decyzję ponownym oczyszczeniu i o zaszyciu rany nićmi. Niestety z powodu żołądka Figuszki na żywca. Byłam z nią cały czas. Jacek trzymał łapki, a ja mówiłam do niej i trzymałam łepek. Nie pisnęła nawet, jakby wiedziała, że to dla jej dobra.
Do tego wszystkiego skacząc na trzech łapkach nadwyrężyła stawy biodrowe, które już wcześniej jej dokuczały. Tym bardziej jeszcze mocniej broni się przed stawaniem na operowanej łapce. Czekam na zagojenie rany i ruszam na profesjonalną rehabilitację. Wetka mówi, że małymi kroczkami poprawia się. Widzi naszą pracę, pozbyliśmy się stanu zapalnego i na kilka sekund obciąża w czasie ćwiczeń łapkę, ale długa walka przed nami.
przepraszam, że tyle piszę o Figuszce, ale to w tej chwili spędza mi sen z powiek.
do tego Peruszka z totalną demencją Smutny i stersujący czas mam w tej chwili…